Kierowca homofobusa uniewinniony. „Sąd uznał za prawdziwe hasła, że homoseksualiści częściej molestują dzieci”

2023/07/07

– To haniebny wyrok, szokujący. Prawdopodobnie będziemy składać kasację – mówi pełnomocnik Moniki Drubkowskiej, aktywistki LGBT z Gorzowa Wielkopolskiego. Chodzi o sprawę furgonetek, które jeździły po mieście i głosiły hasła m.in. o tym, że „homoseksualiści częściej molestują dzieci”. – Sąd wskazał, że hasła te polegają na prawdzie – dziwi się prawnik.

Monika Drubkowska jest aktywistką LGBT, prezeską Fundacji Warto Być Równym Nad Wartą. W sierpniu 2019 roku współorganizowała pierwszy w Gorzowie Wielkopolskim marsz równości. Kilka dni przed tym wydarzeniem na ulicach miasta pojawiły się homofobusy – furgonetki z homofobicznymi hasłami. Były nimi oblepione, a także puszczały je przez megafon.

Drubkowska poczuła się dotknięta. – To był trudny czas kampanii wyborczej. Przed naszym marszem zaczęły jeździć furgonetki podsiane mową nienawiści, hejtem, dyskryminacją. To była homofobiczna propaganda w czystej postaci, niepoparta żadną naukową wiedzą. Ja się z tym nie zgadzam, prowadzę fundację równościową, pomagam osobom LGBT+, chronię nasze prawa i naszą godność, dlatego wystąpiłam z prywatnym aktem oskarżenia do sądu – wspomina w rozmowie z TOK FM aktywistka.

Więcej w TOK.FM

Rada KEP krytycznie o „antyukraińskich nastrojach”. Opublikowano oświadczenie

2026/06/03

Konferencja Episkopatu Polski krytycznie odniosła się do ksenofobicznych nastrojów w Polsce. Rada KEP ds. Uchodźców i Migrantów przekazała, że „z przykrością odnotowała i jednoznacznie potępiła incydenty, świadczące o narastającej niechęci wobec przebywających w Polsce osób z Ukrainy”.

1 czerwca w Warszawie obradowała Rada KEP ds. Uchodźców i Migrantów pod przewodnictwem bp. Krzysztofa Zadarki. Podczas spotkania podjęto dyskusję nad przygotowaniami do tegorocznego Światowego Dnia Migranta i Uchodźcy, który obchodzony jest przez Kościół katolicki we wrześniu.

W trakcie zebrania przyjrzano się również problemowi wzrostu antyukraińskich nastrojów w Polsce. Rada przypomniała, że takie zachowanie jest niedopuszczalne dla osób wierzących.

„Rada KEP ds. Migrantów i Uchodźców z przykrością odnotowała i jednoznacznie potępiła incydenty, świadczące o narastającej niechęci wobec przebywających w Polsce osób z Ukrainy. Napomnienie św. Piotra: ’Okazujcie sobie wzajemną gościnność bez szemrania!’ także dziś powinno kształtować nasze postawy względem przybyszów” – czytamy w oświadczeniu opublikowanym na stronie KEP.

„Rada przypomina, że stosunek do cudzoziemców nigdy nie powinien być warunkowany przez doraźne polityczne interesy czy relacje z państwem ich pochodzenia” – dodano w piśmie.

W trakcie spotkania Rady poruszono też m.in. temat uchodźców i migrantów, którzy znajdują się w najtrudniejszym położeniu: dzieci, osób starszych, chorych, niemogących podjąć pracy zarobkowej.

„Z niepokojem wysłuchano informacji o konsekwencjach wygaszenia im dostępu do służby zdrowia oraz zmianach w zakresie ośrodków zbiorowego zakwaterowania” – odnotowano w dokumencie podsumowującym prace organu.

Źródło: Polsat News

47-latek zatrzymany za groźby motywowane nienawiścią narodowościową

2026/06/03

Jelczańscy policjanci zatrzymali 47-latka, który przedmiotem przypominającym broń palną groził pozbawieniem życia czterem osobom. Na domiar złego w kierunku wskazanych osób oddał dwa strzały. Niespełna kilka godzin po zdarzeniu sprawca został zatrzymany. W toku prowadzonych czynności procesowych 47-latek nie był w stanie wyjaśnić swojego nieodpowiedzialnego zachowania. Zebrany do sprawy materiał dał uzasadnioną podstawę do przedstawienia mężczyźnie zarzutów kierowania gróźb bezprawnych ze względu na ich narodowość. Niebawem sprawa znajdzie swój finał w sądzie. Za popełniony czyn sprawcy grozi kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.

Do zdarzenia doszło w niedzielę 24 maja br., w Jelczu-Laskowicach. Otrzymane przez dyżurnego stanowiska kierowania zgłoszenie dotyczyło mężczyzny, który miał oddać dwa strzały z przedmiotu przypominającego broń palną w kierunku postronnych osób. Ponadto tuż po zdarzeniu mężczyzna uciekł. Na tym etapie nie były jeszcze znane motywy działania sprawcy jak również jego tożsamość. Jednak dzięki szybkim i skutecznym działaniom oławskich funkcjonariuszy podejrzany o czyn mężczyzna został zatrzymany po niespełna kilku godzinach. 

W toku prowadzonych czynności na miejscu zdarzenia mundurowi ustalili, że 47-letni mieszkaniec powiatu oławskiego użył broni hukowej niewymagającej pozwolenia. Tuż po zatrzymaniu jak również w trakcie prowadzonych czynności procesowych mężczyzna nie potrafił wyjaśnić powodu swojego zachowania. Jak ustalili śledczy wcześniej nie miał kontaktu z osobami, którym groził. Niemniej jednak zebrany materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 47-latkowi zarzutów kierowania gróźb bezprawnych wobec czterech osób ze względu na ich narodowość.

Niebawem sprawa znajdzie swój finał w sądzie. Sprawcy grozi karana nawet do 5 lat pozbawienia wolności. 

Na podstawie zebranych do sprawy materiałów wobec mężczyzny prokurator zastosował dozór policji. 

Przypominamy, że przestępstwa motywowane nienawiścią są surowo karane. Nie ma zgody na zastraszanie, mowę nienawiści i agresję wobec drugiego człowieka.

st. asp. Łukasz Porębski

Źródło: Komenda Powiatowa Policji w Oławie

„My możemy zostać, dziecko już nie”. Ukraińskie rodziny w strachu przed lipcem

2026/06/02

Ukraińskie dzieci od lipca mogą zostać pozostawione same sobie – alarmują organizacje pozarządowe, które od lat pomagają cudzoziemcom w Polsce. Chodzi o tych, którzy przyjechali do naszego kraju w obliczu pełnoskalowej wojny i – razem z rodzicem czy rodzicami – mieszkają w tzw. ośrodkach zbiorowego zakwaterowania. Jeśli mama jest np. osobą z niepełnosprawnością, dalej będzie mogła tam mieszkać, ale dziecko – już nie.

Ośrodek zbiorowego zakwaterowania w Bystrzejowicach – około 20 kilometrów od Lublina – jest prowadzony przez Bractwo Miłosierdzia im. Brata Alberta. Gdy w 2022 roku wybuchła pełnoskalowa wojna, trafiły tu rodziny z dziećmi z bardzo różnych zakątków Ukrainy. Dziś mieszkają tu głównie seniorzy i osoby z niepełnosprawnościami. To na przykład pan Roman z żoną i 12-letnim synem Swiatosławem. Rodzice mają orzeczenia o niepełnosprawności. Są w Polsce ponad cztery lata i – jak mówi nam pan Roman – dobrze im się tu mieszka. – Gdy przyjechaliśmy, syn był jeszcze dzieckiem, miał niecałe 8 lat. Dziś to już poważny nastolatek – opowiada mężczyzna.

Nasi rozmówcy są jednak w niepewności, co będzie dalej, bowiem od lipca wchodzą w życie kolejne przepisy z ustawy wygaszającej pomoc dla uchodźców wojennych z Ukrainy. W ich efekcie w ośrodkach zborowego zakwaterowania nie będą mogły mieszkać dzieci.

– Dowiedzieliśmy się, że znów zmienia się prawo i że my – rodzice – możemy w ośrodku pozostać, ale nasz syn już nie. A przecież nie możemy dopuścić do tego, by nas rozdzielono. To w ogóle nie wchodzi w grę – mówi nam pan Roman. Razem z żoną podjęli więc decyzję, że wrócą do Ukrainy. – Nie mamy wyjścia. Tam trwa wojna, bywa niebezpiecznie, latają rakiety, ale trudno. Trzeba jakoś spróbować budować nasze życie. Nie możemy być tutaj w ciągłej niepewności – dodaje. 

Anna Bylicka, która kieruje ośrodkiem zbiorowego zakwaterowania w Bystrzejowicach, potwierdza: „Od 1 lipca w takich ośrodkach jak nasz, będą mogły mieszkać osoby niepełnosprawne, kobiety powyżej 60. roku życia, mężczyźni powyżej 65. roku życia, kobiety w ciąży oraz osoby wychowujące dziecko do 12. miesiąca życia. Niestety w katalogu tym zabrakło dzieci”.

Anna Bylicka, która kieruje ośrodkiem zbiorowego zakwaterowania w Bystrzejowicach, potwierdza: „Od 1 lipca w takich ośrodkach jak nasz, będą mogły mieszkać osoby niepełnosprawne, kobiety powyżej 60. roku życia, mężczyźni powyżej 65. roku życia, kobiety w ciąży oraz osoby wychowujące dziecko do 12. miesiąca życia. Niestety w katalogu tym zabrakło dzieci”.

Więcej w Radiu TOK.FM

TV Republika na czele niechlubnego zestawienia. KRRiT ujawniła dane

2026/06/02

W 2025 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wydała 167 decyzji o karach finansowych, których łączna kwota opiewała na 4 mln 784 tys. 200 zł. Z informacji zawartych w sprawozdaniu wynika, że 32 decyzje dotyczyły naruszeń zasad emisji przekazów handlowych (366 tys. zł), 15 było związanych z nieprzestrzeganiem udogodnień dla osób z niepełnosprawnościami (76,1 tys. zł), a w pięciu sprawach chodziło o ochronę małoletnich, w tym w dwóch także o wulgaryzmy, które były sprzeczne z zapisami o ochronie języka polskiego (90,3 tys. zł).

KRRiT podjęła też trzy decyzje o karach finansowych w związku z mową nienawiści w audycjach (225 tys. zł), a dwie kolejne za brak przekazania żądanych materiałów i informacji (1,3 tys. zł).

Co ciekawe, na czele zestawienia, czyli jako podmiot, który był najczęściej karany, znalazła się Telewizja Republika – z 10 decyzjami (łącznie 157,5 tys. zł). Jak podaje portal Wirtualne Media, Republika otrzymywała kary m.in. za „emisję reklam piwa w niedozwolonych godzinach, treści nawołujące do nienawiści lub przemocy, naruszenia przepisów reklamowych oraz niewystarczającą dostępność dla osób z niepełnosprawnościami”.

Dziewięć decyzji było skierowanych wobec spółki Fratria, czyli nadawcy telewizji wPolsce24 (36,5 tys. zł), którą ukarano za przekroczenie limitu reklam i braki w zakresie dostępności dla osób z niepełnosprawnościami. Osiem decyzji o karach finansowych dotyczyło naruszeń w programach Telewizji Polsat Sp. z o.o. (154 tys. zł). a na kanały związane z Polsatem nałożono kary z powodu „zbyt wczesnej emisji treści, które mogą zagrażać nieletnim, za przekroczenie dopuszczalnego limitu reklam, brak zgłoszenia do rejestru, niewystarczające udogodnienia dla niepełnosprawnych”.

Źródło: wprost.pl

Bożena Keff: Konflikt Izrael–Palestyna ma cechy konfliktu tragicznego

2026/05/31

Wielu z nas czuje to, o czym pisał egipsko-amerykański autor Hussein Aboubakr Mansour w eseju „The Age of Moral Sadism” (Wiek moralnego sadyzmu) – mianowicie, że są pojęcia, których używa się obecnie bez rzeczywistego związku z ich zawartością znaczeniową i kontekstem historycznym. W słowach takich jak „nazizm”, „apartheid” „kolonializm” – stosowanych wobec Izraela zwłaszcza po 7 października 2023 r. – nie zostało prawie nic z ich pierwotnego znaczenia.

Stalin używał terminu „faszysta” wobec osób, które chciał najpierw napiętnować, a potem zabić. Putin robi podobnie, mówiąc o „nazistowskim” rządzie ukraińskim. Czynność nazywania powołuje do życia wyobrażenie materialnego odpowiednika słowa, to samo robią egzorcyści, kiedy wypędzają z kogoś „szatana”, którego tym samym powołują do życia. Mansour zauważa, że współcześnie polityka przejęła funkcję religii, a sąd ostateczny sprawują w niej ludzie – poprzez media. Nie ma dyskusji, jest potępienie i wyrok, a skazany nie ma prawa się bronić, ponieważ szatanowi nie udzielamy głosu. „Nie, Izrael nie ma prawa do istnienia” – to tytuł tekstu w „Krytyce Politycznej”. A Rosja, która prowadzi wojnę, też nie ma prawa do istnienia? A Stany Zjednoczone?

Nieporozumień jest więcej. Mówienie o Izraelu jako kraju kolonialnym to nie tylko błąd, to ideologia. Posługiwanie się w jego kontekście tym terminem jest mechanicznym, ahistorycznym przeniesieniem; przeniesieniem z powodu podobieństw, bez uwzględnienia niepodobieństw. Syjonistyczni pionierzy przybyli do Palestyny, aby (od)zyskać ojczyznę i wybawienie od wielowiekowej opresji. Kraj znali od wieków z tekstów swojej historii i religii, z obyczaju. Po wojnie wszystkie żydowskie opcje polityczne, łącznie z Bundem (a raczej z jego nielicznymi ocalałymi po Zagładzie członkami), były po stronie Izraela, choć przed wojną socjalistyczny Bund był antysyjonistyczny.

Hamas wygrał medialnie

Czy to oznacza, że dla Palestyńczyków pojawienie się Żydów na ich ziemi nie było inwazją, nie stanowiło konkurencji do tych samych zasobów? Oczywiście było, stanowiło. A jednak byli to ludzie powracający z obozów i kryjówek, uchodźcy szukający miejsca do życia. To była największa fala późniejszych mieszkańców Izraela. Bowiem w życiu i w historii, inaczej niż w ideologii, zdarza się, że prawdą jest „i to, i tamto”, a nie, jak w ideologii „to lub tamto”.

Izrael powstał legalnie, w 1948 r. – poparła jego istnienie większość (83 proc.) krajów ONZ. Być może część głosujących miała ukryte założenie, że eksperyment się nie utrzyma, i kiedy na nowe państwo napadły wszystkie ościenne kraje arabskie (Egipt, Transjordania, Irak i Syria), mogło się wydawać, że sprawa sama się rozwiąże. Ale się nie rozwiązała.

Palestyńczycy są ludźmi, którym spadła na głowy konsekwencja cudzej historii: nie musieli jej rozumieć ani akceptować. Z drugiej strony dziś mierzą się też z konsekwencjami własnych wyborów. Nazizm stanowił osnowę intelektualną palestyńskiego ruchu nacjonalistycznego. Wielki Mufti Jerozolimy był wyznawcą Hitlera, spotkał się z nim i obiecał pomoc w zgładzeniu Żydów Jerozolimy, gdyby doszło do jej zdobycia. 

A niemal sto lat później, wśród bez umiaru nakręcanej przez Hamas propagandy nienawiści, rodzą się kolejne pokolenia mieszkańców Palestyny. Izrael coraz bardziej nie znika, choć coraz bardziej się separuje – nie przed Arabami przecież, lecz przed ich terrorem.

W narracjach o wojnie 7/10 Hamas w pewnej chwili zniknął i już nie powrócił. Pozostała tylko opowieść o Izraelu, który walczył z cywilami w Gazie. A przecież Hamas cały czas tam był, jego żołnierze – ubrani jak wszyscy wokół – walczyli otoczeni cywilami, nad którymi sprawowali despotyczną władzę. Hamas wygrał medialnie: kiedy to piszę, mam świadomość, że stoję wobec fali wysokiej jak góra, która płynie, niosąc wszystko: propagandę antyizraelską, antysemityzm w wielkich ilościach, wezwania do męczeństwa w imię islamu, brutalność IDF i setki innych składników. W tej fali jest też mitologa lewicy na temat Gazy, Hamasu i walki antykolonialnej.

Prawo Izraela do istnienia 

Ani Izraelczycy, ani Palestyńczycy nie są w dobrej sytuacji. Zawiodły wielokrotne, czasem hojne (premier Ehud Olmert) oferty zawarcia „pokoju za ziemię” i Izraelczycy działają z pozycji siły, bo nie widzą dla siebie innego wyjścia. Palestyńczycy z kolei trwają przy swoim wyobrażeniu absolutnej sprawiedliwości – czyli zniesieniu Izraela z mapy świata: dziewięć milionów, w tym dwa i pół miliona Arabów izraelskich, ma się rozpłynąć w powietrzu, albo we własnej krwi.

Mówi się, że straszna rzeź, jakiej dopuścił się Hamas 7 października 2023 r., wyrażała nagromadzoną od dekad urazę i gniew. Ale odpowiedź Izraela też wyraża nagromadzone latami urazę, zawód i chęć zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Kraj prowadzi wojnę od niemal ośmiu dekad, a jeśli nie ma bezpośrednich starć zbrojnych, trwają ataki terrorystyczne i ostrzał rakietowy. 

Oczywiście, że Izrael nie jest bez winy: prawica decydująca o polityce wewnętrznej to katastrofa, a działania państwa i osadników na Zachodnim Brzegu i w Gazie zasługują na potępienie. Ale nie o tym teraz piszę. 

Piszę o tym, że Izrael ma prawo istnieć, i że Izraelczycy są w powszechnej narracji medialnej traktowani bez cienia empatii. 

Ponadto afirmacja Hamasu prowadzi w konkretne rejony globalnej polityki, bo jego sojusze to Iran, Katar, Rosja, Chiny, Korea Północna, państwa islamskie Afryki i Bliskiego Wschodu, liczne dyktatury i kraje autorytarne.

Antysemityzm się zglobalizował

Pisząc, że Izrael nie jest krajem kolonialnym, mam na myśli to, że Izrael jest kategorią sam dla siebie: i z powodu losów Żydów w chrześcijańskiej Europie, i z powodu swojej własnej historii. Żaden inny lud ani nacja nigdy nie były tak długo i tak całkowicie dehumanizowane i demonizowane jak Żydzi.

Czy można było wjechać z mniejszą paradą do historii chrześcijańskiej Europy niż jako zabójcy Boga? I „pożegnać ją” w komorach gazowych, w rowach po lasach (a te śmierci kwitowało nieraz znane polskie zdanie „Hitler się za nas rozprawił z Żydami”)? Nazizm nie stworzył antysemityzmu, i nie był ruchem szczególnie związanym z religią, ale mógł używać rasistowskiej odmiany antysemityzmu, ponieważ miał za sobą wieki zakorzenionej w kulturze chrześcijańskiej nienawiści i pogardy wobec Żydów.

W chrześcijańskiej Europie, niezależnie od tego, że to Żydzi byli grabieni, zabijani i upokarzani – i tak byli postrzegani jako sprawcy zła, a nie jego ofiary. To, co się z nimi działo w rzeczywistości, nie przekładało się na ich status, który był i pozostał metafizyczny – pozadoświadczalny, ponieważ byli (dla wielu są) niezmiennym wcieleniem zła tego świata. Są też złem dla części świata pozachrześcijańskiego, w tym muzułmańskiego, bo do powodów religijnych doszły polityczne; antysemityzm się zglobalizował.

