Żaden z 200 pograniczników, których prokuratura uznała za pokrzywdzonych, nie stawił się w sądzie w pierwszym dniu procesu wytoczonego dziennikarzowi TOK FM Piotrowi Maślakowi.

Sąd utajnił rozprawę. Według nieoficjalnych informacji „Wyborczej” Maślak na razie nie składał wyjaśnień. Prokuratura na następny termin (20 lutego) zgłosiła świadków, którzy występują w akcie oskarżenia jako ci najbardziej urażeni słowami dziennikarza.

Chodzi o wpis, który 28 sierpnia 2021 r. Maślak zamieścił na swoim Twitterze: „Nie potrafię tego nazwać inaczej, strażnicy graniczni, którzy zabraniają dostarczyć wody i dopuścić lekarzy do uchodźców, mogą sobie przyczepić naszywki SS. Tamci też wykonywali rozkazy. A jak Wam każą strzelać do uchodźców, też wykonacie rozkaz?”.

Było to w szczycie kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Uchodźcy kierowani do Polski przez reżim Łukaszenki próbowali przejść granicę. SG ich nie puszczała, a tych, którym się udało przejść, „przepychała” z powrotem na Białoruś. Pogranicznicy nie dopuszczali do uchodźców organizacji pomocowych ani lekarzy.

Rząd i prorządowe media uznały wpis Maślaka za znieważający funkcjonariuszy, którzy bronią polskiej granicy. Na dziennikarza wylała się fala hejtu, do redakcji TOK FM wysyłano żądania wyrzucenia go z pracy. Doniesienie do prokuratury złożył Mariusz Kamiński, szef MSWiA oraz poseł i wiceprezes partii rządzącej. Od razu przyłączyło się do niego dziesięcioro funkcjonariuszy SG, później – kolejnych 190. Dziennikarz ma zarzuty ze słynnego art. 212 kk (pomówienie osoby lub instytucji) oraz z art. 226 kk – „znieważenie funkcjonariusza publicznego w związku z pełnieniem przez niego funkcji”. Za oba przestępstwa grozi kara grzywny lub więzienia do jednego roku.

Więcej w Wyborczej