Kierowca homofobusa uniewinniony. „Sąd uznał za prawdziwe hasła, że homoseksualiści częściej molestują dzieci”

2023/07/07

– To haniebny wyrok, szokujący. Prawdopodobnie będziemy składać kasację – mówi pełnomocnik Moniki Drubkowskiej, aktywistki LGBT z Gorzowa Wielkopolskiego. Chodzi o sprawę furgonetek, które jeździły po mieście i głosiły hasła m.in. o tym, że „homoseksualiści częściej molestują dzieci”. – Sąd wskazał, że hasła te polegają na prawdzie – dziwi się prawnik.

Monika Drubkowska jest aktywistką LGBT, prezeską Fundacji Warto Być Równym Nad Wartą. W sierpniu 2019 roku współorganizowała pierwszy w Gorzowie Wielkopolskim marsz równości. Kilka dni przed tym wydarzeniem na ulicach miasta pojawiły się homofobusy – furgonetki z homofobicznymi hasłami. Były nimi oblepione, a także puszczały je przez megafon.

Drubkowska poczuła się dotknięta. – To był trudny czas kampanii wyborczej. Przed naszym marszem zaczęły jeździć furgonetki podsiane mową nienawiści, hejtem, dyskryminacją. To była homofobiczna propaganda w czystej postaci, niepoparta żadną naukową wiedzą. Ja się z tym nie zgadzam, prowadzę fundację równościową, pomagam osobom LGBT+, chronię nasze prawa i naszą godność, dlatego wystąpiłam z prywatnym aktem oskarżenia do sądu – wspomina w rozmowie z TOK FM aktywistka.

Więcej w TOK.FM

Przemoc i pushbacki. Migranci wypchnięci z Polski opowiedzieli, co ich spotkało na granicy

2024/06/19

Okładają pałkami, traktują gazem, szydzą. Błagania o litość ich bawią – mówią o polskich i białoruskich mundurowych ludzie, którzy próbowali przedostać się z Białorusi do Polski. Ich opowieści ujawnia stowarzyszenie We Are Monitoring.

7 stycznia 2023 r. Hamza przekracza granicę polsko-białoruską. Przez las przedziera się wraz z sześcioma mężczyznami z Jemenu. Jest mróz, noc, dochodzi trzecia. Jeden z Jemeńczyków jest już skrajnie wychłodzony. Nie jest w stanie dalej maszerować. Troje z grupy decyduje się wezwać pomoc. Ruszają w stronę najbliższej wsi.

Po dwóch godzinach marszu widzą, że w oddali majaczą światła samochodów. To dwa wojskowe jeepy i jedno nieoznakowane auto. Hamza wie, co to oznacza. Zaraz zostaną wywiezieni z powrotem na Białoruś. Próbują się ukryć, ale zdradzają ich ślady na śniegu. 

Z aut wysiadają trzy osoby w ciemnozielonych mundurach, w tym niska blondynka, która kierowała jeepem. – Ej, wy! – słyszą krzyk. Mundurowi ich doganiają, łapią za kurtki i rzucają na ziemię.

Zaczynają się przeszukania, wertowanie telefonów. Strażnicy przystawiają Hamzie do twarzy zdjęcie jego córki. – To twoja córka? – pytają już po angielsku. Hamza potwierdza. Następne zdjęcie: pokiereszowana stopa jednego z towarzyszy ich podróży. – To ty? Bardzo ładne! – naigrywa się jeden z pograniczników.

Zanim zafundują im pushback, pastwią się tak nad nimi jeszcze – jak ocenia Hamza – ok. 2,5 godziny. – Ciągnęły się, jakby to był cały rok – wspomina.

Pakując całą trójkę do samochodu, strażnicy szydzą: „Nie macie dziś szczęścia, oj, nie macie”. Gdy Hamza mówi o wojnie w Jemenie, funkcjonariusz odpowiada: – Mamy tu tylko jedną wojnę: imigrację, ciebie.

Po dwudziestu minutach docierają na miejsce. Pogranicznicy uchylają niewielką bramę w murze. Na odchodne rzucają: „Teraz możecie iść”.

Więcej w Wyborczej

Tusk o spocie PiS: Rasistowska, obrzydliwa narracja

2024/06/18

Jest specjalne miejsce w piekle politycznym dla tych, którzy wpierw powodują problemy na granicy, a później robią z tego tzw. polityczne złoto – mówił premier Donald Tusk na konferencji prasowej po powrocie z kilkudniowej wizyty w Brukseli i Luksemburgu.

W stolicy Belgii Tusk rozmawiał m. in. o obsadzie kluczowych stanowisk w Unii Europejskiej, na tzw. nieformalnym szczycie Rady Europejskiej. 

Przewodniczący Koalicji Obywatelskiej po wylądowaniu w Warszawie podkreślił przede wszystkim, że priorytetem polityki Unii jest bezpieczeństwo granic wspólnoty. I jest co do tego „pełna zgoda” wśród państw członkowskich. Częścią realizacji zadania ochrony unijnych granic jest projekt Tarczy Wschód. 

– Do naszej inicjatywy na wschodniej granicy, czyli do Tarczy Wschód dołączą najprawdopodobniej w najbliższych dniach także inne kraje, w tym kraje bałtyckie. Projekt będzie również wspierany przez UE – mówił polski premier. 

Według Tuska w nowym rozdaniu w Komisji Europejskiej Polska będzie miała jeden z „rozstrzygających” głosów w kwestii obronności. – Uzyskałem ze wszystkich stron zapewnienie, że Polska będzie miała jeden z rozstrzygających głosów, jeśli chodzi o te kwestie dla nas tak ważne jak obrona, rozszerzenie i sąsiedztwo, a co za tym idzie także bezpieczeństwo naszych granic – zapowiedział prezes Rady Ministrów.

Donald Tusk wspomniał również, że w Brukseli zapadł polityczny konsensus co do traktowania granicy polsko-białoruskiej jako granicy Unii Europejskiej. Dodał, że choć to „oczywiste”, to „nie chciano do tej pory wyciągać z tego wniosków”. Zapewnił, że wszyscy prezydenci i premierzy, z którymi rozmawiał, podobnie jak Ursula von der Leyen, potwierdzili gotowość do finansowania przez UE „przynajmniej niektórych” zadań na granicy.

Więcej w Wyborczej

Wrzucają zdjęcia osób o innym kolorze skóry i krytykują rząd. „To jest rasizm w czystej postaci”

2024/06/18

– To rasizm w czystej postaci. To jest również (…) naruszenie dóbr osobistych. Mam nadzieję, że te osoby, które są ofiarami takich działań politycznych, będą miały swoich pełnomocników, którzy zajmą się tą sprawą – mówiła dr Hanna Machińska, była zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, o zdjęciach przedstawiających czarnoskóre osoby opublikowanych przez polityków Suwerennej Polski i PiS w sieci. Krytykują przy tym politykę migracyjną rządu.

– To są działania niedopuszczalne. To działania, które mają na celu wywołanie strachu, stygmatyzowanie tych osób. (…) Jeżeli uznamy, że to są działania, które mają również na celu znieważanie tych ludzi, to jest przepis Kodeksu karnego: Kto znieważa ludzi, kto wywołuje takie nastroje rasistowskie, powinien ponieść odpowiedzialność – mówiła gościni „Faktów po Faktach”.

Dr Machińska powiedziała, że to „rasizm w czystej postaci”. – To jest również kwestia odpowiedzialności na gruncie prawa cywilnego, czyli wykorzystanie wizerunku, naruszenie dóbr osobistych. Mam nadzieję, że te osoby, które są ofiarami takich działań politycznych, będą miały swoich pełnomocników, którzy zajmą się tą sprawą – dodała.

– Ludzie są przerażeni, bo od 2015 roku (…) była narracja skierowana przeciwko migrantom. Mówiło się, że zaleje nas fala, że będą gwałcić. To język nienawiści, który bardzo często przybiera postać czynów z nienawiści – mówiła dr Machińska.

Na pytanie, dlaczego społeczeństwo powinno „wyrażać sprzeciw wobec takim zachowań”, gościni „Faktów po Faktach” odpowiedziała, że „to jest nieprawdopodobnie niszczące działanie”. – Inność burzy nasze pojęcie spokoju i komfortu, a politycy znakomicie wyczuwają nasze emocje – mówiła była zastępczyni RPO.

Więcej w TVN24

Kolorowy tłum przeszedł ulicami miasta. W Słupsku odbył się Marsz Równości 2024

2024/06/16

W Słupskim marszu równości wzięło udział kilkaset osób. Uczestnicy ruszyli w sobotę z mostu Grosza i z tęczowymi flagami i transparentami przeszli w kolorowym korowodzie ulicami centrum miasta.

Dla uczestników wydarzenia ważna jest równość praw dla osób LGBT+, wolność wyboru i sprzeciw dla dyskryminacji. Jak zgodnie podkreślali, każdy powinien móc decydować, kim chce być.

Marsz ma pokazać jak duża jest społeczność osób LGBT + i osób sojuszniczych. – Chcemy, by w Słupsku, który jest miastem dość otwartym, móc czuć się bezpiecznie – przekazał Mateusz Marecki ze stowarzyszenia Słupsk Q+. – Walczymy o partnerską równość i różnorodność – zaznaczył.

Patronat nad imprezą objął m.in. słupski samorząd. Wiceprezydent miasta Marta Makuch przyznała, że Słupsk chce być miastem otwartym dla każdego. – Chcemy pokazać, że w tym miejscu każdy, bez względu na płeć, wiek, orientację seksualną czy inne czynniki, powinien czuć się jak w domu – zapewniła wiceprezydent.

Wydarzeniu towarzyszyło specjalnie zorganizowane tęczowe miasteczko.

Źródło: prk24.pl

Parada Równości przeszła ulicami Warszawy. Tęczowe wydarzenie pod oficjalnym patronatem miasta

2024/06/15

W sobotę, 15 czerwca, w sąsiedztwie Pałacu Kultury i Nauki stanęło miasteczko promujące idee równości, wolności i tolerancji wobec mniejszości, w szczególności społeczności LGBTQ+. Odbył się również przemarsz ulicami Śródmieścia.

15 czerwca w Warszawie odbyła się druga Parada Równości. Tegoroczna Parada Równości odbyła się w kolorowej, otwartej i pozytywnej atmosferze.

Wolność i tolerancja wobec mniejszości to hasło zgromadzenia i przemarszu, które zostało zaplanowane u zbiegu ulicy Emilii Plater i Alej Jerozolimskich. Uczestnicy wydarzenia zaczęli gromadzić się około godziny 12:00, a o 14:00 rozpoczął się przemarsz. Jego trasa przebiegła ulicami: Alejami Jerozolimskimi, Marszałkowską, Królewską, Krakowskim Przedmieściem, Senatorską, przez plac Bankowy do alei „Solidarności”, aleją Jana Pawła II, Świętokrzyską do Emilii Plater. Koniec zgromadzenia o godzinie 18:00. Wydarzenie odbywa się pod patronatem honorowym Prezydenta m.st. Warszawy.

Źródło: warszawa.eska.pl

Marian Turski: „Antysemityzm i mowa nienawiści nadal w Polsce popłacają”

2024/06/15

Były więzień obozu Auschwitz-Birkenau i wieloletni dziennikarz tygodnika „Polityka” Marian Turski odebrał Honorowe Obywatelstwo Świata Turowicza. To wyróżnienie nadawane przez Fundację imienia Jerzego Turowicza. W przemówieniu Turski przyznał, że niepokoją go wyniki ostatnich wyborów do Europarlamentu i sukcesu ugrupowań takich jak Konfederacja oraz polityków pokroju Grzegorza Brauna.

– Minimalnie, ale jednak ta Europa tolerancyjna ciągle zwycięża. Oby tak było. To nie jest taka prosta sprawa. Jest prawie równowaga, a więc zagrożenie – mówił Turski.

Świat Turowicza to inicjatywa Fundacji imienia założyciela „Tygodnika Powszechnego”. Celem jest promocja proeuropejskości. Świat Turowicza ma formę cyklu debat. Kolejne spotkanie, na którym będzie wyróżniony Marian Turski już w sobotę w Goszycach pod Krakowem.