Konflikt Izrael–Palestyna, jak pisał Amos Oz i wielu innych twórców, ma cechy konfliktu tragicznego, gdzie racje obu stron są podobnie mocne, ale pochodzą z różnych źródeł, z różnych nadań. Ponieważ z czasem Izrael stał się krajem pod wieloma względami silniejszym od Palestyny, wydaje się, że równoważność racji się zaburzyła. Ale tak nie jest. Racje pozostają takie same. Tylko siła militarna Izraela i jego sojusz z USA powodują, że malutki kraj wydaje się większy. Ale nie jest większy.

Syjonizm to nie nazizm

Żydzi w tradycji Europy zostali uznani za ofiary tyko raz: po Zagładzie. Jakby Zagłada ich uczłowieczyła. Ale nie na długo. Fraza „syjonizm jest jak nazizm” pojawiła się po raz pierwszy po przegranej Egiptu w wojnie z 1967 r., gdy przedstawiciel ZSRR użył jej w ONZ, ale rychło wstrzeliła się w obieg języka antysemickiego – i została wchłonięta przez lewicę.

To właśnie wtedy w retoryce globalnej pojawił się wątek kolonialny, który – co zawsze się dzieje w przypadku Izraela – został podchwycony przez antysemitów. Z czasem, w kontekście antykolonializmu właśnie, syjonizm zatracił pierwotne znaczenie – idei utworzenia państwa żydowskiego – i stał się synonimem „kolonialnej” praktyki stosowanej przeciwko Palestyńczykom. (Czy zakładanie osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu to syjonizm? Nie, to raczej kolonialne działanie Izraela – syjonizm to idea Mosesa Hessa z 1862 r. i Theodora Herzla z 1896 r.: założenia w Izraelu państwa żydowskiego; Izrael nie jest krajem kolonialnym, ale może działać kolonizatorsko – to nie samo.)

W czasie wojny 7/10 Żydzi wrócili w narracji medialnej na miejsce, które zajmowali w eschatologii chrześcijańskiej – skrajnego zła, Antychrysta. Zło w wydaniu żydowskim jest zawsze ostateczne: chcieli zniszczyć ład boży (czyli chrześcijański), podporządkować sobie rasę aryjską, a w tej wojnie, w opinii ogólnej, ukrzyżowali naród palestyński. 

Trzy lata później strona palestyńska ma za sobą sympatię opinii publicznej. 

Hamas wygrał wojnę propagandową, a właściwie wygrali ją dla Hamasu zachodni sojusznicy, którzy albo nie przyjęli do wiadomości zbrodni rozpoczynającej tę odsłonę konfliktu, albo przyjęli ją z przyjemnością. 

Nie nadali też znaczenia temu, że Hamas od początku prowadził wojnę kosztem ludności cywilnej. W mediach podkreślano każdy rodzaj palestyńskich krzywd, a kiedy w Gazie zapanował głód, ze świata płynęła pomoc, jaka nie ruszyła ani do Sudanu, ani w żaden inny głodny rejon świata. Równocześnie nikt się nie troszczył o izraelskich zakładników: ani ONZ, ani Czerwony Krzyż; ze świata nie płynęły apele do Hamasu, żeby zakładników nie bito, nie gwałcono, nie głodzono.

Piszę o tym, jak mówimy, i o kontekstach, o których milczymy. Do tych kontekstów należy wspomniane już stałe założenie strony palestyńskiej, że Izrael ma zniknąć. Nie chodzi o ziemie – chodzi o to, żeby Izraela nie było.

Czy państwo Izrael powstało sprawiedliwie? Kiedy powstawało, wszystkie tereny, które nadawały się do zamieszkania, były zamieszkane i wypędzani z nich Palestyńczycy ponieśli wiele krzywd. Niemniej Izrael ma prawo istnieć, na zasadzie aktów dokonanych w historii, która – taka jest jej istota – nigdy nie jest absolutnie sprawiedliwa. Palestyńczycy chcą sprawiedliwości absolutnej; takiej, która przywróci stan sprzed powstania Izraela. Tylko że nie ma takiej sprawiedliwości i trzeba korzystać z tej, która jest. Przy czym może utopijnie uważam, że Europa powinna być rozjemcą w tym konflikcie, ponieważ Izrael powstał z powodu jej antysemityzmu.

„Jak naród, który tyle wycierpiał…”

Wróćmy do początku. Od dawna w reakcjach na konflikt izraelsko-palestyński zagnieździł się zestaw porównań działań Izraela z działaniami nazistowskich Niemiec. Nie dlatego przecież, że istnieje jakaś realna zbieżność, ale dlatego, że te porównania odnoszą się do historii Żydów jako ofiar: podważają ją i odwracają. Porównania te „demonstrują”, że dawne ofiary działają tak samo (lub jeszcze bardziej) bestialsko, jak ich dawni oprawcy. Jeśli bowiem „syjonizm jest jak nazizm”, nie tylko znosi to różnicę między katem a ofiarą, lecz także informuje nas, że dawne ofiary mają większy nawet potencjał, by krzywdzić innych niż naziści. I wreszcie: porównania te są negacją znaczenia Zagłady. Do tej kwestii jeszcze wrócę.

„Jak naród, który tyle wycierpiał, może robić te same lub nawet gorsze rzeczy innym?” – brzmi to znane pytanie. Czyli to ma być ciągle ten sam naród, gdyż „proszę pani, Żyd to Żyd, a oni się nie zmieniają”. Esencjonalizm, rodzaj rasizmu. A jednak to nie jest ten sam naród, bo tamtego już nie ma. Izraelczycy mają z nim wielorakie związki, nie są jednak kolejnym wcieleniem sześciu milionów Żydów, które zginęły. Po drugie: nie robią tego samego. Po trzecie: bronią się (nie wiem, czy robią to dobrze, czy nie, nie jestem specjalistką od działań wojennych, ale od 1948 r. – bronią się). Po czwarte: chcą żyć w swoim państwie, ponieważ Europejczycy sprawili, że życie w Europie stało się dla nich niemożliwe.

A pytający: czemu udają naiwnych? Czy nie jest to oczywiste, że każdy naród lub grupa ludzi, którzy wiele wycierpieli, może robić innym złe rzeczy? Cierpienie nie uszlachetnia, a wojna sama w sobie jest złem. Jeśli syjonizm jest jak nazizm – to Pac jest wart pałaca, a ofiara kata. Możemy Zagładę uznać za dintojrę, jakiś rodzaj porachunków pomiędzy najgorszymi – syjonistami i nazistami, Żydami i Niemcami. To skrajnie antysemickie rozumowanie, ale przecież istnieje w przestrzeni publicznej.

Porównywanie getta i Gazy

Hasło „syjonizm jak nazizm” ma w sobie potencjał, żeby unieważnić Zagładę. Jeśli mówimy o ludobójstwie ze strony Izraela, nie pytając o to, czym jest ludobójstwo, wierząc, że jest tak, jak mówią propagandyści islamscy, przykładamy się do unieważnienia Zagłady.

Istnieje wiele sformułowań zestawiających działania nazistowskie i izraelskie: „ruiny Gazy jak ruiny getta warszawskiego”, „Zagłada Palestyńczyków”, „izraelskie Luftwaffe”. „Spostrzeżeń” mówiących, że warunki w Gazie są rzekomo gorsze niż w getcie warszawskim, było w ostatnich miesiącach bardzo dużo.

Dobrze więc: jest taka relacja z getta, gdzie świadek opisuje, jak wyglądał w środku budynek na Umschlagplatzu – miejscu, w którym czekano na wagony wiozące ludzi do komór gazowych. Kiedy znalazł się wewnątrz, na schodach siedzieli ludzie, z tobołkami i torbami, i tak już apatyczni z powodu ustawicznego głodu, słabi i wyczerpani strachem o własne życie. Na najwyższym piętrze ukraińscy żołnierze gwałcili dziewczynę. Schodami w dół płynął mocz, bo nie było się gdzie załatwić: kto się przebił przez czekający na zwierzęce wagony tłum, mógł wejść do pokoju, gdzie się załatwiano. Nie było tam kanalizacji, po prostu ktoś zrobił to pierwszy. Odór tej góry odchodów bił na cały budynek.

Getto warszawskie należy zostawić w spokoju, bo jeśli nawet ktoś miał w domu działającą do lipca 1942 ubikację, niczego to nie zmienia. W ogóle nie ma powodów, poza szaleństwem waszych uczuć, przywoływać getta ani jego warunków higienicznych, ze zwłokami na ulicach i z kanalizacją dobrze, średnio lub ledwo działającą.

Czego natomiast w spokoju zostawić nie należy? Antysemityzmu, który (może przy okazji sprawiedliwej krytyki Izraela) zalegalizował się w nocy z 7 na 8 października 2023 r., kiedy społeczności arabskie w Europie i w USA, lewica, studenci i inni sympatycy Hamasu ze słodyczami, muzyką i gratulacjami świętowali śmierć zarżniętych, popalonych, zgwałconych Izraelek i Izraelczyków. Rozkoszy, bezwstydnej juissance możliwości mordowania Żydów, wznieconej, jak napisała Herta Müller, od jednego pstryknięcia palcami, milionami płomieni pośród tamtej nocy.

BOŻENA KEFF jest związaną z Żydowskim Instytutem Historycznym literaturoznawczynią i badaczką gender studies. Poetka i eseistka, za „Postać z cieniem” i za „Utwór o matce i ojczyźnie” była nominowana do Nagrody Literackiej Nike; wydała także m.in. „Antysemityzm. Niezamkniętą historię”.

Tekst ukazał się w Tygodniku Powszechnym. Całość publikujemy za zgodą Autorki. 

Min. Żurek odwołał rektora uczelni kadr Ziobry. Tego, który chciał golić głowy badaczom Holocaustu

2026/05/30

Minister sprawiedliwości odwołał Michała Sopińskiego ze stanowiska rektora Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. To były działacz partii Ziobry, który mając zaledwie 30 lat został rektorem. Podległa mu uczelnia stała się przechowalnią dla ludzi związanych z obozem władzy PiS.

Michał Sopiński został odwołany w piątek 29 maja 2026 roku. To od dawna oczekiwana decyzja. Bo Sopiński jest bardziej politykiem niż rektorem publicznej uczelni. Na swoim koncie na profilu X nie kryje sympatii politycznych i atakuje rządy Koalicji oraz jej polityków. Jego wpisy często nie licują z powagą stanowiska. Głośno było m.in. o jego wpisie z maja 2023 roku, w którym proponował golenie głów badaczom Holocaustu.

W mediach społecznościowych Sopiński o Janinie Ochojskiej pisał „pacynka Putina”. O Donaldzie Tusku pisał „pachołek Putina”, a ocalałego z Holocaustu Mariana Turskiego nazwał „oprawcą z PZPR”. Nie kryje poparcia dla prezydenta Karola Nawrockiego. A o obecnej władzy pisze „reżim 13 grudnia”.

W ostatnich tygodniach władzy PiS Zbigniew Ziobro zabetonował Sopińskiego na stanowisku rektora, powołując go bez konkursu na pięcioletnią kadencję. Zrobił to na mocy specjalnej ustawy o utworzeniu Akademii Wymiaru Sprawiedliwości.

Więcej w oko.press

Ustawa o statusie osoby najbliższej. Historyczny moment, który skończy się na niczym

2026/05/29

„Piekło zamarzło” – ogłosił marszałek Włodzimierz Czarzasty. Sejm przyjął dziś rządowy projekt ustawy o statusie osoby najbliższej. To historyczny moment, bowiem pierwszy raz politycy uchwalają przepisy, które choć w minimalnym stopniu zabezpieczają pary jednopłciowe. Tyle że te spełzną na niczym, bo prezydent już ogłosił zamiar zawetowania przepisów.

„Sejm uchwalił ustawę o statusie osoby najbliższej i umowie o wspólnym pożyciu” – ogłosił krótko po godzinie 10:00 marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Na sali plenarnej polskiego parlamentu rozległy się brawa.

To dla społeczności LGBT ważny moment. Doniosły i urągający zarazem, gdyż z jednej strony po raz pierwszy w historii w Sejmie uchwalono zapisy dostrzegające i (w minimalnym stopniu) zabezpieczające pary jednopłciowe.

Z drugiej strony jednak wiadomo, że głosowanie to ma znaczenie wyłącznie symboliczne. Jeszcze zanim ustawę uchwalił Sejm, Kancelaria Prezydenta w środę 27 maja ogłosiła, że Karol Nawrocki projektu nie podpisze, bo dla niego „rządowa ustawa o statusie osoby najbliższej w tym kształcie jest nie do zaakceptowania”. Nawrocki prawdopodobnie zaprezentuje własną propozycję ustawy, którą Anton Ambroziak na łamach OKO.press nazwał „policzkiem dla społeczności LGBT+”. Będzie to bowiem propozycja zawarcia prostej umowy cywilnoprawnej między dowolnymi osobami, np. sąsiadami czy młodym człowiekiem a kombatantem, którym się opiekuje.

Ustawa o statusie osoby najbliższej i umowie o wspólnym pożyciu – bo tak brzmi pełna nazwa zapisów – to sztandarowy projekt gabinetu Katarzyny Kotuli (Lewica), nad którym pracuje niemal od początku tej kadencji. Kotula chciała wprowadzić najpierw związki partnerskie, ale przy mocnym oporze ludowców, Lewica zrobiła krok w tył i usiadła do stołu z PSL-em.

W efekcie Kotula razem z Urszulą Pasławską wypracowały projekt ustawy, która tworzy kategorię osoby najbliższej. Na podstawie umowy zawieranej u notariusza (a nie, jak w przypadku małżeństw, w urzędzie stanu cywilnego) pary mogą określić:

– czy chcą wspólnoty czy odrębności majątkowej,

– czy chcą się wspólnie rozliczać po pełnym roku podatkowym,

– czy chcą ustanowić obowiązek alimentacyjny w przypadku, w którym rozwiążą umowę o osobie najbliższej,

– czy chcą mieć prawo do korzystania ze wspólnego mieszkania,

– czy chcą, by druga osoba miała wgląd w dokumentację medyczną, była informowana o stanie zdrowia np. po wypadku, i działała jak pełnomocnik w sprawach codziennego życia.

Projekt pozwoli do umowy dołączyć testament każdej z osób, co, pozwoli na kompleksowe zabezpieczenie wzajemnych interesów stron również na wypadek śmierci jednej z nich. Umowa pozwoli też zwolnić osobę najbliższą z podatku od spadków i darowizn, plasując ją w tzw. grupie zerowej, jak małżonków.

Co ważne, projekt Lewicy i PSL-u 30 grudnia zyskał status rządowego. W trybie błyskawicznym przeszedł procedurę legislacyjną. 12 lutego, w oparach homofobicznego ścieku z ust polityków prawicy, przeszedł przez pierwsze czytanie w Sejmie i trafił do Komisji Nadzwyczajnej. Tam, w toku regularnych spotkań międzypartyjnych wypracowano jego ostateczną wersję i 27 maja (pośród okrzyków prawicy o „końcu cywilizacji”) skierowano do trzeciego czytania, a 29 maja – projekt przyjęto.

Więcej w oko.press

Popierają „przemoc wobec LGBT” i chcą zorganizować kontrmanifestację do wrocławskiego Marszu Równości. „Będzie analiza prawna”

2026/05/29

Widzieliśmy film, na którym zamaskowani mężczyźni palą race i nawołują do walki „przeciw dewiacji”. Obywatele RP alarmują: „Państwo ma obowiązek reagować na przejawy ekstremizmu i przemocy motywowanej uprzedzeniami”.

– Faszyzm rośnie od lat, ale w tej chwili odsłania przyłbicę zupełnie bezwstydnie. I to jest niestety w dużym stopniu tolerowane. W końcu musi nastąpić reakcja. Obojętnie, czy oni występują przeciwko LGBT, czy innym mniejszościom. Nawołują do nienawiści i praktykują tą nienawiść „w realu”. Jeżeli tego nie powstrzymamy natychmiast, to rozrośnie się tak, że już nikt tego nie powstrzyma – mówi Ewa Trojanowska z Obywateli RP.

Jej zdaniem jest co powstrzymywać. 28 maja Obywatele RP opublikowali zrzuty ekranu z komunikatora internetowego. Organizatorzy sobotniej kontrmanifestacji do 18. Marszu Równości promują swoje wydarzenie hasłem „Wrocław przeciw dewiacji”.

„My jako mieszkańcy tego miasta, kibice, zwykli ludzie, osoby szanujące Konstytucję RP, starsi i młodsi staniemy na drodze dewiantów” – ogłosili na swojej wewnętrznej grupie organizatorzy zgromadzenia publicznego, która ma odbyć się we Wrocławiu o godz. 14, czyli godzinę przed wyruszeniem Marszu Równości. Bo to jej uczestników „mieszkańcy tego miasta, kibice, zwykli ludzie” nazywają dewiantami. I otwarcie przyznają, że popierają „przemoc wobec LGBT”.

We wpisie na komunikatorze wyliczają powody: „degeneraci skrzywieni psychicznie narzucają normalnym, zdrowym ludziom swój światopogląd”, „mniejszość patologiczna terroryzuje nasze życie społeczne” itd. Na wewnętrznej grupie jest jeszcze film. „Wyborczej” udało się do niego dotrzeć.

Oglądamy nagranie. W kadrze widać około dziesięciu osób, trzymających baner z nienawistnymi hasłami. Wszyscy mają na głowach kominiarki. Na pierwszym planie mężczyzna w czarnej koszulce z napisem „White Europe” i kominiarce z nadrukiem trupiej czaszki. Za tło robi budynek z szyldem biura obsługi Strefy Płatnego Parkowania. Zlokalizowaliśmy ten obiekt – to rzeczywiście budynek SPP w… Głogowie.

– Jeśli jesteś przeciwko dewiacji i homoped*** w przestrzeni publicznej, masz okazję dołączyć do nas już 30 maja we Wrocławiu na kontrmanifę tych je*** ped***, kur*** LGBT-owców. Zapraszamy, musimy walczyć przeciwko tym ped*** dla naszego narodu i naszych dzieci – mówi ten, który stoi na pierwszym planie, machając przy tym lewą ręką. W prawej ściska racę.

Po swojej przemowie cofa się do kolegów, odpala tę racę i krzyczy „zakaz ped***”. Inni mężczyźni również odpalają race i posłusznie dołączają się do chóru. Swoją przyśpiewkę powtarzają kilkukrotnie. Potem zmieniają ją na „Polska cała bez ped***” i „chłopak, dziewczyna normalna rodzina”. Na końcu jeden z zamaskowanych bije brawo. Nikt mu nie wtóruje. 

Piotr Buśko z Kultury Równości, która organizuje Marsz Równości zapewnia, że organizatorzy są w stałym kontakcie ze służbami, a wydarzenie będzie bezpieczne dla wszystkich biorących w nim udział.

Przyznaje, że kontrmanifestanci pojawiają się na wydarzeniu co roku. Jego zdaniem to skutek polaryzacji społecznej. Według Buśki kontmanifestacje mają służyć zastraszeniu i próbie pokazania Marszu Równości, jako przestrzeni niebezpiecznej – co jest nieprawdą.

Jego zdaniem nie warto wspominać o kontrmanifestacjach – to dawanie przestrzeni dla ich organizatorów.

