David Engel o książce Marka Jana Chodakiewicza, Po Zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944-1947 (Ąfter the Holocaust: Polish-Jewish Conflict in the Wake of World War II)

David Engel o książce Marka Jana Chodakiewicza, Po Zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944-1947 (Ąfter the Holocaust: Polish-Jewish Conflict in the Wake of World War II)

W 1988 roku opublikowałem studium na temat antyżydowskich zajść w powojennej Polsce. Opiera­łem się głównie na materiałach zbieranych od września 1944 roku do września 1946 roku przez Minister­stwo Administracji Publicznej, a także na ówczesnych doniesieniach wywiadu i materiałach prasowych. Zaznaczałem w nim, że dostępne dane są niepełne, a wszelkie wnioski, które mogą być na ich podstawie wyciągane, jedynie wstępne. Szczególnie podkreślałem to, że „wydaje się niemożliwym dokładne określe­nie liczby Żydów zabitych przez Polaków w pierwszych latach po wyzwoleniu”1.

Stwierdziłem, że najczęściej podawany szacunek -1000-1500 – ofiar wydaje mi się zbyt wysoki. W zda­niu, które zostało usunięte przez redaktorów i nie pojawiło się w artykule, spekulowałem: „Gdyby udało się zebrać pełne dane, możliwe, że określona na ich podstawie ogólna liczba ofiar wahałaby się między 500 a 600, z możliwością nieznacznych tylko odchyleń od podanej liczby”. I choć pozostaje ona tylko przypuszczeniem, podwajam tę liczbę w późniejszych dyskusjach na temat zajść antyżydowskich w powojennej Polsce. Jak mi wiadomo, do dzisiaj nie pojawiły się nowe dowody które wpłynęłyby na znaczącą korektę tego szacunku.

W nowym studium na ten sam temat, opartym głównie na aktach z prowincjonalnych archiwów, do których mnie nie udało się dotrzeć, Marek Jan Chodakiewicz stwierdza: „Od lipca 1944 roku do stycznia 1947 roku w Polsce zginęło co najmniej 400, a co najwyżej 700 Żydów i osób pochodzenia żydowskiego” (s. 213). I on dostrzega problem, który nastręczają źródła, podkreśla, że szacunki dokonane na ich pod­stawie mogą być tylko przybliżone. Jednak już sam fakt dojścia do wspólnych wniosków przez dwóch ba­daczy pracujących niezależnie, posługujących się inną bazą źródłową i patrzących z innej historiograficznej perspektywy (o czym później) jest znaczący i powinien stworzyć podstawę badawczej jednomyślno­ści. Chodakiewicz wspiera też mój wniosek o rozumienie omawianych zajść nie jako „nowej postaci sta­rej nienawiści, którą podsyciła zgotowana przez nazistów Zagłada, albo raczej, której to nienawiści nie zdołała stłumić”2, zauważając, że ja „bardzo wiarygodnie przekonuję o potrzebie dostrzegania wielości przyczyn” zabijania Żydów (s. 7). Tu jednak kończą się podobieństwa między narracją moją a Chodakiewicza. Tam, gdzie ja starałem się odmalować zawiłości wzajemnego oddziaływania konceptualnych i kontekstualnych motywów, dawnych animozji i aktualnych politycznych obaw wśród tych, którzy atakowali ocalonych z Zagłady powracających do swych przedwojennych siedzib, gdzie próbowałem wyjaśniać, jak trudno jest oddzielać od siebie owe motywy, Chodakiewicz ograniczył się do wskazania ówczesnego kon­tekstu politycznego jako źródła aktów przemocy.

