Młodzież Wszechpolska wiesza transparent: „UAM dla Polaków!”. Uczelnia odpowiada

2021/07/21

Na płocie przy Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pojawił się napis „UAM dla Polaków”. Tak Młodzież Wszechpolska „wyraża zaniepokojenie” wynikami rekrutacji. Chodzi o zbyt dużą, zdaniem tej organizacji, liczbę przyjętych obcokrajowców. Studenci wywiesili w odpowiedzi: „UAM dla wszystkich”, a uczelnia komentuje krótko: – Do niedawna często słyszeliśmy zarzut dotyczący „lokalności”.

W tym tygodniu na wielu uczelniach w Polsce zakończył się pierwszy etap rekrutacji na studia. Każda uczelnia sama ustala szczegółowe zasady i harmonogram.

O wynikach na jednej z największych uczelni w kraju – Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – zrobiło się głośno w poniedziałek 19 lipca. To wtedy Ziemowit Przebitkowski, prezes Młodzieży Wszechpolskiej zamieścił w mediach społecznościowych wpis: „I co maturzyści, jak to jest być studentem UAM w Poznaniu? Dobrze? Hm, a raczej, 'haraszo'?”. Do wpisu dołączył listę wschodnio brzmiących imion, które miały zdominować listy rekrutacyjne w Poznaniu. I komentarz: „’Prawicowy' rząd PiS premiuje cudzoziemców na uczelniach opłacanych przez polskiego podatnika, państwowe uniwersytety brały punkty ukraińskiej matury dokładnie tak samo pod uwagę jak polskiej”. Twierdzi też, że dotacja na obcokrajowców – z powodu umiędzynarodowienia – jest „trzy razy wyższa niż na Polaka”, a z tego powodu jego zdaniem progi dla rodzimych studentów poszły do góry.

Dzień później poznańska Młodzież Wszechpolska w swoich mediach społecznościowych pochwaliła się napisem „UAM dla Polaków”, który zawisł na ogrodzeniu uczelni.

Ultraprawicowi działacze tłumaczą: „Pragniemy wyrazić ogromne zaniepokojenie po ogłoszeniu wyników rekrutacji na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Liczba przyjętych cudzoziemców w porównaniu do polskich studentów jest niezwykle duża, co ogranicza możliwości dostania się na studia naszych rodaków. Maturzyści, którzy często marzyli, by kształcić się na Uniwersytecie, zostali pozbawieni miejsc poprzez cudzoziemców, zdających inne testy maturalne, wymagające innego poziomu wiedzy. Młodzi, ambitni ludzie zmuszani są do wyjazdu z miasta, by podjąć studia na wybranym przez siebie kierunku. Wielu z nich nie wróci już do Poznania” – twierdzą przedstawiciele MW.

Więcej na tvn24.pl

TVP o aferze z Karin Ann: tęczowa flaga w „Pytaniu na śniadanie” obraża uczucia

2021/07/21

TVP wydała oświadczenie w sprawie występu Karin Ann w „Pytaniu na śniadanie”, który artystka zadedykowała osobom LGBT. Zwolniony właśnie wydawca nie ocenzurował niespodziewanego gestu piosenkarki, co TVP nazywa „zaprogramowanym happeningiem”.

We wtorek Telewizja Polska zerwała współpracę z Radosławem Bielawskim, wydawcą „Pytania na śniadanie”, porannego programu TVP2. Powodem miał być występ Karin Ann, 19-letniej słowackiej piosenkarki. Artystka w ubiegłą środę podczas wykonania piosenki kończącej program wyciągnęła tęczową flagę i zadedykowała swój występ społeczności LGBT w Polsce.

Wydawca nie przerwał programu. Tęczowa flaga była widoczna na antenie przez kilkadziesiąt sekund – to niecodzienny widok, TVP skrzętnie pilnuje, aby symbol społeczności LGBT nie był obecny na antenie w pozytywnym kontekście. Nagranie z występu obiegło internet.

Bielawski początkowo został jedynie zawieszony. W sobotę Telewizja Polska zerwała jednak z nim współpracę.

Onet opublikował dziś oświadczenie Telewizji Polskiej. „»Pytanie na śniadanie« jest programem o charakterze poradnikowo-lifestylowym, który z założenia wolny jest od tematów światopoglądowych i kontrowersyjnych symboli. Siłą tego formatu jest apolityczność i szacunek dla wrażliwości różnych grup Widzów” – czytamy w oświadczeniu.

„Swój występ pani Karin Ann wykorzystała jako okazję do własnej kampanii, sprawiając dyskomfort niemałej części widzów »Pytanie na śniadanie« i wciągając jednocześnie program do sporu ideologicznego, w którym nie ma on zamiaru uczestniczyć.

Decyzję wydawcy tego odcinka, pana Radosława Bielawskiego, by prezentującą tęczową flagę i wygłaszającą manifest LGBT artystkę pokazywać jeszcze przez kolejne 45 sekund po zakończeniu programu i wyemitowaniu napisów końcowych, trudno uznać za realizację założeń programowych oraz dowód profesjonalizmu. Raczej za zaprogramowany happening doświadczonego wydawcy.

Redakcja »Pytania na śniadanie« ma prawo do kształtowania wizerunku audycji, która stara się nie obrażać niczyich uczuć. Nieopublikowanie występu pani Karin Ann na stronie internetowej programu jest logiczną konsekwencją szacunku dla naszych Widzów”.

Więcej w Wyborczej

Synowie Tadeusza Mazowieckiego czekają na przeprosiny od byłej radnej PiS

2021/07/21

Minął termin, jaki Sąd Apelacyjny w Lublinie wyznaczył byłej radnej PiS na przeproszenie dwóch synów Tadeusza Mazowieckiego. Chodzi o słowa dotyczące byłego premiera RP, jakie padły z ust Anny Jaśkowskiej: „Tadeusz Mazowiecki — stalinowiec, komunista, agent NKWD”. Wszystko wskazuje na to, że przeprosin szybko nie będzie.

W styczniu br. Sąd Apelacyjny w Lublinie wydał prawomocny wyrok w sprawie byłej radnej PiS, która podczas sesji Rady Miasta Lublina zniesławiła Tadeusza Mazowieckiego. Adwokat Anny Jaśkowskiej policzył, że przeprosiny w mediach mogą ją kosztować nawet 8 mln zł. Mecenas złożył skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego i jednoczenie wniósł o zawieszenie postępowania wydania klauzuli do momentu rozpatrzenia sprawy przez Trybunał Konstytucyjny.

Dokument uprawnia do egzekucji prawomocnego postanowienia sądu. Jaśkowska musi sporządzić i doręczyć przewodniczącemu Rady Miasta Lublina list, który zostanie odczytany na sesji.

Była radna PiS ma w nim przeprosić Adama Mazowieckiego i Wojciecha Mazowieckiego za głoszenie podczas sesji Rady Miasta Lublina w dniu 24 maja 2018 roku „nieprawdziwych i rażąco godzących w dobre imię Tadeusza Mazowieckiego informacji”. Wówczas Anna Jaśkowska powiedziała: „Tadeusz Mazowiecki — stalinowiec, komunista, agent NKWD, kolaborował z okupacyjną bolszewicką władzą w latach stalinowskich, współpracował (…) z szefem NKWD na Polskę”. Jako źródło tych niesprawdzonych informacji podała „internet”.

Ponadto Anna Jaśkowska na własny koszt musi zamieścić przeprosiny w niektórych mediach. Chodzi m.in. o: „Dziennik Wschodni”, „Kurier Lubelski”, „Do Rzeczy”, „Polityka” i „Tygodnik Powszechny”. Musi też wpłacić 10 tys. zł na rzecz stowarzyszenia Towarzystwo „Więź” oraz zwrócić synom koszty procesu.

Więcej na onet.pl

W internecie szukała kosmetyczki przyjaznej LGBT. W odpowiedzi przeczytała o goleniu do łysa

2021/07/21

Alicja Barankiewicz wyoutowała się rok temu i wtedy rozpoczęła proces tranzycji. Mieszka na Grochowie, a na jednej z grup sąsiedzkich w internecie zadała pytanie, gdzie w okolicy znajdzie salon kosmetyczny lub fryzjerski przyjazny i otwarty dla osób LGBT+, szczególnie dla tych spod literki T, czyli „trans”. – Spodziewałam się różnych reakcji – przyznaje Alicja.

Było sporo hejtu w stylu komentarza o „goleniu do łysa wraz z ondulacją”. – W przypadku łysej głowy ondulacja oznacza po prostu wylanie na głowę kwasu – wyjaśnia Alicja.

Ale było też kilkadziesiąt poleceń różnych salonów. Tyle że przeważało zdziwienie, że Alicja szuka adresu jakiegoś konkretnego zakładu usługowego, bo „czy fryzjera lub kosmetyczkę może interesować, z kim ktoś śpi albo kim jest?”. „Skoro szukasz usługi, to idziesz i ją wykupujesz”; „Myślę, że żaden fryzjer nie będzie dorabiał ideologii do podcięcia włosów kobiecie niezależnie, czy ma siusiaka, czy nie”; „A ty, chłopaku, nie zadałeś tego pytania tylko po to, aby rozpętać jakąś burzę?” – to tylko część z komentarzy, które pojawiły się pod pytaniem Alicji. – Gdy się outujesz, musisz mieć grubą skórę, bo takie komentarze to codzienność, szczególnie, jeśli ktoś zwraca się do mnie niezgodnie z preferowanymi zaimkami i imieniem – mówi Alicja.

Ogłoszenie komentowały również kosmetyczki i fryzjerki. Także nasi rozmówcy, z którymi o tym rozmawialiśmy bywali zdziwieni pytaniem Alicji. – Dla mnie nie ma żadnego znaczenia, kto przychodzi na usługę – mówi Sylwia Szczepańska z salonu Lawendowe SPA. – Mam jedną stałą klientkę po zmianie płci i jej płeć nie ma dla mnie znaczenie w przypadku usługi. Do swojej pracy podchodzimy profesjonalnie i chcemy, by klienci zawsze dobrze się u nas czuli.

Więcej w Wyborczej

„Nie jesteśmy idiotami, wiemy, o co chodzi Ordo Iuris” – relacja z procesu ws. Atlasu Nienawiści

2021/07/20

Proces przeciwko twórcom Atlasu Nienawiści. Starosta przasnycki nie był w stanie wyjaśnić sądowi, po co jego powiat przyjął Samorządową Kartę Praw Rodziny, co przeszkadzało mu wspierać rodziny i z jakiego powodu uważana za homofobiczną uchwała o „prawach rodziny” została podjęta.