Z takim podejściem nie zgadzają się Obywatele RP. Według Ewy Trojanowskiej brak reakcji na działania osób, które posługują się mową nienawiści i nawołują do przemocy, sprawi, że te osoby pozostaną bezkarne. A ich narracja staje się coraz bardziej drastyczna – i zagraża bezpieczeństwu konkretnych ludzi.

Aktywistka skierowała apel do miasta, policji i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o podjęcie pilnych działań.

„Państwo ma obowiązek reagować na przejawy ekstremizmu i przemocy motywowanej uprzedzeniami” – pisze w dokumencie Trojanowska. I jeszcze: „Nie można akceptować normalizacji języka odczłowieczającego ludzi ani prób budowania kapitału politycznego na szczuciu na mniejszości”.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Uniewinniony żołnierz w koszulce neonazistowskiej grupy. „To przypadek”

2026/05/28

Żołnierz uniewinniony w głośnej sprawie strzałów na granicy z Białorusią przyszedł do sądu w koszulce neonazistowskiej grupy. Jego prawniczka przekonuje, że „to przypadek”, a koszulka miała być prezentem od znajomego.

Karol S., żołnierz uniewinniony w głośnej sprawie strzałów na granicy z Białorusią, wywołał lawinę komentarzy, gdy w sądzie pojawił się w koszulce neonazistowskiej grupy Honor.

– Na koszulce, poza nazwą zespołu Honor, znanego z piosenek gloryfikujących nazizm, Adolfa Hitlera i innych zbrodniarzy, znalazł się tak zwany wilczy hak, zaadaptowany na symbol ruchu nazistowskiego. W zestawieniu z koszulką sporo mówi nam także tatuaż na przedramieniu – to symbol znany jako kołowrót, czasami nazywany słowiańską swastyką. To kolejny symbol stosowany przez neofaszystów, więc trudno mówić tu o przypadku. Warto dodać, że nierzadko symbolem tym posługuje się na froncie w Ukrainie rosyjski batalion Rusicz – mówi profesor Rafał Pankowski z Collegium Civitas.

– To raczej jest przypadek, nie wiązałabym poglądów tego zespołu, czy w ogóle całej otoczki związanej z tym zespołem, z moim klientem, albowiem jest to bardzo daleko idący wniosek i powiązanie. Szczerze mówiąc, jest to przypadek – utrzymuje w rozmowie z tvn24.pl. – Żołnierz do 31 maja służy i dopiero od 1 czerwca odchodzi formalnie ze służby, w związku z czym mógł wystąpić w mundurze. Niemniej jednak właśnie brak wystąpienia w mundurze jest przejawem takiego, powiedzmy, delikatnego buntu – dodaje adwokatka.

– Ta koszulka to jest przypadek, prezent, który gdzieś tam od kogoś dostał, nawet nie zwrócił na to uwagi i nie jest mu znany ten zespół. Cały proces klient był w pełnym umundurowaniu przed sądem, więc naprawdę to nie był przejaw żadnej pogardy, absolutnie nie – powiedziała nam Edyta Skwira.

Prawniczka nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, od kogo był ten prezent. – Trudno mi powiedzieć, nie odpowiem na to pytanie, bo nie jestem w stanie. Niemniej myślę, że od jakiegoś znajomego – dodała.

Karol S. przed kamerami również powiedział, że koszulkę dostał w prezencie, a na pytanie, czy zna twórczość tego zespołu, odpowiedział „niekoniecznie”.

Żołnierz miał w sądzie koszulkę zespołu Honor. To polska grupa muzyczna, która była popularna w środowiskach skinheadów i skrajnej prawicy. W swoich utworach gloryfikowała nazizm, sławiła Adolfa Hitlera i nawoływała do nienawiści na tle narodowościowym. Pod koniec działalności grupa zaczęła również promować wątki neopogańskie. Zespół rozpadł się w 2015 roku.

Karol S. ma też na swoim przedramieniu wytatuowany słowiański kołowrót. To symbol neopogański, uznawany za jedną z odmian swastyki (mówi się o nim m.in. słowiańska czy ośmioramienna swastyka).

Więcej w TVN24

Rasizm, antysemityzm, deepfake’i: media społecznościowe nie usuwają mowy nienawiści w UE

2026/05/28

Użytkownicy mediów społecznościowych skarżyli się na mowę nienawiści głównie z Francji, a także z Belgii i Włoch.

Platformy społecznościowe, m.in. Facebook, TikTok, Instagram i YouTube, systematycznie nie egzekwują własnych zasad dotyczących mowy nienawiści – wynika z obszernego raportu przejrzystości.

Europejskie Centrum Odwołań (ACE), niezależna instytucja powołana na mocy unijnego Aktu o usługach cyfrowych do rozpatrywania sporów użytkowników, poinformowało, że w roku zakończonym w marcu 2026 otrzymało ponad 24 tys. skarg od osób i organizacji z całej UE. To średnio jedna skarga co 22 minuty.

W 70 proc. z 1400 spraw, w których organizacja przeanalizowała decyzje platform o pozostawieniu treści zgłoszonych jako mowa nienawiści, ACE uchyliło decyzje serwisów.

Sporne przypadki dotyczyły m.in. rasistowskich komentarzy porównujących czarnoskórych piłkarzy do małp, które – jak podkreśla ACE – pozostały na Instagramie po meczu Ligi Mistrzów UEFA.

W innym przypadku na YouTube opublikowano antysemickie nagrania, które udostępniały znane osoby w Polsce. Materiały nie zostały usunięte, choć – jak wskazuje ACE – naruszały zasady platformy dotyczące mowy nienawiści.

Inne formy mowy nienawiści zgłaszano w sprawach dotyczących mniejszości religijnych, społeczności romskiej, migrantów oraz osób LGBTQI+. ACE odnotowało też wygenerowane przez sztuczną inteligencję wideo o wojnie Rosji z Ukrainą, które pozostało na TikToku mimo naruszenia zasad serwisu dotyczących dezinformacji.

Z raportu wynika, że najgorzej w badaniu wypadł TikTok – ACE uchylało jego decyzje o pozostawieniu potencjalnie nienawistnych treści w 83 proc. przypadków. W przypadku Instagrama odsetek ten wyniósł 74 proc., Facebooka 61 proc., a YouTube 58 proc.

„Nasze decyzje zaczynają ujawniać schematy istotnych i powtarzających się problemów związanych z moderowaniem treści przez platformy społecznościowe” – stwierdzono w raporcie.

Raport pokazuje także, że Europejczycy coraz częściej sprzeciwiają się decyzjom serwisów. ACE poinformowało, że łącznie otrzymało już ponad 30 tys. skarg. Najwięcej kwalifikujących się odwołań napłynęło z Francji, następnie z Belgii i Włoch.

Nie wszystkie spory dotyczyły jednak mowy nienawiści. Jedna z głośniejszych spraw dotyczyła czeskiego fotografa, którego zdjęcia Facebook niesłusznie usunął, powołując się na zasady dotyczące nagości i aktywności seksualnej.

„Nienawiść i nękanie w sieci mają realne konsekwencje dla wielu osób i całych społeczności” – powiedział Thomas Hughes, dyrektor generalny Europejskiego Centrum Odwołań.

„W ponad dwóch trzecich naszych decyzji dotyczących mowy nienawiści stwierdziliśmy, że platformy nie wyegzekwowały własnych zasad i pozostawiły w sieci treści szerzące nienawiść.

To pokazuje, że platformy nie zawsze podejmują właściwe decyzje”.

Źródło: euronews.com

Mowa nienawiści w sieci: te kraje UE wypadają najgorzej

2026/05/28

Toksyczne treści w internecie są w Europie zjawiskiem powszechnym i często uderzają w ludzi ze względu na ich poglądy, pochodzenie rasowe oraz tożsamość. Które kraje Unii Europejskiej mierzą się z największą falą nienawistnych wpisów?

W 2025 roku nieco mniej niż połowa internautów w 20 krajach Unii Europejskiej zetknęła się w sieci z treściami, które odebrała jako wrogie lub poniżające wobec określonych grup bądź osób – wynika z najnowszych danych Eurostatu.

Najwyższy odsetek takich wskazań odnotowano w Irlandii, na Węgrzech, w Finlandii oraz na Słowacji, natomiast najniższy – na Łotwie, w Grecji, w Niemczech i na Litwie.

Te wpisy były kierowane do bardzo różnych grup i osób.

Większość respondentów wskazywała, że spotykała się z treściami wrogimi wobec innych ze względu na poglądy polityczne lub społeczne, pochodzenie rasowe i etniczne, orientację seksualną, a także religię i przekonania.

Negatywne komentarze dotyczyły również osób ze względu na płeć, niepełnosprawność, wiek oraz inne cechy osobiste.

Z badania opublikowanego w międzynarodowym czasopiśmie naukowym „Nature” wynika, że w internetowych debatach politycznych najbardziej agresywną grupą konsekwentnie pozostają młodzi mężczyźni.

„Platformy mediów społecznościowych mogą być również powiązane z szerszymi napięciami społeczno-ekonomicznymi i politycznymi, które powstają poza nimi” – napisano na łamach „Nature”.

W ostatnim kwartale 2025 roku Europa Zachodnia odnotowała najwyższy poziom toksycznych treści w internecie w całej Europie – wynika z danych Europejskiego Obserwatorium Mowy Nienawiści w Internecie.

Europa Południowa podążała podobnym trendem, choć na nieco niższym poziomie; pod koniec grudnia również zaobserwowano tam wzrost, zbliżony do tego w Europie Zachodniej.

Z kolei w Europie Wschodniej poziom toksycznych treści był najniższy.

Treści o charakterze antysemickim często współwystępowały z wątkami rasistowskimi i wyraźnie przenikały się z tematyką religijną oraz polityczną, co wskazuje na ich silnie ideologiczny i spiskowy charakter.

Na kolejnych miejscach znalazły się treści wymierzone w muzułmanów, osoby LGBTQ+ oraz uchodźców.

Spośród największych platform społecznościowych najbardziej toksyczny okazał się serwis X, wyprzedzając YouTube, Facebooka, Instagrama i TikToka, choć ogólny poziom toksyczności pozostawał stabilny lub nawet spadał.

Dla porównania, w 2024 roku X uzyskał wynik 0,24, co odpowiada średniemu poziomowi toksyczności w skali EOOH – był on tylko o 0,01 niższy niż w 2025 roku.

Źródło: euronews.com

Pierwszy taki pozew w Polsce. Żądają 160 tys. zł za pushbacki na granicy z Białorusią

2026/05/28

Stowarzyszenie Interwencji Prawnej oraz Helsińska Fundacja Praw Człowieka złożyły pierwszy w Polsce pozew cywilny przeciwko Skarbowi Państwa za pushback na granicy polsko-białoruskiej. W tej sprawie reprezentują cudzoziemca, który w 2023 r. został trzykrotnie zawrócony do Białorusi. Dwa z tych pushbacków już  zostały uznane za bezprawne. Teraz sąd cywilny oceni, czy państwo polskie ponosi także odpowiedzialność finansową za krzywdę, koszty leczenia i skutki tych działań.

W pozwie domagamy się przeprosin od Straży Granicznej, 100 tys. zł zadośćuczynienia, zwrotu kosztów leczenia w wysokości 60 tys. zł oraz ustalenia odpowiedzialności Skarbu Państwa za przyszłe skutki zdarzeń. Pozew został wniesiony do Sądu Okręgowego w Białymstoku przeciwko Skarbowi Państwa reprezentowanemu przez Prokuratorię Generalną RP. Jako jednostki odpowiedzialne w pozwie wskazano m.in. Komendanta Placówki Straży Granicznej w Białowieży oraz Komendanta Placówki Straży Granicznej w Mielniku, przy udziale Komendanta Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej jako organu nadrzędnego.

Sprawa dotyczy trzech przymusowych zawróceń na Białoruś reprezentowanego przez SIP i HFPR cudzoziemca, wiosną 2023. Dwa z nich zostały już wcześniej uznane za bezprawne – jedno przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku,a drugie przez Komendanta Głównego Straży Granicznej.

Pierwszy pushback miał miejsce w lutym 2023 r. Cudzoziemiec przekroczył granicę polsko-białoruską w grupie, w której znajdowała się również Mahlet Kassa – obywatelka Etiopii, której ciało odnaleziono później w lesie niedaleko Hajnówki. O sprawie śmierci Mahlet Kassa pisały media, wskazując, że jej towarzysze prosili polskie służby o pomoc, gdy kobieta jeszcze żyła:
https://wiadomosci.onet.pl/bialystok/wiemy-kim-jest-kobieta-ktora-zma

W pozwie wskazujemy, że działania polskich służb doprowadziły do naruszenia dóbr osobistych cudzoziemca, w szczególności jego godności, wolności, prawa do ochrony życia i zdrowia oraz prawa do ochrony przed nieludzkim i poniżającym traktowaniem.

Po zawróceniu na Białoruś cudzoziemiec znalazł się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia. Był wyczerpany, wychłodzony, bez jedzenia, wody, odpowiedniego ubrania i możliwości dotarcia do bezpiecznego miejsca. Po stronie białoruskiej doświadczył przemocy i przymusu ze strony białoruskich służb. Po jednym z zawróceń został dotkliwie pobity przez białoruskich funkcjonariuszy, a wcześniej był świadkiem przemocy wobec innych migrantów. Jego stan zdrowia gwałtownie się pogorszył i był hospitalizowany w Mińsku.

Do dziś mierzy się również z konsekwencjami psychicznymi wydarzeń na pograniczu polsko-białoruskim. Doświadczenia te doprowadziły u niego do zespołu stresu pourazowego, cierpi również m.in. na lęki, bezsenność, koszmary senne, ma zdiagnozowane objawy depresyjne i wymaga terapii.

rla-przy-polskiej-granicy/9l0jgfy

To bardzo ważny element sprawy, ponieważ cudzoziemiec wskazuje, że przed własnym zawróceniem próbował – niestety bezskutecznie – uzyskać pomoc dla Mahlet Kassa. Po pogorszeniu się stanu zdrowia Mahlet Kassa próbował on uzyskać dla niej pomoc: ponformował napotkanych funkcjonariuszy Policji i Straży Granicznej o miejscu jej pobytu oraz o tym, że wymaga pilnej pomocy medycznej. Nikt jednak nie ruszył na pomoc Mahlet, a niedługo później on sam został zawrócony do linii granicy i zmuszony do przejścia na stronę białoruską.

W 30 maja 2023 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku w prawomocnym wyroku uznał tę czynność zawrócenia za bezskuteczną i stwierdził, że doszło do istotnego naruszenia prawa krajowego, Konstytucji RP, prawa Unii Europejskiej oraz prawa międzynarodowego.

Drugi pushback miał miejsce w marcu 2023 r. Wtedy wobec cudzoziemca wydano postanowienie o opuszczeniu terytorium RP, które zostało natychmiast wykonane. W wyniku późniejszego zażalenia Komendant Główny Straży Granicznej uchylił jednak to postanowienie i umorzył postępowanie w całości.

W pozwie wskazujemy, że działania polskich służb doprowadziły do naruszenia dóbr osobistych cudzoziemca, w szczególności jego godności, wolności, prawa do ochrony życia i zdrowia oraz prawa do ochrony przed nieludzkim i poniżającym traktowaniem.

Po zawróceniu na Białoruś cudzoziemiec znalazł się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia. Był wyczerpany, wychłodzony, bez jedzenia, wody, odpowiedniego ubrania i możliwości dotarcia do bezpiecznego miejsca. Po stronie białoruskiej doświadczył przemocy i przymusu ze strony białoruskich służb. Po jednym z zawróceń został dotkliwie pobity przez białoruskich funkcjonariuszy, a wcześniej był świadkiem przemocy wobec innych migrantów. Jego stan zdrowia gwałtownie się pogorszył i był hospitalizowany w Mińsku.

Do dziś mierzy się również z konsekwencjami psychicznymi wydarzeń na pograniczu polsko-białoruskim. Doświadczenia te doprowadziły u niego do zespołu stresu pourazowego, cierpi również m.in. na lęki, bezsenność, koszmary senne, ma zdiagnozowane objawy depresyjne i wymaga terapii.

Więcej na stronie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Rozporządzenie podpisane: transkrypcja możliwa w każdym USC

2026/05/22

Minister Kierwiński podpisał rozporządzenie w sprawie transkrypcji małżeństw zawartych za granicą. Dotyczy ono uznawania związków małżeńskich zawartych przez osoby tej samej płci w innych państwach UE i konkretnie samych wzorów aktów stanu cywilnego. Dzięki tej zmianie, jak pisze z kolei minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, w każdym Urzędzie Stanu Cywilnego w Polsce możliwa będzie transkrypcja małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. ⁠

⁠Rozporządzenie wejdzie w życie za trzy miesiące.

Źródło: noizz.pl

Kościół i antysemityzm: wieków nienawiści i przesądu nie zmieni się szybko

2026/05/20

Po festiwalu buntu, jaki obejrzeliśmy po niedawnym liście episkopatu o Żydach, chciałoby się zobaczyć polskich biskupów wkurzonych na tę dezynwolturę.

Przeczytałam, że witraże w brukselskiej katedrze opowiadają historię rzekomej desakralizacji hostii przez Żydów. Przeczytałam przypadkiem, w książce na inny temat. Jak to? Przecież tam byłam, zwiedzałam. Nie zauważyłam? Lubię ten przysadzisty flamandzki gotyk, niezbyt strojny. Potem wielokrotnie wracałam, czy to na ładnie śpiewaną mszę, czy na licznie odbywające się w tym wnętrzu koncerty. Ale że w skarbcu nawet można zobaczyć te hostie, ponoć zbezczeszczone, to nie wiedziałam. Zwykle skarbce mnie nie interesują.

Mam do katedry 15 minut piechotą, więc czytam i w zasadzie chcę pójść, żeby zobaczyć na własne oczy. Wgapić się w kolorowe szkła okien i dostrzec coś, co wcześniej przeoczyłam. Średniowieczną antysemicką legendę wypisaną na serii XVI- i XIX-wiecznych witraży, bo (jak wiadomo) wiara w średniowieczne legendy nie minęła razem ze średniowieczem.

I tu niespodzianka. Kiedy szybko sprawdzam jeszcze w innych źródłach, czy to prawda, okazuje się, że dosłownie dwa dni wcześniej (na początku maja 2026) odbyła się uroczystość zdjęcia witraży. Szukam dalej, jednak nie tyle była to uroczystość zdjęcia, co umieszczenia stosownych tabliczek, informujących o pomówieniu, jakim było oskarżenie o bezczeszczenie hostii. 

Legenda głosiła – podobnie jak w innych częściach Europy – że Żydzi ukradli hostię, nakłuli nożem, a z rany popłynęła krew Chrystusa. Tyle legenda. W zupełnie zaś prawdziwym życiu, 22 maja 1370 r., sześciu (lub dwudziestu) Żydów zostało spalonych na stosie na brukselskim rynku (lub po prostu zamordowanych), a resztę niewielkiej społeczności wypędzono z księstwa Brabancji, konfiskując ich majątek. 

Dla jednych był to zatem cud eucharystyczny, dla innych „brukselska masakra”. Odtąd tradycyjnie w Brukseli odbywały się procesje z hostią. Na pamiątkę cudu.

Gdy Sobór Watykański II zmienił nauczanie o Żydach, inaczej spojrzano też na witraże. W 1977 r. odsłonięto tabliczkę, która mętnie tłumaczyła legendarność oskarżenia, jednak nie okazała się satysfakcjonująca. W końcu w 2007 r. brukselski historyk Roel Jacobs stwierdził, że miejscowa katedra jest największym w kraju pomnikiem antysemityzmu. 