Źródło: Radio Kraków

Dwie rzeczy, które trzeba wiedzieć o strefie buforowej na granicy polsko-białoruskiej

2024/06/14

13 czerwca weszło w życie rozporządzenie MSWiA o zamknięciu strefy buforowej na granicy z Białorusią. Minister Siemoniak chwalił się, że mimo zakazu dziennikarze będą mogli wchodzić do strefy. RPO alarmuje, że może ona spowodować naruszenie prawa. O co tu chodzi? I jak można wejść do strefy?

Od czwartku 13 czerwca 2024 funkcjonuje tzw. strefa buforowa przy granicy z Białorusią. Jak pisaliśmy w OKO.press, na odcinku około 44 km obszar objęty zakazem to 200 m od linii granicy państwowej. Natomiast na odcinku około 16 km, położonym w rejonie rezerwatów przyrody, strefa jest szersza – ma około 2 km. Oto mapa przygotowana przez MSWiA:

Ze strefą było dużo zamieszania. Najpierw zapowiedział ją Donald Tusk (29 maja) na konferencji w Dubiczach Cerkiewnych – miała mieć 200 metrów. Tego samego dnia ukazał się projekt rozporządzenia i okazało się, że 200 metrów rozszerzyło się w niektórych miejscach na 6-7 km. 3 czerwca, dzień przed wejściem rozporządzenia w życie minister Siemoniak wspomniał jednak, że potrzebne są konsultacje. Te odbyły się 10 czerwca i zostały skrytykowane przez organizacje pomocowe działające przy granicy, jako fasadowe:

W czasie konsultacji na stronie Rządowego Centrum Legislacji ciągle wisiał stary projekt, ale pojawiły się też uwagi zgłoszone przez różne podmioty. Dotyczyły one m.in. szerokości strefy (i to zostało zmienione) oraz zakazu wejścia dla różnych grup: dziennikarzy, naukowców, aktywistów. Ta ostatnia kwestia – w przeciwieństwie do szerokości strefy – nie została w rozporządzeniu zmieniona. Mimo że w mediach pojawiły się informacje, że i media, i organizacje pomocowe będą miały dostęp do strefy. Napisał też o tym na portalu X senator Maciej Żywno. Jak to wyjaśnić? I co trzeba wiedzieć o wejściu do strefy?

„Nie ma żadnych powodów, by odcinać granicę od mediów” – powiedział w „Sygnałach Dnia” szef MSWiA Tomasz Siemoniak. Czy ma to odzwierciedlenie w rozporządzeniu? Nie. Wejście do strefy dla mediów i organizacji pomocowych jest uregulowane dokładnie tak samo, jak w czasie rządów PiS (strefa zamknięta obowiązywała od września 2021 do czerwca 2022), czyli za pomocą art. 12b ust.2 Ustawy o ochronie granicy państwowej:

„W uzasadnionych przypadkach właściwy miejscowo komendant placówki Straży Granicznej może zezwolić na przebywanie, na czas określony i na określonych zasadach, na obszarze objętym zakazem, o którym mowa w art. 12a ust. 1, innych osób niż wymienione w ust. 1, w szczególności dziennikarzy w rozumieniu art. 7 ust. 2 pkt 5 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 roku – Prawo prasowe”.

Z zapowiedzi rządzących możemy natomiast wywnioskować, że – inaczej niż za rządów PiS – te zgody będą udzielane częściej. Dzwoniliśmy w tej sprawie do placówek SG w Dubiczach Cerkiewnych, Narewce, Białowieży i Czeremsze. Uzyskaliśmy tam informację, że o zgodę należy wystąpić mailem, wskazać cel wejścia do strefy (czy przygotowanie materiału dziennikarskiego wystarczy?), ramy czasowe oraz obszar.

Problemem jest jednak czas rozpatrzenia takiego wniosku – w Białowieży powiedziano nam, że na taką zgodę można czekać nawet 7 dni roboczych. W innych placówkach wskazywano 1-2 dni lub nawet kilka godzin. W dwóch placówkach podkreślono, że jeżeli sprawa wejścia do strefy będzie pilna, decyzję można przyspieszyć. Problemem mogą być też dni wolne od pracy – w jednej z placówek powiedziano nam, że wydawanie decyzji w te dni może nie być możliwe.

Aktualizacja: W piątek 14 czerwca z placówki SG w Białowieży otrzymaliśmy odpowiedź mailową – w strefie można przebywać 2 godziny, tylko w konkretnym miejscu, a na rozpatrzenie wniosku placówka ma 7 dni. Komendant zapowiedział, że wniosek zostanie rozpatrzony w poniedziałek.

Za wcześnie na razie, by stwierdzić, czy aktywiści są wpuszczani na teren strefy. Powyższe informacje dotyczyły mediów.

Więcej w oko.press

UNHCR: liczba uchodźców osiąga historycznie wysoki poziom

2024/06/13

Liczby są alarmujące: według Wysokiego komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw uchodźców (UNHCR), ponad 120 mln ludzi jest obecnie przesiedlonych. Liczba ta odpowiada mniej więcej wielkości populacji Japonii.

Opublikowany w czwartek raport Global Trends Report pokazuje, że liczba osób przymusowo wysiedlonych podwoiła się w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Kluczowym aspektem tego trendu jest pojawienie się gwałtownych konfliktów na całym świecie. Na przykład w Sudanie: pod koniec 2023 r. 10,8 mln osób zostało przesiedlonych z powodu aktów przemocy w tym kraju. W Demokratycznej Republice Konga i Mjanmie miliony ludzi zostało przesiedlonych w wyniku konfliktu. W Strefie Gazy do końca ubiegłego roku przymusowo przesiedlono 1,7 mln osób. Największym kryzysem pozostaje Syria, gdzie przesiedlono 13,8 mln osób.

„Liczby te skrywają niezliczone ludzkie tragedie. To cierpienie musi skłonić społeczność międzynarodową do pilnego zajęcia się przyczynami wysiedleń” — podkreślił Filippo Grandi, Wysoki Komisarz ONZ ds. Uchodźców. Liczba uchodźców i osób poszukujących ochrony wzrosła do 43,4 mln. Większość uchodźców przebywa w krajach sąsiednich, a 75 proc. z nich mieszka w krajach o niskim i średnim dochodzie.

Z raportu wynika jednak również, że w 2023 r. do domów powróciło ponad 5 mln przesiedleńców wewnętrznych i 1 mln uchodźców. Ponadto liczba przesiedleń również wzrosła do prawie 160 tys. w 2023 roku. „Bez lepszej współpracy i wspólnych wysiłków na rzecz rozwiązania konfliktów, naruszeń praw człowieka i kryzysu klimatycznego, liczba osób zmuszonych do ucieczki będzie nadal rosła, przynosząc nowe nieszczęścia i kosztowne reakcje humanitarne” — powiedział Grandi i zaapelował: „Uchodźcy i społeczności, które ich goszczą, potrzebują solidarności i wsparcia”.

Więcej w Onecie

Stanowisko Fundacji im. Stefana Batorego w sprawie wprowadzenia przez rząd czasowego zakazu przebywania w strefie przy granicy z Białorusią

2024/06/13

Z niepokojem przyjmujemy decyzję rządu o wprowadzeniu strefy zakazu przebywania w strefie nadgranicznej przyległej do granicy państwowej z Białorusią. Rozumiejąc potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa na granicy i doceniając działania służb państwowych, uważamy, że rozwiązania wprowadzane w rozporządzeniu idą zbyt daleko, naruszając podstawowe prawa i wolności obywatelskie. Zakaz wstępu na objęte rozporządzeniem tereny organizacjom społecznym zajmującym się pomocą humanitarną, medyczną i prawną, monitorowaniem przestrzegania prawa oraz mediom uniemożliwia prowadzenie niezależnej obserwacji działań służb na granicy, co budzi obawy o poszanowanie praw człowieka.

Zwracamy uwagę, że obecne rozporządzenie wydane zostało w oparciu o szeroko krytykowane, zarówno przez organizacje społeczne, jak i przez Rzecznika Praw Obywatelskich, przepisy ustawy z dnia 17 listopada 2021 r. o zmianie ustawy o ochronie granicy państwowej oraz niektórych innych ustaw. Przepisy te – jak wskazywaliśmy w opinii prawnej autorstwa prof. Sławomira Patyry [1] – naruszają standardy dopuszczalnych ograniczeń wolności i praw jednostki w demokratycznym państwie prawnym i nie spełniają podstawowych standardów wynikających z postanowień Konstytucji.

Nasz sprzeciw budzi też sposób konsultacji projektu rządowego rozporządzenia. Przyłączamy się do opinii wyrażonej przez 15 organizacji niosących pomoc humanitarną osobom na polsko-białoruskiej granicy [2], że zorganizowane przez rząd spotkanie z 10 czerwca nie spełniało standardów konsultacji społecznych, a ogłoszenie w tym samym czasie przez premiera decyzji o wprowadzeniu strefy buforowej na granicy podkreślało fasadowość i pozorność konsultacji. Wprowadzenie tak poważnych, ograniczeń w korzystaniu z praw i wolności obywateli polskich, w tym organizacji społecznych oraz mediów – powinno zostać poprzedzone autentycznymi konsultacjami, które pozwoliłyby na przedstawienie argumentów wszystkich stron i umożliwiły przygotowanie rozwiązań godzących potrzebę ochrony bezpieczeństwa państwa z przestrzeganiem podstawowych praw i wolności gwarantowanych w Konstytucji i konwencjach międzynarodowych.

Apelujemy o zmianę przepisów w taki sposób, aby umożliwić organizacjom humanitarnym, prawnikom i dziennikarzom kontrolowany wstęp do strefy przygranicznej.

Wyrażamy solidarność z organizacjami społecznymi udzielającymi pomocy humanitarnej na granicy. Wspieraliśmy, wspieramy i będziemy wspierać prowadzone przez nich działania na rzecz ratowania życia lub zdrowia osób, które znalazły się w strefie przygranicznej.

Wzywamy do poszanowania konstytucyjnych norm gwarantujących wolności obywatelskie oraz do zapewnienia przejrzystości działań na granicy. Stawką jest zarówno zapewnienie bezpieczeństwa państwa, jak i zachowanie zaufania społecznego oraz wiarygodności Polski jako państwa przestrzegającego rządów prawa.

[1] S. Patyra Opinia prawna w sprawie ustawy o zmianie ustawy o ochronie granicy państwowej oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 1754), uchwalonej przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej 17 listopada 2021 r. Dostępne: https://www.batory.org.pl/wp-content/uploads/2021/11/S.Patyra_Opinia.prawna.o.zmianie.ustawy.o.ochronie.granicy.panstwowej.pdf

[2] Pismo organizacji społecznych w sprawie wprowadzenia tymczasowego zakazu wstępu na obszar przygraniczny: https://hfhr.pl/aktualnosci/pismo-organizacji-spolecznych-ws-wprowadzenia-tymczasowego-zakazu-wstepu-na-obszar-przygraniczny

Organizowali urodziny Hitlera. Jest decyzja sądu

2024/06/12

Rybnicki Sąd Okręgowy utrzymał kary więzienia w zawieszeniu dla pięciorga uczestników obchodów urodzin Adolfa Hitlera, zorganizowanych w 2017 r. w Wodzisławiu Śląskim. Sprawę byłego szefa zdelegalizowanego już stowarzyszenia „Duma i Nowoczesność” i organizatora imprezy musi rozpoznać ponownie sąd rejonowy.

Sąd Okręgowy w Rybniku poinformował, że wyrok więzienia w zawieszeniu dla pięciorga uczestników obchodów urodzin Adolfa Hitlera, które zorganizowano w 2017 r. w Wodzisławiu Śląskim, jest prawomocny.

„Takie zachowanie to nie zabawa, żart ani happening, ale afirmacja ustroju nazistowskiego” – podkreślono w stanowisku sądu.

Sprawę jednego z oskarżonych Mateusza S. – b. szefa zdelegalizowanego już stowarzyszenia „Duma i Nowoczesność” i organizatora imprezy – musi rozpoznać ponownie sąd rejonowy.