20 lipca 2021 w Sądzie Okręgowym w Ostrołęce odbyła się pierwsza rozprawa przeciwko twórcom Atlasu Nienawiści. Kuba Gawron, Paweł Preneta, Paulina Pająk i Kamil Maczuga od 2019 roku monitorują homofobiczne uchwały przyjmowane przez polskie samorządy i umieszczają je na interaktywnej mapie. Nie spodobało się to niektórym samorządowcom. Powiat przasnyski, podobnie jak sześć innych powiatów i gmina, zarzuca im naruszenie dobrego imienia. W ich opinii przyjęcie Samorządowej Karty Praw Rodziny to tylko wyraz wsparcia „normalnych, prorodzinnych wartości”.

Czego dowiedzieliśmy się na sali rozpraw?

Prowadząca sprawę sędzia Grażyna Szymańska-Pasek szczegółowo dopytywała władze powiatu przasnyskiego o powód przyjęcia uchwały. Przypominała bowiem, że istnieją konstytucyjne gwarancje ochrony rodziny, a także odpowiednie przepisy prawa oświatowego chroniące dzieci i młodzież.

Wicestarosta Waldemar Trochimiuk odpowiadał, że chodziło o „podkreślenie roli rodziny i wartości poświadczonych w konstytucji”. Tłumaczył, że w dokumencie nie ma mowy o dyskryminacji żadnego środowiska, chodzi jedynie o miłość, małżeństwo i prawa rodzin w polityce społecznej.

Sąd dopytywał, co poza uchwałą zrobił dla rodzin? Trochimiuk opowiadał m.in. o pomocy rodzinom w kryzysie alkoholizmu.

„Jestem samorządowcem od 15 lat, przez 12 lat zmieniałem rzeczywistość w Przasnyszu. Z baraków zrobiliśmy bardzo ładne osiedle. Tam dziś mieszkają ludzie, którzy do niedawna mieszkali w komórkach. Konstytucja do nich nie dociera. Oni ją widzą w telewizji, na koszulkach, ale nie w codziennym życiu” — mówił wicestarosta.

Sędzia Szymańska-Pasek wnikliwie pytała o fragment Samorządowej Karty Praw Rodziny, który mówi o tym, że „konieczne jest zadbanie, by nie było prawnej dyskryminacji małżeństw”. I okazało się, że cytowanego wyrażenia nie rozumie też twórca uchwały.

Sąd: Czy do tej pory samorząd dyskryminował małżeństwa?

Wicestarosta: Są rodziny zastępcze, dzieci w rodzinach inaczej usytuowanych, wielokrotnie spotykamy się z sytuacją, że trzeba te dzieci odebrać. Samorządowiec musi wskazać kierunki…

S: Kiedy, gdzie i w jakiej sytuacji dochodziło do prawnej dyskryminacji małżeństwa?

W: Ja mam córkę, która samotnie wychowuje 7-miesięczne dziecko. Czy mam ją wykluczyć?

S: Dyskryminowane są małżeństwa wychowujące wspólnie dzieci czy samotnie wychowująca matka? Nie umie pan, który współtworzył zapis, wyjaśnić jego treści? Jak społeczeństwo ma to rozumieć?

W: Nie mamy w powiecie do czynienia z dyskryminacją małżeństw.

S: Nie rozumie pan tego zapisu?

W: Nie, nie do końca.

Więcej w oko.press

TVP zrywa współpracę z wydawcą „Pytania na śniadanie”. Bo pokazał tęczową flagę

2021/07/20

W ubiegłą środę w „Pytaniu na śniadanie” doszło do sytuacji niespotykanej w Telewizji Polskiej. Karin Ann, słowacka piosenkarka, podczas występu kończącego śniadaniowy program TVP 2 wyciągnęła tęczową flagę. I zadedykowała swój występ społeczności LGBT w Polsce. 

– Chciałabym zadedykować dziś tę piosenkę osobom LGBTQ w Polsce. Wiem, że nie macie tu łatwo. Zasługujecie na bycie kochanymi. Zasługujecie na to, by czuć się bezpiecznie. Jestem z wami. Stoję za wami i was kocham – powiedziała na antenie piosenkarka.

Telewizja nie przerwała występu. Flaga, którą Karin Ann zarzuciła na plecy, była cały czas widoczna w kadrze. To niecodzienny obrazek – TVP skrzętnie pilnuje bowiem, aby symbol społeczności LGBT nie pojawiał się na antenie.

TVP nie udostępniło nagrania z występu Karin Ann na swojej stronie internetowej – choć dostępne są wszystkie nagrania z poprzednich programów. Z witryny „Pytania na śniadanie” zniknął też materiał zapowiadający występ piosenkarki.

OKO.press podaje, że po środowym programie Radosław Bielawski, wydawca „Pytania na śniadanie”, został wezwany na rozmowę z Cezarym Jęksą, szefem wydawców programu, oraz Anną Cyzowską, szefową agencji kreacji rozrywki i oprawy. Bielawski miał zostać zapytany, dlaczego w czasie występu Karin Ann nie starano się nie pokazywać tęczowej flagi oraz dlaczego nie zszedł z wizji.

„Kierownictwo jest przekonane, że można było np. cały czas pokazywać towarzyszącego jej gitarzystę albo wyciemnić obraz” – przekazał OKO.press anonimowy pracownik TVP.

Inny anonimowy pracownik telewizji poinformował OKO.press, że Bielawski początkowo został jedynie zawieszony. Nagranie z występu Karin Ann stało się jednak hitem internetu – osoby LGBT dziękowały piosenkarce za wsparcie, opozycja zaś dziwiła się, jak doszło do tego, że na antenie TVP pokazano tęczową flagę.

Więcej w Wyborczej

Muzeum Polin i Centrum Badań nad Zagładą Żydów stworzą wystawę o powstaniu w getcie

2021/07/20

Specjalną wystawę na 80. rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim szykuje Muzeum Polin. Choć na jej przygotowanie ma jeszcze prawie dwa lata, już rozpoczęło prace nad koncepcją i scenariuszem. Wesprze je w tym Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN.

Porozumienie w tej sprawie zawarły właśnie Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin” i Centrum Badań nad Zagładą Żydów w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Umowa dotyczy współpracy obu instytucji w przygotowaniu wystaw, zwłaszcza ekspozycji z okazji 80. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim, która przypada 19 kwietnia 2023 r.

Okrągłą, 80. rocznicę powstania w getcie warszawskim upamiętnimy w Muzeum Polin specjalną wystawą czasową. Nawiązanie współpracy z Centrum Badań nad Zagładą Żydów to ważna chwila, bo na etapie przygotowań zyskujemy partnera, który jest jednym z najważniejszych na świecie ośrodków naukowych prowadzących badania nad Holokaustem – mówi dyrektor muzeum Zygmunt Stępiński.

Prace nad koncepcją i scenariuszem wystawy już się rozpoczęły.

– Obecnie Muzeum Polin prowadzi szereg konsultacji z ekspertami m.in. z Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN oraz z innych instytucji badawczych w Polsce i za granicą. Głównym tematem ekspozycji będą losy i doświadczenia ludności cywilnej przebywającej w getcie w czasie powstania i po jego zakończeniu. Według oficjalnych danych w momencie wybuchu powstania w getcie przebywało ok. 35 tys. Żydów, a ukrywało się blisko drugie tyle. Ich przeważającą część stanowili cywile, niezwiązani ze zbrojnym podziemiem. Na wystawie chcemy wsłuchać się w ich głosy, zbliżyć do doświadczeń i uczuć, które towarzyszyły im w tych dramatycznych dniach. Ekspozycja zajmie obydwie sale przeznaczone zwyczajowo na wystawy czasowe – mówi Joanna Fikus, kierowniczka działu wystaw Muzeum Polin.

Szczegóły dotyczące ekspozycji poznamy po opracowaniu jej scenariusza, co ma nastąpić w 2022 r. Muzeum Polin i Centrum Badań nad Zagładą Żydów zapowiadają też współpracę przy wydarzeniach o charakterze edukacyjnym, naukowym i komunikacyjnym.

Więcej w Wyborczej

Antysemickie hasła na marszu antycovidowców w Głogowie. Jest komentarz policji

2021/07/20

„Dzisiaj każdy Polak widzi, za plandemią stoją Żydzi” – takie okrzyki wznosili uczestnicy marszu antycovidowców w Głogowie. Dwóch mężczyzn zatrzymano za napaść na funkcjonariuszy, a jednego za uszkodzenie radiowozu. Czy zarzuty zostaną postawione również w związku z antysemickimi hasłami? Rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Głogowie przekazał RadiuZET.pl, że funkcjonariusze zabezpieczyli nagrania monitoringu, ale o kierunku śledztwa zdecyduje prokuratura.

Marsz pod hasłem „Stop 4 fali! Stop segregacji sanitarnej! Stop przymusowi szczepień!” przeszedł w niedzielę ulicami Głogowa. Wzięło w nim udział około 100 osób, w tym wielu kibiców Chrobrego Głogów.

Protestujący odpalili race i wykrzykiwali antyszczepionkowe i antyrządowe hasła. „Jedziemy, żeby nikt nie uwierzył w żadną czwartą falę. No ludzie, zastanówcie się, ile razy można uwierzyć w jakąś falę, piątą, dziesiątą (…)” – mówił jeden z mężczyzn prowadzących pochód. Protestujący zakłócili też trwające na Bulwarze Nadodrzańskim uroczystości wojskowe. Krzyczeli do defilujących żołnierzy „sprzedawczyki” i „sługusy PiS”.Antysemickie hasła na marszu antycovidowców w Głogowie. Mamy komentarz policji

W czasie marszu wykrzykiwano antysemickie hasła. Mężczyzna na czele pochodu mówił: Wiemy, kto stoi za tą całą plandemią i kto rządzi światem. Wiecie, kto nienawidzi Polaków? Wiadomo, kto nienawidzi – mówił do uczestników pochodu. Jeden z mężczyzn krzyknął „Żydzi!”, a po chwili uczestnicy marszu zaczęli skandować: „Dzisiaj każdy Polak widzi, za plandemią stoją Żydzi”. Na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych słychać też, że jeden z protestujących mówi, że „będą się ubiegać o nasze kamienice”.

Policjanci nie interweniowali w trakcie pochodu, na nagraniach nie widać też reakcji funkcjonariuszy na antysemickie hasła. Policja została zmuszona do interwencji dopiero przez grupę agresywnych uczestników manifestacji, którzy zaatakowali funkcjonariuszy. Na jednym z nagrań widać, że policjant wycofuje się do radiowozu, a mężczyźni zaczynają kopać pojazd. Za radiowozem widać funkcjonariuszy w hełmach, którzy próbują aresztować atakujących ich uczestników protestu.