Teraz odsłonięto nowe cztery tablice, w językach Brukseli (flamandzkim i francuskim), angielskim oraz hebrajskim, z jasnym nazwaniem legendy antysemityzmem, który przysporzył wiele bólu, i z przeprosinami. Tablica odsłonięta przez arcybiskupa Brukseli, rabina miasta oraz przedstawiciela magistratu przypomina, że po soborze Kościół chce oczyścić pamięć, potępia antysemityzm, chce pogłębiać dialog.

Może to historia lokalna, pewnej katedry w zachodnioeuropejskim mieście. A może jednak uniwersalna, bo w końcu w niejednym miejscu w Polsce są ślady, legendy, obrazy, rzeźby, historie o Żydach porywających dzieci lub hostie. Nie zawsze oznaczone i skomentowane tak, jak powinny. A czasem, gdy nawet opisane stosownie, to relatywnie od niedawna. Jest to więc przypowieść o długim trwaniu. Bo żeby tak oczywista bajka musiała czekać ponad 655 lat na stosowny kościelny komentarz, to jednak coś znaczy.

Dla mnie to historia o tym, że tak konsekwentnie budowanej nienawiści i przesądu, które trwały kilkanaście wieków, nie odczyni się jednym dokumentem soborowym. Ani świetnymi dokumentami, które przyszły potem jako jego solidne wdrożenie. Ani wzruszającymi wypowiedziami papieży, z Janem Pawłem II na czele. Nie, wielowiekową pracę nad szerzeniem antysemityzmu odczynia się potem niestety wiele lat, wiele dziesiątków. Może nawet, niestety, wiele wieków. Na razie minęło nam na liczniku 60 lat od soboru i w sumie wciąż jesteśmy na początku tej drogi. To się nazywa długie trwanie.

Cały tekst Zuzanny Radzik w Tygodniku Powszechnym

 

 

Wiceambasador Izraela w Polsce: po wojnie w Gazie wielu ludzi zrzuciło maskę ukrywającą antysemityzm

2026/05/17

— Można krytykować rząd Izraela, tak jak można krytykować rząd Polski czy jakikolwiek inny. Można nie zgadzać się z konkretną polityką Izraela. Należy jednak zachować wyraźną granicę — mówi Omer Chechek-Katz, wiceambasador Izraela w Warszawie.

Piotr Ibrahim Kalwas: Czy pana zdaniem antysemityzm w Polsce nasilił się w ostatnich miesiącach?

Omer Chechek Katz: Niestety, uważam, że tak, zwłaszcza w dyskursie publicznym i mediach społecznościowych. Niedawno, w wyjątkowo nietypowy sposób, dyskurs antysemicki przedostał się również do polskiego parlamentu, kiedy to poseł wywiesił flagę państwa Izrael ze swastyką zamiast Gwiazdy Dawida.

Nietypowy sposób — to bardzo dyplomatycznie powiedziane.

Incydent ten jest kontynuacją incydentu sprzed dwóch lat, w którym w parlamencie zgaszono menorę chanukową. Poza tym, że wydaje się to aktem niezgodnym z prawem polskim, odzwierciedla niepokojącą trywializację symboli nazistowskich, a w konsekwencji trywializację Holokaustu i wszystkich ofiar II wojny światowej, w tym milionów Polaków.

Jak zareagował pan na pojawienie się posła Konrada Berkowicza z flagą Izraela ze swastyką?

Jak wielu innych, byłem głęboko zszokowany. Flaga Izraela ze swastyką zamiast Gwiazdy Dawida nie jest jedynie „parlamentarną prowokacją”.

A czym jest?

Jest to wyraźne przekroczenie granicy moralnej i niewątpliwy przejaw antysemityzmu. Porównywanie narodu żydowskiego do tych, którzy dokonali Holokaustu, określili Żydów jako rasę niższą, przeznaczoną na eksterminację i działali z potwornym okrucieństwem i systematyczną brutalnością, jest nie tylko kłamstwem historycznym. To również akt antysemicki.

Moment tego wydarzenia był szczególnie cyniczny i okrutny. Tego samego dnia w Auschwitz odbywał się Marsz Żywych, w którym uczestniczyli ocaleni z Holokaustu. Marsz odbył się w izraelski Dzień Pamięci o Holokauście, poświęcony upamiętnieniu ofiar Zagłady.

Proszę sobie teraz wyobrazić, że ocaleni byli zmuszeni patrzeć, jak ich flaga narodowa zostaje zbezczeszczona i skażona poprzez użycie swastyki, symbolu nazistowskiego ciemiężcy, a wszystko to pod pretekstem krytyki politycznej. Był to nikczemny akt antysemityzmu, który wyrządził znaczne szkody.

Z zadowoleniem przyjmujemy zdecydowaną reakcję opinii publicznej i oficjalną, w tym ze strony kierownictwa parlamentu. Niestety, poseł Berkowicz i inni nadal podążają tą drogą. Należy znaleźć sposoby, aby powstrzymać trywializację Holokaustu i wykorzystywanie symboli nazistowskich do celów politycznych. Istnieją inne odpowiednie sposoby prowadzenia krytycznego dialogu między państwami. To nie jest jeden z nich, a już na pewno nie w Polsce.

Cały wywiad w Onecie

 

Polska po raz kolejny na szarym końcu. Znamy wyniki Rainbow Map & Index ILGA Europe 2026

2026/05/14

W tęczowym rankingu ILGA Europe 2026 Polska zajęła trzecie od końca miejsce w Unii Europejskiej. „Awans” w porównaniu z rokiem ubiegłym to nie zasługa pozytywnych zmian prawnych, a postępującej degradacji praw osób LGBT+ w całej Europie

Publikowany co roku ranking i mapa przedstawiają sytuację prawno-polityczną osób LGBT+ w 49 krajach Europy. Polska ponownie nie otrzymała żadnego punktu w aż trzech kategoriach: rodzina, przeciwdziałanie przestępstwom z nienawiści oraz integralność cielesna osób interpłciowych.

W ubiegłym roku zajęła przedostatnie miejsce w UE, razem z Bułgarią. Należy podkreślić, że poprawa pozycji Polski nie wynika ze zdobycia dodatkowych punktów, tylko pogorszenia się ochrony prawnej osób LGBT+ w Bułgarii. Biorąc pod uwagę pozostałe kraje europejskie, Polska uplasowała się na tym samym jak w 2025 roku miejscu, czyli 39.

Publikacja wyników tegorocznego tęczowego rankingu zbiega się z posiedzeniem sejmowej komisji nadzwyczajnej ds. ustaw o statusie osoby najbliższej i umowie o wspólnym pożyciu oraz dyskusją polityczną o transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa. 

Kampania Przeciw Homofobii stoi na stanowisku, że dla zmiany naszej pozycji w rankingu same dyskusje i projekty ustaw to za mało i potrzebne są konkretne działania. Wejście w życie formalizacji związków osób tej samej płci lub faktyczne umożliwienie dokonania transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa przełożyłyby się na lepszy wynik Polski, a przede wszystkim na bezpieczeństwo żyjących w kraju par.

– Zmiana pozycji Polski w rankingu niestety nie jest skutkiem działań prawnych. Implementacja wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w zakresie prawnej ochrony i uznania związków osób tej samej płci czy przeciwdziałania przestępstwom z nienawiści, a także faktyczne umożliwienie dokonywania transkrypcji związków małżeńskich zawartych za granicą przełożyłyby się na zyskanie przez Polskę punktów w rankingu. Tak się niestety nie stało. Nie mam jednak wątpliwości, że polskie społeczeństwo jest akceptujące i wbrew temu, co czasami słyszymy od polityków i polityczek, gotowe na prawo w europejskich standardach – komentuje wyniki rankingu Annamaria Linczowska, koordynatorka ds. rzecznictwa i działań prawnych w KPH. 

Podobnie jak w latach ubiegłych, tegoroczny ranking ILGA Europe bada obowiązujące prawo i praktykę jego stosowania. Nie dostarcza jednak informacji o postawach społecznych ani o poparciu dla progresywnych zmian prawnych. 

Tegoroczne wyniki pokazują obecną w państwach regionu tendencję do zawężania strefy wolności i swobód obywatelskich oraz ograniczania praw osób LGBT+. 

– Najnowszy ranking jest klarownym sygnałem, że i tak już bardzo ograniczone w Polsce prawa mogą ulec pogorszeniu – dodaje Linczowska.

Szczególnie widać to w obszarze praw osób transpłciowych. Żadne działania nie zostały podjęte w kwestii ochrony praw osób transpłciowych przed dyskryminacją i praktykami konwersyjnymi, a także w kwestii depatologizacji transpłciowości w opiece zdrowotnej. Choć uchwała Sądu Najwyższego z 4 marca 2025 r. zmieniła procedurę uzgodnienia płci na nieprocesową, miało to jednak mniejszy wpływ na poprawę sytuacji osób transpłciowych niż mogłoby się wydawać: o zmianie oznaczenia płci nadal decydują sędziowie, stosując do tego arbitralne wymagania i często zmuszając osoby transpłciowe do naruszających intymność badań biegłych sądowych. 

Samo usunięcie wymogu pozywania własnych rodziców również może być nietrwałe: w ostatnich miesiącach do Trybunału Konstytucyjnego i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wpłynęły pytania dotyczące procedury uzgodnienia płci metrykalnej, co może podważyć ustanowiony uchwałą Sądu Najwyższego standard postępowania. Zdaniem organizacji pozarządowych, takie zagrożenia podkreślają to, na co osoby aktywistyczne zwracają uwagę od dawna: bez dobrej ustawy opartej na samostanowieniu, procedura może być relatywnie łatwo zmieniona i to na gorsze. 

– Gdyby rządząca koalicja chciała zrobić coś dla praw osób transpłciowych miałaby do tego szerokie możliwości, nawet z nieprzychylnym prezydentem: wydając wytyczne dla szkół, sądów i urzędów, włączając tematy związane z transpłciowością w program edukacji zdrowotnej, zapewniając refundację korekty płci. Rząd woli jednak udawać, że osoby trans nie istnieją – to gorzki żart, że jako społeczność zawdzięczamy więcej Zbigniewowi Ziobrze i jego zapytaniu do Sądu Najwyższego” – mówi Nina Kuta ze Stowarzyszenia Tranzycja.pl.

– Społeczność usłyszała już wystarczająco dużo obietnic wyborczych, które nie przełożyły się na realną poprawę sytuacji, co jasno obrazuje miejsce Polski w Rankingu. Świat polityki nadal stawia swoje wyniki wyborcze ponad wprowadzenie realnych, potrzebnych i kluczowych zmian, zapominając, że na końcu ich opinii, poglądów i słupków w sondażach są ludzie, którzy potrzebują tych zmian, aby żyć godnie i bezpiecznie. Są to aspekty, które nie powinny być przedmiotem dyskusji, a priorytetem w tworzeniu realnej zmiany” – komentuje Julia Kata z Fundacji Trans-Fuzja.

Więcej na stronie Kampanii Przeciw Homofobii

Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka zapoznała się z informacją o działalności RPO w 2025 roku

2026/05/13

12 maja 2026 r. rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek przedstawił informację o działalności RPO oraz o stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela w roku 2025 na posiedzeniu sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Rzecznik odpowiadał też na pytania posłów.

W posiedzeniu Komisji uczestniczyli również: ZRPO Stanisław Trociuk, zastępca Dyrektora Zespołu ds. wykonywania kar Jolanta Nowakowska i dyrektor Zespołu Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur Rafał Kulas.

Na wstępie RPO Marcin Wiącek przypomniał, że podstawową kompetencją RPO jest analizowanie wniosków wpływających od obywateli dotyczących naruszenia wolności i praw człowieka przez organy władzy publicznej.

W 2025 roku do Biura RPO wpłynęło ok. 25600 nowych spraw. Pracownicy odbyli ok. 30600 rozmów telefonicznych i przyjęli 2200 interesantów.

Poza biurem w Warszawie, RPO ma trzy biura Pełnomocników Terenowych – we Wrocławiu, Gdańsku i Katowicach – oraz działa 7 punktów przyjęć interesantów – w Białymstoku, Bydgoszczy, Koszalinie, Krakowie, Lublinie, Szczecinie i Wałbrzychu.

Rzecznik zwrócił uwagę na znaczącą liczbę spraw kierowanych do BRPO od cudzoziemców. W 2025 r. było to 4000 wniosków. Dotyczą one w większości problemów z legalizacją pobytu i przewlekłości postępowania w tych sprawach. Jest to problem systemowy, który wynika m.in. z braku odpowiedniej liczby pracowników w urzędach. RPO podał przykład mazowieckiego urzędu wojewódzkiego, w którym odnotowano wpływ na poziomie 6300 wniosków o uznanie za obywatela polskiego, a ich rozpoznawaniem zajmowało się tylko 4 pracowników.

Znaczną część wniosków stanowią prośby o skorzystanie z nadzwyczajnego środka zaskarżenia względem prawomocnego orzeczenia sądu. W blisko połowie spraw wnioskodawcy nie oczekują podejmowania działań przez RPO, ale zwracają się o informację na temat obowiązującego stanu prawnego czy wyjaśnienia dotyczące sytuacji prawnej.

Zgodnie z ustawą, w zależności od specyfiki sprawy, RPO przedstawia wystąpienia problemowe, w szczególności dotyczące zmiany prawa. W roku 2025 było 204 takich wystąpień.

Korzystając ze środków procesowych Rzecznik w 2025 r. skierował 21 skarg nadzwyczajnych i wniósł 83 kasacje lub skargi kasacyjne do Sądu Najwyższego. W 17 przypadkach RPO przystąpił do postępowań przed Trybunałem Konstytucyjnym, a w 20 przypadkach doszło do przystąpienia do postępowań przed sądami administracyjnymi – w różnych formach i na różnych ich etapach. RPO brał udział również w postępowaniach przed europejskimi trybunałami – TSUE i ETPC.

Działając jako Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur w 2025 r. pracownicy Biura RPO odbyli 111 wizytacji miejsc pozbawienia wolności rozumianych szeroko (jednostki policji, straży granicznej, szpitale psychiatryczne, zakłady karne, areszty śledcze, domy pomocy społecznej, placówki całodobowej opieki, izby wytrzeźwień, młodzieżowe ośrodki wychowawcze, zakłady poprawcze, schroniska dla nieletnich).

RPO zwrócił uwagę na istotny problem związany z nierespektowaniem uprawnień KMPT. Niektóre jednostki Policji odmawiają pracownikom Biura RPO wydania nagrań z monitoringu obrazujących traktowanie osób zatrzymanych. Dzieje się tak mimo że MSWiA, na wniosek RPO, wydało wytyczne nakazujące Policji udostępnianie tych materiałów. – To bardzo istotne ograniczenie mandatu KMPT, które nie pozwala na rzetelną kontrolę traktowania osób zatrzymanych – zaznaczył Marcin Wiącek.

RPO pełni również funkcję tzw. organu równościowego na podstawie przepisów prawa UE. W 2025 r. wpłynęło 614 wniosków dot. naruszenia zakazu dyskryminacji. Większość z nich dotyczyła dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność, ale także narodowość czy płeć.

RPO jest organem monitorującym wdrażanie Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami, a także od 25 grudnia 2024 r. Rzecznik przyjmuje zgłoszenia zewnętrzne od sygnalistów. W 2025 r wpłynęło 690 zgłoszeń, z czego ok 30% spełniało warunki zgłoszenia zewnętrznego w świetle ustawy o ochronie sygnalistów. W Biurze RPO rozpoznanych zostało ponadto 14 zgłoszeń dotyczących naruszenia wolności lub praw jednostki.

W BRPO działają komisje ekspertów – ds. przeciwdziałania bezdomności, ds. zdrowia psychicznego, ds. zdrowia, ds. klimatu i przestrzeni, ds. osób starszych, ds. osób głuchych, a także Rada osób z niepełnosprawnościami. BRPO współpracuje regularnie z organizacjami pozarządowymi, w szczególności z koalicją organizacji pozarządowych Nasz Rzecznik. Na podstawie posiedzeń i kontaktów z ekspertami w ramach tych gremiów w BRPO przygotowywane są wystąpienia, organizowane konferencje, warsztaty, kampanie jak np. projekt wybory dostępne dla wszystkich zachęcający do kontroli lokali wyborczych z punktu widzenia ich dostosowania do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.

W BRPO, we współpracy z placówkami naukowymi, prowadzone są również badania eksperckie. W szczególności w ostatnim czasie przeprowadzono badania nt.: molestowania i molestowania seksualnego w sporcie wyczynowym, realizacji przez gminy obowiązku dowozu dzieci z niepełnosprawnościami do placówek edukacyjnych, dostępu osób starszych do usług społecznych na terenach wiejskich, a także na temat bezpieczeństwo i godność jako elementy budujące dobrostan uczniów w spektrum autyzmu. Rekomendacje zawarte w raportach z tych badań są przedstawiane właściwym instytucjom oraz wykorzystywane w bieżącym rozpoznawaniu spraw.

Pracownicy Biura RPO przeprowadzili też liczne szkolenia i warsztaty jak np. warsztaty dotyczące prawa do dostępności realizowane wspólnie z PFRON, jak również szkolenia pracowników KMPT dla pracowników DPS, placówek całodobowej opieki, funkcjonariuszy policji, straży granicznej, służby więziennej czy studentów.

Rzecznik zwrócił uwagę, że regularnie odbywają się trójstronne spotkania zastępcy RPO Wojciecha Brzozowskiego i pracowników Biura RPO z przedstawicielami Ministra Sprawiedliwości i Służby Więziennej poświęcone bieżącemu omawianiu problemów związanych z kompetencjami RPO.

BRPO zorganizowało też liczne konferencje i seminaria dotyczące m.in. praw osób starszych, ośrodków interwencji kryzysowej, planowania i zagospodarowania przestrzennego, ochrony konsumentów w relacjach z bankami, kontroli operacyjnej czy środków zapobiegawczych.

Rzecznik zwrócił uwagę, że Biuro RPO nadal zmaga się z problemami finansowymi. Wskazał na zbyt niski budżet, zwłaszcza w części dotyczącej wynagrodzeń. Wynagrodzenia pracowników BRPO są nieadekwatne do ich kompetencji i nakładu pracy, a ponadto istotnie niższe od wynagrodzeń na analogicznych stanowiskach w innych instytucjach publicznych o porównywalnym statusie ustrojowym.

Więcej informacji na stronie Biura RPO

Sąd uznał, że prawicowi wydawcy z Częstochowy i Mysłowic propagowali antysemityzm

2026/05/09

Tomasza S. – lidera Nowej Nadziei w Częstochowie i Przemysława H. – honorowego prezesa Obozu Narodowo-Radykalnego oskarżono o rozpowszechnianie literatury o treściach antysemickich. Sąd Rejonowy w Częstochowie przyznał rację prokuraturze.

Tomasz S. jest prawicowym politykiem, szefem częstochowskich struktur Nowej Nadziei Sławomira Mentzena. W 2016 roku uruchomił sklep internetowy 3DOM, a z czasem przekształcił go w fundację i wydawnictwo. Jak mówił w jednym z wywiadów, celem jest ”stworzenie marki, z którą utożsamiać się będą osoby ceniące wolność, tradycję i religię katolicką”.