Zwracając do sądu rejonowego sprawę Mateusza S. –  który jako jedyny przyszedł w poniedziałek do sądu – sąd odwoławczy podzielił stanowisko jego obrońcy, który wskazał, że podczas procesu zostało naruszone jego prawo do obrony. Chodzi o art. 79 Kodeksu postępowania karnego, według którego oskarżony musi mieć obrońcę, jeśli zachodzi uzasadniona wątpliwość, co do jego poczytalności.

Adwokat zwracał uwagę, że taką obligatoryjną obronę powinien mieć jego klient, skoro prokuratura zasięgała w sprawach oskarżonych opinii biegłych psychiatrów. Tymczasem na kilku terminach rozpraw Mateusz S. nie był reprezentowany przez obronę.

Sąd odwoławczy w poniedziałkowym wyroku zmienił też opis czynu zarzucanego pozostałym oskarżonym, uznając, że działali oni wspólnie także wraz z dwiema innymi osobami. W pozostałym zakresie utrzymał wyrok wodzisławskiego sądu w mocy, uznając, że proces był poprowadzony prawidłowo, rzetelnie i szczegółowo, a jedyny błąd dotyczył Mateusza S.

Podobnie jak sąd I instancji, sąd okręgowy nie miał wątpliwości, że urodziny Hitlera były publicznym propagowaniem nazizmu.

Więcej w Wirtualnej Polsce

Więcej asystentek od września w szkołach. „Wielokulturowość staje się codziennością”

2024/06/11

– Miałam ostatnio spotkanie z naczelnikami wydziałów edukacji z Warszawy i jedna z tych osób powiedziała, że zagadnienie różnorodności w szkole jej nie dotyczy. W tym momencie opadły mi ręce. Nie można wychodzić z założenia, że tysiące dzieci z innych krajów w polskiej szkole, to sytuacja przejściowa. Nie, wielokulturowość staje się codziennością – mówi Agnieszka Kosowicz z Polskiego Forum Migracyjnego.

Julia Kamińska pochodzi z Krymu. Do Polski przyjechała przed wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Dziś jest jedną z asystentek międzykulturowych Polskiego Forum Migracyjnego. Od dwóch lat pracuje w szkołach podstawowych w Warszawie. 

– Nie mam wątpliwości, że asystentki i asystenci są w szkołach bardzo potrzebni, również teraz, ponad dwa lata po 24 lutego 2020 roku. Wojna przecież wciąż trwa, ciągle przyjeżdżają nowe rodziny, a dzieci, które są już tutaj dłuższy czas, też nie zawsze dobrze się tu odnajdują. Oczywiście, chodzi nie tylko o dzieci ukraińskie, ale o wszystkich uczniów z doświadczeniem migracji – mówi Julia.

– Współpracujemy na trzech płaszczyznach: z dziećmi, z rodzicami i z polskimi nauczycielami. W szczególności pomagam dzieciom w integracji w polskiej szkole. Chcę, żeby poczuły się tutaj bezpiecznie i mile widziane – dodaje nasza rozmówczyni. Jak mówi, w szkołach ciągle zdarzają się przypadki bullyingu (zastraszania) wśród dzieci, dochodzi do konfliktów rówieśniczych. – Widzę, że obecnie jest to częste zwłaszcza wśród samych uczniów ukraińskich, którzy nie mogą się między sobą dogadać. Oczywiście, wciąż problemem bywa język polski. Niektóre dzieci bardzo dobrze sobie z nim radzą, ale są i takie, które mają w sobie jakąś barierę i bywa im bardzo ciężko, mimo dodatkowych lekcji języka polskiego – wskazuje gościni TOK FM.

Czasami o pomoc proszą ją nauczyciele, bo dziecko czegoś nie rozumie, albo rodzice nie potrafią założyć dziennika elektronicznego i na bieżąco śledzić, jak syn czy córka radzi sobie w szkole. Wtedy pomaga. Julia przyznaje, że zdarzają się też przypadki konfliktów na tle narodowościowym, gdy ktoś kogoś wyzywa albo wysyła na wojnę. – Każda taka sytuacja jest zgłaszana do szkolnego pedagoga czy psychologa, bo to jest nasza ścisła współpraca. Czasami sytuacja wychodzi na jaw przypadkiem, albo ktoś mi o niej opowie. Ważne, by wykryć problem jak najwcześniej i zareagować – mówi Julia. 

Więcej w TOK FM

Brutalny atak po Marszu Równości w Opolu: Stowarzyszenie Tęczowe Opole reaguje

2024/06/03

W sobotni wieczór na imprezie po VI Marszu Równości w Opolu doszło do dwóch brutalnych ataków na tle homofobicznym. Stowarzyszenie Tęczowe Opole wydało oświadczenie w tej sprawie.

W sobotni wieczór, 1 czerwca 2024 r., w trakcie afterparty po VI Marszu Równości w Opolu w Klubokawiarni OPO przy ul. Krakowskiej 32 doszło do dwóch ataków na tle homofobicznym. Pierwszy z nich miał miejsce około godziny 22:00. Mężczyzna po wejściu do lokalu zaczął wykrzykiwać nienawistne hasła wobec społeczności LGBTQIA+, zerwał tęczową flagę, ukradł przypinki, rozpylił gaz pieprzowy i uciekł z lokalu. Wezwana na miejsce policja zebrała zeznania osób poszkodowanych.

Później, po północy, prawdopodobnie ten sam sprawca wraz z kilkoma zamaskowanymi mężczyznami pojawił się w okolicy miejsca imprezy, ponownie wykrzykując homofobiczne hasła i próbując wedrzeć się do lokalu siłą. Doszło do ponownego ataku gazem pieprzowym. Wezwana na miejsce policja zatrzymała dwie osoby. Pozostali sprawcy uciekli. Zespół pogotowia ratunkowego udzielił pomocy poszkodowanym uczestnikom.

Stowarzyszenie Tęczowe Opole wyraziło swoje oburzenie i wstrząs tym zajściem. W oświadczeniu możemy przeczytać: „Wiemy, że nadal w naszym społeczeństwie są siewcy nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych i niecispłciowych. Poza bezpośrednimi sprawcami tego ataku, takie osoby są częściowo odpowiedzialne za przemoc wobec osób LGBTQIA+. Apelujemy niezmiennie, również podczas wczorajszego i poprzednich marszów równości, o skuteczną ochronę prawną społeczności LGBTQIA+ w Kodeksie karnym.”

Stowarzyszenie zwróciło się także do osób uczestniczących w afterparty w OPO, które zostały poszkodowane, o zgłaszanie się do nich poprzez e-mail zarzad.to@gmail.com. Obiecują zapewnienie pomocy prawnej oraz, jeśli będzie to konieczne, darmowe wsparcie psychologiczne. Organizatorzy współpracują z organami ścigania, zabezpieczony zostanie monitoring i podjęte zostaną wszystkie dostępne kroki prawne zmierzające do ukarania sprawców.

Impreza była zwieńczeniem VI Marszu Równości w Opolu, zorganizowanego przez Tęczowe Opole. Patronat nad marszem objął prezydent Opola Arkadiusz Wiśniewski. Nad wejściem do Ratusza zawisła tęczowa flaga. Podczas samego marszu nie odnotowano żadnych incydentów.

Źródło: queer.pl

​Przez Lublin, Opole i Olsztyn przeszły Marsze Równości

2024/06/02

Przez Lublin, Opole i Olsztyn przeszły pierwsze podczas tegorocznego „Miesiąca Dumy” marsze równości społeczności LGBT+. W każdym uczestniczyło kilkaset osób. Obyły się bez incydentów i przebiegały spokojnie. Na kolejne weekendy czerwca zaplanowane są marsze w innych miastach Polski, m.in. w Warszawie.

Z początkiem czerwca rozpoczął się tegoroczny tzw. „Pride Month”, czyli obchodzony w wielu miejscach na świecie Miesiąc Dumy środowisk LGBT+. Świętowanie wiąże się z szeregiem wydarzeń i demonstracji, w tym organizowanych rokrocznie w wielu miejscach marszach czy paradach równości. „Pride Month” stanowi m.in. upamiętnienie wydarzeń w nowojorskim pubie Stonewall 28 czerwca 1969 roku – serii gwałtownych demonstracji i zamieszek społeczności LGBT+ po nalocie policji na pub, które stały się jednym z symboli całego ruchu na rzecz praw LGBT+.

W sobotę takie marsze odbyły się w trzech miastach wojewódzkich – Lublinie, Opolu i Olsztynie.

Około 300 osób – jak szacuje policja – wzięło udział w IV Olsztyńskim Marszu Równości, który rozpoczął się zgromadzeniem w Parku Centralnym i przeszedł głównymi ulicami. W tym czasie część centrum miasta była wyłączona z ruchu, zmieniono trasy autobusów miejskich. 

Uczestnicy szli pod hasłem: „Równość dla wszystkich rodzin”. Jak podkreślali organizatorzy, wszystkie rodziny powinny mieć te same prawa w społeczeństwie. „Rodziny składają się z różnorodnych osób: od par decydujących się na dzieci przez te, które dzieci mieć nie chcą, po rodziny jedno- i różnopłciowe. Zarówno osoby monogamiczne i poliamoryczne” – wskazali.

Więcej w RMF24

Homo i transfobia nie są chrześcijańskie

2024/05/27

Ruch pro-life, ale i Kościół powinien jak ognia unikać skojarzenia z homo i transfobią. A powodem wcale nie jest to, że postawa ta szkodzi głoszeniu własnych poglądów, ale przede wszystkim to, że postawa taka jest sprzeczna z nauczaniem Ewangelii i prawdziwą postawą za życiem – komentuje dla Wirtualnej Polski Tomasz Terlikowski.

Ruch-pro life w Polsce, a przynajmniej jego najbardziej radykalna część, od jakiegoś czasu pikietuje poglądy, prezentuje je w najbardziej ostry sposób, a do tego nie cofa się przed obrażaniem innych. I ruch Kai Godek i ten kierowany Mariusza Dzierżawskiego do walki z aborcją dołącza – kompletnie kuriozalnie z perspektywy skuteczności przekazu i dotarcia do większej liczby ludzi – walkę z osobami LGBTQ+, które oskarżane są o pedofilię, a także z osobami transpłciowymi.

Część polityków zaś – oczywiście tych z prawej strony – nie tylko chętnie podczepia się pod tą retorykę, ale także próbuje budować na niej swoją własną rozpoznawalność polityczną. Ostatnie dni przyniosły dwa – odmienne, ale równie dobitne – potwierdzenie tego zjawiska.

Pierwszym i o wiele bardziej dramatycznym było to, co wydarzyło się podczas wczorajszego wysłuchania na temat aborcji. Kaja Godek, reprezentująca jedną z organizacji pro-life dopytywana była przez reporterkę Polskiej Agencji Prasowej Angelę Getler (która jest transkobietą) o jakieś kwestie prawne, a „obrończyni życia” (cudzysłów nie jest tu z mojej strony przypadkowy) zamiast odpowiedzieć na pytanie, zaczęła atakować dziennikarkę. – Proszę się ode mnie odsunąć, bo się brzydzę – mówiła Godek.

– Jak podchodzi do mnie gej, albo inna osoba z tego środowiska, to mam odruch wymiotny – dodała. Jakiś czas później sama pochwaliła się sprawą na portalu X. „Wyszłam skomentować aborcyjną agresję. Widoczny po prawej transseksualista wchodził na mnie fizycznie i atakował. Okropne!” - napisała i dodała zdjęcia.

Kłopot z nimi jest tylko taki, że nie dowodzą one jakiejkolwiek formy ataku czy „wchodzenia” na nią. Angela Getler zadawała pytanie w normalnej, standardowej odległości, w podobnej zresztą stali także inni dziennikarze, a „atak” na nią spowodowany był wyłącznie transfobią Godek.

Cały tekst w serwisie Wirtualna Polska

38-latek zatrzymany za antysemickie graffiti w wagonie warszawskiego metra

2024/05/24

Mężczyzna został zatrzymany za zniszczenie składów podziemnej kolei. Ale prokuratorskie zarzuty, które dostał, są dużo poważniejsze, niż tylko wandalizm.