Po zajściach policja opublikowała komunikat, w którym poinformowała, że zatrzymano trzech mężczyzn. „Niestety nie obeszło się bez ignorowania przepisów prawnych i naruszeń porządku publicznego. Mundurowi zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy będąc pod wpływem alkoholu, znieważyli funkcjonariuszy podczas wykonywanych obowiązków służbowych i trzeciego, który kopiąc, dokonał uszkodzenia radiowozu służbowego. Nietrzeźwi awanturnicy trafili do policyjnego aresztu” – czytamy na stronie głogowskiej policji.

RadioZET.pl zapytało rzecznika Komendy Powiatowej Policji w Głogowie st.asp. Łukasza Szuwikowskiego, czy zarzuty zostaną postawione również w związku z antysemickimi hasłami, które padły podczas marszu. – Trwają czynności w tej sprawie, monitoringi są zabezpieczone. To od prokuratury zależy, w jakim kierunku będzie prowadzić postępowanie – powiedział Szuwikowski. Rzecznik nie chciał odnieść się do wspomnianych haseł. – Nie chcę nawet na temat czegoś takiego dyskutować, komentarzem jest komunikat zamieszczony na stronie policji – wyjaśnił policjant.

Źródło: msn.com.pl

Modelka „nie chce żydostwa i LGBT”. Teraz traci kontrakty

2021/07/19

Samuela Górska, jedna z uczestniczek programu Top Model, powiedziała, że „tylko Konfederacja zapewni normalność” w materiale wideo, który ukazał się na oficjalnym profilu partii. Powiedziała też, dlaczego tak uważa. Jej słowa wywołały oburzenie, także wśród marek i projektantów współpracujących z modelką.

Na oficjalnym profilu Konfederacji pojawiło się nagranie jednej z sympatyczek partii – Samueli Górskiej, modelki, uczestniczki programu „Top Model”. Wkrótce stamtąd zniknęło, ale wciąż krąży po sieci. Co dokładnie powiedziała kobieta?

„Dlaczego popieram Konfederację? Dlatego, że jestem totalnie przeciwko socjalizmowi. Ja nie życzę sobie, by z moich wypracowanych pieniędzy, ktoś mi to zabierał i dawał tym, którzy sobie nie radzą albo nie chce im się po prostu. Jestem przeciwko bandzie czworga, która od upadku komuny i dłużej rządzi w Polsce. Są to ludzie skorumpowani, niekompetentni i obrzydliwi”.

Jednak to druga część wypowiedzi zszokowała internautów i przedstawicieli środowiska mody.

„Konfederacja to jest drużyna mega młodych sympatycznych facetów, nie tylko facetów, bo są też świetne babki, z wielkim entuzjazmem, pomysłem na gospodarkę, na życie społeczne. Bo ja nie chcę też żydostwa, nie chcę LGBT, nie chcę wielu rzeczy, które obecnie są. Tylko Konfederacja mam wrażenie zapewnia taką normalność”.

Do słów Samueli Górskiej odniosła się m.in. Karolina Korwin-Piotrowska.

„To jest pani Samuela. Ta pani jest modelką (…). Ona m.in. jest za Konfederacją, nie chce »żydostwa« i LGBT+. Nie bądź jak ta pani. To, co mówi ta pani, nazywa się nietolerancja. Zawsze mnie zastanawia, co siedzi w głowach takich osób (…). Pozdrawiam jej agencję modelek oraz firmy, które z nią współpracują. Jeśli wiecie, jakie to firmy, piszcie na priv. Będę wiedziała, co omijać” – skomentowała dziennikarka. Dodała też, że Samuela to hebrajskie imię.

Więcej na noizz.pl

Protest na placu Solidarności w Szczecinie: „Czarnek to homofob i mizogin. Żądamy jego odwołania”

2021/07/18

Na placu Solidarności w Szczecinie odbyła się demonstracja pod hasłem „Czarnek i eksperci od nienawiści – precz!”. Dotyczyła ona priorytetów na rok szkolny 2021/2022, które wyznaczył Przemysław Czarnek, minister edukacji.

Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek podpisał kierunki polityki oświatowej na rok szkolny 2021/2022. Mowa tam o „kształtowaniu właściwych postaw”. O jakie postawy chodzi? W czwartkowym wydaniu konserwatywnego „Naszego Dziennika” pojawiła się interpretacja tych słów według dr Pawła Skrzydlewskiego, profesora Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie, felietonisty Radia Maryja oraz doradcy ministra Czarnka. Mówił on, że:

„Dziś obserwujemy w kulturze bardzo niebezpieczne zjawisko moralne, religijne, pewne zepsucie duchowe kobiety, które polega na rozwijaniu w sobie pychy, która przejawia się próżnością, zainteresowaniem wyłącznie sobą, egotyzmem. Konieczne jest ugruntowanie dziewcząt do cnót niewieścich”.

W związku z tymi słowami Fundacja RÓWNiE oraz Młoda Lewica – Zachodniopomorskie zorganizowały demonstrację na placu Solidarności w Szczecinie.

– Dla was jestem zepsuta, bo domagam się wolności, bo w przeciwieństwie do was dostrzegam w sobie pełnowartościowego człowieka, który ma rozum, serce, wolną wolę i głos, z którego w końcu odważył się skorzystać – zwracała się Dagmara Adamiak z Fundacji RÓWNiE w stronę ministra Czarnka i jego doradców. – Wyrwałam się na wolność i przestałam się słuchać, a nieposłuszny sługa to zły sługa. Jesteście śmieszni i żałośni. Przestańcie już kpić.

Więcej w Wyborczej

Ostrzegali przed edukacją antydyskryminacyjną i seksualizacją na podstawie nieprawdziwych danych. Jest wyrok

2021/07/16

Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza rozesłało do 20 tysięcy szkół list, w którym znalazło się m.in. zdjęcie i dane osobowe scenarzystki Marty Konarzewskiej z Parady Równości. Pani Marta sprawę o ochronę dóbr osobistych skierowała do sądu i proces wygrała.

Chodzi o list, który – jak można przeczytać na stronie stowarzyszenia – został wysłany do szkół na przełomie sierpnia i września 2016 roku w sprawie edukacji antydyskryminacyjnej. „Mając na uwadze dobro Państwa szkoły, a szczególnie uczniów, chcielibyśmy Państwa ostrzec przed wprowadzeniem takiej edukacji i związanego z nią kodeksu równego traktowania” – napisano w dokumencie. I dalej: „Pod szlachetnie brzmiącą nazwą edukacji antydyskryminacyjnej kryje się plan promowania w szkole zachowań i zwyczajów LGBTQ odrzucających wszelkie normy społeczne w sferze seksualności”.

Autorzy listu pisali także o tym, że edukacja antydyskryminacyjna jest szkodliwa i że do zadań szkoły nie należy spełnianie oczekiwań środowisk LGBTQ, tym bardziej jeśli naraża to dzieci i młodzież na zaburzenia tożsamości oraz zwiększone z tym rzekome ryzyko zakażenia wirusem HIV. W liście znalazło się m.in. ściągnięte z Internetu zdjęcie Marty Konarzewskiej i informacje o tym, kim jest.

– Ktoś mi podesłał treść tego listu na Facebooku. To był dla mnie szok. Strasznie nieprzyjemne zobaczyć siebie z czarnym paskiem na oczach, jak przestępcę, a jednocześnie zdjęcie było podpisane imieniem i nazwiskiem. Początkowo pomyślałam, że ktoś może zrobił sobie jakiś żart i że może nie będę z tym nic robić. Potem pojawił się jednak lęk, że ktoś coś o tobie wie, ale nie wiadomo, kim ten ktoś jest. A potem była już skrajna nieprzyjemność związana z tym, że ktoś cię nienawidzi, może chce zrobić ci coś złego. I pamiętam, że rozmawiałam ze swoją przyjaciółką, i ona powiedziała, że to, co mnie spotkało, jest potworne. I dopiero w lustrze tych jej słów zrozumiałam, że spotkało mnie coś, co w ogóle nie powinno się zdarzyć – opowiada Konarzewska. Do dziś ten temat wywołuje w niej emocje.

Konarzewska miała wsparcie z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. Złożono pozew przeciwko Stowarzyszeniu Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza. Pozew o ochronę dobrego imienia – sąd po kilku latach procesu potwierdził, że doszło do naruszenia m.in. takich dóbr jak cześć, dobre imię i wizerunek. Zasądził przeprosiny i zapłatę pięciu tysięcy zł na rzecz powódki.

– Sędzia powiedziała wprost, że uczenie dzieci tolerancji to nie jest żadna deprawacja. Sąd podkreślił, że pozwane Stowarzyszenie, kiedy powołuje się na „dobro dzieci” zapomina o kontekście prawnym, konstytucyjnym, w jakim funkcjonujemy. Chodzi m.in. o to, że wszyscy są równi i nikt nie może być dyskryminowany z żadnej przyczyny – mówi pełnomocnik pani Marty Jakub Turski. – Dla mnie jako prawnika istotne było również to, że druga strona poległa nie tylko w wymiarze ideologicznym czy światopoglądowym, lecz także w wymiarze dowodowym. Sąd powiedział wprost, że nie dopatrzył się, by nauka antydyskryminacji jakiemukolwiek dziecku zaszkodziła – mówi radca prawny.

Więcej na TOK.FM

Koniec kadencji Adama Bodnara jako RPO. Komu pomógł i za co tak go nie znosił PiS

2021/07/15

Przez ponad pięć lat Adam Bodnar objechał niemal cały kraj w ośmioosobowym busie. Jego biuro przyjęło ponad ćwierć miliona wniosków i odbyło blisko 150 tys. rozmów telefonicznych.

Bodnar stawał w obronie m.in. Wolnych Sądów, strajkujących kobiet, ulicznej opozycji, osób z niepełnosprawnościami, nauczycieli, osób w kryzysie bezdomności, księży (opowiedział się przeciwko paleniu kukły arcybiskupa Jędraszewskiego, stanął w obronie zaatakowanego przez nożownika księdza z Wrocławia), osób LGBT i wielu, wielu innych. Zajmował stanowisko w mniej głośnych sprawach, pomagał rozwiązywać problemy niesprawiedliwie potraktowanych obywateli. Przykład? To dzięki jego interwencji pani Joanna z Zielonej Góry odzyskała prawo do opieki nad córką. Sąd chciał jej odebrać dziecko, bo jest osobą z niepełnosprawnością i porusza się na wózku.  

Komu pomagał Adam Bodnar? Jak wyglądały jego ostatnie dni w warszawskim biurze, w jakiej atmosferze je opuszcza? Jak jego kadencję oceniają aktywiści, prezes ZNP czy prof. Marcin Matczak? Jak jego wizyty na festiwalu Pol’And”Rock wspomina Jurek Owsiak?

