Postawienie pomnika Sprawiedliwych na miejscu przesiąkniętym żydowskim cierpieniem może być odczytane – zapewne wbrew intencjom pomysłodawców – jako przejaw próżności i strachu. Oraz pychy, która wymaga, by “nasze” było na wierzchu.

Zbliża się 70. rocznica powstania w warszawskim getcie. To był nie tylko bohaterski zryw garstki uzbrojonych młodych ludzi. Ogromną rolę odegrała też milcząca większość – 50 tysięcy mieszkańców getta ukrytych w bunkrach. Gdyby nie ich determinacja, odwaga, pomysłowość i wytrwałość, powstanie trwałoby o wiele krócej. Mieszkańcy getta, zrozumiawszy, co oznacza “wysiedlenie” i straciwszy nadzieję na jakąkolwiek pomoc czy ratunek, postanowili stawić Niemcom opór. Getto zeszło dosłownie pod ziemię – cały istniejący jeszcze jego teren został pokryty siecią bunkrów. Budowano oryginalne skrytki i okazałe podziemne kryjówki – nawet z dostępem do wody, elektrycznością, wentylacją, telefonem, z zapasami jedzenia na wiele miesięcy. Ukryci w schronach Żydzi nie mieli zamiaru wychodzić na nawoływania Niemców, stanowili bazę – w sensie psychologicznym i materialnym – dla walczących bojowców. To dlatego Niemcy musieli zdobywać dom po domu, podpalać każdy budynek, by dosłownie wykurzyć z nich ukrywających się. Większość z nich została skierowana na Umschlagplatz, stamtąd nieliczne transporty pojechały do Treblinki, a większość – do Trawnik lub Poniatowej albo do Majdanka, a następnie do innych obozów. Kilka tysięcy Żydów zginęło na miejscu – podusili się w bunkrach, zginęli od wrzucanych tam gazów czy granatów, zostali rozstrzelani na terenie getta. Te rozstrzeliwania odbywały się przede wszystkim na ogromnym podwórzu budynku przy ul. Zamenhofa 19. Niemcy zganiali tu półprzytomnych ludzi wyciągniętych z bunkrów, ograbiali ich, następnie zabijali. Znęcali się nad nimi w okrutny sposób. Obserwujący wówczas to podwórze z ukrycia Mietek Pachter zapisał:

„Oto dochodzi niemiec do kobiety z dzieckiem, wydziera jej z rąk brutalnie dziecko, które woła z całych sił: »mamusiu, zabierz mnie z powrotem, ja chcę do ciebie, on chce mnie bić, mamusiu, ratuj… «. Dziecko krzyczy coraz głośniej,

matka wyrywa się i leci, by odebrać dziecko. Dopada do niej kilku niemców i trzymają ją mocno. Ona rzuca się z całych sił, krzycząc niby w obłędzie. Oczy jej gonią za dzieckiem. Jest osaczona przez niemców, nie może na krok zbliżyć się do swej duszy, bo dziecko jest jej duszą i ciałem. Widząc, że nie wyrwie się z rąk niemieckich, krzyczy do nich »mordercy, oddajcie mi moje dziecko, oby ziemia się zapadła pod wami, zabijcie mnie, cóż chcecie od mego dziecka! Oby wasz cały naród został tak przeklęty i zniszczony jak wy to uczyniliście z nami, zabijcie, nie róbcie nic memu dziecku!!! «. Głos tej nieszczęśliwej kobiety milknie, obecnie wydostaje się jedynie nieprzytomny charkot. Niemiec noszący dziecko zbliża się do muru, bierze dziecko za nóżkę i w oczach nieszczęśliwej  matki zakręca młynkiem małe ciałko dziecka i uderza całą mocą w mur. Głowa dziecka pęka, mur zostaje zalany krwią. (…) Rozlega się okropny krzyk, to matka rzuciła się raptownie do przodu, porywa za sobą niemców, oni nie są w stanie jej utrzymać. (…) Rozlega się donośny płacz, to wszystkie kobiety (…) płaczą, one nie mogą znieść tego widoku. Mężczyźni stoją z pochylonymi głowami, łzy ciekną im po sczerniałych twarzach. Kobieta wyrywa się i bije pięściami niemców, krzycząc »wy mordercy, ja was tu wszystkich zabiję «. (…) Wybucha histerycznym śmiechem i leci do niemca, który jej zmiażdżył szczęście. Niemiec wyciąga rewolwer, pada strzał, kobieta zachwiała się, ale leci dalej, zostawiając za sobą pasmo krwi. Drugi strzał kładzie ją na miejscu. Jeszcze wyciąga pięść ku górze i grozi… tak skonała”. Wszyscy stojący na podwórzu zostali zabici, ich ciała spalono na wielkim stosie. Uprzątnęli je kolejni wyciągnięci ze schronów Żydzi, których ograbiono, torturowano i dręczono, a potem zabito i spalono. Ich ciała uprzątnęła kolejna grupa…

W tym właśnie miejscu stanął budynek Muzeum Historii Żydów Polskich. Jest mocno osadzony na fundamencie żydowskiego cierpienia. Jest dosłownie zakorzeniony w doświadczeniu warszawskiego getta, jest przesiąknięty jego bólem i musi pomieścić w sobie sceny takie jak opisana powyżej.