Nazwa 3DOM ma ”wskazywać umiłowanie wolności, ale nie tej lansowanej przez Owsiakowe »róbta, co chceta« i lewackie ideologie”. Tomasz S. nie kryje podziwu dla Janusza Walusia, skazanego na dożywocie w RPA za zabójstwo w 1993 roku komunistycznego działacza Chrisa Haniego. Kiedy Waluś opuścił więzienie, S. zbierał dla niego pieniądze. Gdy Grzegorz Braun zgasił świece chanukowe w Sejmie, sprzedawał t-shirty z symbolami czerwonej gaśnicy i chanukowego świecznika.

W kampanii wyborczej do samorządu w 2024 roku Tomasz S. jako bezpartyjny kandydat na prezydenta Częstochowy głosił hasła: obrony Jasnej Góry przed „paradami zboczeńców”, wsparcia, dla tych, których dzieci nie dostały się do wybranych szkół, bo pierwszeństwo miały dzieci ukraińskie, do przeciwstawiania się, „szaleństwom pseudoekologicznym i klimatycznym, dotyczącym ogrzewania mieszkań, które mogą być wprowadzane w Częstochowie, wzorem innych, rządzonych przez lewicę”. Wśród sześciorga kandydatów odpadł w I turze, zyskując 6,81 proc. poparcia.

21 lutego 2024 roku do siedziby wydawnictwa 3DOM na polecenie prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Katowicach wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i zarekwirowali kilka publikacji. Tomasza S. oskarżono o propagowanie „kłamstwa oświęcimskiego”, bo sprzedawał publikacje Dariusza Ratajczaka, który negował zabijanie Żydów cyklonem B w komorach gazowych w Auschwitz. We wrześniu 2025 roku sąd prawomocnie uznał winę Tomasza S., ale ze względu znikomą szkodliwość społeczną czynu umorzył wobec niego postępowanie karne.

Policjanci towarzyszący przeszukaniom ABW w siedzibie wydawnictwa 3DOM zarekwirowali m.in. „Dzienniki Turnera” Andrew Macdonalda, które były inspiracją dla sprawcy zamachu w Oklahomie w 1995 roku, w którym zginęło 168 osób, „Program światowej polityki żydowskiej” Stanisława Trzeciaka, ideologa przedwojennego antysemityzmu czy książki Radosława Patlewicza m.in. „Mord rytualny w Rzeszowie. Śledztwo historyczne”, w której powielał oskarżenia wobec Żydów, że dokonywali mordów na chrześcijanach.

Zarekwirowano też wydane przez specjalizujące się w publikacjach tropiących „spiski żydowskie” wydawnictwo Magna Polonia z Mysłowic prace „Księga win Judy-Porachunki niemieckie” Wilhelma Meistra oraz „Żydzi i Kahały” autorstwa Jakowa Brafmana. Prezesem fundacji Manga Polonia jest Przemysław H., pomysłodawca i współorganizator Marszu Niepodległości. Przed laty był jednym z liderów Ruchu Narodowego, został honorowym prezesem Obozu Narodowo-Radykalnego. 

– Ta książka obarcza Żydów odpowiedzialnością za wszelkie „nieszczęścia Niemiec” w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Zawarte w niej tezy zostały potem powtórzone przez Hitlera. Do tej pory polscy nacjonaliści – z oczywistych, historycznych względów – odcinali się od tradycji nacjonalizmu niemieckiego. Nawet ci, którzy Żydów nie lubili, rzadko nawiązywali do spuścizny nazistowskiej. A ta publikacja nawiązuje do niemieckiej tradycji antysemickiej – mówił po ukazaniu się na rynku wydawniczym w 2023 roku, „Księgi win Judy” prof. Rafał Pankowski z Collegium Civitas oraz, współzałożyciel Stowarzyszenia „Nigdy Więcej”.

Prokuratura w Częstochowie dysponując opinią biegłego z zakresu „mowy nienawiści” oskarżyła Tomasza S. i Przemysława H. o propagowanie faszystowskiego ustroju państwa, antysemityzmu i rasizmu.

Sąd Rejonowy w Częstochowie niedawno podzielił stanowisko prokuratury, uznając winę obu oskarżonych. Wyrokiem w trybie nakazowym – bez rozprawy i udziału stron procesu – sąd skazał wydawców na przepadek zarekwirowanych książek oraz symboliczne grzywny. Tomasz S. – 10 tys. zł, a Przemysław H. – 4,5 tys. zł.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Kard. Ryś nagrodzony. „Za otwieranie Kościoła na wyznawców judaizmu, migrantów i społeczność LGBT”

2026/05/07

Uroczystość wręczenia nagrody odbyła się w środę w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich. Podczas konferencji prasowej po wydarzeniu metropolita krakowski kard. Grzegorz Ryś powiedział, że Karski jest „moralnym punktem odniesienia”. Przypomniał słowa patrona nagrody, że Zagłada jest „drugim grzechem pierworodnym” ludzkości.

– Grzech pierworodny to jest taki, z którego rodzą się potem wszystkie następne. Bez którego może nie byłoby żadnych innych. Intuicja taka była, że jeżeli jest możliwa Zagłada, to możliwe jest każde inne zło. To jest bardzo przenikliwe widzenie – podkreślił kardynał Ryś.

Dodał, że Karskiego tego rodzaju ostrości widzenia nauczyło chrześcijaństwo.

– Jest wzorcem dla wszystkich ludzi, ale dla chrześcijan powinien być wzorcem szczególnym. My mamy zobowiązanie szczególne, żeby chodzić śladami Jana Karskiego, jego myśli, wrażliwości, a potem też działania – zaznaczył hierarcha.

Sekretarz wykonawczy Towarzystwa Jana Karskiego Marek Wieczerzak powiedział PAP, że kapituła przyznała nagrodę za postawę kardynała. Hierarcha został doceniony m.in. za otwieranie Kościoła na wyznawców judaizmu, migrantów i społeczność LGBT.

– Za to, jaka była i jest jego linia nauczania kościelnego, linia porozumienia, linia współpracy, linia pomocy tym, którzy jej potrzebują – podkreślił. – Kościół poprzez niektórych swoich hierarchów tych ludzi odsuwa jako niegodnych członków Kościoła. A ci ludzie są bardzo potrzebujący i kard. Grzegorz Ryś ma odwagę o tym mówić wyraźnie – dodał Wieczerzak.

Kapituła Nagrody Specjalnej Orła Jana Karskiego wskazała, że wyróżnienie przyznano kardynałowi Rysiowi za „otwieranie umysłu, sumienia i ramion Kościoła na »innych« od nas z powodu wiary, miłości i losu”. W uzasadnieniu zwrócono uwagę na jego zasługi związane z migrantami oraz relacjami judeochrześcijańskimi. Wskazano również, że kardynał Ryś, idąc za papieżem Franciszkiem, jasno definiuje relacje, jakie Kościół powinien mieć ze stale rosnącą społecznością LGBT.

„To, że ci ludzie nie podążają za nauką Kościoła w kwestii swego osobistego życia, w żadnym razie nie może być dla Kościoła »alibi«, żeby się od nich odwrócił i nie oferował dróg wkomponowania się w społeczność wierzących” – wskazano w komunikacie.

Podkreślono również, że hierarcha jako jeden z nielicznych w Polsce ma bezkompromisowy stosunek do pedofilii w Kościele jako oczywistego zła moralnego i zjawiska kryminalnego, które powinno w każdym przypadku zostać ujawnione, ukarane, a ofiarom należy zadośćuczynić. Wyrazem tego jest powołana przez kardynała Niezależna Komisja Historyczna do spraw Zbadania Przypadków Nadużyć Seksualnych w Archidiecezji Łódzkiej w okresie od 1945 r. do czasów obecnych.

Została ustanowiona 5 maja 2000 r. przez Jana Karskiego, emisariusza Polskiego Państwa Podziemnego, świadka zagłady Żydów i profesora Uniwersytetu Georgetown. Karski określił ją jako wyróżnienie moralne przyznawane osobom, instytucjom i narodom, które „godnie nad Polską potrafią się zafrasować” lub – jeśli Polakami nie są – „Polsce dobrze życzą”. Nagroda nie ma charakteru finansowego. Jej istotą jest uhonorowanie odwagi, odpowiedzialności i działań na rzecz dobra wspólnego.

Po śmierci Karskiego kapitułę nagrody tworzą dotychczasowi laureaci oraz osoby powoływane przez Towarzystwo Jana Karskiego. Wśród uhonorowanych znaleźli się m.in. Elie Wiesel, Szymon Peres, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń oraz liczne instytucje działające na rzecz praw człowieka, dialogu i pamięci.

Kard. Grzegorz Ryś urodził się 9 lutego 1964 r. w Krakowie. Święcenia kapłańskie otrzymał 22 maja 1988 r. W lipcu 2023 r. papież Franciszek mianował go kardynałem, a w październiku 2023 r. – członkiem Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Od 2020 r. jest też członkiem Dykasterii ds. Biskupów, która m.in. bierze udział w procesie wyłaniania nowych biskupów.

Jest jedną z najbardziej wyrazistych postaci w Episkopacie. Zabierał głos w obronie migrantów i uchodźców. Przeprosił Żydów w Polsce za zachowanie Grzegorza Brauna. Jest inicjatorem wielu wydarzeń o charakterze ewangelizacyjnym.

14 listopada 2025 r. poinformował o powołaniu Niezależnej Komisji Historycznej ds. Zbadania Przypadków Nadużyć Seksualnych w Archidiecezji Łódzkiej. Jest to drugi w Polsce przypadek, kiedy biskup diecezjalny zdecydował się na powołanie diecezjalnej komisji, której celem jest zbadanie przestępstw seksualnych księży. Wcześniej komisję Wyjaśnienie i Naprawa Spraw Wrażliwych Diecezji Sosnowieckiej powołał bp Artur Ważny, obejmując diecezję po aferze seksualnej.

26 listopada Nuncjatura Apostolska w Polsce poinformowała, że papież Leon XIV mianował kard. Grzegorza Rysia nowym metropolitą krakowskim. Oznaczało to powrót hierarchy do Krakowa, gdzie w latach 2011-2017 był biskupem pomocniczym.

Źródło: Radio Kraków

Głazy z napisami „Jedwabne” i „Radziłów” mają zostać usunięte z terenu dawnego obozu zagłady w Treblince

2026/05/05

Przewodnicząca Międzynarodowej Rady Treblinki pisze także, że Rada „zidentyfikowała fundamentalne nieścisłości i odrzuciła narrację wspierającą istnienie” pomnika Jana Maletki na stacji w Treblince. „W miejscu, w którym setki tysięcy ludzi doznało cierpienia, upamiętnienie jednej osoby, zwłaszcza w oparciu o niewystarczające dowody, budzi poważne obawy etyczne”.

Historia obozu zagłady w Treblince pozostaje jednym z najboleśniejszych i najbardziej skomplikowanych rozdziałów Holokaustu. W latach 1942–1943 zamordowano tam około 900 000 Żydów, a także tysiące członków grup etnicznych Romów i Sinti. Dziś miejsce to nie pełni już wyłącznie funkcji miejsca pamięci, lecz jest również miejscem pochówku, które wymaga zachowania rzetelności historycznej, wrażliwości etycznej oraz odpowiedzialności.

Oprócz obowiązku uhonorowania ofiar stoimy w obliczu równie pilnego zobowiązania: ochrony prawdy historycznej przed zniekształceniami i upolitycznieniem, a także przed erozją kontekstu. Ostatnie interwencje publiczne w odniesieniu do miejsca pamięci Treblinka rodzą ważne i zasadne pytania o rzetelność historyczną, reprezentację oraz etykę upamiętnienia. Pytania te zasługują na poważne rozważenie przez profesjonalistów i akademików. Nie da się zanegować pilności tych kwestii, co budzi potrzebę odpowiedzialnego zaangażowania.

Obawy te nie są nowe. Wiele z nich jest znanych, omawianych i dokumentowanych od lat. Od momentu ustanowienia Międzynarodowej Rady Treblinki pod koniec 2025 roku podjęto wstępne kroki w kierunku odpowiedzi na te obawy. Treblinka nie jest miejscem, w którym zmiany można wprowadzić szybko lub jednostronnie. Jest to miejsce masowych grobów, przeznaczone do przeżywania żałoby, funkcjonujące w złożonym otoczeniu instytucjonalnym.

Obawy te nie są nowe. Wiele z nich jest znanych, omawianych i dokumentowanych od lat. Od momentu ustanowienia Międzynarodowej Rady Treblinki pod koniec 2025 roku podjęto wstępne kroki w kierunku odpowiedzi na te obawy. Treblinka nie jest miejscem, w którym zmiany można wprowadzić szybko lub jednostronnie. Jest to miejsce masowych grobów, przeznaczone do przeżywania żałoby, funkcjonujące w złożonym otoczeniu instytucjonalnym.

Jedna z takich kwestii dotyczy tzw. kamieni upamiętniających społeczności. Pomnik odsłonięty w 1964 roku upamiętnia zniszczenie żydowskich społeczności deportowanych do Treblinki poprzez ułożenie około 17 000 kamieni, spośród których kilkaset nosi na sobie nazwy tych społeczności. W latach 90. XX wieku, w czasach, gdy wiedza historyczna była jeszcze niekompletna, na wniosek organizacji żydowskich dodano kolejne nazwy, w tym Jedwabne i Radziłów. Obecnie wiemy już, że społeczności te nie zostały deportowane do Treblinki, a zamordowane w pogromach wszczynanych przez lokalnych mieszkańców latem 1941 roku. Ich obecność w miejscu pamięci przyczynia się tym samym do podtrzymywania historycznej nieścisłości.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Krakowscy Żydzi walczą o synagogę na podwórku kamienicy. „Gdyby to był klub nocny, byłoby łatwiej”

2026/05/04

Hitlerowcy urządzili w niej magazyn. Za komuny w środku działał warsztat z toaletami na środku sali modlitewnej. Dziś przez dziury w dachu do synagogi leje się deszcz, a budynek polubiło stado gołębi, które zostawia paskudne ślady. Unikatowa mała synagoga, stojąca między kamienicami na krakowskim Kazimierzu, przeżyła wojnę, Holocaust, komunizm i deweloperów, ale może nie przeżyć biurokracji.

Krakowski Kazimierz. Ulica Mostowa, tuż przy słynnej Kładce Bernatka. Okolica tętni życiem. Brama do kamienicy, której szukamy, jest otwarta. MPO właśnie wywozi śmieci z podwórka. Wiemy, że dziedzińce Kazimierza potrafią zaskoczyć, sporo na nich zabytkowej architektury i śladów po dawnych mieszkańcach. A jednak takiego „śladu”, tuż przed oknami, nie ma jednak nikt inny. – Synagoga na podwórku?! To unikatowy zabytek – zachwycam się. – No tak, ale my jesteśmy przyzwyczajeni – wzrusza ramionami przechodzący mieszkaniec jednej z kamienic.

Budynek jest w opłakanym stanie. Deszcz leje się do środka przez dziury w dachu, tuż obok stoją kontenery na śmieci, a w środku pełno odchodów gołębi. To jedyna synagoga podwórkowa w Krakowie, która przetrwała do naszych czasów. Przed wojną wszystkich domów modlitewnych i synagog było w Krakowie ok. 120.

– Prawie każde podwórko na Kazimierzu było kiedyś centrum lokalnej społeczności. Tę synagogę wybudowała rodzina Lednitzerów. Służyła mieszkańcom okolicznych domów. Większość z nich zginęła w Holocauście. Podczas wojny hitlerowcy zdewastowali wnętrze świątyni i urządzili tam sobie magazyn – opowiada Tanya Segal, rabinka reformowanej społeczności żydowskiej Beit Kraków. 

Za komuny do synagogi wprowadziły się Szklarskie Zakłady Przetwórcze Przełom. W sali modlitewnej urządzono warsztat. We wschodnią ścianę budynku wmurowano rury gazowe, zbudowano kominy, a w zabytkowym suficie i dachu wybito na wylot ogromne otwory wentylacyjne.

– W miejscu, gdzie niegdyś znajdowała się arka, zawierająca zwoje Tory, umieszczono tablicę „Tu wolno palić”. W centralnym miejscu sali modlitewnej zorganizowano toalety dla pracowników warsztatu – mówi rabinka Segal. Jak podkreśla, dla osób religijnych taki widok jest traumatyzujący.

Po komunie synagogę podzielono na lokale. Dziś budynek leży na dwóch działkach – granica przebiega przez sam środek sali modlitewnej. Połowa synagogi (ul. Mostowa 8) trafiła pod skrzydła Zarządu Budynków Komunalnych. Druga połowa należy do kamienicy przy ul. Trynitarskiej 18, którą zarządza wspólnota mieszkaniowa. Miasto odpowiada tam za część lokali. 

Fundacja Centrum Judaizmu Postępowego miała jeden cel: wynająć synagogę i ją wyremontować. Udało się to z częścią należącą do ZBK. W 2018 r. wynajęli ją „z przeznaczeniem na działalność kulturalno-religijną”. Organizacja zobowiązała się, że weźmie na siebie remont budynku, tak, by docelowo przywrócić dom modlitewny do użytku. W umowie zapisano szereg prac, m.in.: naprawę tynków, podłóg i posadzek, malowanie ścian, konserwację i remont stolarki okiennej czy wymianę instalacji elektrycznej. 

– W tradycji żydowskiej cyfra osiem oznacza cud – zdarzenie przekraczające prawa natury, dotknięcie do ponadczasowej duchowości, za którym tęsknimy. W grudniu 2018 roku Krakowska Reformowana Społeczność Żydowska zapaliła pierwszą z 8 świec chanukowych w oknie zapomnianej synagogi znajdującej się na jednym z dziedzińców krakowskiej dzielnicy żydowskiej, przy ul. Mostowej 8. Po raz pierwszy po wojnie w tej synagodze można było usłyszeć słowa chanukowych błogosławieństw o cudzie przetrwania – wspomina rabinka Segal.

Dopiero w 2020 r. fundacja wynajęła także pozostałą część synagogi, która znajduje się na drugiej działce. „Z przeznaczeniem na działalność statutową: edukacyjną, liturgiczno-naukową oraz prowadzenie biblioteki”.

Pierwszym dużym wyzwaniem był demontaż pozostałości po warsztacie przemysłowym. To wtedy członkowie fundacji odkryli liczne przeróbki budynku. Do środka weszli konserwatorzy, którzy szukali śladów oryginalnych malowideł i innych historycznych elementów. Jednocześnie członkowie fundacji grzebali w archiwach, by znaleźć pierwotne założenia Beniamina Torbe – architekta synagogi – i według nich odtworzyć jej wygląd. Tak powstał projekt, który w 2021 r. został zaakceptowany przez ZBK – pod warunkiem że fundacja otrzyma wszystkie niezbędne pozwolenia. I tu zaczęły się kłopoty.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Koniec śledztwa w sprawie rasistowskiego incydentu w Ostrowi. Sprawca się nie przyznaje. Do sądu trafił akt oskarżenia

2026/05/03

Prokuratura Rejonowa w Ostrowi Mazowieckiej 28 kwietnia 2026 r. zakończyła śledztwo prowadzone przeciwko Konradowi K., który został oskarżony o popełnienie przestępstwa publicznego znieważenia i zastosowania przemocy wobec małoletniego z powodu jego przynależności rasowej, a zachowanie jego miało charakter chuligański. Akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Ostrołęce.

– Podstawą oskarżenia był zgromadzony w sprawie materiał dowodowy, w szczególności zeznania świadków. Przesłuchana w charakterze świadka matka dziecka Marty A., zeznała, że jej jedenastoletni syn został wulgarnie potraktowany przez mężczyznę, który użył obraźliwych słów, a następnie dwukrotnie kopnął jej syna w okolice uda. Te słowa wyraźnie wynikały z koloru skóry dziecka i jego przynależności rasowej. Nadto został przesłuchany w charakterze świadka małoletni pokrzywdzony. Chłopiec został przesłuchany w „niebieskim pokoju” w obecności biegłego psychologa – informuje prok. Elżbieta Edyta Łukasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce.