Reportaż video Gazety Wyborczej

Rasistowski atak w autobusie w Warszawie. Napastnicy zwyzywali i pobili Tajkę i Szweda. Policja nie zatrzymała sprawców

2021/07/15

Obywatelka Tajlandii i jej mąż Szwed zostali zaatakowani w autobusie przez pijanych mężczyzn. – Wyzywali moją żonę od „żółtków”, „k…w”, mnie od „pedofilów”. Pobili mnie i żonę. Nie mogę zrozumieć tego, że policjanci puścili ich wolno – opowiada zaatakowany.

– Jesteśmy często w Polsce. Taka sytuacja zdarzyła nam się pierwszy raz, ale wiem, że ataki o podłożu rasistowskim nie są tu rzadkością. Jesteśmy wstrząśnięci tym, co się stało. Dopiero teraz ochłonęliśmy – mówi Markus (nazwisko do wiadomości redakcji). Urodził się w Polsce i zna polski – doskonale rozumiał rasistowskie wulgaryzmy, które padły pod adresem jego i żony – obywatelki Tajlandii.

Była niedziela 11 lipca, ok. godz. 19. Małżeństwo wracało zatłoczonym autobusem linii 116 ze spaceru na Starówce. Jechali na Żoliborz. – Weszło dwóch facetów, już niemłodych, ok. 40-letnich. Byli kompletnie pijani. Mieli w ręku butelkę wódki. Jeden próbował mnie nią częstować. Podziękowałem – wspomina pan Markus. – Po chwili zaczęli zaczepiać moją żonę, szturchali ją, łapali. Starałem się załagodzić sytuację i zachować zimną krew – relacjonuje mężczyzna. Napastnicy wyzywali kobietę: – To były straszne wulgaryzmy, ewidentnie o podłożu rasistowskim: „żółtek”, „żółta dz…a”, „żółta k…a”. Do mnie zapewne przez to, że żona jest drobnej postury i wygląda dużo młodziej niż na jej 43 lata, rzucili: „pedofil”.

Autobus dojechał na pl. Inwalidów. Markus relacjonuje, że kiedy wysiadali, mężczyźni ruszyli za nimi. Zaczęli łapać jego żonę, nie pozwalali jej wyjść. – Wskoczyłem z powrotem do autobusu. Uderzyłem jednego z napastników w twarz. Zapanował tumult, wrzaski, krzyki, żona się przewróciła. Przybiegł kierowca. Zobaczył dwóch bijących się facetów. Najpewniej nie widział, że to my byliśmy zaatakowani. Wbiegł z powrotem do kabiny. Krzyczałem, żeby wezwał policję. Gwałtownie ruszył. Ja poleciałem na kolana jakiejś kobiety. Kierowca otworzył drzwi autobusu. Wyszliśmy z żoną, a napastnicy za nami. Znowu wyzywali od „k…w”, „pedałów”. Z autobusu wyszedł świadek ataku, by nam pomóc.

Więcej w Wyborczej

Komisja Europejska ma rozpocząć procedury wobec Polski i Węgier. Chodzi o dyskryminację osób LGBT

2021/07/14

Doniesienia „Financial Times” potwierdził nieoficjalnie korespondent TVN 24 w Brukseli Maciej Sokołowki. Ma chodzić o brak współpracy polskich władz w sprawie wyjaśnienia kwestii dotyczących tzw. stref wolnych od LGBT, czyli uchwał samorządów ogłaszających się wolnymi od „ideologii LGBT”.

W przypadku Węgier chodzi o ostatnią ustawę zakazującą pokazywania i „promocji” LGBT.

Przygotowana procedura naruszeniowa może zostać ogłoszona w czwartek w ramach ostatniego przed wakacjami pakietu procedur naruszeniowych. „Wyborcza” już 1 lipca informowała, że służby prawne Komisji Europejskiej są gotowe do wszczęcia postępowania przeciwnaruszeniowego wobec Polski.

Ostateczna decyzja, kiedy tę sprawę przedłożyć do zatwierdzenia przez Komisję Europejską, należy teraz do jej szefowej Ursuli von der Leyen. – To może się stać już w przyszłym tygodniu. A jeśli nie, to w najbliższych kilku tygodniach – tłumaczył nasz rozmówca w instytucjach UE.

Przesłanką dla postępowań przeciwnaruszeniowych (z finałem w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej) jest łamanie szczegółowych przepisów unijnych (dyrektyw lub rozporządzeń) lub obowiązków poszczególnych krajów Unii wobec instytucji UE oraz wartości zapisanych wprost w traktach unijnych.

Jak tłumaczył jeden z naszych rozmówców w instytucjach UE, planowane postępowanie wobec Polski będzie trochę jak „ściganie Ala Capone za podatki”, czyli uderzające nieco okrężną drogą w polskie uchwały. Jednak zamierzonym celem Komisji Europejskiej jest nakłonienie władz Polski do działań lub co najmniej do rzetelnych rozmów o działaniach naprawczych w sprawie dyskryminacji osób LGBT. Dotychczas urzędnicy Komisji Europejskiej miesiącami narzekali, że polski rząd z wielkimi oporami odpowiada na zapytania o „strefy wolne od ideologii LGBT” czy też ich praktyczne konsekwencje dla unijnego wymogu niedyskryminacji.

Więcej w Wyborczej

Śpiewając na żywo w „Pytaniu na śniadanie” wyciągnęła tęczową flagę. Kim jest Karin Ann?

2021/07/14

„Pytanie na śniadanie” to poranny program TVP 2 – krótkie rozmowy, przepisy kulinarne, muzyka. Dziś o nim głośno z powodu muzycznego występu. To stały punkt programu. Pod koniec każdego odcinka swój utwór prezentuje zaproszona do studia muzyczna gwiazda. 

Dziś zaśpiewała słowacka wokalistka Karin Ann. 

W telewizji śniadaniowej miała promować swój najnowszy singiel „Baby Boy”. Początkowo występ przebiegał zwyczajnie.

Ale w pewnym momencie Karin Ann wyciągnęła tęczową flagę i powiedziała:  – Chciałabym zadedykować dziś tę piosenkę osobom LGBTQ w Polsce. Wiem, że nie macie tu łatwo. Zasługujecie na bycie kochanymi. Zasługujecie na to, by czuć się bezpiecznie. Jestem z wami. Stoję za wami i was kocham. 

Telewizja Polska znana jest ze swoich krytycznych wypowiedzi odnośnie społeczności LGBTQ.

Pod koniec czerwca minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek na wizji mówił o tym, że uczestnicy Parady Równości „nie mogą mieć takich samych praw jak normalni ludzie”. A 21 czerwca na antenie TVP Info odbywała się debata pt. „Organizacje LGBT boją się zakazu propagandy homoseksualnej w szkołach”. 

Więcej w Wyborczej

Żydowskie nagrobki służyły jako umocnienie płotu. Zostaną umieszczone na cmentarzu w Sosnowcu

2021/07/14

W Sosnowcu odnaleziono żydowskie nagrobki. Właściciel jednej z posesji odkopał je w czasie przebudowy ogrodzenia. Sławomir Pastuszka, historyk i społecznik, przypomina, że zgłoszenie takiego znaleziska nie wiąże się z żadnymi konsekwencjami. – To naprawianie historii – zaznacza.

Sosnowiczanin skontaktował się z urzędem miejskim, a tam postanowiono przewieźć tymczasowo  nagrobki do magazynu. Wkrótce mają zostać umieszczone na cmentarzu przy ul. Gospodarczej w Sosnowcu.

Sławomir Pastuszka, historyk i społecznik dobrze się orientujący w dziejach Żydów, wyjaśnia, że z tej sosnowieckiej nekropolii zniknęło trzy czwarte znajdujących się tam przed II wojną światową nagrobków.

– Proceder ich kradzieży zapoczątkowali w trakcie okupacji Niemcy, którzy niedaleko cmentarza utworzyli specjalny magazyn zrabowanych kamieni nagrobnych. Wykorzystywano je do celów budowlanych – mówi Pastuszka.

Zabezpieczonych zostało łącznie 17 kamieni, z czego dziewięć z napisami. Jest jedna niemal całkowicie kompletna stela, niewielkich rozmiarów, z pozostałościami złoceń w literach, zamknięta łukiem, pośrodku którego znajduje się ryte przedstawienie trójramiennego świecznika. Jego treść brzmi następująco: „Tu spoczywa niewiasta prawa i skromna, 66-letnia, Zelda Fejga, córka naszego nauczyciela, pana Jicchaka Mordechaja, żona pana Awrahama Chajima, błogosławionej pamięci, Goldstein. Odeszła 24 kislew roku 696 [20.12.1935]. Niech będzie dusza jej związana w węźle życia”.

Więcej w Wyborczej

Zrównanie osób LGBT z pedofilami nie znieważa i nie gorszy. Tak sąd broni homofoba

2021/07/14

Geje adoptują dzieci tylko w celu gwałcenia – głosił na ulicach Poznania kierowca homofobicznej furgonetki. Sąd uniewinnił go od 17 zarzutów. Uzasadnienie zaskakuje. Furgonetka antyaborcyjnej fundacji Pro – Prawo do Życia jeździła przed rokiem po całej Polsce. W sierpniu przez cztery dni była w Poznaniu. Na homofobiczne treści prezentowane na jej plandece nie ma paragrafu, bo polskie prawo chroni różne mniejszości, ale nie osoby LGBT.

Była jednak szansa, że kierowca odpowie przynajmniej za zakłócanie hałasem spokoju i porządku publicznego. Nienawistne, kłamliwe hasła płynęły bowiem także z głośników. Ale do akcji wkroczył sędzia Sławomir Szymański. 

Homofobiczną akcję sędzia nazywa „swego rodzaju happeningiem ulicznym”. Powołuje się na konstytucję, która każdemu zapewnia wolność wyrażania poglądów. Sędzia przyznaje, że ta wolność nie jest nieograniczona. Nie wolno nawoływać do przestępstwa, propagować totalitarnych ustrojów, nawoływać do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych. Ale żaden z tych przepisów – jak podkreśla sędzia Szymański – nie odnosi się do homofobicznej furgonetki. 

Przechodnie w Poznaniu mogli usłyszeć z głośników m.in.: „W Polsce środowiska homoseksualne przygotowują społeczeństwo do akceptacji pedofilii. Ideologia LGBT nie ma żadnych moralnych granic. Niektóre dzieci są adoptowane przez gejów tylko w celu gwałcenia”. 

Sędzia Szymański przekonuje, że „niezależnie od zagadnienia prawdziwości podnoszonych tez dotyczących wpływu środowiska LGBT na rozwój dzieci” Karol G. „w żaden sposób nie nawoływał do popełnienia przestępstwa, ani do nienawiści”. 

