W kilkunastu polskich miastach w sobotę odbywały się demonstracje przeciw przemocy i nienawiści. Dziś o godz. 14 najważniejsza z nich – w Białymstoku. Najwięcej osób stawiło się w Warszawie na placu Defilad. Uczestnicy zgromadzenia przynieśli też transparenty z hasłami: „Żądamy równości małżeńskiej”, „Konstytucja”, „Akceptacja” czy „Faszyzm stop”. Wśród uczestników byli uczestnicy marszu w Białymstoku i organizacje walczące o prawa osób nieheteronormatywnych. Przyszli też politycy, m.in. wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej, szef Partii Razem Adrian Zandberg, Anna Maria Żukowska z SLD czy Paulina Piechna-Więckiewicz z Wiosny.

Dwieście osób przyszło na protest w Katowicach. – Każdy z nas jest dotknięty tym, co się stało w Białymstoku. Czujemy, że nasze bezpieczeństwo jest zagrożone. Ale nie jesteśmy sami. Najważniejsze jest to, że możemy pokazać innym, kim jesteśmy. Kiedy spychają nas z ulic, to musimy na nie wrócić. To my, młodzi, jesteśmy odpowiedzialni za to, co się będzie działo. Mamy głos. Musimy go wykorzystać. Rząd pozwala na nienawiść i przemoc. Musimy temu powiedzieć „stop” – mówiła jedna z uczestniczek demonstracji.

Mieszkańcy Zielonej Góry spotkali się przed filharmonią. – Wydarzenia z Białegostoku nie są odosobnione. Codziennie słyszymy o różnych napadach, ostatnio na dziennikarza we Wrocławiu. Nie zgadzamy się na przemoc i agresję. Śmierć Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska, niewiele zmieniła. Rządzący nakręcają dalej spiralę nienawiści. My chcemy się temu przeciwstawić. W żaden inny sposób, tylko kolorowo, radośnie, spotykając się tutaj – mówiła Zofia Szozda z grupy Wspólna Zielona Góra.