18 maja policjanci z wydziału kryminalnego Komendy Rejonowej Policji V zatrzymali 38-latka, który na początku miesiąca, jadąc warszawskim metrem, namalował farbą wewnątrz wagonu dwa napisy. 

Policja ani prokuratura nie ujawniają ich treści. Wiadomo jednak, że jeden z nich miał charakter antysemicki. – Nie odnosił się do konfliktu na Bliskim Wschodzie. To był zwykły, głupi antysemityzm – słyszymy. 

Jak udało się nam dowiedzieć, był tam wulgaryzm pod adresem Żydów.  

Pracownicy metra zgłosili sprawę policji. Śledczy uznali, że napisy wyczerpują znamiona przestępstwa. Prokuratura na podstawie zebranego materiału dowodowego postawiła mężczyźnie zarzut z art. 256 Kodeksu karnego, czyli znieważenia z powodu przynależności narodowej i nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym. – W ocenie prokuratury ma to charakter występku chuligańskiego – mówi „Wyborczej” prokurator Szymon Banna, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Prokurator zastosował wobec mężczyzny policyjny dozór. Grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności. 

Źródło: Gazeta Wyborcza

Pomazali fasadę Domu Ukraińskiego w Warszawie. „Wiadomo, kto za tym stoi”

2024/05/24

Na ścianie Domu Ukraińskiego w Warszawie ktoś namalował hasło: „Potrzebujemy wyborów”. Szefowa organizacji przekonuje, że to element „rosyjskiej prowokacji”. Sprawę zgłoszono na policję.

– Ktoś chce wzbudzić konflikt w społeczności ukraińskiej i poszerzyć rosyjską narrację o tym, że kadencja Wołodymyra Zełeńskiego się skończyła, a Ukraińcy niby domagają się wyborów – mówi nam Myroslava Keryk, prezeska Fundacji Ukraiński Dom. Nie ma wątpliwości, że napisy na budynku przy ul. Zamenhofa w Warszawie to rosyjska prowokacja.

Hasła wymalowano po polsku i po ukraińsku. Keryk informuje, że o sprawie powiadomiono policję. – Zawiadomienie zostało przez nas złożone w komisariacie na Wilczej [Komenda Rejonowa Policji Warszawa I – red.]. Poinformowano nas, że postępowanie będzie prowadzone w kierunku wandalizmu. Natomiast my w rozmowie z policjantami zaznaczyliśmy, że w naszej ocenie jest to mocna rosyjska propaganda i element wojny hybrydowej – dopowiada nasza rozmówczyni.

Dom Ukraiński zwraca uwagę, że podobne hasła pojawiły się także na fasadzie ukraińskiego konsulatu na warszawskim Mokotowie. – Wiemy też, że takie działanie odnotowano też w Niemczech, w Monachium – mówi Keryk.

Więcej w Radiu TOK FM

Czy homofobiczna i transfobiczna mowa nienawiści powinna być penalizowana?

2024/05/24

Przez kilka lat trwała w Polsce, wspierana przez instytucje państwa i samorządu, nagonka na osoby ze społeczności LGBTQIA. Homoseksualność łączono z pedofilią, a część terytorium Polski ogłoszono „strefą wolną od LGBT”. Nowelizacja Kodeksu karnego jest odpowiedzią na niedawne działania państwa i bezkarność osób posługujących się publicznie homofobiczną mową nienawiści i podżegających do przemocy.

Toczą się prace nad rządowym projektem nowelizacji Kodeksu karnego. Celem nowelizacji jest wzmocnienie prawnokarnej ochrony przed przestępczymi zachowaniami motywowanymi przesłankami dyskryminacyjnymi ze względu na niepełnosprawność, wiek, płeć, orientację seksualną i tożsamość płciową.

Projektodawca realizuje tą nowelizacją rekomendacje Komitetu Praw Człowieka, Komitetu Praw Dziecka, Komitetu Praw Osób z Niepełnosprawnościami, Komitetu Przeciwko Torturom, Komitetu Ministrów Rady Europy, Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej i Europejskiej Komisji Przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji. Wymienione instytucje traktatowe wielokrotnie wskazywały na konieczność wprowadzenia w polskim prawie zmian objętych projektem.

Od wielu lat pozarządowe organizacje zajmujące się prawami człowieka – i to nie tylko te, które specjalizują się w reprezentowaniu społeczności osób LGBTQIA – domagały się rozszerzenia katalogu przestępstw motywowanych uprzedzeniami o przesłankę orientacji seksualnej oraz tożsamości płciowej. Inicjatywy te są odpowiedzią na szczególnie drastyczne przejawy mowy nienawiści skierowane do osób z tej właśnie społeczności – pisze Jacek Jasionek, członek Rady Programowej Fundacji Pomocy Ofiarom Przestępstw, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Osób LGBT Tolerado w latach 2019-2022.

Cały tekst dostępny na stronie Fundacji Pomocy Ofiarom Przestępstw.

Tak, nadal stosowane są pushbacki. Obecnie nazywa się to humanitarnym zawróceniem do linii granicy

2024/05/21

W przypadku stosunku do migrantów – chodzi o to, żebyśmy jako społeczeństwo w przypadku spotkania na naszej granicy z uchodźcą, nawet jeśli jest to wbrew naszym doraźnym interesom, potrafili potraktować go tak, jak mówi, no właśnie – kultura.

Kiedy wybraliśmy wymarzony rząd, wydało się słuszne przestrzegać kilku reguł opartych na przeświadczeniu, że zadaniem nowej władzy jest zniszczyć i wyrzucić to, co w ostatnich latach było nikczemne, winnych ukarać, budować na zasadach i wartościach, w imię których walczyliśmy (choćby bojkotem jednej i wsparciem drugiej strony) ze złem (kłamstwem, lizusostwem, korupcją, konformizmem, chamstwem…) o dobro. Nadzieje szybko zaczęły się spełniać, jak to z nadziejami bywa – dla niektórych szybko, dla innych za wolno, dla tych niezbyt radykalnie, itd.

W moim przekonaniu wszystko szło w rytmie zrozumiałym, dającym odczuć, że nowa władza – ta, której chcieliśmy i chcemy – realizuje nasze wielkie oczekiwania. Trwanie pewnych indywiduów budziło przez jakiś czas sprzeciw, wolelibyśmy widzieć ich za wielką mafijną kratą, ale i na nie (te indywidua) przyszła lub przyjdzie w końcu pora, jeśli sprawiedliwość jeszcze się nie dokonała, są znaki, że nie została zapomniana i jej wyegzekwowanie jest tylko kwestią czasu.

Krótko mówiąc, w kwestiach wymiernych chwalę rząd i utwierdzam się w przekonaniu, że proces „naprawy Rzeczypospolitej” został wdrożony, ogień krzepnie, blask ciemnieje, w naszych działaniach i rozmowach pojawia się optymizm, entuzjazm, wdzięczność. I tak dalece poddałem się wrażeniu, że wszystko, co złe, zamieniło się w dobro, że przegapiłem kilka ważnych elementów życia społecznego. Po prostu – uznałem, że na lepsze musiało zmienić się wszystko. I dopiero (powtarzam: naiwność!) jakoś w połowie marca, czyli już po projekcji „Zielonej granicy” Agnieszki Holland, który to film byłem przekonany, że przeorał narodową świadomość i sumienie, zorientowałem się, że PiS-owska (jak mniemałem) praktyka pushbacków w dalszym ciągu jest stosowana i ma się dobrze. Jak to?! – szczypałem się w nogę. Przecież wróciliśmy z koszmaru na etap humanizmu. Nie może być!

Cały tekst Jarosława Mikołajewskiego w Gazecie Wyborczej

Homofobia się nie opłaca. Ponad 10 tys. zł kary za akcję „Stop LGBT”

2024/05/20

Prezes UODO nałożył 10 913 zł kary na Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop LGBT” za to, w jaki sposób prowadził zbiórkę podpisów. Chodzi o to, że listy z podpisami pod projektem zakazującym zgromadzeń w sprawie praw osób LGBT leżały niezabezpieczone w kościele.

Jak wynika z informacji, która wpłynęła do UODO, Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop LGBT”, który zbierał podpisy, robił to tak, że listy poparcia nie były chronione. Jak wskazano, w jednym z kościołów listy „leżały sobie spokojnie na ołtarzach bocznych, a w tygodniu na stoliku z prasą katolicką pod chórem. (…) Każdy może je sfotografować, a nawet bez najmniejszego problemu wynieść z kościoła. A tam są dane wrażliwe, bo przecież ujawniają także konkretny światopogląd i wyznanie. Dane wrażliwe osób wystawione są na niczym nieograniczoną dostępność (…)”.

Komitet potwierdził, że opisana sytuacja miała miejsce, ale w jego ocenie do naruszenia przepisów RODO nie doszło. Postępowanie przeprowadzone przez Prezesa UODO wykazało jednak naruszenie wielu przepisów RODO, w tym tych, które odnoszą się do kwestii bezpieczeństwa danych osobowych.

Co prawda Komitet przeprowadził analizę ryzyka, ale uczynił to w sposób nieprawidłowy, nie identyfikując wszystkich możliwych zagrożeń, a zidentyfikowane ryzyka ocenił jako „nieistotne” – zauważa UODO.

„Efektem był w szczególności brak nadzoru nad listami poparcia ze strony osób zbierających podpisy, co pozwalało osobom postronnym na swobodny dostęp do tych list i znajdujących się na nich danych osobowych” – czytamy w informacji prasowej.

Więcej w Dzienniku

Skandaliczna wypowiedź posła PiS w programie na żywo. Buda brnie dalej: Zwykłe pytanie

2024/05/16

Waldemar Buda został zapytany przez dziennikarza TVN24 o swoją homofobiczną wypowiedź, która padła we wtorek na antenie Polsat News. – Hipokryzja i amok tych ludzi jest nieprawdopodobny. (…) Terroryzm homofobiczny ze strony tego środowiska jest potworny – stwierdził w odpowiedzi poseł PiS.

We wtorek 14 maja Waldemar Buda obraził Krzysztofa Śmiszka na antenie Polsat News. – Ja potwierdzam, że pan Śmiszek wie, co mówi, bo mąż czy żona, pan Biedroń głosował za paktem migracyjnym – powiedział poseł PiS. – Wie pan co, jest pan po prostu kretynem, homofobem i nie powinien pan występować w przestrzeni publicznej – odparł polityk Lewicy. W pewnym momencie zainterweniowała prowadząca i poprosiła o Budę o przeproszenie Śmiszka, co ten ostatecznie zrobił.

Następnego dnia, w środę, w Sejmie reporter TVN24 zapytał Waldemara Budę o jego słowa. – Bardziej mnie tam obrażano, niż ja obrażałem – odparł polityk Prawa i Sprawiedliwości i dodał, że nie jest mu „absolutnie” wstyd za swoją wypowiedź.

– Hipokryzja i amok tych ludzi jest nieprawdopodobny. Dla mnie to było zwykłe pytanie, nikogo nie obrażało. (…) Terroryzm homofobiczny ze strony tego środowiska jest potworny. Pytania można zadawać, one nikogo nie obrażały – zaznaczył Buda.

Politycy rozmawiali w programie „Debata Dnia” na temat zatwierdzonego przez Unię Europejską paktu migracyjnego. W studiu Polsat News obecni byli Marek Sawicki z Polskiego Stronnictwa Ludowego, Krzysztof Śmiszek z Lewicy, Krystian Kamiński z Konfederacji i Waldemar Buda z Prawa i Sprawiedliwości. 

Tego samego dnia bowiem unijny pakt migracyjny został ostatecznie zatwierdzony. Decyzję podjęli ministrowie finansów 27 krajów członkowskich na spotkaniu w Brukseli. Polska głosowała przeciwko wszystkim dziesięciu elementom paktu, podobnie jak i Węgry, ale większość państw poparła regulacje. Kluczowy i kontrowersyjny element paktu to obowiązkowa solidarność, przewidującą przyjmowanie migrantów.