„Wygłaszane hasła nie były również znieważające” – uważa sędzia Sławomir Szymański. Jego zdaniem celem kierowcy było jedynie „wyrażenie stanowiska w sprawach publicznych”.

Więcej w Wyborczej

Rasistowski wpis pracownika IPN po finale Euro 2020. Internauci nie zostawili na nim suchej nitki

2021/07/13

Prof. Mirosław Szumiło z IPN znalazł… przyczynę porażki Anglików w meczu z Włochami. Historyk zamieścił wpis, który wiele osób odebrało jako rasistowski komentarz.

„Anglików zgubiła poprawność polityczna. Do serii rzutów karnych wystawili aż trzech czarnoskórych zawodników, z których żaden nie strzelił. Wiem, że FB zaraz uzna mnie za rasistę, ale tak to wyglądało” – napisał w sieci Mirosław Szumiło. To pracownik Biura Badań Historycznych w Instytucie Pamięci Narodowej, a także profesor UMCS w Lublinie.

Dodajmy, że prof. Szumiło jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych, a w swoich postach chętnie podkreśla sympatię do obecnej władzy. W ostatnich wyborach prezydenckich jawnie popierał Andrzeja Dudę. Ponadto Szumiło lubi dzielić się linkami do stron prawicowych portali. W jednym z nich czytamy o „propagandzie LGBT”.

Więcej w natemat.pl

„Synek, Żyd wyssie z ciebie każdą kroplę krwi i śladu nie zostawi”. Nacjonaliści zdobyli Jedwabne

2021/07/12

Najtragiczniejszy podczas tych dwóch dni w Jedwabnem był kontrast – w sobotę nacjonaliści kręcili młynki polskimi flagami pod samym pomnikiem, a w niedzielę policja nie chciała wpuścić tych, którzy chcieli uczcić pamięć pomordowanych.

„Dlaczego nie chcecie nas wpuścić? Podajcie podstawę prawną! Panie Rzeczniku, niech nam pan pomoże. Jechaliśmy 200 kilometrów, żeby tu być po raz pierwszy w życiu”, krzyczeli ludzie stojący przy wylocie ul. Krasickiego, którą ni stąd ni zowąd obstawili policjanci. „To jak naplucie ofiarom w twarz”. „A narodowcy tam są”.

Zdjęcia i filmy na oko.press

Narodowcy lżyli Żydów i Tadeusza Mazowieckiego. Prokuratura: brak znamion czynu zabronionego

2021/07/12

Prokuratura umorzyła sprawę pikiety narodowców w Dąbrowie Górniczej, na czele której stał Jacek Międlar. Jej uczestnicy lżyli Żydów, Tadeusza Mazowieckiego i nawoływali do wysadzenia pomnika. – Brak znamion czynu zabronionego – stwierdzili śledczy. Sprawą zajmowała się Prokuratura Rejonowa Katowice-Północ. To specjalnie jednostka wyznaczona w aglomeracji katowickiej do prowadzenia postępowań związanych z przestępstwami tak zwanej mowy nienawiści. Zajmujący się nimi śledczy biorą udział w szkoleniach dotyczących tropienia sprawców takich zdarzeń.

Postępowanie dotyczyło pikiety zorganizowanej w grudniu 2018 r. pod pomnikiem Bohaterom Czerwonych Sztandarów w Dąbrowie Górniczej. Na jej czele stali były ksiądz Jacek Międlar i Piotr Rybak, „męczennik” ruchu narodowego, który został skazany za spalenie kukły Żyda.

W trakcie demonstracji narodowcy nie bawili się w dyplomację. Słowa „szmaty”, „robactwo” „pleniąca się zaraza” w kontekście „zdrajców”, „judeopolonii” i „Żydów” czy „bolszewików” odmieniali przez wszystkie przypadki. Unię Europejską porównywali do reżimu komunistycznego.

– Tadeusz Mazowiecki był parchem, Żydo-komunistą, który przedłużył komunizm po 1989 r. To człowiek, który usprawiedliwiał morderców księdza Popiełuszki, usprawiedliwiał jedną kreską katów komunistycznych w sędziowskich i prokuratorskich togach – krzyczał Jacek Międlar. Następnie zaintonował piosenkę „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.

Więcej w Wyborczej

Historyk Marek Chodakiewicz próbuje rozgrzeszyć Polaków z Jedwabnego. Jak to robi?

2021/07/12

Dwa tomy, dwa tysiące stron – tyle liczy książka amerykańsko–polskiego historyka prof. Marka Chodakiewicza, który próbuje zdjąć z Polaków ciężar zbrodni na Żydach w Jedwabnem. O technikach negowania zbrodni – prymitywnych i subtelnych – mówi OKO.press historyk, dr Krzysztof Persak

Adam Leszczyński, OKO.press: W 80. rocznicę zbrodni w Jedwabnem – gdzie Polacy zamordowali kilkuset żydowskich sąsiadów – wzmagają się próby rewizji ustaleń historyków z IPN i prokuratury o zbrodni. 30 czerwca miała premierę książka prof. Marka Chodakiewicza, amerykańsko-polskiego historyka związanego z prawicą „Jedwabne. Historia prawdziwa”. Jest pan współredaktorem (razem z prof. Pawłem Machcewiczem) dwutomowego wydawnictwa studiów i źródeł poświęconego zbrodni – prawdopodobnie jednej z najważniejszych książek wydanych przez IPN w ogóle. Książka Chodakiewicza podważa ustalenia śledztwa IPN z 2003 roku. Co pan o niej myśli?

Dr Krzysztof Persak: To jest dwutomowa publikacja, która liczy łącznie ponad 2 tys. stron. Jej dokładne przeanalizowanie będzie wymagało kilku tygodni, jeśli nie miesięcy. Zapewne napiszę jej naukową recenzję.

Dziś mogę więc mówić o moich pierwszych wrażeniach po przejrzeniu całości i przeczytaniu rozdziału zawierającego wnioski autorów. To książka, która została zbudowana na zasadzie polemiki z ustaleniami śledztwa IPN prowadzonego przez prokuratora Radosława Ignatiewa. Zamiarem autorów jest podważenie jego konkluzji. Nieprzypadkowy jest podtytuł „historia prawdziwa”, który sugeruje, że uznawane dotąd za miarodajne ustalenia IPN, były nieprawdziwe.

Na okładce książki Chodakiewicza jest napisane, że to Niemcy dokonali zbrodni w Jedwabnem, a nie Polacy.

Naprawdę jednak polemika polega na przesunięciu akcentów. Prok. Ignatiew stwierdził, że zbrodni dokonało nie mniej niż 40 polskich sprawców, że dokonali jej z niemieckiej inspiracji, przy czym odpowiedzialność Polaków jest sensu stricto — to oni zabijali, a odpowiedzialność Niemców sensu largo – inspirowali, podżegali i kierowali zbrodnią.

Autorzy – Marek Jan Chodakiewicz, Tomasz Sommer i Ewa Stankiewicz – przesuwają odpowiedzialność na stronę niemiecką, twierdząc, że to właściwie zbrodnia niemiecka, popełniona przez 20-30 niemieckich sprawców, że wzięło w niej udział najwyżej kilkunastu miejscowych Polaków, którzy działali z niemieckiego rozkazu. Czyli inicjatorami, organizatorami oraz głównymi wykonawcami zbrodni byli Niemcy, oni ją zaplanowali i nią kierowali, aż po spalenie Żydów w stodole. Polacy, którzy w tym brali udział, mieli zaś nie wiedzieć, do czego niemiecka akcja zmierza.

To nie jest więc prosty negacjonizm.

To prawda — nie mamy tu do czynienia z negacjonizmem, który pojawiał się w różnych publikacjach wcześniej, twierdzących wprost, że to Niemcy zabili Żydów w Jedwabnem, a Polacy nie brali w tym udziału, Np. że przyjechało kilkuset Niemców i zabiło Żydów… Te defensywne wersje były bardzo różne i często wzajemnie sprzeczne.

Książka Chodakiewicza, Sommera i Stankiewicz jest subtelniejsza — przesuwa akcenty i dowodzi, że udział polski w zbrodni co prawda był, ale znikomy.

Cały wywiad w oko.press

Zakaz dla homofobicznych i antyaborcyjnych furgonetek w Warszawie

2021/07/10

Miejscy radni w ciągu kilku godzin podjęli wczoraj jakże ważną decyzję: uchwalili zakaz poruszania się po Warszawie furgonetek z hasłami homofobicznymi i antyaborcyjnymi. Zrobili to mimo negatywnej opinii miejskiego prawnika i z pełną świadomością, że uchwała najpewniej się nie utrzyma, bo uchyli ją wojewoda z PiS Konstanty Radziwiłł. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego zatem w ogóle zajęli się tą sprawą?

Podczas obrad radna Agata Diduszko-Zyglewska (Nowa Lewica, klub Koalicji Obywatelskiej) opowiedziała historię, która dokładnie obrazuje, z czym mamy do czynienia. Zgłosiła się otóż do niej matka dziecka z zespołem Aspergera, która próbowała interweniować w sprawie takiej furgonetki. Nagminnie przejeżdża obok jej mieszkania przy Marszałkowskiej. Hałas z głośników powoduje atak paniki u dziecka, które chowa się w łazience. Matka zgłosiła sprawę policji, ale niczym to nie poskutkowało. W końcu – w akcie desperacji – zablokowała przejazd tej furgonetki. I co się stało? Eskortujący pojazd policjanci wystawili jej mandat.

Właśnie tak to wygląda: ludzie, widząc bezsilność służb, wzięli sprawy w swoje ręce. W Warszawie wielokrotnie pisaliśmy o obywatelskich blokadach furgonetki z antyaborcyjnymi bądź homofobicznymi treściami, zrównującymi orientację seksualną z pedofilią. Blokujący wiedzą, że narażają się na odpowiedzialność – mandaty albo ciąganie po sądach. Decydują się jednak na obywatelskie zatrzymanie auta, bo nie chcą być obojętni. Chcą wyrazić swój sprzeciw, bo trudno już znieść manipulacje i kłamstwa religijnych fanatyków.

Zresztą znosiliśmy je od lat. W tym czasie powołane do tego służby ani władze państwowe nie zrobiły nic, by rozwiązać ten problem. Jak celnie zauważyła podczas wczorajszej sesji radna Dorota Łoboda, polskie prawo nie chroni przed mową nienawiści osób LGBT. Gdyby na furgonetce były hasła antysemickie albo rasistowskie, to prokuratura musiałaby ścigać organizatorów tej akcji. – A homofobia jest przecież takim samym złem jak rasizm czy antysemityzm – mówiła radna. Choć dla tego rządu, mam wrażenie, homofobia to akurat pomysł na kampanię wyborczą.