 Jak się dzisiaj obchodzić z taką ilością ludzkiego cierpienia? Jak okazać szacunek i zrozumienie? Myślę, że cierpienie wymaga ciszy i przestrzeni. Potrzebuje miejsca, by można było je w ogóle zauważyć. Nie można go pomijać czy lekceważyć, a tym bardziej zasłaniać lub zagadywać. Wokół budynku Muzeum powinien być obszar ciszy dedykowany Żydom warszawskiego getta – tym, którzy tutaj żyli, kochali, modlili się i zginęli w okrutny sposób. Tutaj powinna znaleźć się przestrzeń dla żydowskiego dziecka i jego matki – to jest ich miejsce i musimy je dla nich zostawić.

19 kwietnia ma zostać ogłoszona decyzja władz RP, że przy budynku Muzeum stanie pomnik Sprawiedliwych – Polaków, którzy ryzykowali życie, by w czasie okupacji ratować Żydów. Uważam ten pomysł za niewłaściwy. Z kilku powodów.

Po pierwsze – sprawiedliwym bez wątpienia należy się pomnik. Ich działania idące pod prąd większości polskich postaw wobec Zagłady wymagały prawdziwej odwagi i bohaterstwa. Sądzę jednak, że taki pomnik nie powinien stanąć w tym miejscu, miejscu, które opowiada o żydowskim cierpieniu, a nie o Polakach. Ten malutki fragment Warszawy należy do Żydów i nie wolno go zawłaszczać. O tym zawłaszczaniu pisała Elżbieta Janicka, pokazując, jak polska pamięć przykrywa stopniowo wszystkie miejsca żydowskiej pamięci na terenie byłego getta, jak je dominuje, deformując ich znaczenie, odbierając tym miejscom ich pierwotny sens.

Po drugie – od ponad dekady w Polsce toczy się dyskusja o naszych postawach wobec Żydów w czasie okupacji. Jest to dyskusja niełatwa i daleko jej do końca. Powinna się dalej toczyć, musimy rozmawiać i opowiadać sobie na nowo nasze historyczne dziedzictwo. W moim przekonaniu postawienie pomnika Sprawiedliwych w tak istotnym, należącym do obszaru żydowskiego cierpienia miejscu niejako by tę dyskusję zamknęło. Mam wrażenie, że – mimo najlepszych chęci inicjatorów wzniesienia pomnika – niefortunny wybór miejsca wypacza jego sens. Można go w tej przestrzeni odczytać tak, jakby państwo polskie swoim autorytetem deklarowało ostatnie słowo, jakby opowiadało się po stronie tych, którzy wypychają do przodu garstkę sprawiedliwych, chowając się za ich plecami i mówiąc dziecinnie: “a myśmy pomagali”. Równie niefortunny jest wybór daty podania informacji o budowie pomnika do publicznej wiadomości. 19 kwietnia oczy wielu ludzi (i mediów) z całego świata będą zwrócone na rocznicę powstania w warszawskim getcie. Ten dzień w sposób szczególny należy do Żydów, do pamięci o Żydach, i w moim przekonaniu nie należy tego zakłócać.

Po trzecie – postawienie pomnika Sprawiedliwych na miejscu przesiąkniętym żydowskim cierpieniem może być odczytane – zapewne wbrew intencjom pomysłodawców – jako przejaw próżności i strachu. Oraz pychy, która wymaga, by “nasze” było na wierzchu i racja była po “naszej” stronie.

Nic nie pomoże: nawet dziesięć pomników, alejka Sendlerowej, ławeczka Karskiego i inne “szlachetne” pomysły nie przykryją prawdy o tym, jak część Polaków zachowywała się w czasie Zagłady. Pomnik Sprawiedliwych nie zetrze z tego miejsca żydowskiego cierpienia i polskiej obojętności.

/prof. Barbara Engelking – kieruje Centrum Badań nad Zagładą Żydów w IFiS PAN /

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl – http://wyborcza.pl/0,0.html <http://http/wyborcza.pl/0,0.html/> © Agora SA