Co więcej, przedstawił te wydarzenia jako, w większości przypadków, odpowiedź na prowokacyjne za­chowanie Żydów. W rzeczywistości – pisze – przemoc wobec Żydów była polską reakcją na trzy istotne zja­wiska: działanie żydowskich komunistów walczących o ustanowienie rewolucyjnych rządów marksistowsko-leninowskich; akcje żydowskich odwetowców, którzy usiłowali poza prawem dochodzić sprawiedliwości, mszcząc się na Polakach mających krzywdzić Żydów w czasie nazistowskiej okupacji i starania większości członków żydowskiej społeczności chcących odzyskać swoje mienie skonfiskowane przez nazistów, a potem przejęte przez Polaków” (s. 1). Innymi słowy, większość zabitych Żydów, podejmując wyżej wymienione dzia­łania, przyczyniła się do swojej śmierci. Gdyby sprzymierzyli się z rebeliantami występującymi zbrojnie prze­ciwko państwowym władzom w wyzwolonej Polsce, gdyby nie korzystali z prawnych mechanizmów umożli­wiających im pozywanie polskich obywateli, którzy mieli współpracować z nazistami w realizowaniu morder­czej kampanii, a także powstrzymali się od poszukiwania sposobów prawnej restytucji mienia odebranego im w czasie niemieckiej okupacji, rebelianci chroniliby ich zamiast wykonywać na nich egzekucje. Refren tanga morderczyń z musicalu „Chicago” – They had it comingft – odbija się echem w czasie lektury tego tomu.

Refren ten nie wybrzmiewałby tak ironicznie i tragicznie, gdyby sytuacja w powojennej Polsce była naprawdę taka, jak prezentuje ją Chodkiewicz. Wedle niego, od chwili zakończenia wojny Polska i Po­lacy byli represjonowani przez małą, ale bezwzględną bandę stalinowskich ciemiężycieli, którzy w lipcu 1944 roku „utworzyli marionetkowe komunistyczne państwo w centralnej Polsce” (s. 16). Większość Po­laków państwa tego, twierdzi Chodakiewicz, nie popierała. Wyjątkami było kilku „renegatów – przywód­ców radykalnych odłamów lewicowych, którzy przywłaszczyli sobie nazwy „szacownych przedwojen­nych organizacji”, takich jak partie chłopskie i socjaldemokratyczne” (s. 16-17). Jego zdaniem, Polacy jako ogół wspierali „setki… tajnych [zbrojnych] organizacji”, dla których „antykomunizm i antysowietyzm były synonimami wolności i niezależności” (s. 24). Zawzięty opór tych „wolnościowców” miał zain­spirować „spontaniczne powstanie […] przeciwko Sowietom” wiosną 1945 roku. Ograniczyło ono wpływ „władzy sowieckiej […] tylko do miast”. Powstanie stłumiły brutalnie „posiłki sowieckie” (s. 25), Choda­kiewicz zapewnia, że „wolnościowi” przywódcy „chcieli ograniczyć zbrojną walkę do koniecznej samo­obrony”, by „zapobiec rozlewowi krwi, ale „terror tajnych służb przyczynił się do wzmożenia działalno­ści rebeliantów” w 1946 roku. Chodakiewicz jest przekonany, że to ów terror pozwolił garstce komuni­stycznych kryminalistów przeciwstawić się rosnącemu powstańczemu duchowi i zdławić go. Według niego, Żydzi odegrali główną rolę w dziejach utrwalania komunistycznego terroru (fakt ten, jak twier­dzi, przemilczają inni badacze). „Żydowska służba w komunistycznych instytucjach, szczególnie w tajnej policji, polegająca na konkretnych działaniach antypowstańczych” oraz „obywatelskie” meldunki, które często było załatwianiem porachunków w asyście NKWD i UB z rzeczywistymi lub rzekomymi antyse­mickimi prześladowcami, stały się przyczyną „denuncjacji, maltretowania i ograbienia 7000, a może, we­dług innej oceny, ponad 13 000 Polaków”4,

Ataki na Żydów, jak sugeruje, były częścią „koniecznej samoobrony”, do której „wolnościowi” przy­wódcy „chcieli ograniczyć zbrojną walkę”. Dzieło wolnej Polski wymagało złamania osi żydowsko-komunistycznej.

Takie przedstawianie stanu rzeczy w Polsce w latach 1944-1947 może pocieszać gorliwych strażni­ków mitu o Polakach bohaterskich męczennikach historii za sprawę ogólnoludzkiej wolności. W rzeczy­wistości to raczej produkt aktywnie pracującej wyobraźni, swobodnej w doborze faktów (może inspiro­wanej względami politycznymi) niźli prawdziwe zrozumienie ówczesnej sytuacji. Bowiem w tym okresie faktyczne władze państwowe w Polsce, wspierane przez Sowietów – najpierw Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN), potem Rząd Tymczasowy RP (RTRP) i w końcu (po 1945) Tymczasowy Rząd Jedno­ści Narodowej (TRJN) – realizowały politykę zaskarbiania sobie sympatii polskich niekomunistycznych ugrupowań.