Więcej w Wyborczej

Wobec ks. Wierzbickiego jednak zacznie się postępowanie dyscyplinarne

2021/07/09
Rzecznik dyscyplinarny ds. nauczycieli akademickich Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego prof. Waldemar Bednaruk skierował wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec ks. Alfreda Marka Wierzbickiego do uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej ds. Pracowników.

Wcześniej, przez pół roku, toczyło się postępowania wyjaśniające. Jak informowała nas na początku br. rzeczniczka KUL Monika Stojowska, mogło się ono zakończyć przekazaniem sprawy do komisji dyscyplinarnej, odmówieniem wszczęcia postępowania dyscyplinarnego lub zwróceniem się do rektora z wnioskiem o karę/upomnienie dla księdza. Teraz wiemy, że sprawa się nie kończy, ale wchodzi w kolejną fazę.

Ks. Alfred Marek Wierzbicki to wieloletni kierownik Katedry Etyki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, autor m.in. wydanej przez Więź książki „Kruche dziedzictwo. Jan Paweł II od nowa”. Na przełomie września i października ub.r. dowiedzieliśmy się, że ocenie rzecznika dyscyplinarnego KUL podlegać mogą m.in. te publiczne wypowiedzi lubelskiego etyka, które odnoszą się do nauczania Kościoła i oficjalnego stanowiska Konferencji Episkopatu Polski w kwestii LGBT. Wcześniej Kolegium Rektorskie KUL informowało, że sprawą zajmie się Komisja Dyscyplinarna ds. Pracowników, zaś same wypowiedzi ks. Wierzbickiego są traktowane przez władze uczelni jako „działania szkodzące misji” KUL.

Źródło: Więź

Protesty zamiast parady. Pomimo brutalnych ataków na LGBT+ tysiące Gruzinów wyszły na ulice

2021/07/07

Po brutalnym ataku na dziennikarzy i organizatorów parady równości w stolicy Gruzji wydarzenie odwołano. Mimo to część uczestników wyszła na ulice, by protestować przeciwko przemocy, a z Europy płyną słowa solidarności.

5 lipca ok. 50 pracowników mediów zostało fizycznie zaatakowanych podczas relacji z manifestacji przeciwników parady równości w Tbilisi. Wielu potrzebowało hospitalizacji, wśród nich był turysta z Polski. Mężczyzna został ugodzony nożem, a napastnik miał wziąć go za geja ze względu na kolczyk w uchu.

W odpowiedzi na atak ambasady kilkunastu europejskich państw wystosowały do władz Gruzji list, potępiając przemoc i apelując o zdecydowane działania. To odpowiedź na oskarżenie policji o bezczynność wobec polowania na osoby LGBT+ oraz sugestie polityków, np. premiera Gruzji, że ataki były skutkiem prowokacji ze strony aktywistów. Polscy dyplomaci nie dołączyli do inicjatywy.

W wielu europejskich miastach odbywają się wydarzenia solidarnościowe. W Warszawie demonstracja odbędzie się 8 lipca o 18:30 przed ambasadą Gruzji, z kolei we Wrocławiu 9 lipca o 18:00 przed konsulatem honorowym Gruzji.

Więcej na noizz.pl

Bielsko-Biała. Cmentarz żydowski po raz kolejny sprofanowany. Sprawca: Wykopcie swoich zmarłych

2021/07/06

„Kolejna przykra sobota i kolejna wizyta policji na cmentarzu przy ulicy Cieszyńskiej. W godzinach porannych na bramie cmentarza nieznany mężczyzna zawiesił informację wraz z dodatkiem, który z uwagi na wrażliwość został zasłonięty” – czytamy na Facebooku Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej.

„Informacja do wszystkich Żydów. Zacznijcie s**ć tylko do własnych łużek i wykopcie swoich zmarłych, żebyście nie mieli czego odwiedzać, ani za czym tęsknić a to co jest pod spodem, to tylko próbka tego co macie pod swoimi jarmułkami” [zachowana oryginalna pisownia] – tak brzmiała wiadomość pozostawiona na bramie nekropolii. Do wiadomości został dołączony plastikowy worek, najprawdopodobniej z fekaliami. 

Źródło: gazeta.pl

Najmniej mówi się o odpowiedzialności tych, którzy widząc antysemickie napisy nie robią nic

2021/07/05

„Mówi się i pisze o wielu odpowiedzialnych. O Kościele katolickim konserwującym postawy nienawiści, obojętności włodarzy, o polityce partii rządzącej, która sprzyja faszyzacji postaw i przestrzeni publicznej. Wszystko to tworzy jakąś sumę odpowiedzialnych osób i bytów, to prawda. W związku z tym oczekiwanie reakcji naprawczej też jest delegowane na nich. Łatwo jest wskazać winnych i od winnych oczekiwać naprawienia winy, szkody. Zawsze ktoś inny musi przyjść i usunąć. Mamy do tego odpowiednie służby. To też prawda. Ale jeśli one zawodzą, to co? Pozwolimy, by coś takiego zohydzało i hańbiło miejsca pamięci, miejsca największej grozy w historii XX wieku?

Najmniej mówi i pisze się o odpowiedzialności tych, którzy – biorąc za przykład tragiczną rampę w Falenicy – codziennie ją mijają i widząc tę potworną symbolikę nie robią nic.

Nie rozumiem, dlaczego my wszyscy, w ogromnej masie obojętni i raczej kozaccy tylko z pozycji kanapy i FB, mamy być mniej odpowiedzialni. Dlaczego nasza obojętność jest lepsza od ich obojętności? Choć w skutkach bardziej tragiczna – bo powszechna? Czy nie jest może tak, że jesteśmy sumą jednostkowych odpowiedzialności za NASZĄ przestrzeń?” – pisze w liście do Gazeta Wyborcza Ewka Błaszczyk – aktywistka na rzecz praw człowieka.

Czy uczniowie mogą dostać w nagrodę książkę napisaną przez osobę homoseksualną?

2021/07/02

„Dowiedziałem się, że jedna z nauczycielek chciała dla wszystkich klas VIII kupić na zakończenie roku Szkołę bohaterek i bohaterów. Nie zgodziła się na to dyrektorka, bo, cytuję, tę książkę napisał homoseksualista. Przybyłem zatem do samego Ministerstwa Edukacji i Nauki, aby na siebie donieść” – napisał Przemek Staroń, autor książki, ale także psycholog, Nauczyciel Roku 2018 i finalista Global Teacher Prize 2020.

– Jest to dyskryminacja w najczystszym wydaniu. Odrzucam czyjąś twórczość ze względu na cechę tej osoby, w tym przypadku ze względu na orientację seksualną. Taka forma dyskryminacji nosi nazwę homofobii – mówi Przemek Staroń.

Barbara Baran, psycholożka z fundacji SEXEDpl, powiedziała kiedyś, że homofobia jest siłą realnie zagrażającą zdrowiu wielu młodych osób. Potwierdzają to wszelkie badania i raporty, ale osłabia każdy akt wsparcia i solidarności wobec osób LGBTQ.

Więcej w Wysokich Obcasach

Młodzież Wszechpolska wysypała gruz przed ambasadą Izraela. Gmina Wyznaniowa Żydowska reaguje

2021/07/02

Młodzież Wszechpolska wysypała gruz przed ambasadą Izraela. Tłumaczenie manifestacji zamieścili w mediach społecznościowych:

„Żeby była jasność: nie należy im się nic, nawet cegiełka. Ale postanowiliśmy wyjść naprzeciw i dać całość roszczeń, o które mogliby zabiegać, wysypując tonę gruzu pod ambasadą Izraela. Troszkę przekroczyliśmy wartość tego co zostało po wojnie, ale to nic – reszty nie trzeba. Oto wasze mienie!” – napisała Młodzież Wszechpolska na Facebooku. https://pulsembed.eu/p2em/g83pU5rkk/

Zarząd Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie odpowiedział na to wydarzenie oburzeniem. Poniżej stanowisko organizacji:

Jesteśmy oburzeni wczorajszymi wydarzeniami, które miały miejsce przed Ambasadą Izraela w Warszawie. Uważamy, że wysypanie przez Młodzież Wszechpolską gruzu przed Ambasadą Izraela w Warszawie i ustawienie tablicy z napisem „OTO WASZE MIENIE” to pierwsze, realne i niepokojące skutki prac nad nową ustawą blokującą roszczenia o mienie pozostałe po wymordowanych polskich Żydach.

Oczekujemy stanowczej reakcji Prezydenta RP Andrzeja Dudy oraz przedstawicieli polskiego rządu i potępienia działań urągających pamięci milionów Żydów polskich obywateli, którzy zginęli w czasie drugiej wojny światowej.

Czy o wywołanie takich skutków chodziło twórcom nowej ustawy i posłom, którzy przyjęli ją w sejmie 24 czerwca 2021 roku? Chcemy wierzyć, że nie.

Liczymy, że państwowe organa policja i prokuratura dołożą wszelkich starań, aby wyjaśnić okoliczności wysypania gruzu przed Ambasadą Izraela i surowo ukarzą organizatorów i wykonawców tej haniebnej akcji.

Nie bądźmy obojętni!

Źródło: onet.pl

LGBT. Łódzki samorząd pozywa Atlas Nienawiści. W sądzie wesprze go Ordo Iuris

2021/06/30

Aktywistów, którzy założyli Atlas Nienawiści, czeka sądowa batalia z sześcioma samorządami, które podpisały Samorządowe Karty Praw Rodzin, znane jako uchwały anty-LGBT. Jednym z nich jest powiat opoczyński. W sądzie ma go reprezentować Instytut Ordo Iuris.

Na razie pozew przeciwko aktywistom złożyło pięć powiatów: przasnyski, tatrzański, przysuski, tarnowski i opoczyński (woj. łódzkie). Wiadomo już jednak, że do tej grupy zaraz dołączy gmina Gromadka.

A wszystko dlatego, że aktywiści stworzyli Atlas Nienawiści – mapę, na której zaznaczają kolejne samorządy uchwalające Samorządową Kartę Praw Rodzin lub inne uchwały przeciwko „ideologii LGBT”. To m.in. dzięki ich działaniom Parlament Europejski przyjął dwie rezolucje dotyczące społeczności LGBT w Polsce, europejska komisarz ds. równości Helena Dalli zawiesiła program mikrograntów dla sześciu partnerstw z udziałem polskich miast, a rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar złożył dziewięć skarg na dyskryminujące osoby LGBT uchwały do sądów administracyjnych.