Więcej na gazeta.pl

Po kilku zwrotach akcji jest wyrok. Prezeska „Wołyń Pamiętamy” prawomocnie skazana

2024/05/15

Frustracja związana z rzezią wołyńską nie może być pretekstem do znieważania Ukraińców na tle narodowościowym – taki wniosek płynie z dzisiejszego wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który jednocześnie złagodził karę wobec hejterki.

Sąd Okręgowy w Warszawie złagodził wyrok wobec znanej hejterki Katarzyny S., prezeski opolskiej Fundacji „Wołyń Pamiętamy”. We wrześniu ubiegłego roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa skazał ją na surową karę za znieważanie Ukraińców i Żydów na tle narodowościowym. Wyrok: rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na trzy lata, dozór kuratora oraz 500 zł grzywny i obowiązek pokrycia ok.10 tys. zł kosztów procesu.

Zdaniem orzekającej w pierwszej instancji sędzi Agnieszki Jaźwińskiej czyny kobiety z lat 2018-2019 wypełniły znamiona przestępstw polegających na znieważeniu. Sąd skazał hejterkę także za użycie sformułowania „c…pa” pod adresem Igora Krawetza (Isajewa), aktywisty i dziennikarza ukraińskiego pochodzenia. Natomiast za znikomo szkodliwe społecznie uznał ujawnienie przez hejterkę informacji ze śledztwa (kobieta ujawniała w sieci m.in., jak wyglądały przesłuchania w prokuraturze czy przeszukanie).

Wyrok, który zapadł w pierwszej instancji, był surowszy, niż chciała prokuratura. Ale, co niecodzienne, stanowisko prokuratury w toku sprawy się zmieniało i to diametralnie. Sprawą hejterki zajmował się najpierw wyspecjalizowany w ściganiu przestępstw z nienawiści prok. Maciej Młynarczyk z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Północ. W akcie oskarżenia postawił sprawczyni kilkanaście zarzutów.

Oskarżona miała określać Ukraińców m.in. mianem „zboczonego plemienia”, „bydła stepowego”, „banderowskich szmat”, „kundliszczy” czy „banderowskiego pomiotu”. Młynarczyk przed sądem domagał się dla Katarzyny S. kary roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz przeprosin. Argumentował, że pamięć o zbrodni na Wołyniu była dla oskarżonej wyłącznie maską służącą wzbudzaniu wrogości do Ukraińców.

Więcej w Wyborczej

Działacz Nowej Lewicy zaszokował komentarzami na temat Eurowizji. Przeprasza po interwencji ministry Kotuli

2024/05/14

Zasłużony polityk Nowej Lewicy ze Szczecina skrytykował zwycięstwo na Eurowizji niebinarnego artysty, bo konkurs wygrał „facet w pończoszkach i spódniczce”. O „całujących się facetach” napisał: „obrzydliwość”. Potem było jeszcze gorzej.

Wpisy zamieścił na Facebooku Andrzej Mickiewicz, kandydat Nowej Lewicy na radnego sejmiku w ostatnich wyborach samorządowych, i szef lokalnego sztabu wyborczego Nowej Lewicy w wyborach parlamentarnych.

Po finale 68. Konkursu Piosenki Eurowizji, który odbył się w sobotę wieczorem w Malmoe, Andrzej Mickiewicz zamieścił na swoim profilu komentarz:

„Eurowizję wygrał facet w pończoszkach i spódniczce. Chyba trzeba byłoby jakiś nowy konkurs Eurowizji dla widzów powyżej 60 albo 50 plus albo ja się już nie znam na muzyce. A myślałem że po Kończycie wurst już nic innego się nie da zrobić. Myliłem się”.

Drag queen Conchita Wurst wygrała Eurowizję w 2014 r. Zwycięzcą tegorocznej edycji Eurowizji zostało Nemo ze Szwajcarii. To pierwsza osoba niebinarna, która wygrała ten konkurs.

Polityk Nowej Lewicy o tegorocznej edycji Eurowizji napisał jeszcze:

„Oglądam najbardziej obsceniczną i miejscami satanistyczną Eurowizję, koncert piosenki a raczej występów dziwaków, co to za konkurs piosenki gdy jeden ze śpiewających biega z gołym przyrodzeniem po scenie. Powiedzieć, że to schodzi na psy to byłby niestety komplement”.

Polityk lewicy pod swoimi komentarzami wdał się jeszcze w dyskusję z internautami i komentował: „Całujący się faceci i faceci w stringach, obrzydliwość”, „Zawsze oglądam z nadzieją, że wreszcie będzie to festiwal piosenki a nie pedalstwa”.

Jego komentarze przez elektorat lewicy odebrane zostały jako homofobiczne, w sieci zwracano uwagę, że nie przystoją politykowi Lewicy i żeby bardziej poprawnie dobierał słowa. Dziennikarz WP Patryk Michalski na platformie X skomentował w poniedziałek: „Lewicy gratulujemy homofobów”.

Jeszcze w poniedziałek interwencję w sprawie wpisów partyjnego kolegi zapowiedziała ministra równości Katarzyna Kotula. Osobom oburzonym zachowaniem „fana Eurowizji” odpowiadała: „Nie ma miejsca w Lewicy dla takich poglądów. Pójdzie wniosek do sądu partyjnego.”

Więcej w Wyborczej

Rodzice wściekli, wiceprezydent z PO niezadowolony. Tęczowa flaga znika ze szkoły w Koninie

2024/05/14

Konińska podstawówka chciała być „miejscem przyjaznym każdej osobie”, więc przyłączyła się do Tęczowego Piątku. Nie spodobało się to części rodziców. I się zaczęło.

Szkoła Podstawowa nr 11 im. Floriana Marciniaka na konińskim Łężynie za patrona ma instruktora harcerskiego i założyciela Szarych Szeregów. Na swojej stronie internetowej pisze, że w gronie absolwentów „może poszczycić się liczną rzeszą znanych i cenionych ludzi”, a wśród nich są – „księża, nauczyciele, prawnicy, inżynierowie fachowcy różnych specjalności”.

Konińska podstawówka postanowiła się też pochwalić tęczą. Z okazji Tęczowego Piątku 26 kwietnia zorganizowała akcję – zawiesiła tęczową flagę, czyli symbol emancypacji społeczności LGBT+, zorganizowała warsztaty równościowe.

Flaga najpierw zawisła obok unijnej i biało-czerwonej, ale gdy dyrektorce zwrócono uwagę, że łamie to protokół, przewieszono ją w inne miejsce na fasadzie budynku. Również widoczne.

Gdy szkoła postanowiła wziąć udział w Tęczowym Piątku, tłumaczyła, że chce w ten sposób pokazać, że „to miejsce bezpieczne i przyjazne dla każdej młodej osoby, niezależnie od orientacji seksualnej, tożsamości płciowej czy cech płciowych”. Po tym wpisie nie ma już dziś śladu.

Akcja konińskiej podstawówki nie wszystkim się spodobała. Na dyrektorkę rzuciła się część rodziców.

Rozmówca „Wyborczej”: – To była inicjatywa pedagogów. Ale spotkała się z negatywną reakcją kilkorga rodziców. Zażądali od pani dyrektor, by usunęła tęczową flagę, oraz z internetu wszystkie posty i komentarze dotyczące tej inicjatywy. I żeby zaprzestała takiej działalności, bo to „niezgodne ze światopoglądem” części rodziców. 

W Koninie miastem rządzi prezydent Piotr Korytkowski z PO, a jego zastępcami są Witold Nowak (też PO) i Paweł Adamów (Polska 2050). Różnią się w poglądach. 

To właśnie wiceprezydent Witold Nowak nadzoruje szkoły. Dyrektorka się z nim spotkała. Po tym spotkaniu tęczowa flaga została zdjęta, a z jej mediów społecznościowych zniknęły wszystkie ślady po tęczowych inicjatywach. Jeden z internautów: – Równość przetrwała w Koninie całe dwa tygodnie. 

Tristan Tomczak, dziennikarz i organizator Marszu Równości w Koninie, zwraca uwagę: – W przeszłości prezydent obejmował Marsz Równości patronatem. Przemawiał też na nim.

Więcej w Wyborczej

Nagonka narodowców na działaczkę gmin żydowskich w Polsce. O hejcie powiadomiła ambasadę

2024/05/14

„Hila przeproś za rodaków! Free Palestine!” – takie wlepki atakujące aktywistkę żydowską pojawiły się w miniony weekend w Kaliszu. Hila Marcinkowska o sprawie powiadomiła ambasadę Izraela w Warszawie.

Wlepki z gwiazdą Dawida na słowie „rodaków” oraz z flagą Palestyny i żołnierzem izraelskim strzelającym do cywila rozlepiono na znakach drogowych i słupach oświetleniowych na starówce w Kaliszu. Jako pierwszy zauważył je Marek Tworek, kaliski aktywista antyfaszystowski i pedagog zajmujący się edukacją dzieci z niepełnosprawnością. 

– Takie personalne wycieczki w kontekście konfliktu Palestyny i Izraela są złe i niebezpieczne. Ten konflikt nie można oceniać zero-jedynkowo, bo obie strony robią tam złe rzeczy, ale żeby obarczać za to naszą koleżankę, to jest bardzo słabe – uważa antyfaszysta. 

Personalizowanie odpowiedzialności za to i wskazywanie jej jako winnej może skończyć się tragicznie. Dojdzie do tego, że nie będzie mogła chodzić spokojnie po ulicach

Tworek wskazuje przykład śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. – Hejt zawsze prowadzi do tragedii – dodaje.

Według antyfaszysty, autorami antysemickich treści są kaliscy narodowcy ze środowiska pseudokibiców. Na razie znalazł niewiele wlepek, ale jego zdaniem będzie więcej. – Takich wlepek drukuje się minimum kilkaset. One nadal będą się pojawiały w mieście – twierdzi.

W środowisku pseudokibiców autorów szuka również Hila Marcinkowska, przewodnicząca Rady Religijnej Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP, do której adresowane są wlepki. – Oni nie znoszą Arabów, ale jeszcze bardziej nie znoszą Żydów – mówi.

To nie pierwszy atak na tę działaczkę środowisk żydowskich. W Kaliszu na murach pojawiały się szydzące z niej napisy.

– Poinformowałam o wlepkach w Kaliszu ambasadę Izraela oraz na grupie społecznościowej gmin żydowskich, gdzie można zgłaszać przypadki antysemityzmu w Polsce – informuje Marcinkowska.

Więcej w Wyborczej

Donald Tusk: push-back humanitaryzmu. Z granicy z Białorusią zniknęli ludzie, została tylko wojna

2024/05/12

Donald Tusk wzmacnia wojenną narrację o granicy, zapowiada „nowoczesną fortyfikację”, która ma nas chronić przed migrantami, którzy są traktowani jak narzędzia ataku na Polskę, a nie ludzie. Odżywa PiS-owskie hasło „murem za polskim mundurem”.

„Ważne deklaracje Premiera Donalda Tuska na granicy z Białorusią. Niestety wyzwania związane z zabezpieczeniem czy zarządzaniem granicą (polityka i procedury graniczne) dotyczą coraz bardziej kwestii bezpieczeństwa Polski niż tylko migracji. Coraz mocniej dostrzegają to także nasi partnerzy z UE”, napisał 11 maja po wystąpieniu premiera Donalda Tuska na granicy polsko-białoruskiej wiceszef MSWiA, Maciej Duszczyk, specjalista od migracji.

Sam premier w przemówieniu na granicy nawet nie wspomniał o ludziach w lesie – mówił jedynie o wojnie hybrydowej, bezpieczeństwie i nielegalnej migracji. Podkreślał, że cała Polska stoi murem za żołnierzami i strażnikami granicznymi w ich walce o polskie bezpieczeństwo.

Chociaż propagandowe hasło z czasów rządów PiS „murem za polskim mundurem” nie padło, brzmiało to właśnie tak: „Polski rząd, polska administracja, ale i przygniatająca większość Polek i Polaków, wszyscy jesteśmy z wami w tej trudnej misji i trudnej służbie.