Konrad K. w trakcie śledztwa nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia odmienne od ustalonego stanu faktycznego. 

– Zachowanie oskarżonego zostało zakwalifikowane jako występek o charakterze chuligańskim. Występkiem o charakterze chuligańskim jest występek polegający na umyślnym zamachu na zdrowie, na wolność, na cześć lub nietykalność cielesną, na bezpieczeństwo powszechne, na działalność instytucji państwowych lub samorządu terytorialnego, na porządek publiczny, albo na umyślnym niszczeniu, uszkodzeniu lub czynieniu niezdatną do użytku cudzej rzeczy, jeżeli sprawca działa publicznie i bez powodu albo z oczywiście błahego powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego – dodaje prok. Łukasiewcz.

Podejrzanemu grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. 

Przypomnijmy, do zdarzenia doszło 25 września 2025 roku. Na jednym z osiedli w Ostrowi Mazowieckiej dorosły mężczyzna dwukrotnie kopnął i znieważył 11-letniego chłopca z powodu koloru jego skóry. Sprawa zbulwersowała opinię publiczną. 

Źródło: ostrowmaz24.pl

Przełomowy wyrok sądu ws. małżeństwa kobiet z Lublina. „Przecież nikomu nie robimy krzywdy”

2026/04/29

W Polsce nie było to możliwe, więc dwie Lublinianki poleciały za granicę, by wziąć ślub. Kolejnym etapem była walka o transkrypcję zagranicznego aktu małżeństwa w naszym kraju. Urząd stanu cywilnego im odmówił, ale sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie. Wyrok zapadł we wtorek, 28 kwietnia. To przełomowe rozstrzygnięcie.

Trzy lata temu Alicja i Jolanta Sienkiewicz-Prochowicz, dwie kobiety z Lublina, sformalizowały swój związek i wzięły ślub w Portugalii. Zrobiły tak dlatego, że w naszym państwie nie było to możliwe.

Po powrocie do Polski Lublinianki chciały zarejestrować swoje małżeństwo w ojczyźnie. Tak rozpoczęła się ich walka o transkrypcję (wpisanie) zagranicznego aktu małżeństwa w Polsce. Lubelski Urząd Stanu Cywilnego w październiku 2023 roku rozpatrzył bowiem ich wniosek o transkrypcję negatywnie, a decyzję tę utrzymał w mocy wojewoda lubelski.

Po zaskarżeniu przez Alicję i Jolantę Sienkiewicz-Prochowicz, sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie.

Podobny przypadek, transkrypcję aktu małżeństwa dwóch mężczyzn zawartego w Berlinie, rozstrzygał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. I uznał, że państwo członkowskie ma obowiązek uznać małżeństwo dwóch obywateli Unii tej samej płci legalnie zawarte w innym państwie członkowskim.

Więcej w serwisie lublin24.pl

Jest decyzja PE ws. immunitetu Grzegorza Brauna

2026/04/28

Na sesji plenarnej w Strasburgu Parlament Europejski zdecydował o uchyleniu immunitetu europosłowi Grzegorzowi Braunowi. To konsekwencja czynów, których Grzegorz Braun dopuścił się 10 lipca 2025 roku podczas obchodów 84. rocznicy masakry ludności żydowskiej w Jedwabnem. Do pogromu polskich Żydów w tej miejscowości doszło 10 lipca 1941 roku. Sprawcami byli polscy mieszkańcy miasta Jedwabne, którzy działali z inspiracji niemieckich okupantów.

Podczas obchodów ubiegłorocznej, 84. rocznicy masakry Grzegorz Braun stanął z grupą osób na środku drogi publicznej w Jedwabnem i utrudniał ruch. Lider Konfederacji Korony Polskiej nie zastosował się do poleceń wydanych przez funkcjonariusza policji, który wzywał go do postępowania zgodnie z prawem i umożliwienia przejazdu pojazdów, przez co – jak podaje PE – Braun miał celowo i znacząco utrudniać wykonywanie obowiązków służbowych.

Jak podaje PE, te czyny stanowią wykroczenie określone w art. 90 § 1 ustawy z 20 maja 1971 r. Kodeksu wykroczeń oraz wykroczenie określone w art. 65a ustawy z 20 maja 1971 r. Kodeksu wykroczeń.

Więcej w RMF FM

Grzegorz Braun z zakazem wjazdu na Litwę? „Stanowi zagrożenie dla porządku publicznego”

2026/04/21

Według informacji „Wyborczej” litewski europoseł alarmuje, że wizyta polskiego polityka w Wilnie stoi w sprzeczności z bezpieczeństwem narodowym i porządkiem publicznym Litwy.

Z wnioskiem o wpisanie lidera Konfederacji Korony Polskiej na listę cudzoziemców bez prawa wjazdu na terytorium Republiki Litewskiej wystąpił europoseł Dainius Žalimas.

Žalimas to polityk z frakcji Renew Europe. Do europarlamentu dostał się z ramienia litewskiej Partii Wolności. 20 kwietnia na swoim profilu FB opublikował fragment oficjalnego wystąpienia do ministerstwa spraw zagranicznych Kęstutisa Budrysa. Domaga się w nim wydania zakazu wjazdu Grzegorza Brauna na teren Republiki Litewskiej.

Braun wraz z politycznym otoczeniem chce przyjechać do Wilna pierwszego maja. Pierwotnie miał wystąpić w centrum kulturalnym, należącym do franciszkanów, ale po licznych protestach zakonnicy wypowiedzieli organizatorom (nie znamy ich personaliów) umowę na wynajem sali. Nowe miejsce spotkania nie jest jeszcze znane, polityk deklarował też, że weźmie udział w tradycyjnym pochodzie Polaków litewskich, który przejdzie przez Wilno drugiego maja.

Jak dowiedziała się „Wyborcza”, Braun wystąpił również z oficjalnym wnioskiem do samorządu Wilna o możliwość zorganizowania wydarzenia publicznego przy pomniku Adama Mickiewicza. Samorząd zasięgnął opinii VSD (Valstybes Saugumo Departamentas – Departament Bezpieczeństwa Państwa) i swój werdykt wyda dopiero po jej otrzymaniu.

Pomnik Adama Mickiewicza autorstwa Gediminasa Jokūbonisa ma dla Litwinów podwójną symbolikę: właśnie przy nim 23 sierpnia 1987 r. odbyło się pierwsze publiczne zgromadzenie, na którym wysunięto żądanie niepodległości kraju od ZSRR i które dało początek ruchowi Sąjūdis.

W udostępnionym fragmencie pisma Žalimas podkreśla, że Braun reprezentuje poglądy „antysemickie, antyukraińskie, antylitewskie i eurosceptyczne”.

„W swojej działalności nieustannie publicznie zaprzecza Holocaustowi, podżega do nienawiści, wyraża prorosyjskie, antyukraińskie i antylitewskie poglądy, a także poprzez swoje działania aktywnie podżega do przemocy i sam stosuje przemoc”

– ostrzega litewski polityk. I dodaje: „Jego działalność charakteryzuje się systematycznym podważaniem wartości demokratycznych oraz agresywną retoryką i działaniami skierowanymi przeciwko różnym grupom społecznym i państwom”.

Całość pisma nie jest dostępna. Jak dowiedziała się w Parlamencie Europejskim „Wyborcza”, wniosek jest obszerny i zawiera 13 przypadków łamania prawa przez Brauna. Žalimas wymienia m.in. negowanie Holokaustu, niszczenie mienia, atak na lekarkę Gizelę Jagielską. Europoseł wskazuje również, że prokuratura polska złożyła do Parlamentu Europejskiego kolejne wnioski o uchylenie immunitetu Brauna w związku z potencjalnymi przestępstwami. Podkreśla również oszczerstwa wobec Litwy, którą nazwał w serwisie X „bismarckowską, antypolską, anglosaską i żydowskiej kreaturą”.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Z Treblinki nie został usunięty ani jeden ze znajdujących się tam antysemickich artefaktów [LIST OTWARTY]

2026/04/20

11 lipca 2025 roku ówczesna ministra kultury i dziedzictwa narodowego Hanna Wróblewska powołała Międzynarodową Radę Treblinki. W jej skład wchodzi 17 członków. Rada — organ pomocniczy resortu — zajmuje się wsparciem prac nad upamiętnieniem ofiar miejsca zagłady setek tysięcy Żydów, zamordowanych w latach 1942-1943. Do jej zadań należy m.in. opiniowanie prac nad scenariuszem wystawy stałej w powstającej siedzibie Muzeum Treblinka oraz wspieranie ministra „w podejmowaniu decyzji służących właściwemu upamiętnieniu zbrodni na terenie byłego obozu zagłady”.

Powołanie Międzynarodowej Rady Treblinki było m.in. reakcją na umieszczenie na terenie byłego obozu zagłady upamiętnień, przeciwko którym protestowali badacze Holocaustu. Chodzi m.in. o głazy z napisami „Jedwabne” i „Radziłów”, czyli nazwami miejscowości, w których pogromów na ludności żydowskiej dokonali ich polscy sąsiedzi, a nie niemiecki okupant.

Właśnie w tej sprawie list otwarty do przewodniczącej Międzynarodowej Rady Treblinki prof. Havi Dreifuss – na co dzień szefowej Instytutu Historii Żydów Polskich i Stosunków Izraelsko-Polskich na Uniwersytecie w Tel Awiwie oraz dyrektorki polskiego Centrum Badań nad Holocaustem w  Yad Vashem, skierowała prof. Elżbieta Janicka, badaczka antysemityzmu i Zagłady, członkini Rady Programowej Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”, naukowczyni z Instytutu Slawistyki PAN.

Szanowna Pani Profesor,

odkąd została Pani przewodniczącą Międzynarodowej Rady Treblinki, z miejsc znajdujących się w administracji Muzeum Treblinka nie został usunięty ani jeden ze znajdujących się tam antysemickich artefaktów.

Nie tylko zatem nazwy takie jak Jedwabne, Radziłów, Goniądz, Kleszczele, Grajewo i podobne pozostają wyryte na kamieniach b. obozu Treblinka II. Niewzruszenie stoją również wszystkie artefakty, jakie wyliczyłam w trzech memorandach skierowanych do polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (z 8 maja 2024 r., 18 stycznia 2025 r. i 19 kwietnia 2025 r.). Memoranda te pozwoliłam sobie przesłać Pani po objęciu przez Panią mandatu.

Krzyże nadal wieńczą groby żydowskich ofiar, a religijne katolickie ceremonie – takie jak Droga Krzyżowa – w dalszym ciągu odbywają się na Miejscu Straceń przy b. obozie Treblinka I. Pomnik oddający cześć polskiemu wyzyskiwaczowi jako Sprawiedliwemu Polakowi niezmiennie stoi w miejscu b. stacji kolejowej we wsi Treblinka i jest przedmiotem kultu. Na załączonej fotografii widać otaczające go znicze i biało-czerwone wieńce. Napis na jednym ze zniczy głosi: „Muzeum Treblinka – pamiętamy”.

Jednocześnie ostatnie dwa historyczne budynki stacyjne oraz stacyjna studnia w dalszym ciągu popadają w ruinę. Podobnie nic nie zostało uczynione w celu identyfikacji kilkunastu grobów żydowskich ofiar znajdujących się w obrębie d. stacji i jednego większego grobu masowego w pobliskiej wsi Wólka Okrąglik.

Co więcej: powyższa negacjonistyczna polityka nasila się zarówno ilościowo, jak i jakościowo.

1.

Kolejny, trzeci już pomnik został wybudowany na Miejscu Straceń przy b. obozie Treblinka I. Napis na nim głosi: „Pamięci spoczywających w tym miejscu 49 osób nieznanej narodowości i wyznania – więźniów niemieckiego obozu pracy Treblinka I (1941-1944) zamordowanych przez niemieckich oprawców oraz zmarłych z wycieńczenia lub chorób, ekshumowanych w 2019 r. przez Instytut Pamięci Narodowej z okolic «Miejsca Straceń»”.

Ów nowy pomnik ustanawia nowy wzór narracji, który jest równie perfidny, co wzory dotychczas stosowane, takie jak: a) przedstawianie wydarzeń jako ich przeciwieństwa, b) kłamstwo jedwabieńskie, c) fałszywa symetria losów polskiego i żydowskiego, d) usunięcie żydowskich ofiar z narracji.

Nowy wzór narracyjny stanowi nowy sposób de-judaizacji Treblinki I, a potencjalnie również innych miejsc Zagłady. Treblinka I była dotąd de-judaizowana metodą usunięcia wszelkiej wzmianki o Żydach:

Najnowsza metoda jest bardziej wyrafinowana. Odpowiedzialnymi za procedurę usunięcia czyni ona bowiem same ofiary. Pierwszy krok to ekshumacja, drugi to obiektywne, naukowe stwierdzenie, że narodowości i wyznania ekshumowanych szczątków nie sposób określić.

Oto w jaki sposób „rozwiązywana” jest obecnie „kwestia” około 10-12 tysięcy żydowskich ofiar Treblinki I. Jednakże, jeżeli procedurze tej nie zostanie natychmiast położony kres, zacznie ona być stosowana w innych miejscach, takich jak doły z ciałami żydowskich ofiar rozsiane po całej Polsce, by wymienić jeden z możliwych przykładów.

Upamiętnienie Treblinki z 1964 roku – obejmujące oba obozy, żwirownię, Czarną Drogę i betonową drogę wraz z pasem drogowym (gdzie wybudowany został następnie nielegalnie potężny krucyfiks) – zostało zaklasyfikowane jako zabytek (Rejestr zabytków, decyzja nr A-406/757 z 22 marca 1966). Nic nie może zatem zostać dodane do oryginalnej realizacji z 1964 roku. Projekt Duszeńki, Haupta i Strynkiewicza – artystyczne osiągnięcie na skalę światową – stopniowo przestaje przypominać sam siebie.

Cały list w Gazecie Wyborczej

 

Doniesienie do prokuratury na Berkowicza. „Wyjątkowo cyniczne i ohydne”

2026/04/15

Włodzimierz Czarzasty złożył zawiadomienie w prokuraturze o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Konrada Berkowicza. Chodzi o zmienioną flagę Izraela, którą pokazał poseł. – Tego typu wybryki, które opierają się na nienawiści, niezależnie od tego czy jest to antysemityzm, czy nienawiść do innych nacji, czy wyznań religijnych zawsze się kończy tym, że ktoś kogoś pobije – powiedziała Anita Kucharska-Dziedzic.

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Konrada Berkowicza. Polityk Konfederacji podczas wtorkowej wypowiedzi na temat działań Izraela na Bliskim Wschodzie zaprezentował flagę tego państwa, na której w miejscu Gwiazdy Dawida znajdowała się swastyka. Do tej sytuacji w radiowej Jedynce odniosła się posłanka Nowej Lewicy Anita Kucharska-Dziedzic.

– W Polsce promowanie symboli nazistowskich jest karalne. Pan poseł Berkowicz, niezależnie od tego, czy ma immunitet, czy nie ma, a zaraz może go nie mieć, nie powinien takich rzeczy robić, bo grozi mu odpowiedzialność karna – mówiła gościni Agaty Kondzińskiej.

– Myślę, że zrobił to z pełną świadomością, bo obie konfederacje: zarówno ta Mentzena, jak i ta Brauna, walczą o ten elektorat, który jest czuły na antysemickie wybryki. Pewnie w dużej mierze z takim antysemityzmem się zgadza, więc to jest brutalna wojna polityczna o elektorat. Jednocześnie z ich punktu widzenia jest skuteczna, ponieważ ciągle się okazuje, że na nienawiści można robić kampanię i jest ona skuteczna w tym wymiarze, jaki potrzebny jest konfederatom do zdobywania kolejnych słupków procentowych poparcia – podkreśliła.

Dodała, że takie zachowanie przynosi politykom rozgłos, ale nie ukrywała, że taka wojna polityczna jest niebezpieczna i może mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości. – Ta wojna jest też skuteczna w wymiarze medialnym. Jeżeli pan Berkowicz staje na mównicy z gadżetem, to wiadomo, że wszystkie media będą informowały i pokazywały jego zdjęcia. Jest to wyjątkowo cyniczne i skuteczne zagranie polityczne, ale jednocześnie ohydne i mające swoje skutki w postaci zapewne cierpienia kolejnych ludzi. Tego typu wybryki, które opierają się na nienawiści, niezależnie od tego, czy jest to antysemityzm, czy nienawiść do innych nacji, czy wyznań religijnych, zawsze się kończą tym, że ktoś kogoś pobije – przekazała.

Więcej w serwisie Polskiego Radia

„To zbrodnia na Kościele i Polsce”. Ksiądz Oko rozpętuje burzę po liście Episkopatu w sprawie Żydów

2026/04/15

Gdy kard. Grzegorz Ryś odwiedza krakowską synagogę, ks. Dariusz Oko publikuje artykuł, w którym pyta, dlaczego Polaków oskarża się o antysemityzm, a Żydów przedstawia się jako „niepokalanych nad-ludzi”.

Ks. Dariusz Oko, krakowski duchowny i wykładowca Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, opublikował w prawicowych mediach (TV Republika i DoRzeczy) manifest, którym zaatakował list Episkopatu w sprawie Żydów. 

„Po 'Liście biskupów’ z 22 marca polscy katolicy są głęboko zranieni i upokorzeni. Czują się zdradzeni przez własnych pasterzy, niektórzy nawet nadal płaczą na samo wspomnienie tego tekstu” – głosi duchowny. Przytacza też dane (ale nie popiera ich żadnymi badaniami), że ponad 90 procent pracowników katolickich uczelni oraz księży potępia i odrzuca list. 

Manifest ks. Oko wpisuje się w falę reakcji, jakie wywołał list Episkopatu w sprawie 40. rocznicy przełomowej wizyty Jana Pawła II w synagodze rzymskiej. Doszło do niej 13 kwietnia 1986 roku. 

– Papież stworzył pewien paradygmat spotkania judaizmu i chrześcijaństwa. Ten paradygmat był zrozumiały dla każdego przeciętnego człowieka. Nie trzeba wielkiego wykształcenia teologicznego, filozoficznego, żeby zrozumieć taki gest, kiedy papież i rabin Rzymu obejmują się z przyjaźnią, deklarując braterstwo – mówił kard. Ryś w krakowskiej synagodze w rocznicę.

Towarzyszył mu kard. Stanisław Dziwisz, który jako papieski sekretarz był świadkiem tamtych wydarzeń.   

Metropolita krakowski, pytany o negatywne reakcje katolików na list biskupów, odpowiedział, że to problem formacyjny polskiego Kościoła. Jego zdaniem niezrozumienie i krytyka nie wynikają z samej treści dokumentu, lecz z faktu, że nauczanie o relacji z judaizmem, rozwijane konsekwentnie od czasów Soboru Watykańskiego II, wciąż nie dotarło do wiernych.

Kardynał wskazuje, że list Episkopatu nie wprowadza niczego nowego, przypomina jedynie elementarne tezy, takie jak wewnętrzny charakter więzi chrześcijaństwa z judaizmem czy odrzucenie antysemityzmu. Dodał, że kontrowersje obnażają deficyt katechezy i brak pogłębionej recepcji soborowego nauczania wśród części katolików.