Więcej w Wyborczej

Rasistowski atak w Krakowie. „To nie miejsce dla was”

2021/06/30

W Krakowie, nad Zalewem Bagry, doszło do ataku na tle rasistowskim. 30-latek w agresywny sposób domagał się, aby czarnoskórzy mężczyźni wyszli z kąpieliska. Groził im, że jeśli tego nie zrobią, zostaną pobici. Strażnicy wyprowadzili go z plaży i przekazali organom ścigania. W niedzielę do Straży Miejskiej w Krakowie wpłynęło kilka zgłoszeń dotyczących awanturującego się nad Zalewem Bagry mężczyzny, który chce pobić czterech czarnoskórych mężczyzn.

Na miejscu mężczyźni zeznali, że zostali słownie zaatakowani na tle rasowym przez jednego z plażowiczów. Przekazali, że mężczyzna w obraźliwy i wulgarny sposób kazał im wyjść z wody, twierdząc, że „to nie miejsce dla was”. Groził im, że jeśli tego nie zrobią, zadzwoni po kolegów i ich pobije.

Więcej na onet.pl

„Sprzymierzeńcy Hitlera chcą odszkodowań dla Żydów”. Fala antysemityzmu i manipulacji o zwrocie mienia

2021/06/30

Sejm znowelizował kodeks postępowania administracyjnego, blokując dochodzenie roszczeń m.in. spadkobiercom zamordowanych w Zagładzie. Wywołał tym konflikt z Izraelem i USA. Politycy prawicy — ale też niektórzy politycy opozycji — uzasadniają to, odwołując się do manipulacji i antysemickich klisz.

24 czerwca Sejm uchwalił nowelizację Kodeksu Postępowania Administracyjnego, w praktyce blokując kluczową ścieżkę dochodzenia roszczeń reprywatyzacyjnych.

Według nowelizacji po upływie 30 lat od wydania decyzji administracyjnej nie będzie można wszcząć postępowania w celu jej zakwestionowania, np. w sprawie odebranej przed dziesięcioleciami decyzjami administracji PRL nieruchomości.

„Nowelizacja wynika z konieczności dostosowania prawa do wyroku Trybunału Konstytucyjnego sprzed sześciu lat. 12 maja 2015 r. TK orzekł, że przepis KPA w obecnym brzmieniu – pozwalający orzec o nieważności decyzji wydanej z rażącym naruszeniem prawa nawet kilkadziesiąt lat po tej decyzji – jest niekonstytucyjny. W związku z tym w nowelizacji zapisano, że nie stwierdzałoby się nieważności takiej decyzji, jeśli »od dnia jej doręczenia lub ogłoszenia upłynęło 10 lat, a także gdy decyzja wywołała nieodwracalne skutki prawne«” – napisał w relacji dziennik.pl.

Za nowelizacją głosowała cała koalicja rządząca, ale także część opozycji – „za” głosowali m.in. posłowie i posłanki Lewicy. Wstrzymało się tylko 114 posłów Koalicji Obywatelskiej. Ustawę oceniać teraz będzie Senat.

Decyzja wzbudziła zdecydowany protest Izraela oraz Stanów Zjednoczonych. „Procedowana zmiana ustawy w rezultacie uniemożliwi zwrot mienia żydowskiego lub ubieganie się o rekompensatę. To niemoralne prawo poważnie uderzy w stosunki między naszymi państwami” — napisała tego samego dnia w oświadczeniu ambasada Izraela.

List w tej sprawie do marszałek Sejmu Elżbiety Witek napisał Bix Aliu, chargé d’affaires ambasady USA, najwyższy rangą dyplomata amerykański w Polsce.

W odpowiedzi polski MSZnapisał oświadczenie, w którym przekonywał, że wprowadzenia tej zasady „nie będą miały one wpływu na postępowania cywilne, których celem jest uzyskanie odszkodowania za odebrane bezprawnie mienie” oraz przypominał, że zmiany w kodeksie wynikały z obowiązku zrealizowania orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z maja 2015 roku.

Nie powstrzymało to narastania konfliktu dyplomatycznego pomiędzy Polską i Izraelem. „Nowe polskie prawo jest hańbą i poważnie zaszkodzi stosunkom między dwoma krajami” — napisał izraelski minister spraw zagranicznych Yair Lapid na Twitterze. Izrael wezwał polskiego ambasadora i przedstawił mu swoje stanowisko; w odpowiedzi 28 czerwca polski MSZ wezwał chargé d’affaires Izraela.

Więcej na oko.press

Antysemicki napis w miejscu tragedii Żydów. „Czuję rozpacz”

2021/06/27

Na rampie kolejowej w Falenicy, z której Niemcy wywieźli na śmierć więźniów getta, widnieje napis: „Żydzi – Żydom zgotowali ten los”. Stowarzyszenie „Otwarta Rzeczpospolita” zapowiada zawiadomienie prokuratury. Społecznicy szykują zaś apel o ochronę rampy.

– Czuję rozpacz, że taki napis w ogóle się pojawił, do tego akurat w tym miejscu – mówi Hanna Szmalenberg ze Stowarzyszenia na rzecz Krajobrazu Kulturowego „Ogród Warszawa”.

– Jestem wstrząśnięty. W Falenicy takie incydenty zdarzały się do tej pory bardzo rzadko – komentuje Andrzej Rukowicz, działający na rzecz upamiętnienia dawnych żydowskich mieszkańców miejscowości wzdłuż linii kolejowej Warszawa–Otwock.

Namalowany czerwoną farbą odręczny napis brzmi: „Żydzi – Żydom zgotowali ten los”. Pod spodem – swastyka i gwiazda Dawida ze znakiem równości między nimi. Namalowano to na budynku magazynowym stojącym na starej rampie kolejowej w Falenicy, wciśniętej między tory a ul. Patriotów. Jego ściany od dawna są upstrzone bazgrołami. Pełno tu np. celtyckich krzyży, których często używają nacjonaliści. Antysemicki napis to coś nowego. Widnieje na ścianie od strony torów kolejowych. Łatwo go dostrzec z okien przejeżdżających tuż obok pociągów.

– Nie znalazł się tu przypadkowo. To kolejny przykład przypisywania ofiarom Holocaustu roli katów, oskarżania Żydów o zbrodnie, których nie popełnili – mówi Damian Wutke ze Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”.

Napis z rampy wiąże z antysemicką narracją o „przedsiębiorstwie Holocaust”, zgodnie z którą Żydzi w getcie mieli się fantastycznie, potem sami zapędzili się do wagonów i byli nadzorcami w obozach zagłady. – To jest język nienawiści, którego zakazuje polskie prawo. Przypadek z Falenicy zgłosimy do prokuratury – zapowiada Damian Wutke.

Więcej w Wyborczej

Podpalił mieszkanie racą podczas Marszu Niepodległości. 37-latek usłyszał wyrok

2021/06/25

Wyrok 10 miesięcy bezwzględnego więzienia usłyszał 37-letni Piotr K., który był oskarżony o to, że podczas ostatniego Marszu Niepodległości podpalił racą mieszkanie w al. 3 Maja w Warszawie. Mężczyzna został również zobowiązany do pokrycia kosztów sądowych oraz szkód powstałych po incydencie, którego dopuścił się 11 listopada ubiegłego roku.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia po jednej rozprawie wydał wyrok skazujący wobec 37-letniego Piotra K. Mężczyzna był oskarżony o to, że 11 listopada ub.r. podczas Marszu Niepodległości podpalił racą mieszkanie w al. 3 Maja w Warszawie. Został skazany na 10 miesięcy bezwzględnego więzienia.

„Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie wyrokiem z dnia 17 czerwca 2021 r. uznał oskarżonego Piotra K. za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu i wymierzył mu karę 10 miesięcy pozbawienia wolności. Ponadto orzekł obowiązek naprawienia szkody na rzecz Spółdzielni Mieszkaniowej Domy Spółdzielcze w wysokości 4296,95 zł oraz zasądził na rzecz Skarbu Państwa koszty sądowe w łącznej kwocie 5 tys. 742 zł” – przekazała Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jak ustaliła, wyrok zapadł na pierwszym terminie rozprawy. Mężczyzna nie został zwolniony z aresztu, będzie w nim przebywał do sierpnia br.

Więcej na onet.pl

Homofob pobił reportera OKO.press podczas pracy. Wyrok: 10 miesięcy bezwzględnego więzienia

2021/06/23

Reporter OKO.press Maciek Piasecki podczas relacji z nacjonalistycznej kontry do Marszu Równości został zaatakowany przez kilku uzbrojonych napastników. Stracił sprzęt, wrócił posiniaczony i z podbitym okiem. Sąd uznał to za bezpośrednie narażenie życia. Wyrok jest prawomocny.

Maciek Piasecki pisze: Kiedy 28 września 2019 roku filmowałem homofobiczną kontrdemonstrację podczas Marszu Równości w Lublinie, zostałem zaatakowany od tyłu, kopany, bity pięściami i pałką przez osoby krzyczące „tu jest cwel!”. Zniszczyli telefon, którym jak zwykle transmitowałem zdarzenia. Nad wszystkim powiewał transparent skrajnie prawicowej grupy Młodzież Wszechpolska.

9 czerwca 2021 r. do redakcji OKO.press przyszło zawiadomienie o wyroku dla sprawców pobicia:

  • 10 miesięcy bezwzględnego więzienia i 1000 zł nawiązki wobec 41-letniego Dariusza Górskiego, jednego z bijących;
  • 4 miesiące więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz 675zł odszkodowania wobec 21-letniego Jakuba Stolarskiego, który uczestniczył w niszczeniu telefonu.

Wyrok wydała 30 kwietnia sędzia SR dla Warszawy-Mokotowa Joanna Włoch, podkreślając, że „sprawcy działali publicznie i okazując przez to lekceważenie dla porządku prawnego”.

Dariusz Górski został uznany za jedną z osób z grupy agresorów, którzy uderzali „pięściami i kopali nogami po całym ciele”, według sądu czyn narażający „na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia”.

Wyrok uprawomocnił się 8 maja, oskarżeni nie składali apelacji.

Więcej w oko.press

Rasizm należy piętnować, ale homofobia jest w porządku. Jak UEFA uległa węgierskim populistom

2021/06/22

UEFA opowiada się za tolerancją i szacunkiem, lecz tylko w gronie tych państw, które ich przestrzegają. Gdy na horyzoncie pojawiają się autokraci mający w nosie te zasady, kuli ogon pod siebie.

Pokazują to dwie różne decyzje, jakie UEFA podjęła w sprawie dotyczącej uhonorowania społeczności LGBT. Gdy Manuel Neuer, kapitan niemieckiej reprezentacji Niemiec, założył kilka dni temu opaskę w kolorach tęczy podczas meczu z Francją, a później z Portugalią, wybuchła polityczna burza. Niemieckiemu bramkarzowi groziły wykluczenie z kolejnych spotkań albo grzywna. Ostatecznie UEFA umorzyła przeciwko niemu postępowanie, stwierdzając, że tęczowa opaska „symbolizuje otwartość i tolerancję” i Neuer założył ją „w dobrych intencjach”” – pisze Michał Kokot w Gazeta Wyborcza.