Coraz więcej Polek i Polaków rozumie, w jak trudnych warunkach pracujecie. (…) Nie ma limitów środków, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo Polski. (…) Wszyscy muszą zobaczyć, że jesteście w centrum zainteresowania i wsparcia państwa polskiego. Wiem, że nielegalnych przejść na tej granicy jest coraz więcej, stąd decyzje o wzmocnieniu infrastruktury granicznej. (…) Pracujemy też nad zmianami prawa, które będzie dawało pełne wsparcie funkcjonariuszom”.

Nie został ślad nawet po elementach humanitaryzmu czy „etycznych” zawróceniach migrantów do linii granicy. Nie było mowy o pomocy ludziom, którzy przeszli granicę i znajdują się polskich lasach.

Komentujący przemówienie premiera wiceminister Duszczyk także o nich nie wspomniał. Jasno wskazał, że na granicy mówimy o bezpieczeństwie, a nie o migracji. To stwierdzenie dziwi, gdy wypowiada je specjalista od migracji, którego zadaniem jest sformułowanie – do końca 2024 roku – polityki migracyjnej, której Polska dotychczas nie ma. I która będzie chyba – choć nic już nie jest pewne – uwzględniać zobowiązania, jakie nakłada na Polskę prawo humanitarne.

Z narracji o granicy zniknęli ludzie. Zostało wojsko, bezpieczeństwo, wojna hybrydowa, bezosobowa presja migracyjna. W twicie Duszczyka widać tę zasadniczą zmianę – kryzys na granicy nie jest już nawet kryzysem migracyjnym (nie mówiąc o humanitarnym), jest kryzysem bezpieczeństwa.

W świecie przedwojennym, jaki ogłosił Donald Tusk, wojna hybrydowa niemal zrównuje się z zagrożeniem rosyjską agresją, a uchodźcy i uchodźczynie, starający się przedrzeć do Unii Europejskiej, są traktowani niemal jak rakiety i bomby, które mogą spaść na nasz kraj (więcej o tym – dalej).

Cały tekst Magdaleny Chrzczonowicz w oko.press

Marsz Równości w Łodzi. Ministra Kotula: doprowadzę do końca ustawę o związkach partnerskich, a potem małżeństwach

2024/05/12

Ulicami Łodzi po raz trzynasty przeszedł w sobotę (11 maja) Marsz Równości. Odbył się pod hasłem – „Równość się rzekło!”.

– Zmieniła się władza, ale ciągle – jako społeczność LGBT+ – musimy się mierzyć z tymi samymi trudnościami. Hejtem, mową nienawiści, a nawet przemocą – mówią jego organizatorzy.

Marsz Równości w Łodzi rozpoczął się w sobotę, 11 maja, o godz. 13 na placu Dąbrowskiego. Wzięło w nim udział około 1000 osób.

Czy społeczności LGBTQ+ żyje się w Polsce lepiej po tym, jak demokratyczne partie koalicji z 15 października przejęły władzę od PiS? – Po zmianie władzy poczuliśmy ulgę, że teraz jest szansa na realną zmianę naszej sytuacji, jest większe poczucie bezpieczeństwa, ale prawo do tej pory się nie zmieniło. Jest projekt Ustawy o związkach partnerskich, w której proces włączone są organizacje pozarządowe, w tym Fabryka Równości, ale ciągle są politycy i polityczki jej przeciwni, a te rozwiązania nie są wpisane w umowę koalicyjną. Ustawa dotycząca mowy nienawiści również jeszcze nie została wprowadzona, dlatego zastanawiamy się obecnie, na ile faktycznie dojdzie do zmiany i na ile dane nam obietnice lepszej Polski i lepszego życia mają pokrycie. Idąc do wyborów 15 października, daliśmy politykom opozycji kredyt zaufania. W czasie Marszu Równości chcemy o tym im przypomnieć – mówił jeszcze przed marszem Miłosz Herka, członek zarządu Stowarzyszenia Fabryka Równości w Łodzi.

Herka dodaje, że zmieniła się władza, ale ciągle, jako społeczność LGBT+ muszą się mierzyć z tymi samymi trudnościami. Młodzież zgłasza się ciągle z tymi samymi problemami: niezrozumienie, mowa nienawiści, hejt, dyskryminacja w szkole, brak edukacji seksualnej oraz przemoc.

Organizatorzy Marszu Równości chcą równości małżeńskiej, związków partnerskich, legalizacji aborcji, liberalizacji zasad stosowania antykoncepcji, edukacji seksualnej, edukacji antydyskryminacyjnej w szkołach, a także, żeby proces tranzycji zarówno chemicznej jak i prawnej został ułatwiony na drodze administracyjnej oraz żeby tranzycja medyczna i hormonalna były refundowane przez NFZ.

W marszu uczestniczyli m.in. przedstawiciele lewicy, w tym Robert Biedroń i ministra ds. równości – Katarzyna Kotula. Ministra zadeklarowała, że zadba o ich godność i bezpieczeństwo. – Zrobię absolutnie wszystko, by doprowadzić do końca sprawę związków partnerskich i potem wyruszyć w marsz po równość małżeńską – powiedziała Kotula.

Więcej w Wyborczej

Gwiazda prawicy uderza w dyrektora TVP Poznań. Bo objął patronatem Marsz Równości i festiwal LGBT+

2024/05/11

Przez miesiąc będziemy mieć na antenie TVP Poznań promocję lewicowych postulatów społeczności LGBT+ – bulwersuje się związana z PiS dziennikarka Jolanta Hajdasz, członkini rady programowej TVP Poznań.

Jolanta Hajdasz to sympatyzująca z prawicą dziennikarka radiowa i telewizyjna, członkini zarządu związanego z PiS Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy przy SDP. Hajdasz należy też do Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego, naukowej przybudówki PiS.

Przed ośrodkami TVP – w tym również tym poznańskim – protestowali politycy PiS i jego zwolennicy, Jolanta Hajdasz stała tam razem z nimi.

Pod koniec stycznia nowym dyrektorem TVP Poznań został dziennikarz telewizyjny Jan Józefowski, w przeszłości pracownik telewizji publicznej, później telewizji WTK. Telewizja w Poznaniu ma nowego dyrektora, ale starą radę programową, bo tę powołała w marcu 2021 roku PiS-owska Rada Mediów Narodowych.

W środę, 8 maja odbyło się kolejne posiedzenie rady programowej TVP Poznań. Hajdasz nie mogła wziąć w nim udziału, bo była w Warszawie, o czym w mailu, przed posiedzeniem rady, poinformowała jej członków. 

W czerwcu w Poznaniu odbędzie się festiwal Poznań Pride, a zwieńczy go Marsz Równości. Festiwal po raz pierwszy trwa cały miesiąc. Po raz pierwszy współorganizuje go urząd miasta, a patronatem objął poznański ośrodek TVP. I na to właśnie zwraca uwagę Jolanta Hajdasz.

W wysłanej wiadomości pisze jednak, że w jej ocenie „rada programowa powinna przeciwko temu zaprotestować ze względu na wyjątkowo kontrowersyjne cele, jakie stawia sobie organizator Marszu Równości, czyli Grupa Stonewall”. Hajdasz pisze, że celem stowarzyszenia jest działalność na rzecz „najważniejszych potrzeb społeczności LGBT+ „, a „jako pierwszy postulat wymienia ona wprowadzenie w Polsce pełnej równości małżeńskiej z możliwością adopcji dzieci dla osób LGBT+ oraz uchwalenie ustawy o uzgodnieniu płci (…)”.

„To bardzo radykalne postulaty, wyjątkowo bulwersujące dla sporej części społeczeństwa i chociażby ze względu na ten radykalizm nie powinna się angażować w to wydarzenie telewizja publiczna. Postulaty tej finansowanej przez zagraniczne podmioty Grupy Stonewall są szkodliwe społecznie, o czym coraz częściej mówią naukowcy i działacze społeczni na Zachodzie, gdzie od lat realizowane są te postulaty” – przekonuje Jolanta Hajdasz.

Więcej w Wyborczej

 

Rafał Ziemkiewicz skazany na cztery miesiące prac społecznych. Nazwał aktywistę padliną i łachmytą

2024/05/08

„Aty, łachmyto, bierzesz pieniądze z zagranicy za fabrykowanie oszczerstw i potwarzy na Ojczyznę” – napisał w mediach społecznościowych prawicowy publicysta do działacza LGBT Barta Staszewskiego. Sąd skazał pisarza na karę ograniczenia wolności.

Sprawa zaczęła się od wymiany zdań na platformie X. Bart Staszewski skomentował wpis Janusza Kowalskiego, posła Suwerennej Polski, o rzekomej „homopropagandzie w TVP za milion złotych”. Działacz LGBT przypomniał więc, że Kowalski zarobił w państwowych spółkach, a przede wszystkim zasiadając w zarządzie PGNiG, ponad 2 mln zł. Wtedy do dyskusji włączył się prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz, nazywając Staszewskiego „padliną i łachmytą, który bierze pieniądze z zagranicy za kłamstwa na temat Polski”. 

W poniedziałek, 6 maja Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia skazał Rafała Ziemkiewicza – w związku z tą wypowiedzią – za przestępstwo zniesławienia i znieważenia. Wymierzył mu karę czterech miesięcy prac na cele społecznych i wpłaty 5 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Sąd zobowiązał go także do przeproszenia aktywisty w terminie miesiąca od uprawomocnienia się wyroku. 

 
 
 
 

W Saksonii w sondażach prowadzi AfD i rośnie przemoc. Neonazista pobił polityka socjaldemokracji

2024/05/07

Polityk SPD z Drezna ma złamane kości twarzy, przeszedł operację. Jego pobicie przypomniało Niemcom terror nazistowskich bojówek z lat 30.

Piątek, 3 maja, późny wieczór. Striesen to dzielnica stolicy Saksonii, Drezna, położona kilka kilometrów na wschód od starówki. Członek młodzieżówki Partii Zielonych rozwiesza plakaty wzdłuż Schandauer Straße. Atakuje go czterech młodych ludzi, padają obelgi, potem ciosy, działacz ucieka, zostawiając swój sprzęt. Napastnicy szukają kolejnej ofiary i po kilku minutach znajdują ją w pobliżu. To 41 – letni Matthias Ecke, europoseł SPD, który również wiesza plakaty. Mężczyzna zostaje brutalnie pobity i skopany, ma połamaną kość jarzmową i oczodół.  Do szpitala zabiera go karetka, przechodzi skomplikowaną operację.

Ecke to w Saksoni znany polityk. W nadchodzących wyborach europejskich nie tylko walczy o ponowny wybór, ale startuje jako tzw. Spitzenkandidat, czyli lokomotywa wyborcza swojej partii. Dlaczego został pobity na ulicy? W nocy z niedzieli na poniedziałek na policję wraz z matką stawił się jeden ze sprawców, 17-letni mieszkaniec Drezna. Śledczy ustalili personalia pozostałych napastników, w ich mieszkaniach policja przeprowadziła rewizje. O motywie napaści na Eckego napastnik – który nie został aresztowany, bo zdaniem śledczych nie ma ryzyka ucieczki ani mataczenia –  milczy. Policja podejrzewa jednak, że chłopak miał związki ze skrajną prawicą, a atak nie miał jedynie chuligańskiego charakteru.

W Saksonii skrajna prawica była poważną siłą jeszcze zanim na politycznej scenie pojawiła się Alternatywa dla Niemiec (AfD). Neonaziści z NPD zasiadali w landtagu, regularnie wywołując skandale, odmawiając np. uczczenia ofiar Holokaustu, w małych saksońskich miejscowościach przenikali do samorządów. To zjawisko trudno było wyjaśnić frustracją mieszkańców landu związaną z konsekwencjami zjednoczenia Niemiec. Saksonia na wchłonięciu NRD przez RFN wyszła w końcu najlepiej.

Skrajna prawica ma swoje zespoły rockowe, swoje zloty, kanały na Telegramie. Przenika do szkół, urzędów i instytucji. W landowej policji od 2017 r. wykryto 80 osób sympatyzujących z ekstremistami. Służby specjalne szacują, że w skali landu aktywnie działa ok. 5 tys. osób. Połowa to członkowie rozmaitych organizacji. Najsilniejszą jest założona dekadę temu AfD, do której przyłączyli się neonazistowscy działacze – to oni dziś nadają ton jej działalności. Wiele wskazuje na to, że AfD wygra rozpisane na 1 września wybory do landtagu. Sondaże dają jej obecnie 34-35 proc. poparcia, CDU 30 proc. 6-7 proc. , Zielonym 5 – 6 proc. Oznacza to, że nawet jeśli skrajnej prawicy nie uda się stworzyć rządu, to będzie miała olbrzymi wpływ na politykę w landzie (podobna sytuacja jest w sąsiednich Turyngii i Brandenburgii).