Polityka ta była na ogół skuteczna. Już 29 sierpnia 1944 roku antykomunistyczny polski rząd na uchodźstwie w Londynie publicznie zadeklarował gotowość do dzielenia z komunistami władzy w przy­szłej Polsce. Po konferencji w Jałcie w 1945 roku większość przedstawicieli polskich kół politycznych po­twierdziła, że komuniści mogliby odgrywać główną rolę w rządzeniu wyzwoloną ojczyzną. Nawet przed Jałtą ogłoszono porozumienia. 8 lutego 1945 roku, rząd polski na uchodźstwie rozkazał zaprzestania zbrojnego oporu wobec Sowietów i sił przez nich wspieranych. Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej utworzono w wyniku negocjacji w Moskwie, w których uczestniczyli przedstawiciele głównych środowisk politycznych z kraju i niektórzy wybitni politycy emigracyjni.

28 czerwca 1945 roku były premier rządu na uchodźstwie, Stanisław Mikołajczyk, prezes Stronnictwa Ludowego, dołączył do TRJN jako wicepremier i minister rolnictwa; podążył za nim Jan Stańczyk, były mi­nister pracy i opieki społecznej w rządzie na uchodźstwie, który w nowym rządzie otrzymał analogiczne stanowisko. 5 lipca 1945 roku TRJN został uznany przez Wielką Brytanię, Stany Zjednoczone i właściwie przez wszystkie inne kraje za legalny rząd państwa polskiego. Polscy komuniści i ich sowieccy popleczni­cy nie zrealizowali obietnicy o przekształceniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej w prawdziwy koalicyjny rząd, któremu legitymację dałyby wolne powszechne wybory, ale stało się to jasne dopiero w lutym 1946 roku. Proces rzeczywistej komunizacji nie zaczął się aż do lipca, aż do chwili, w której prze­szła już fala antyżydowskich wystąpień. Do tego czasu niewielu Polaków przewidywało nadejście stali­nowskiego reżymu, który miał zapanować wraz z usunięciem Gomułki i utworzeniem w 1948 roku Pol­skiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR). Jeszcze mniej Żydów i nie-Żydów postrzegało rząd powo­jennej Polski jako organ nielegalny, a wszelkie z nim układy jako zbrodnię. Innymi słowy, między sierp­niem 1944 a wrześniem 1946 roku, kiedy to 500-600 Żydów (według oceny Chodakiewicza 400-700) straciło życie w wyniku zbrodniczych akcji Polaków, „marionetkowe komunistyczne państwo w centralnej Polsce”, przeciw któremu, jak twierdzi Chodakiewicz, walczyli „wolnościowcy”, jeszcze nie istniało. Wal­ka stosunkowo małej grupy „powstańców” (aktywnie sprzeciwiających się rządowi, którego legalności nie kwestionowano powszechnie) nie była kierowana przeciwko widmu rządu komunistycznego, ale przeciwko wszystkim tym partiom lub ich koalicjom, których wizja przyszłej Polski była odmienna od pla­nów powstańców. Plany te nakreślono długo przed pojawieniem się prawdziwego niebezpieczeństwa przejęcia władzy przez komunistów w oswobodzonej Polsce. Dla Żydów jako równouprawnionych do korzystania z zasobów państwa polskiego nie było w nich właściwe miejsca. Emisariusz Jan Karski (ani ko­munista, ani sympatyk komunizmu) informował już w 1942 roku, że partie narodowe i ekstremistycznie narodowe planowały po wyzwoleniu „bezwzględną walkę z żydostwem”, a nawet ostro krytykowały rząd na uchodźstwie (a nie przyszły rząd komunistyczny) za „bycie zależnym od poparcia Żydów”‚.