Hierarcha przypomniał, że papież na kilka lat przed śmiercią, gdy pisał w testamencie o tym, co było dla niego w życiu najważniejsze, nie zapomniał o tamtej wizycie. – Nie mierzymy się więc tylko z czterdziestą rocznicą tamtych odwiedzin. Mierzymy się z gestem, który dla niego pozostał istotny do końca jego życia i posługi – mówił kard. Ryś na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, podczas międzynarodowego sympozjum, poświęconego rocznicy i dialogowi z judaizmem. 

Choć list autoryzował Episkopat (za jego odczytaniem w kościołach zagłosowała większość biskupów), to do zawartej w nim zachęty, by w dniu rocznicy odwiedzić synagogę, zastosowali się tylko nieliczni hierarchowie, m.in. kard. Ryś, abp Adrian Galbas (metropolita warszawski) i bp Mieczysław Cisło (biskup pomocniczy w archidiecezji lubelskiej).

I choć oficjalnie Episkopat zaleca dialog, to niektórzy szeregowi duchowni uważają, że biskupi, podpisując list, ulegli manipulacji. 

Ks. Dariusz Oko w swoim manifeście pisze: „Księża czasem nawet w pierwszym momencie myśleli, że to jest jakiś fake news powstały np. w redakcji 'Gazety Wyborczej’ albo w ambasadzie Izraela. Podobnie jest ze zdecydowaną większością katolików świeckich, sióstr zakonnych i zakonników, którzy z przerażeniem stwierdzają, że 'dzisiaj nawet biskupom nie można wierzyć’, 'nawet biskupi poddają się najgorszym, antychrześcijańskim ideologiom świata’, że 'to jest zbrodnia na Kościele i zbrodnia na Polsce, to jest duszpasterzowanie młotem’. 

Duchowny uważa, że w liście jest „wyjątkowo dużo manipulacji i nieuczciwości”, a teologia w nim zawarta jest „marna i nieporadna”: „My wszyscy, także po przyjęciu Chrztu, błądzimy, mylimy się i grzeszymy, czyli pozostajemy grzesznikami. Zatem wszyscy permanentnie jesteśmy dużo poniżej Żydów, których list przedstawia jako jakichś niepokalanych nad-ludzi”.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Berkowicz z flagą ze swastyką na mównicy w Sejmie. Ambasada Izraela reaguje

2026/04/14

„Z całą stanowczością potępiamy dzisiejszy antysemicki skandal, do którego doszło w polskim Sejmie za sprawą posła Berkowicza” – napisała we wtorek izraelska ambasada w Polsce w odniesieniu do wtorkowego incydentu w Sejmie.

„W oficjalnym izraelskim Dniu Pamięci o Holokauście polski poseł zbezcześcił flagę Izraela i porównał symbol żydowski oraz państwo żydowskie do nazistów, zamiast okazać solidarność z ofiarami Holokaustu” – wskazała placówka dyplomatyczna.

„W dniu, w którym ocaleni z Holokaustu maszerują dziś w Auschwitz, ten podły akt antysemicki jest szczególnie oburzający. Poparcie dla niego ze strony innych polityków tylko pogłębia wstyd” – podkreślono we wpisie w serwisie X.

Chodzi o to, że we wtorkowe popołudnie kilka tysięcy osób wzięło udział w Marszu Żywych, przechodząc z terenu byłego niemieckiego obozu Auschwitz I do Auschwitz II-Birkenau, aby oddać hołd ofiarom Holokaustu i wyrazić sprzeciw wobec antysemityzmu.

„Władze polskie muszą podjąć natychmiastowe działania, aby zająć się tą hańbą i usunąć tę plamę na moralności” – wskazano w oświadczeniu ambasady.

W sprawie głos zabrał już m.in. marszałek Sejmu. „Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty stanowczo potępia skandaliczne zachowanie posła Konrada Berkowicza, który w trakcie wystąpienia na sali plenarnej zaprezentował symbolikę odwołującą się do nazizmu” – czytamy w tym oświadczeniu.

Zachowanie to jest szczególnie oburzające w dniu Jom Ha-Szoa (Dzień Pamięci Holokaustu), który przypomina o tragedii milionów żydowskich ofiar niemieckiego nazizmu i zobowiązuje do zachowania najwyższych standardów odpowiedzialności w życiu publicznym. Instrumentalne używanie symboliki nazistowskiej w debacie publicznej stanowi rażące przekroczenie granic dopuszczalnej wypowiedzi” – wskazano w komunikacie opublikowanym w serwisie X.

Jak także przekazano, „marszałek Sejmu podjął decyzję o przygotowaniu wniosku do Prezydium Sejmu o ukaranie posła na podstawie art 23 ust. 1 pkt 2 w zw. z art. 175 ust. 2a Regulaminu Sejmu, przewidującego sankcje finansowe za naruszenie powagi Sejmu swoim zachowaniem”.

Więcej w Wirtualnej Polsce

Rasistowski atak na stadionie w Opolu. Jest wyrok sądu

2026/04/14

Rok pozbawienia wolności i grzywny oraz nawiązki na rzecz pokrzywdzonych, a także zakaz stadionowy – taki wyrok usłyszał mężczyzna, który dopuścił się rasistowskiego ataku podczas meczu piłkarskiego na Itaka Arenie w Opolu. Sprawa dotyczy wydarzeń z 13 kwietnia 2025 roku. Prokuratura Rejonowa w Opolu oskarżyła dziewiętnastoletniego mieszkańca powiatu głubczyckiego o stosowanie przemocy fizycznej i werbalnej wobec trzech kibiców.

– Powodem agresji była przynależność rasowa pokrzywdzonych. W stawianych zarzutach przyjęto również, że czyny miały charakter chuligański, ponieważ zostały popełnione publicznie bez powodu, a podejrzany okazał przez to rażące lekceważenie porządku prawnego. Sąd Okręgowy w Opolu wymierzył oskarżonemu karę łączną jednego roku pozbawienia wolności oraz grzywnę w wymiarze 200 stawek dziennych po 10 zł. Wobec młodego wieku oskarżonego oraz jego wcześniejszej niekaralności sąd pierwszej instancji orzekł o warunkowym zawieszeniu wykonania kary pozbawienia wolności na okres próby wynoszący trzy lata. Ponadto oskarżony został oddany pod dozór kuratora sądowego i zobowiązany do zapłaty 8 tysięcy złotych na rzecz każdego z pokrzywdzonych. Przychylając się do wniosku prokuratora, sąd orzekł także wobec Fabiana O. zakaz wstępu na imprezy masowe przez okres trzech lat – mówi Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Obrońca oskarżonego złożył apelację. Sprawą zajmie się teraz sąd apelacyjny we Wrocławiu.

Źródło: doxa.fm

„Grosza już nie dam na tę uczelnię”. Hejt katolików na KUL, bo jego władze wsparły kardynała Rysia

2026/04/02

Nienawistne komentarze pojawiły się po oświadczeniu władz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, które wyraziły solidarność z kardynałem Grzegorzem Rysiem. Wcześniej to on stał się celem ataków przez list Episkopatu o Żydach. – W tych reakcjach ujawnia się wielka ignorancja katolików oraz zaniedbania Kościoła w nauczaniu soborowym i papieskim – ocenia ks. Alfred Wierzbicki.

„Podziękujemy przy zbiórce na tace na KUL”, „Złotówki nie dostaniecie”, „Zagłodzić obrzezanych darmozjadów”, „Nie idźcie drogą Judasza”, „Na KUL palą świece chanukowe, więc nie ma się co dziwić. Grosza już nie dam na tę uczelnię”, „W taki sposób szabesgoje niszczą kościół od środka” – to niektóre komentarze internatów, które pojawiły się w mediach społecznościowych uniwersytetu.

A wszystko po tym, jak metropolita lubelski Stanisław Budzik, jednocześnie wielki kanclerz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i prof. Mirosław Kalinowski, rektor tej uczelni, wstawili się za kardynałem Grzegorzem Rysiem, na którego wylała się fala nienawistnych komentarzy przez list Konferencji Episkopatu Polski o relacjach chrześcijańsko-żydowskich.

List miał być rocznicowym przypomnieniem tego, co w Kościele nie jest żadną nowością: że antysemityzm jest grzechem, a więź chrześcijaństwa z judaizmem ma korzenie głębsze niż wszystkie teologiczne spory ostatnich dekad. Tymczasem tuż po jego publikacji i odczytaniu w kościołach wybuchła hejterska burza, której symbolem stał się atak wymierzony w kardynała Grzegorza Rysia, metropolitę krakowskiego i przewodniczącego, działającego przy Episkopacie Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem.

„Wyrażamy stanowcze wsparcie dla kard. Grzegorza Rysia, Metropolity Krakowskiego, w obliczu niesprawiedliwych ataków kierowanych pod jego adresem. Działania kardynała na rzecz dialogu chrześcijańsko-żydowskiego są zgodne z nauczaniem Kościoła i soborowym duchem deklaracji ‘Nostra aetate’” – napisali we wspólnym oświadczeniu metropolita lubelski Stanisław Budzik i rektor KUL prof. Mirosław Kalinowski.

I dodali: „Z ubolewaniem zauważamy, że formułowana wobec kard. Grzegorza Rysia krytyka opiera się na nieuzasadnionych zarzutach, które godzą nie tylko w osobę Metropolity Krakowskiego, lecz także w wysiłki Kościoła na rzecz budowania wzajemnego szacunku. Wyrażamy solidarność z kard. Rysiem i dziękujemy mu za jego konsekwentną, ewangeliczną służbę na rzecz dialogu i pojednania”.

Wspomniany dokument „Nostra aetate” jest jedną z deklaracji Soboru Watykańskiego II, przyjętą 28 października 1965 r. Ukazuje stosunek Kościoła do religii niechrześcijańskich, podkreślając wspólne dążenia ludzi do prawdy, dobra i Boga. Zachęca do dialogu, wzajemnego szacunku oraz odrzucenia dyskryminacji, wskazując, że wszyscy ludzie mają wspólne pochodzenie i cel.

Dokument podkreśla duchową więź łączącą chrześcijan z narodem żydowskim, z którego wywodzą się patriarchowie, prorocy, apostołowie i sam Jezus. Kościół uznaje trwałość Bożego wybrania Izraela i odrzuca przypisywanie Żydom zbiorowej winy za śmierć Chrystusa.

To oświadczenie spotkało się jednak z kolejną falą hejtu, który tym razem wylał się na lubelską uczelnię.

Na niemal dwa tysiące komentarzy, tylko garstka popiera stanowisko wyrażone w oświadczeniu. Jak ten: „[Biskupi] tylko stwierdzili zgodność listu pasterskiego z teologią katolicką i nauczaniem Kościoła Katolickiego”.

Ale jest też odpowiedź: „Stwierdzili zgodność, bo siedzą pod butem pejsatych, wierni chrześcijanie nigdy na tę herezję się nie zgodzą”.  

„Bo KUL już dawno został przejęty, wiadomo przez kogo…” – stwierdził kolejny komentujący. „To nie jest uczelnia katolicka” – napisał następny. 

W komentarzach internauci, którzy przyznają, że są katolikami, krytykują Kościół i kardynała Rysia: „Watykan jest masoński modernistyczny i protestancki, nie ma nic wspólnego z nauczaniem Jezusa Chrystusa. Sobór Watykański II został zainicjowany i wprowadzony przez żyda i masona, który zniszczył od środka Watykan i KK a teraz zbieramy tego żniwa.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Skandaliczna publikacja w czasopiśmie promowanym przez Czarnka. Kard. Ryś z doklejonymi pejsami

2026/03/31

„Pedagogika katolicka” publikuje zdjęcie kard. Grzegorza Rysia z doklejonymi pejsami i gwiazdą Dawida. „Nie ma miejsca na tak skandaliczne zachowania w nauce” – mówi wiceministra nauki.

„Pedagogika katolicka” zrobiła zawrotną karierę za czasów PiS. Były minister Przemysław Czarnek wywindował ją do pierwszej ligi czasopism naukowych. 

27 marca redakcja ze Stalowej Woli włączyła się w krytykę listu Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej.

Biskupi przyznają w nim, że w dziejach chrześcijaństwa pojawiały się postawy i interpretacje, które mogły sprzyjać wrogości wobec Żydów. Apelują o odrzucenie uprzedzeń i reagowanie na przejawy antysemityzmu. Podkreślają, że jest to nie tylko kwestia społeczna, ale przede wszystkim moralny obowiązek wynikający z wiary chrześcijańskiej. Zachęcają, by 13 kwietnia, podążając śladem Jana Pawła II, odwiedzać synagogi. List przygotował działający przy Episkopacie Komitet ds. Dialogu z Judaizmem, którym kieruje kard. Grzegorz Ryś. 

„Pedagogika Katolicka” pisze, że została zasypana listami, komentarzami i zdjęciami w tej sprawie. Zaznacza, że niektóre są zbyt mocne do publikowania. Jednocześnie relacjonuje, że komentujący nazywają kard. Rysia „sprzedawczykiem żydowskim” i „prowokatorem, gorszycielem”.

Redakcja nie chce „wchodzić w głębię tych listów”. Oddaje więc łamy ks. Beniaminowi Sęktasowi z diecezji drohiczyńskiej. Bo to – jak czytamy – jedna z osób, które „mają odwagę uderzyć ręką w stół, a tchórzy, oszustów i głosicieli fałszu, dla opamiętania trzepnąć w potylicę”.

Autor zastanawia się, „komu służy mętny list biskupów z obrazoburczą tezą o antysemityzmie”. Bo – jak pisze – „mamy przecież różnych Żydów”. A wśród nich także „miliarderów-filantropów, którzy za pomocą ogromnych nakładów finansują fundacje, instytuty i komitety, aby oddziaływać na globalne procesy polityczne, promując kosmopolityzm i liberalną demokrację”. Nie ma też wątpliwości, że kard. Ryś to „wyraziciel interesów środowisk żydowskich”. A Polakom radzi, by zamiast do synagog wybrali się na mszę, uprzątnęli krzyże i kapliczki, wywiesili polską flagę lub odwiedzili pomniki i groby bohaterów. 

Redakcja ilustruje tekst przerobionym zdjęciem kardynała, na którym dodano mu pejsy i łańcuch z gwiazdą Dawida. 

– Czasopisma naukowe powinny zajmować się szerzeniem nauki, a nie nienawiści i antysemityzmu. Nie ma miejsca na tak skandaliczne zachowania w polskiej nauce – mówi „Wyborczej” wiceministra nauki Karolina Zioło-Pużuk.

Chce, by sprawie przyjrzała się Komisja ds. Etyki Nauki Polskiej Akademii Nauki, która opiniuje przypadki naruszeń dobrych praktyk w nauce (nie tylko w Akademii). Zapewnia, że resort ma już gotowe zmiany w przepisach, które pozwolą na interwencję w takich przypadkach. 

Minister nauki będzie mógł, bo zasięgnięciu opinii Komisji Ewaluacji Nauki, usunąć z listy nieetyczne czasopismo. A to oznacza, że to czasopismo nie będzie funkcjonowało, jako miejsce wymiany myśli naukowej. 

Więcej w Gazecie Wyborczej

Bojkot Episkopatu: część duchownych nie odczytała listu o Żydach. „Nauka Jana Pawła II się nie przyjęła”

2026/03/24

„Haniebny, gorszący list”, „juedobiskupi zdradzają Kościół”, „skandaliczna herezja” – tak nacjonalistyczni katolicy komentują list Episkopatu w sprawie Żydów. Prof. Obirek: – Te reakcje pokazują, jak rozległe są antysemickie nastroje wśród części katolików i jak wielkie są zaniedbania duszpasterskie.

List Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej miał być odczytany w niedzielę 22 marca we wszystkich kościołach w Polsce. Nie wszyscy duchowni zastosowali się do nakazu biskupów. Wśród części katolików nacjonalistów pojawiły się głosy, że list jest gorszący i haniebny. – Ten list zawiera całą masę różnych dwuznaczności, błędów, przeinaczeń i staje się miażdżącym ciosem zadanym w samo serce polskiego katolicyzmu – ogłosił Paweł Lisicki, redaktor naczelny „Do Rzeczy”.  

List Konferencji Episkopatu Polski koncentruje się na przypomnieniu więzi łączącej chrześcijan i Żydów. Biskupi podkreślają, że relacja ta wyrasta ze wspólnego dziedzictwa biblijnego i historii zbawienia, a judaizm jest ważnym punktem odniesienia dla chrześcijaństwa. Wskazują, że właściwe rozumienie tej więzi powinno prowadzić do szacunku i dialogu, a nie do uprzedzeń.

W dokumencie wybrzmiewa jednoznaczna ocena antysemityzmu jako postawy sprzecznej z wiarą chrześcijańską. Mówiąc o ewangelicznym nauczaniu, biskupi komentują: „Słowo nie mówi tu jedynie o nienawiści. Mówi o 'braku miłości’, a więc także o obojętności, bierności, braku zainteresowania, znieczulicy. Jednym z takich śmiertelnych deficytów miłości, był (i niestety ciągle jeszcze pozostaje) ANTYSEMITYZM”.

Istotnym elementem listu jest odniesienie do historii. Biskupi przyznają, że w dziejach chrześcijaństwa pojawiały się postawy i interpretacje, które mogły sprzyjać wrogości wobec Żydów. Ten fragment ma charakter rachunku sumienia i wpisuje się w szerszy nurt refleksji Kościoła nad własną odpowiedzialnością za klimat, w którym antysemityzm mógł się rozwijać.

Jednocześnie dokument podkreśla, że współczesne nauczanie Kościoła odrzuca antysemickie postawy i wzywa do budowania relacji opartych na wzajemnym zrozumieniu. Biskupi akcentują znaczenie dialogu chrześcijańsko-żydowskiego oraz potrzebę pogłębiania świadomości wspólnych korzeni religijnych.

Episkopat apeluje o odrzucenie uprzedzeń, pielęgnowanie postawy szacunku wobec Żydów i reagowanie na przejawy antysemityzmu. Podkreśla, że jest to nie tylko kwestia społeczna, ale przede wszystkim moralny obowiązek wynikający z wiary chrześcijańskiej.

Biskupi wzywają również w liście do odwiedzenia synagog: „W wielu miejscowościach – nieraz tuż obok nas, czasem nieco dalej – znajdują się ocalałe z wojennej zawieruchy synagogi. W większości z nich nie rozbrzmiewa już dziś głos radosnej szabatowej modlitwy. Są jednak i takie, które tętnią religijnym życiem. Podążając śladem św. Jana Pawła II, odwiedźmy 13 kwietnia synagogę. Wspomnijmy mężczyzn i kobiety, których modlitwami przez wieki nasiąkały mury bożnic. A tam, gdzie jest to możliwe, spotkajmy się z żydowskimi siostrami i braćmi”.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Naukowcy: Jesteśmy krajem imigracyjnym. Więcej osób wprowadza się do Polski, niż wyprowadza

2026/03/23

Po raz pierwszy w historii liczba cudzoziemców przekroczyła w całym kraju 2 miliony. Tylko w Krakowie mieszka ich ok. 78 tysięcy. – Na pierwszym miejscu w stolicy Małopolski są Ukraińcy, zaraz za nimi Białorusini, a potem Hindusi – mówią naukowcy.

Już blisko co szósty pracownik w Krakowie to imigrant. Obcokrajowcy pracują najczęściej w branży budowlanej, jako magazynierzy i operatorzy wózków widłowych oraz kierowcy. Sporo jest też osób, które są zatrudnione w ochronie zdrowia, edukacji (np. jako lektorzy języków) i w korporacjach. Tych, którzy pobierają zasiłek dla bezrobotnych, jest miesięcznie zaledwie od 50 do 80 osób. 