Wraz z siłą AfD rośnie przemoc. Z opublikowanych dwa tygodnie temu statystyk wynika, że w zeszłym roku zanotowano 248 napaści w których uczestniczyli sympatycy skrajnej prawicy lub które miały rasistowski czy antysemicki charakter. Prawie dwie trzecie spraw dotyczyło pobicia. Ich ofiarami padło ponad 300 osób. To o jedną piątą więcej niż w 2022 r. Niemców ta sprawa poważnie bulwersuje, bo przypomina atmosferę, która w kraju panowała w latach 30, gdy terror siały bojówki NSDAP, torując drogę do władzy Hitlerowi. Cześć komentatorów po ataku na Eckego pytała wprost, czy ich państwo wróciło do czasów schyłku Republiki Weimarskiej. Przeciwko przemocy w Dreźnie demonstrowało 3 tys. osób.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Marsz Żywych w Oświęcimiu. „Nie bądźmy ślepi na przejawy nienawiści”

2024/05/06

W tegorocznym Marszu Żywych, będącym wyrazem pamięci o ofiarach Holokaustu, uczestniczyło około 6 tys. osób, w większości młodych Żydów z różnych krajów. Prezydent Izraela Isaak Herzog w przesłaniu skierowanym do uczestników apelował, by nikt nie był „ślepy na przejawy nienawiści, antysemityzmu i antyizraelizmu”.

W Oświęcimiu było między nimi około 50 ocalałych z Holokaustu, a także poszkodowani w ataku Hamasu z 7 października ubiegłego roku, w tym bliscy uwięzionych zakładników. W marszu szło także kilkuset uczniów z Polski. Wspólnie przeszli trzykilometrową drogę z byłego niemieckiego obozu Auschwitz I do byłego obozu Auschwitz II-Birkenau, gdzie przy pomniku ofiar, między ruinami dwóch największych krematoriów, odbyła się główna ceremonia.

Do uczestników zwrócił się prezydent Izraela Jicchak Herzog. Jego przemówienie zostało wyemitowane podczas ceremonii. Jak mówił, „chociaż Holokaust był jedynym wydarzeniem o takiej skali, o takim rodzaju w dziejach ludzkości, nie bądźmy ślepi na przejawy nienawiści, antysemityzmu i antyizraelizmu”.

Ocalały z Holokaustu Nate Leipciger, którego członkowie rodziny zostali zgładzeni w Birkenau, podkreślił, że „prawa Żydów są prawami człowieka”. „Stawiajmy czoła antysemityzmowi, fałszowi i nienawiści, gdziekolwiek one się pojawiają” — zaapelował.

Tegoroczny Marsz Żywych odbył się w 80. rocznicę zagłady węgierskich Żydów. Stanowili oni największą grupę deportowanych do KL Auschwitz w ramach przeprowadzanego przez Niemców tak zwanego ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.

Przy trasie przemarszu kilka osób z grupy Kraków dla Palestyny demonstrowało przeciw „ludobójstwu w Strefie Gazy”. O popełnienie zbrodni oskarżali izraelski rząd Binjamina Netanjahu. Byli odgrodzeni od Marszy Żywych przez samochody policji i funkcjonariuszy.

Pikietujący podkreślili, że nie chcą zakłócać wydarzenia. W oświadczeniu oddali hołd Żydom, a także innym ofiarom niemieckich obozów: Polakom, Romom, niepełnosprawnym i osobom o odmiennej orientacji seksualnej.

Więcej w Onecie

Próba podpalenia synagogi w Warszawie. „Nie ma w Polsce miejsca na antysemityzm!”

2024/05/01

Komenda Stołeczna Policji przekazała w środę, że przyjęła zgłoszenie dotyczące próby podpalenia synagogi Nożyków w Warszawie. Jak powiedział kom. Jacek Wiśniewski, policja wykonuje czynności związane z tym wydarzeniem. O sprawie informował też szef MSZ Radosław Sikorski. Atak na synagogę potępił Prezydent RP.

„Potępiam haniebny atak na Synagogę Nożyków w Warszawie. Nie ma w Polsce miejsca na antysemityzm! Nie ma w Polsce miejsca na nienawiść!” – napisał w mediach społecznościowych prezydent Andrzej Duda. 

„Rabin Schudrich pisze, że ktoś próbował podpalić synagogę Nożyków przy pomocy koktailu Mołotowa. Dzięki Bogu nikt nie ucierpiał. Ciekawe kto nam próbuje zakłócić rocznicę wstąpienia do UE. Może ci sami, którzy bazgrali gwiazdy Dawida w Paryżu?” – napisał w środę na platformie X minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

Do incydentu na tej samej platformie odniosła się również ambasada USA w Polsce. „Misja USA w Polsce zdecydowanie potępia atak na Synagogę im. Nożyków w Warszawie. Jesteśmy solidarni z członkami Synagogi i całą społecznością żydowską w Polsce. Wspieramy wszystkich tych, którzy działają na rzecz zwalczania antysemityzmu” – napisano.

Synagoga Nożyków przy ul. Twardej 6 jest jedyną zachowaną i działającą przedwojenną warszawską synagogą. Od 2008 roku budynek przechodzi remonty, m.in. wymieniono krycie dachu oraz naprawiono uszkodzoną konstrukcję drewnianą. 

Źródło: TVP Info

Adiós, homofobia! Meksyk wprowadza surowe kary za tzw. „terapię” konwersyjną.

2024/04/30

Senat Meksyku przyjął reformy prawne dotyczące tzw. „terapii konwersyjnych”. Zmiany w Kodeksie Karnym i Ustawie o Zdrowiu wprowadzają zakaz oraz kary za wszelkie próby zmiany orientacji seksualnej. Jak donosi „El País”, naruszenia nowego prawa będą karane karą od dwóch do sześciu lat pozbawienia wolności. Dodatkowo, jeżeli ofiarą procedury będą osoby poniżej 18 roku życia lub osoba z niepełnosprawnością, sankcje zwiększą się dwukrotnie.

Inicjatorami zmian byli Patricia Mercado, senatorka z Movimiento Ciudadano, oraz Temístocles Villanueva, deputowany meksykańskiego kongresu, reprezentujący społeczność LGBTQ. Villanueva podkreślał, że terapie konwersyjne często były przeprowadzane pod płaszczykiem terapii rozwoju osobistego.

Znowelizowane prawo jest sukcesem grup walczących o prawa osób LGBTI+ w Meksyku. Zmiany były przeprowadzane mimo sprzeciwu partii prawicowych oraz silnego lobby konserwatywnego.

Statystyki Instituto Nacional de Estadística y Geografía (Inegi), wskazują, że w Meksyku pięć milionów osób identyfikuje się jako LGBTIQ. Aż 32,1% deklaruje, że padło ofiarą dyskryminacji w 2022 roku. Z raportu organizacji Letra S wynika, że w tym samym roku w związku z orientacją seksualną lub identyfikacją płciową, zamordowano 87 osób.

Źródło: queer.pl

Niemcy. Antysemickie wpisy w księgach gości niemieckiego obozu koncentracyjnego

2024/04/29

Antysemityzm i wrogość wobec Izraela są coraz bardziej odczuwane także w Miejscu Pamięci Sachsenhausen, na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego. Od początku ostatniej eskalacji na Bliskim Wschodzie zauważalnie wzrasta liczba aktów wandalizmu – informuje Deutsche Welle.

Dyrektor Fundacji Miejsc Pamięci w Brandenburgii Axel Drecoll przyznaje, że jest coraz więcej antysemickich i nienawistnych wpisów oraz napisów w Miejscu Pamięci Sachsenhausen. – Musimy wymieniać księgi gości lub nie możemy ich już wystawiać, ponieważ są pełne nienawistnych wpisów – tłumaczy.

Po 7 października ubiegłego roku, gdy doszło do ataku Hamasu na Izrael, odnotowuje się coraz większą liczbę antysemickich i antyizraelskich incydentów. – Bardzo się to nasiliło, w perfidny szczególnie w przypadku baraków 38 i 39, gdzie przebywali Żydowscy więźniowie – dodaje Drecoll.

DW zwraca uwagę, że trudno jest zapobiec takim działaniom i namierzyć sprawców, gdyż „Miejsce Pamięci jest dostępne dla wszystkich i codziennie odwiedza je nawet do 2 tysięcy osób”. – Nie możemy go monitorować, nawet gdybyśmy chcieli. I musi pozostać otwartym, przejrzystym i wolnym miejscem – rozkłada ręce dyrektor Fundacji Miejsc Pamięci w Brandenburgii.

Źródło: TVP Info

 

Irak wprowadza surowe przepisy przeciwko homoseksualności i zmianie płci

2024/04/28

Parlament Iraku uchwalił w sobotę ustawę penalizującą relacje osób homoseksualnych i transpłciowych karą od 10 do 15 lat więzienia uzasadniając to „potrzebą wspierania wartości religijnych”. Ustawa została skrytykowana przez Departament Stanu USA i obrońców praw człowieka.

Nowe prawo zabrania ponadto „wszelkich działań mających na celu propagowanie homoseksualizmu w Iraku” pod karą 7 lat więzienia. Zabrania także „zmian biologicznej płci na życzenie” grożąc karą 3 lat więzienia dla lekarzy, lub innych osób wykonujących takie zabiegi.

Ustawa, która początkowo przewidywała karę śmierci za relacje homoseksualne, jest modyfikacją zapisów ustawy z 1988 o zwalczaniu prostytucji. Uchwalono ją głosami 170 obecnych podczas głosowania deputowanych (na ogólną liczbę 329).

Departament Stanu USA określił nową ustawę w opublikowanym w sobotę oświadczeniu jako „zagrożenie dla praw i wolności człowieka” a nawet dla zdolności Iraku do dywersyfikowania jego gospodarki i zachęcania zagranicznych inwestorów.

Podobnie Amnesty International skrytykowała ustawę jako „pogwałcenie podstawowych praw człowieka” w kraju, w którym – jak podkreśliła – mniejszości seksualne żyją w ukryciu a „obywatele są codziennie prześladowani”.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Znamy wyniki rankingu szkół przyjaznych LGBTQ+. „Widać zmiany. Państwo jest po naszej stronie”

2024/04/24

To historyczna chwila, kiedy ogłaszamy wyniki naszego rankingu w Ministerstwie Edukacji Narodowej – podkreślają aktywiści tworzący ranking szkół przyjaznych LGBTQ+. To uczniowie wskazują, w których szkołach mogą się czuć bezpiecznie. W tym roku oddali 12 tys. głosów.

Jeszcze rok temu ówczesny Rzecznik Praw Dziecka z nadania PiSMikołaj Pawlak, zalecał kontrole w zwycięskich w Rankingu Szkół Przyjaznych LGBTQ+ placówkach. Pytał, „komu tak naprawdę są przyjazne”, węszył przestępstwa na tle seksualnym. Dyrektorom nakazywał przeczesywać rejestry pedofili, nie tylko te obowiązkowe, publiczne, ale także niejawne. Przyłapał kilku, którzy faktycznie nie dopełnili tej drugiej formalności. Potem musieli tłumaczyć się przed sądem. A Pawlak triumfował.

W szkołach zapanował efekt mrożący, bały się przybijać szyldy „bezpiecznych”. 

Jeszcze rok temu młodzi aktywiści z fundacji GrowSPACE, twórcy Rankingu Szkół Przyjaznych LGBTQ+ prezentowali wyniki przed gmachem Ministerstwa Edukacji. Dziś mogą wejść do środka. – To historyczna chwila – oceniają. To nie koniec dobrych wieści: wiceministra edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz podpisze Tarcze Zaufania, które powędrują do zwycięskich szkół. 