Uporczywe utożsamianie przez „wolnościowców” Żydów z komunistami nie było niczym innym jak próbą przesłonienia prawdziwych celów ich walki oraz zdobycia sympatii społeczeństwa poprzez granie na nutę dawnych uprzedzeń. „Wolnościowcy” zaciekle utwierdzający antysemickie stereotypy mogli zjed­nywać sobie polskie społeczeństwo niezależnie od tego, ilu Żydów lub nie-Żydów sprzeciwiało się ich wy­siłkom burzenia porządku publicznego i niszczenia politycznych porozumień, które do połowy 1946 ro­ku były postrzegane przez ogół jako rządy wielopartyjnej demokracji. To, że Chodakiewicz dał wiarę pro­pagandzie, wskazuje co najmniej na jego porażkę jako historyka nieumiejącego rozróżnić między rokiem 1945 a 1948. Może być także dowodem na coś więcej. Chodakiewicz twierdzi, że jednym z głównych ce­lów przyświecających mu przy pisaniu książki było zdekonstruowanie stereotypu trwałości i siły „polskie­go antysemityzmu”. Mógłby zatem z dumą podkreślać, że większość polskiego społeczeństwa nie uległa wpływowi „wolnościowców” i zajścia antyżydowskie, choć stały się przyczyną dramatycznego poczucia niepewności oraz wypełniły ich dni grozą, zabrały życie mniej niż dwóm dziesiątym procenta Żydów, któ­rzy w ciągu dwóch lat po wyzwoleniu postawili nogę na polskiej ziemi. Nie wybrał jednak budującego przykładu, który dała większość, ale, opatrując propagandę stemplem naukowości, postanowił rehabili­tować dobre imię politycznie ekstremalnej mniejszości. Książka Chodakiewicza wydaje się być raczej obroną radykalnej polityki nieharmonizującej z kanonami zachodniej moralności niźli wkładem do międzygrupowego zrozumienia. Jeśli tak jest w istocie, to jego praca stanowi nie tylko przykład kiepskiego (historycznego) rzemiosła (mimo zaprezentowania nowych odkryć archiwalnych), ale jest też chybionym w swym zamierzeniu, pożałowania godnym wysiłkiem.

__________________________________________________________

1Recenzja ukazała się w 18 tomie Poliri: Studies in Polishjewry pod redakcją ChaeRan Freeze, Paula E. Hymana i Antonego Polonskyego, listopad 2005, wyd. Littman Library of Jewish Cmlization dla Institute for Polish-Jewish Studies i American Association for Polish-Jewish Studies. D. Engel, Patterns of Anti-Jewish Violence in Poland, 1944-1946, „YadVashem Studies” 1988, t. 26.

2lbidem, s. 85; M. Chodakiewicz, op. cit., s. 7.

3 „Zasłużyli sobie na to”.

4Dane statystyczne prezentowane przez Chodakiewicza są w kilku miejscach niespójne. W tabeli na stronie 213 po­
daje, że co najmniej 3128 Polaków zostało zadenuncjowanych przez Żydów, 2408 aresztowanych („w wyniku bez­
pośrednich lub pośrednich akcji Żydów zatrudnionych w komunistycznej służbie bezpieczeństwa” [125]), 63 „zabitych bezpośrednio”, a do zabicia 195 Żydzi „się przyczynili”. Maksymalne liczby dla tych czterech kategorii to: 6238, 6625, 125, 455. Nie jest jasne, jak dane te miałyby odpowiadać stwierdzeniu z tej samej strony, że „osoby pochodze­nia żydowskiego… zadenuncjowały, znęcały się i ograbiły co najmniej 7000 Polaków”. Nie wiadomo też jak je trak­tować wobec zapisu ze strony 223: „najprawdopodobniej jakieś 3128 do 6625 Polaków padło ofiarą żydowskich prze­śladowców” albo wobec tabeli ze strony 113, w której maksymalne i minimalne liczby są znacząco niższe od podawa­nych w innych miejscach książki.

5 Karski do Sikorskiego, „Prasa tajna” [15 grudnia 1942], Hoover Institution Archives, Jan Karski, Box 1, File 6. Kar­ski notuje dalej: „jeśli chodzi o Żydów [podziemna skrajnie prawicowa prasa] przyjmuje stanowisko wrogie, nie wy­rażając nawet najmniejszego współczucia dla żydowskiej społeczności cierpiącej niemiecki terror”.

David Engel

Z języka angielskiego przełożyła Monika Polit

Tekst ukazał się w pierwszym tomie rocznika „Zagłada Żydów. Studia i Materiały„, Warszawa 2006, i. I. Dziękujemy za udostępnienie nam publikacji.