Co ciekawe, na krakowskiej migracji odbijają się głośne ostatnio masowe zwolnienia w korporacjach. – Jedną z głównych grup, która wcześniej dynamicznie rosła, a teraz się zatrzymała, są Brazylijczycy. Wielu z nich pracowało w korporacjach, głównie w IT. Kiedy zostali zwolnieni, po prostu się wyprowadzili – mówi prof. Jan Brzozowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dane pochodzą z najnowszego raportu dotyczącego migrantów w Krakowie. Oprócz prof. Brzozowskiego, badania prowadzili naukowcy z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, prof. Konrad Pędziwiatr i prof. Marcin Stonawski.

Wniosek główny? Polska jest krajem imigracyjnym. Więcej osób wprowadza się do Polski, niż się z niej wyprowadza.

W minionym roku po raz pierwszy w historii liczba cudzoziemców z ważnymi dokumentami przekroczyła w całym kraju 2 miliony. W Krakowie mieszka ich ok. 78 tysięcy. To w większości osoby, które — jak pokazują dane — pracują i odprowadzają podatki w Polsce. 

Kto znajduje swój dom w stolicy Małopolski? Przede wszystkim Europejczycy spoza UE. Jeszcze 5 lat temu osoby z Ukrainy stanowiły 2/3 migrantów w mieście; dwa lata temu 56,5 procent, a w zeszłym roku ten odsetek spadł do ok. 51 procent.

– Ukraińców nie ubywa, po prostu przybywa ludzi z innych krajów, dlatego ten odsetek się zmniejsza. Można było się spodziewać, że będą się wyprowadzać z Polski, chociażby ze względu na rosnącą ksenofobię. Tymczasem nie tylko tak się nie stało, ale nawet jest ich u nas więcej – mówi prof. Brzozowski.

Choć uchodźcy zza naszej wschodniej granicy to największa grupa obcokrajowców w stolicy Małopolski, równolegle rosną inne grupy. Przybywa zwłaszcza osób z Filipin i Kolumbii.

Więcej w Gazecie Wyborczej

„Magiczny moment”. Adwokat o wyroku w sprawie pary jednopłciowej

2026/03/21

Po raz kolejny to sądy, wymiar sprawiedliwości, który przecież jest targany różnymi kryzysami, był w stanie wprowadzić ważną zmianę – ocenił w TVN24 adwokat Paweł Knut, który skomentował wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego nakazujący transkrypcję aktu małżeństwa pary jednopłciowej. Zaznaczył, że ta decyzja może wpłynąć na zmianę praktyk urzędów stanu cywilnego.

Naczelny Sąd Administracyjny w piątek orzekł, że urzędnicy mają dokonać transkrypcji do rejestru stanu cywilnego aktu małżeństwa dwóch Polaków, którzy pobrali się w Berlinie. NSA ocenił, że konstytucyjna ochrona małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny nie stanowi bezwzględnej przeszkody w uznaniu małżeństwa osób tej samej płci, zawartego w innym państwie Unii Europejskiej.

Sprawę komentował w sobotę w TVN24 adwokat Paweł Knut, reprezentujący parę małżonków, której dotyczył wyrok.

– Od samego początku była atmosfera oczekiwania na to, że coś dobrego się wydarzy – powiedział, pytany o emocje na sali sądowej przy ogłoszeniu decyzji. Jak mówił, rozstrzygnięcie rzeczywiście okazało się dla jego klientów bardzo dobre. Chwalił również ustne uzasadnienie sądu, zauważając, że tłumaczyło ono krok po kroku dlaczego „w zasadzie to było jedyne możliwe rozstrzygnięcie”. Dodał, że gdy sędziowie opuszczali salę ludzie bili brawo.

– To był rzeczywiście bardzo magiczny moment. Dla mnie jako pełnomocnika było to też niesamowite doświadczenie – przyznał.

– Bardzo lubię momenty, kiedy działanie moich klientów, dwóch skarżących, zwykłych obywateli, doprowadza do olbrzymiej zmiany, która wywołuje wielki kryzys i od wczoraj różni politycy głowią się, co z tym wyrokiem zrobić. To magiczny moment, bo zmiana się dokonuje – dodał.

Więcej w TVN24

„Zamknij się”. Skandal z udziałem Brauna w Parlamencie Europejskim

2026/03/18

Skandal z Grzegorzem Braunem na posiedzeniu komisji spraw zagranicznych w Parlamencie Europejskim. Przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej wygłosił ostre, antysemickie wypowiedzi. Odnosząc się do sytuacji na Bliskim Wschodzie, zwrócił się do szefowej unijnej dyplomacji, mówiąc, że jest ona „jedynie tłumikiem na końcu lufy”, a „Żydzi trzymają broń”. Europosłowie zareagowali stanowczo, podkreślając, że na takie słowa nie ma miejsca w Parlamencie Europejskim.

– Nie wykluczone, że dziś przewodniczący tej komisji będzie dziś wnioskował o kary dla polskiego eurodeputowanego, który podczas posiedzenia, w którym uczestniczyła szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas, uznał jej urząd za bezużyteczny i niepotrzebny – poinformowała Dorota Bawołek, korespondentka TVP w Brukseli.

Grzegorz Braun nawiązywał w ten sposób do zbyt słabej – jego zdaniem – reakcji Unii Europejskiej na konflikt na Bliskim Wschodzie, za który – kontynuował – odpowiedzialne są Stany Zjednoczone (bo dostarczają uzbrojenie), ale przede wszystkim Izrael i społeczność żydowska, która jest „głównym napastnikiem” w tym konflikcie.

– Kto trzyma broń? Kto jest sprawcą? Agresorem? To Żydzi. Izrael oraz żydowska diaspora na całym świecie – stwierdził Braun.

A pani, jest jedynie tłumikiem. Tłumikiem na końcu lufy broni – powiedział, zwracając się do unijnej szefowej dyplomacji. – I to jest wszystko, co pani tu robi: uciszać, powstrzymywać mnie teraz, aby na całym świecie, w całej Europie, prawda nie została wypowiedziana. 

Więcej w TVP Info

„Nie wytrzymała jako człowiek”. Hanna Zdanowska pokazuje bluzgi swoich hejterów

2026/03/18

Mamy do czynienia z agresją, hejtem, a momentami wręcz z dającą się fizycznie wyczuć nienawiścią – mówi „Wyborczej” prezydent Łodzi. I daje mocne cytaty. Wszystkie o niej.

8 marca Daniel czaruje na swoim Facebooku: „Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet dla wszystkich pań”. Kilka dni później ciśnie w komentarzu prezydent Hannie Zdanowskiej: „Śmieszna jesteś pijaczko”.

Forum się rozkręca. „Nie posikaj się larwo na szwabskim jurgielcie”. „Zacznij od swojego rozkudlonego łba”. „Do roboty nygusie”. „Wypad z miasta alkoholiczko bo ten etanol Ci mózg zżera”.

15 marca Hanna Zdanowska nie wytrzymuje. Pisze: „To już nie jest dyskusja. To lincz, hejt i nienawiść”. I pokazuje garść cytatów. „Lizbija szkopska szmata niemiecka won do burdelu”. „Spier… suko”. „Pierwsze kur…sko Łodzi”. „Zakłamana peowska szmata”. „Waliłbym cię w walentynki jak kowal w podkowę”.

Tego typu teksty to nie nowość. Choć Hanna Zdanowska wygrywa w cuglach kolejne wybory (obecną, czwartą kadencję, wywalczyła już w I turze z wynikiem blisko 60 procent), od dłuższego czasu ma problem z komentariatem w sieci, który neguje posunięcia władzy w różnych obszarach, czasem na masową skalę. 

Eksperci zgodnie jednak podkreślają: czym innym jest krytyka, nawet bolesna, a czym innym zwykły hejt. 

Dr Mirosław Oczkoś, doradca wizerunkowy: – Z czasów przedinternetowych wywodzi się stereotyp, że polityk powinien mieć grubszą skórę i nie reagować. Ale ten stereotyp jest już nieaktualny. Nagromadzenie bitów w jednostce czasu, jak powiedzieliby informatycy, jest tak duże, że nie ma takiej wyporności, która byłaby w stanie to unieść. Ktoś musiałby nie mieć oczu, uszu, sumienia. Myślę, że reakcja prezydent Zdanowskiej bierze się z tego, że nie wytrzymała jako człowiek. 

– Wyzwiska pod postem walentynkowym przelały czarę goryczy – mówi „Wyborczej” Hanna Zdanowska, wspominając wpis, w którym wyznała miłość do Łodzi i życzyła wszystkim dobrego świętowania. 

– Uznałam, że trzeba to pokazać, bo to nie jest już tylko mój problem. To zjawisko, które coraz mocniej dotyka wszystkich korzystających z mediów społecznościowych. Mamy dziś do czynienia z narastającą brutalizacją języka, agresją, hejtem, a momentami wręcz z dającą się fizycznie wyczuć nienawiścią – dodaje, podkreślając: – Co więcej, dyskusje w social mediach są coraz częściej dominowane przez użytkowników o skrajnych poglądach, przez fake newsy i świadome manipulacje. W wielu tematach komentarze zalewają booty, a za niektórymi stoją, współtworzone przez sztuczną inteligencję, konta. Rozumiem krytykę. Rozumiem emocje. Ale doszliśmy do momentu, w którym coraz trudniej przebić się z rzetelną informacją i pozytywnymi wiadomościami.

Wcześniej, w swoim wpisie na FB, prezydent Łodzi podkreśliła, że lata spędzone w polityce uodporniły ją i jej najbliższych. Ale – jak zaznaczyła – nikt nie chciałby o sobie czytać takich rzeczy. Żadna kobieta nie chciałaby być w ten sposób oceniana.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Skandaliczne nagranie licealisty z Łodzi krąży po świecie. „Tego nas uczą w szkole”

2026/03/17

Nagranie obejrzały setki tysięcy osób. „Oto Polska właśnie” – komentują. Łódzka szkoła: „Odcinamy się od takich zachowań”.

– Moim celem nie było robienie burzy w szklance wody, ale słowa, które padają w nagraniu, nie mają prawa paść nigdy. To wzbudziło mój sprzeciw i niepokój. Chciałam otrzymać stanowisko, że polska edukacja poważnie podchodzi do takich incydentów. Ale tego nie usłyszałam – mówi Gaja Niemkiewicz.

Profil jednego z izraelskich twórców, którego na Instagramie śledzi 160 tysięcy osób. Nagranie pod tytułem „Czy polskie szkoły uczą nienawiści do Żydów?” jest jednym z częściej oglądanych na profilu, publikują je również inni. Od 19 stycznia, kiedy się ukazało, pojawiło się pod nim dziesiątki tysięcy oburzonych reakcji i setki komentarzy po angielsku i hebrajsku. W przeważającej większości o wymowie: „Oto Polska właśnie”.

Nagranie to rozmowa między właścicielem profilu a polskim nastolatkiem, toczona po angielsku. W tle słychać inne polskie głosy. Nastolatek hajluje na przywitanie, pytając mężczyznę: „Jesteś Żydem?”. I dodaje: „Myślisz, że to było 6 milionów, czy dwa tysiące?”.

Zapytany, czy jego zachowanie to żart, czy jest antysemitą, odpowiada: „Nie, jak widzisz, jestem śmiertelnie poważny”. 

Dalej mówi, że gdyby spotkał Żyda na ulicy, a byłaby to osoba od niego mniejsza, brutalnie by ją pobił i zgwałcił. Autor nagrania nie dowierza, dopytuje, czy naprawdę chodzi o słowo „gwałt”. Nastolatek przytakuje, szeroko się uśmiechając.

Ujawnia, że jest uczniem liceum. Na pytanie: „Czy tego uczy was polska szkoła?”, odpowiada: „Tak, ku**wsko nienawidzimy Żydów. Tego nas uczą”.

„Po tych wszystkich latach?” – pyta autor nagrania. Nastolatek odpowiada: „Tak, jestem totalnym antysemitą, nazistą, podziwiam Adolfa Hiltera. Chciałbym jego powrotu”.

„Twoi nauczyciele i rodzice są z ciebie dumni?”

„Rodzice mnie niezwykle wspierają. Wychowali mnie w ten sposób.”

Autor nagrania ujawnia, że jego działalność w sieci polega na tropieniu treści antysemickich i nazistowskich. Chłopak najpierw jest zaskoczony. Ale po chwili wybucha śmiechem: „Złapałeś mnie, ziomuś”.

Twórca komentuje: „Czy tego uczą polskie szkoły? Jeśli uczeń mówi, że kocha Adolfa Hitlera i wzywa do przemocy przeciwko Żydom, problem wykracza poza jedną osobę. Nienawiści bardzo łatwo się nauczyć. A ktoś powinien wyjaśnić, skąd wzięła się ta konkretna”.

Zachęca widzów do oznaczenia polskiego Ministerstwa Edukacji Narodowej, a wielu z nich to robi. Wielu pisze również o szkole, do której chodzi nastolatek. Tę łatwo znaleźć. Na nagraniu chłopak podaje jej nazwę. To Liceum Ogólnokształcące Stowarzyszenia Oświatowego im. Jolanty i Jana Misiaków. Jeśli wierzyć informacji podawanej na ich stronie – najstarsze liceum prywatne w Łodzi. 

Próba interwencji: szkoła, magistrat, kuratorium

Na nagranie trafiła Gaja Niemkiewicz. Kiedy weszła w komentarze pod nagraniem, zobaczyła setki wpisów: „Polacy to antysemici”, „Tak wygląda wasza edukacja”, „Ktoś powinien coś z tym zrobić”.

Napisała maile do szkoły i stowarzyszenia, które nią zarządza. – Miałam nadzieję, że szybko odpiszą: albo że znają sprawę albo że dopiero ją sprawdzą. Cokolwiek. Chciałam skopiować tę odpowiedź i wkleić w komentarzu pod filmem: „Spokojnie, oni już się tym zajmują”.

Jak mówi, wystarczyłby krótki komunikat. – Dwa zdania po angielsku: że szkoła stanowczo odcina się od takich wypowiedzi i wyciąga konsekwencje. To by ucięło temat.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Prokuratura cofnęła apelację, aktywiści prawomocnie uniewinnieni

2026/03/16

Uniewinnienie pięciorga aktywistów zaangażowanych w pomoc migrantom na granicy z Białorusią jest już prawomocne. Byli oni oskarżeni o ułatwianie niezgodnego z prawem pobytu w Polsce. Prokuratura cofnęła apelację. Polecił to zrobić Prokurator Generalny Waldemar Żurek.

W poniedziałek sprawą zajął się Sąd Okręgowy w Białymstoku, który wobec cofnięcia apelacji przez Prokuraturę Rejonową w Hajnówce – pozostawił ją bez rozpoznania.

Oznacza to, że wyrok uniewinniający sądu pierwszej instancji jest prawomocny.

Apelacje zostały cofnięte na polecenie Prokuratora Generalnego. Przed sądem pierwszej instancji prokuratura chciała kar roku i czterech miesięcy więzienia dla każdej z osób oskarżonych.

– To polecenie (o cofnięciu apelacji – red.) było poprzedzone gruntowną analizą, przeprowadzoną przez Departament Postępowania Sądowego Prokuratury Krajowej, zapadłego orzeczenia pierwszej instancji, a także środka odwoławczego złożonego przez prokuratora – powiedziała rzeczniczka Prokuratora Generalnego prokurator Anna Adamiak.

Dodała, że ta analiza została przez Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka zaaprobowana. – Prokurator Generalny uznał, że to orzeczenie sądu pierwszej instancji jest słuszne co do istoty, w zakresie oceny materiału dowodowego, oceny prawno-karnej i to swoje stanowisko sąd w sposób rzetelny, przekonujący uzasadnił. A w związku z tym apelacja – w ocenie Prokuratora Generalnego – nie miałaby żadnych szans powodzenia – dodała prokurator Adamiak.

Więcej w TVN24

Szefa Nowej Nadziei Sławomira Mentzena w Częstochowie oskarżono o propagowanie antysemityzm i nazizmu

2026/03/14

Tomasza S., lidera Nowej Nadziei w Częstochowie oskarżono o rozpowszechnianie literatury o treściach antysemickich. Na ławie oskarżonych zasiądzie też Przemysław H. z Mysłowic, prezes wydawnictwa Magna Polonia.

Tomasz S., to 42-letni skrajnie prawicowy polityk. Od niedawna jest  szefem częstochowskich struktur Nowej Nadziei Sławomira Mentzena.

W 2016 roku uruchomił sklep internetowy 3DOM, a z czasem przekształcił go w fundację i  wydawnictwo. Jak wyjaśniał w jednym z wywiadów, chciał „stworzyć markę, z którą utożsamiać się będą osoby ceniące wolność, tradycję i religię katolicką”.

Chełpił się, że wydał pisma Corneliu Codreanu, przywódcy Żelaznej Gwardii, ugrupowania faszystowskiego, które działało w Rumunii w latach 1927-1941 i zapisało się w historii szczególnie brutalnymi pogromami antyżydowskimi. Tomasz S.  reklamował te publikacje: „To nasza niespodzianka dla naszych faszystowskich klientów”. Podkreślał również swój podziw dla Codreanu: „Osoba religijna, a jednocześnie działająca politycznie i bezkompromisowo, warta jest na pewno przypomnienia, a jego rozważania duchowe są miodem na ten zgniły świat, który nas otacza”.

Tomasz S. nie kryje także podziwu dla Janusza Walusia, skazanego na dożywocie w RPA za zabójstwo w 1993 r. komunistycznego działacza Chrisa Haniego. Kiedy Waluś warunkowo opuścił więzienie, S. zbierał dla niego pieniądze. A kiedy Grzegorz Braun zgasił świece chanukowe w Sejmie, S. był jednym z pierwszych, którzy ogłosili zbiórkę pieniędzy na rzecz posła i oferował t-shirty z symbolami czerwonej gaśnicy i chanukowego świecznika.

Przed wyborami samorządowymi w 2024 roku Tomasz S. założył komitet wyborczy „Alternatywa dla Częstochowy” i jako bezpartyjny kandydat na prezydenta Częstochowy głosił hasła: obrony Jasnej Góry przed „paradami zboczeńców”, wsparcia dla tych, których dzieci nie dostały się do wybranych szkół, bo pierwszeństwo miały dzieci ukraińskie, przeciwstawiania się „szaleństwom pseudoekologicznym i klimatycznym, dotyczącym ogrzewania mieszkań, które mogą być wprowadzane w Częstochowie wzorem innych, rządzonych przez lewicę”. Wśród sześciorga kandydatów odpadł w I turze zyskując 6,81 proc. popracia. 

21 lutego 2024 r. do siedziby wydawnictwa 3DOM  na polecenie prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Katowicach wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i zarekwirowali kilka  publikacji. 

Prezesa Fundacji 3DOM oskarżono o propagowanie „kłamstwa oświęcimskiego”, bo sprzedawała  publikacje Dariusza Ratajczaka, byłego naukowca Uniwersytetu Opolskiego. Ratajczak negował zabijanie Żydów cyklonem B w komorach gazowych w Auschwitz. We wrześniu 2025 roku sąd  prawomocnie uznał, że propagowanie „kłamstwa oświęcimskiego” przez Tomasza S. ma znikomą szkodliwość społeczną i umorzył postępowanie karne. Orzekł jednocześnie przepadek na rzecz Skarbu Państwa zarekwirowanych podczas przeszukania 11 egzemplarzy książek „Tematy niebezpieczne” Ratajczaka.

Więcej w Gazecie Wyborczej