MSZ ma Szefa Służby Zagranicznej. Arkady Rzegocki jako ambasador wsparł konferencję skrajnej prawicy

2021/06/20

Arkady Rzegocki ma zaledwie pięć lat doświadczenia w dyplomacji i na koncie aferę ze współfinansowaniem konferencji, na której straszono islamem i imigrantami. Mimo to zostanie jedną z najważniejszych osób w MSZ. Nowa ustawa o służbie zagranicznej, którą rząd znowelizował jeszcze zanim zdążyła wejść w życie, obowiązuje od 16 czerwca 2021. Zasadniczym celem reformy miało być otwarcie dyplomacji na nowe, świeże kadry. Byli dyplomaci i obecni pracownicy MSZ wskazują jednak, że nowe prawo osłabi służbę zagraniczną, do której trafić będą mogły osoby bez odpowiedniego przygotowania.

Kluczową zmianą jest utworzenie zupełnie nowego stanowiska – Szefa Służby Zagranicznej, który będzie odpowiedzialny za decyzje kadrowe. 16 czerwca Minister Spraw Zagranicznych Zbigniew Rau poinformował, że Szefem Służby Zagranicznej zostanie Arkady Rzegocki, obecny ambasador RP w Wielkiej Brytanii.

Ambasadorowanie w Wielkiej Brytanii nie upłynęło Rzegockiemu bez wpadek. Najpoważniejszym skandalem była ujawniona przez brytyjską telewizję BBC w czerwcu 2018 współpraca polskiej ambasady ze skrajną prawicą.

W głośnym wideoreportażu podano m.in., że placówka pod rządami Rzegockiego współfinansowała w listopadzie 2017 targi książki w Slough. Na imprezie, organizowanej przez środowisko Polski Niepodległej, straszono wielokulturowością i islamem, jako zagrożeniami dla Europy – „siedliska białego człowieka”. Jednym z mówców był ks. Jarosław Wąsowicz, znany jako kapelan polskich kibiców.

„Ten wyraz jest kluczem: walka. To nas czeka, jeśli chcemy przetrwać” – mówił w kontekście ww. „zagrożeń”.

Moderatorem dyskusji był Marcin Rola, samozwańczy dziennikarz internetowej telewizji wRealu24, niegdyś polityk i rzecznik partii Kukiz’15. Zestaw poglądów? Zdaniem Roli marsze równości promują zoofilię, muzułmanie to „dzikusy”, „pedofile” i „gwałciciele” a działaczki feministyczne to „pasztety z wąsem”.

To takie targi książki otrzymały od ambasady ponad 1 tys. funtów wsparcia.

Ambasada tłumaczyła potem w oficjalnym oświadczeniu, że nie popiera antymuzułmańskiej i antyimigranckiej retoryki. A także, że targi zorganizowały środowiska „konserwatywne i prawicowe”, a nie, jak to ujęto w reportażu, „ekstremistyczne”. Broniła się, że nie była w stanie monitorować wszystkich wypowiedzi zaproszonych na wydarzenie gości.

Jeszcze lutym 2017 ambasada wsparła organizację „Biegu Tropem Wilczym” upamiętniającego żołnierzy wyklętych, w którym miał wziąć udział były ksiądz Jacek Międlar. W oświadczeniu czytamy, że placówka wycofała wsparcie i patronat, gdy dowiedziała się o zaproszeniu Międlara. Materiały promocyjne były już wówczas jednak wydrukowane – razem z logo ambasady – i tak już zostały. Wielka Brytania ostatecznie nie wpuściła Międlara do kraju.

Więcej na oko.press

12-latkowie zdewastowali cmentarz żydowski we Wrocławiu

2021/06/18

Na cmentarzu żydowskim we Wrocławiu zostało zdemolowanych 60 nagrobków. Sprawców było pięciu. Mają po 12 lat. Do dewastacji nagrobków doszło w środę. Część macew sprawcy mieli niszczyć już w czasie, gdy policja była na miejscu zdarzenia.

W tej sprawie zatrzymano pięć osób, które następnie zostały przepytane przez policjantów w obecności rodziców.

Do zniszczeń doszło w starej części cmentarza przy ul. Lotniczej. Policjanci zabezpieczyli materiały dowodowe oraz ustalają, czy sprawców nie było więcej.

Decyzje o dalszym losie młodych mieszkańców Wrocławia, podejmie teraz sąd rodzinny.

Nowy cmentarz żydowski we Wrocławiu powstał pod koniec XIX wieku. Pierwszy pochówek odbył się tam w 1902 r. Jak podaje gmina żydowska, “pogrzebano zmarłego w Szpitalu Żydowskim Fundacji Franckla komisjonera Salomona Branna. Zmarły miał 63 lata i był ojcem znanego historyka Żydów śląskich M. Branna”.

W czasie I wojny światowej na cmentarzu powstała kwatera dla żołnierzy żydowskich. Natomiast w czasie II wojny światowej chowano tam zmarłych przywożonych z okolicznych obozów pracy (na cmentarzu znajdowała się stacja lecznicza).

Źródło: jewish.pl

„Komu dalej podrzucą ten gorący kartofel?” Przeniesiona sprawa zdjęć europosłów na szubienicach

2021/06/17

Od ponad trzech lat toczy się sprawa manifestacji narodowców. Prokuratura umorzyła postępowanie. Teraz Sąd Najwyższy, podzielając zdanie sędziego z Katowic, zdecydował, że subsydiarny akt oskarżenia w sprawie wieszania zdjęć europosłów na symbolicznych szubienicach rozpozna Sąd Okręgowy w Krakowie.

– Sąd Najwyższy podjął decyzję o przekazaniu sprawy do Krakowa, podzielając argumentację katowickiego sądu okręgowego i wskazując na dobro wymiaru sprawiedliwości – powiedział w środę pełnomocnik europosłów mec. Józef Marcinkiewicz. Jak dodał, decyzja Sądu Najwyższego nie jest zaskarżalna.

„Prawie 4 lata to za mało, by ukarać winnych zarejestrowanej przez policję +egzekucji+ europosłów. Słyszeli o niej już wszyscy w Polsce i za granicą. Sprawę Sąd Najwyższy wysyła do Krakowa, a rzecz działa się w Katowicach. Ciekawe komu dalej podrzucą ten (dla nich) gorący kartofel?” – napisała europosłanka Róża Thun na Twitterze – jedna z osób, których zdjęcie zawieszono na szubienicy.

Więcej na tvn24.pl

„Gazeta Polska” przegrała w sądzie drugiej instancji. Musi zapłacić i przeprosić za fotomontaż z uchodźcami

2021/06/17

20 tys. zł na rzecz Polskiej Akcji Humanitarnej i przeprosiny na okładce. Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji w sprawie skandalicznego fotomontażu z Irakijczykami i Afgańczykami na okładce „Gazety Polskiej”.

W środę, 16 czerwca w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku zapadł wyrok w sprawie Rafał Wojczal przeciwko „Gazecie Polskiej”. Chodzi o skandaliczny fotomontaż zdjęć gdańskiego fotografa i operatora, przedstawiających Irakijczyków i Afgańczyków, które znalazły się na okładce tygodnika z podpisem „Wstrząsający niemiecki raport. Uchodźcy przynieśli śmiertelne choroby”.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał wyrok Sądu Rejonowego w Gdańsku z 4 listopada 2020 r. Sąd pierwszej instancji zasądził zapłatę 20 tys. na rzecz Polskiej Akcji Humanitarnej. „Gazeta Polska” została też zobligowana do zamieszczenia na okładce przeprosin. Przeprosiny mają również pojawić się na stronie głównej internetowego wydania „Gazety Polskiej” jako tzw. temat dnia oraz na fanpage’u „Gazety Polskiej” na Facebooku. W podobnej formie mają być opublikowane na Twitterze „Gazety Polskiej”.

Sędzia Weronika Klawonn, odczytując wyrok sądu pierwszej instancji, podkreślała, że fotomontaż na okładce „Gazety Polskiej” wykonany został nie tylko z naruszeniem zasad licencji, ale przede wszystkim w sposób stanowiący gwałt na dramatycznym przesłaniu zrobionych fotografii.

Zmontowane zdjęcie brodatych mężczyzn i kobiet w chustach, którzy pchają szpitalne nosze z chorymi, znalazło się na okładce „Gazety Polskiej” 26 lipca 2017 r. Autorzy fotomontażu wykorzystali zdjęcia Rafała Wojczala i Wojciecha Wilczyńskiego. Pierwszy wykonał je w czasie pobytu w Al-Khazar, irackim obozie dla uchodźców wewnętrznych. Drugi uwiecznił akcję pomocy humanitarnej w Afganistanie.

Więcej w Wyborczej

W Radzie Europy podjęto rezolucję w sprawie polskich uchwał „anty-LGBT”. „Samorząd tamą przeciwko nienawiści”

2021/06/16

To samorząd jest tamą przeciwko nienawiści i wszelkim przejawom nietolerancji – mówił Marcin Gołaszewski, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi, podczas posiedzenia kongresu władz lokalnych Rady Europy, zanim ten podjął rezolucję w sprawie polskich uchwał „anty-LGBT”.

Po raz kolejny polskie „strefy wolne od LGBT” oraz podejmowane przez samorządy uchwały „anty-LGBT” i Samorządowe Karty Praw Rodziny, dyskryminujące społeczność nieheteronormatywną bezpośrednio lub pośrednio (teksty uchwał i kart różniły się w zależności od jednostki samorządu terytorialnego – red.) stają się obiektem krytyki na forum europejskim.

To efekt wizyty przedstawicieli organu w Polsce, która odbyła się w listopadzie 2020 roku na zaproszenie posłów Hanny Gill-Piątek i Krzysztofa Śmiszka. W ramach pobytu delegaci rozmawiali o sytuacji tęczowej społeczności w Polsce m.in. z przedstawicielami rządu, rzecznikiem praw obywatelskich oraz przedstawicielami organizacji pozarządowych.

Po wizycie Kongres przygotował specjalny raport (dostępny tutaj). Zwrócono w nim uwagę m.in., że ostatnie lata przyniosły poważny regres w ochronie osób nieheteronormatywnych i pogłębienie się mowy nienawiści i innych przestępstw na tle dyskryminacyjnym wobec nich. W efekcie sytuacja osób LGBT+, zwłaszcza młodzieży, znacznie się pogorszyła.

Więcej w Wyborczej