Ranking jest inicjatywą oddolną. To osoby uczniowskie decydują, czy uważają swoje szkoły za przyjazne LGBTQ+, a więc bezpieczne. Odpowiadają na pytania: czy szkoła troszczy się o dobrostan psychiczny swoich podopiecznych? Czy jest w nich choć jedna osoba, do której w każdej chwili można się zwrócić o pomoc? Czy wpuści na studniówkę pary homoseksualne? Czy organizuje Tęczowe Piątki? Czy nauczyciele używają takich zaimków, o jakie proszą młodzi ludzie?  Czy w szkole panoszy się hejt, na który nikt nie reaguje? Jak uczniowie traktują swoich nieheteronormatywnych rówieśników? 

Więcej w Wyborczej

 

Homofobiczny wpis dziennikarza Weszło. Krzysztof Stanowski reaguje

2024/04/24

Przemysław Michalak z serwisu Weszło określił pary jednopłciowe mianem „wynaturzenia”. Szef portalu sportowego Krzysztof Stanowski dopytywany przez internautów zareagował: „Nie zwolnię dziennikarza za poglądy odmienne od moich”. 

Jeden z użytkowników portalu X odkopał wpisy Przemysława Michalaka z 2017 roku. Dziennikarz pisał wtedy: „Polska na podium najbardziej homofobicznych krajów UE”. Czytaj: najbardziej normalnych” albo „Heh, czego? Rodzina to mężczyzna, kobieta i dzieci, dwóch panów lub dwie panie to nie rodzina tylko wynaturzona karykatura”.

Michalak dopytywany teraz, czy nie zmienił poglądów, dodał: „Tak, to wynaturzenie. Jak ktoś chce tak żyć, jego sprawa, trzeba to tolerować, ale wspieranie tego systemowo dla mnie jest niepożądanym kierunkiem.”

Internauci zaczęli dopytywać szefa serwisu Weszło i redaktora naczelnego Krzysztofa Stanowskiego o reakcję. Jeden z użytkowników zapytał go: „Czy jest to oficjalne stanowisko redakcji Weszło? Traktujecie osoby LGBT jako wynaturzenia? Jesteście homofobiczną redakcją?”

Stanowski odpowiedział: „A jest tu napisane, że to stanowisko redakcji? No raczej nie. Jest tam podpisany autor. Natomiast jeśli pan sądzi – bo taki był pewnie prawdziwy zamiar tego tweeta – że zwolnię dziennikarza za poglądy odmienne od moich to muszę pana rozczarować, nie zrobię tego.”

Więcej na wirtualnemedia.pl

Wyrok w sprawie Barta Staszewskiego. „Zabraliście mi osiem lat życia”

2024/04/23

Bart Staszewski informuje o ostatnim, uniewinniającym go wyroku, który zapadł w sprawie głośnego projektu „Strefy wolne od LGBT”. Aktywista dziękuje Adamowi Bodnarowi, przypominając o tym, czego dopuściła się wobec niego za rządów PiS Polska Agencja Prasowa i TVP, a także przedstawiciele władz. „To doświadczenie mnie zmieniło” — podkreśla.

— Do mojego rodzinnego domu na Wielkanoc wkroczyła policja. Wtedy mama odparła: „Pamiętaj synu, że ja jestem w Lublinie” — mówił w rozmowie z Dawidem Dudko na łamach Onetu Bart Staszewski. — Moje zdjęcie pojawiło się w kościele, bynajmniej nie w chwalebnym kontekście. Do gwiazd pisowskiej TVP, które przekonują, że stoją z dala od polityki, mam jedno pytanie: gdzie byliście, kiedy na ulicy rzucano we mnie workami z moczem? — dodawał.

Dziś Staszewski informuje o ostatnim wyroku w sprawie jego projektu „Strefy wolne od LGBT”, o którym pisały międzynarodowe media. Projekt powstał w odpowiedzi na dyskryminujące uchwały samorządów. Symboliczne znaki drogowe umieszczono przy znakach drogowych z nazwami miejscowości. Pojawiły się one m.in. w Puławach, Świdniku, Końskowoli czy Niedrzwicy Dużej.

„Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polski: wszystkie zarzuty oddalone. Tym samym we wszystkich politycznie motywowanych procesach, w związku z moją akcją nagłaśniającą strefy wolne od LGBT zostałem uznany za niewinnego! Dzisiaj zapadł ostatni wyrok ws. gminy Zakrzówek, która pozwała mnie o naruszenie jej dóbr osobistych” — pisze Staszewski.

Aktywista dziękuje zaangażowanym w procesy obrońcom: Bartoszowi Przeciechowskiemu, Sarze Lipert, Marcinowi Pawelcowi-Jakowieckiemu, a także Adamowi Bodnarowi za „wszelkie wsparcie i działania jako RPO”: Wielkie podziękowania dla wszystkich organizacji pozarządowych z Polski i zagranicy, dla dyplomatów i niezależnych dziennikarzy, którzy nagłaśniali nadużycia w moich sprawach kiedy PAP i TVP próbowała mnie zaszczuć. Dziękuje mojemu partnerowi, Sławkowi, który nieustannie od ponad 10 lat jest dla mnie wsparciem i partnerem w aktywizmie. Poprzedni rząd i jego propagandyści — próbowaliście mnie zastraszyć, próbowaliście mnie zniszczyć. Zabraliście mi osiem lat życia, a z dwóch ostatnich uczyniliście piekło, ale nie zbadaliście mi godności. To doświadczenie mnie zmieniło.

Więcej w Onecie

Kupił tęczowe filiżanki i zaczęły się kłopoty. Homofobia w urzędzie w Krakowie?

2024/04/23

Urzędnik krakowskiego magistratu pozwał NSZZ „Solidarność” o naruszenie dóbr osobistych i dyskryminację. Sąd przyznał mu rację. – Proces przebiegał w sposób dla mnie bardzo poruszający. Padło tam wiele krzywdzących słów – mówi Wojciech Piątkowski. W całej sprawie poszło o filiżanki z tęczowymi sercami i bluzy z logo Strajku Kobiet.

Wojciech Piątkowski to przedstawiciel społeczności LGBT. Od 20 lat jest w związku z Michałem Niepielskim. Byli jedną z pięciu par, które wygrały ważny proces przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Przypomnijmy – ETPC przyznał, że Polska naruszyła Europejską Konwencję Praw Człowieka, bo brak regulacji związków tej samej płci narusza prawo do życia prywatnego i rodzinnego. 

Piątkowski jest też miejskim urzędnikiem. Od ponad 25 lat pracuje w Urzędzie Miasta w Krakowie, w którym – jak twierdzi – doświadczył homofobii. 

Wszystko wydarzyło się na przełomie 2020 i 2021 roku. NSZZ „Solidarność” – działająca w krakowskim magistracie – miała przekazać członkom związku informację, że w ramach prezentu świątecznego sfinansuje im zakup upominku w kwocie 300 zł. Wystarczyło kupić prezent, przedstawić za niego fakturę i można było dostać zwrot pieniędzy. – Kupiłem przedmioty nawiązujące do praw człowieka. Były to filiżanki z tęczowymi serduszkami i bluzy z logo Strajku Kobiet. To były upominki świąteczne – opowiada TOK FM Piątkowski.

Więcej w TOK FM

 
 

Naukowcy z UAM przygotowują unijny podręcznik

2024/04/20

Pracownicy Wydziału Prawa i Administracji UAM, dr Martyna Kusak i dr Łukasz Szoszkiewicz, wygrali przetarg Agencji Praw Podstawowych UE (European Union Agency for Fundamental Rights, FRA) dotyczący sporządzenia podręcznika związanego z cyberprzestępczością i prawami podstawowymi!

Projekt prowadzony wspólnie przez FRA i Radę Europy zmierza do opracowania „Handbook on European law relating to cybercrime and fundamental rights”, który wpisuje się w serię podręczników Agencji. Publikacja ma ułatwiać stosowanie prawa UE i Rady Europy w sprawach związanych z cyberprzestępczością, dowodami elektronicznymi, ze szczególnym uwzględnieniem roli praw podstawowych. Oferta złożona przez pracowników WPiA została najwyżej oceniona z uwagi na kompetencje zespołu oraz przyjętą metodologię.

FRA oczekiwało konkretnych kompetencji od wykonawców zadania. Łącząc siły, udało nam się sprostać wysokim wymaganiom i przekonać Agencję, że mamy wiedzę i zasoby do opracowania unijnego narzędzia walki z cyberprzestępczością – mówią przyszli autorzy publikacji.

Podręczniki FRA są tłumaczone na wszystkie języki urzędowe UE i używane jako oficjalna interpretacja prawa unijnego. Są szeroko wykorzystywane przez praktyków, a także środowiska naukowe i organizacje pozarządowe na poziomie krajowym i europejskim.

W projekcie uczestniczyć będą również: dr Karolina Kiejnich-Kruk z Zakładu Postępowania Karnego WPiA oraz mgr Joanna Grygiel-Zasada z Poznańskie Centrum Praw Człowieka INP PAN.

Źródło: perspektywy.pl

Szef KRRiT nie ukarze TV Republika za skandaliczne słowa Pietrzaka. „To była satyra”

2024/04/15

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski stwierdził, że jego zdaniem Telewizja Republika nie zostanie ukarana za wypowiedź Jana Pietrzaka o przyjmowaniu imigrantów. – Satyryk ma prawo powiedzieć, co mu się żywnie podoba – uzasadnił.

31 grudnia ub.r. na antenie Telewizji Republika Jan Pietrzak powiedział: – Mam okrutny żart z tymi imigrantami, że oni liczą na to, że Polacy są przygotowani, bo mamy baraki. Mamy baraki dla imigrantów. w Auschwitz, w Majdanku, w Treblince, w Stutthofie. Mamy dużo baraków zbudowanych tu przez Niemców. I tam będziemy (…) tych imigrantów, wpychanych nam nielegalnie przez Niemców, ponieważ nielegalni nie są ci ludzie, którzy uciekają do lepszego świata.

Wypowiedź odbiła się szerokim echem i została powszechnie skrytykowana. Minister sprawiedliwości Adam Bodnar prosił prokuratora krajowego o wszczęcie śledztwa. Prokurator Szymon Banna przekazał, że „dochodzenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie dotyczyć będzie publicznego znieważenia grupy ludności z powodu ich przynależności narodowej i etnicznej (art. 257 k.k.). – Aktualnie w sprawie gromadzony jest material dowodowy. Postępowanie prowadzone jest w sprawie co oznacza, że nikomu nie przedstawiono zarzutów – zaznaczył rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

W ciągu kilku dni do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wpłynęło łącznie 130 skarg dotyczących wypowiedzi Jana Pietrzaka. – KRRiT podejmuje w tej sprawie rutynowe czynności wyjaśniające – przekazała nam Teresa Brykczyńska, rzeczniczka prasowa KRRIT.

Przewodniczący KRRIT wszczął w sprawie postępowanie. Biuro KRRiT wystąpiło do nadawcy o nagranie audycji i ustosunkowanie się do zarzutów skarżących.- Następnie nagranie jest analizowane. Na podstawie tego postępowania Przewodniczący KRRIT (jako organ) podejmie decyzję o dalszych działaniach. To jest standardowa procedura – napisał Świrski w portalu X.

Ukarania nadawcy za wypowiedź Pietrzaka domagał się w skardze do szefa KRRiT członek rady programowej TVP Krzysztof Luft. Interwencję zapowiedział też członek KRRiT prof. Tadeusz Kowalski.
W poniedziałek Maciej Świrski na antenie radiowej Trójki został spytany, czy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nałoży karę na TV Republika za słowa Jana Pietrzaka. Szef KRRiT stwierdził, że jego zdaniem nie będzie grzywny.

Satyryk ma prawo powiedzieć, co mu się żywnie podoba, jest wolność słowa w tym kraju – podkreślił. – To była satyra pokazująca dwulicowość rządu, który najpierw mówi jedno, potem robi drugie, jeszcze kontekst brukselski. Spokojnie, tutaj nie ma mowy o żadnym wykroczeniu – zapewnił.

Więcej na wirtualnemedia.pl