Publikujemy tekst Przemysława Wiszniewskiego, członka Zarządu Otwartej Rzeczpospolitej, dotyczący napisu „Zabij Żyda”, który pojawił się na warszawskich Bielanach. Tekst został opublikowany w Gazecie Wyborczej.

W tej sprawie powiadomiliśmy prokuraturę, wskazując na możliwość popełnienia przestępstwa z art. 256 kk. Listy w tej sprawie wysłaliśmy również do Urzędu Dzielnicy Bielany, wspólnoty mieszkaniowej oraz zarządcy budynku.

Przypominamy również o naszym portalu www.zglosnienawisc.otwarta.org, za pomocą którego można zgłaszać przypadki mowy i czynów nienawiści z którymi stykamy się w przestrzeni realnej i wirtualnej.

***

Polska jest bodajże jedynym krajem na świecie, gdzie można sobie idąc ulicą, nabazgrolić na murze napis „Zabij Żyda”. Całkowicie bezkarnie. Ot, tak sobie, dla fantazji. Taki napis został właśnie umieszczony na elewacji na warszawskich Bielanach. Sprawca zadał sobie trud i w mrozie postanowił dać upust swojej złości i przekonaniom. A co tam, w Polsce obowiązuje wszak wolność słowa.

Nikt nie wykryje autora tego napisu, bo nakłady związane z jego poszukiwaniem stanowczo przekroczyłyby efekt. Mizerny, gdyż sankcja karna za chuligańskie zniszczenie mienia to jakaś marna grzywna. Treść napisu jest bez znaczenia w naszym kraju. Ostatecznie przywykliśmy do oglądania murów kamienic z podobnymi napisami. Oswoiliśmy się z nimi. Były i są wszędzie. We wszystkich miastach i miasteczkach. Przechodnie wzruszają ramionami i odwracają wzrok. Szkoda, że czysty mur dorobił się bazgrołów. To jednak żaden antysemityzm, zwykły wandalizm. Jakiś gówniarz napisał cokolwiek. Nie ma pojęcia, o czym. Nie jest antysemitą. Napisał dla draki. Wiadomo. Nic takiego. Równie dobrze mógłby napisać wyraz na „ka”, albo na „ha”.

Są różne warianty takiego napisu. Zazwyczaj modnie podmienia się „Żyda” na „Żymianina”, żeby się nikt nie przyczepił, choć każdy dobrze wie, o co chodzi. Nawet lepiej, bo sobie w myślach podkłada, a gdyby cię złapali na pisaniu, zawsze możesz tłumaczyć, że miałeś co innego na myśli. Że każdy sobie interpretuje, jak chce.

Pojawiają się także obrazki. Obrazki pojawiają się najczęściej. Powszechnie znany jest obrazek szubienicy, na której wisi sześcioramienna gwiazda. Gwiazda Dawida. Symbol, który ma historyczne znaczenie w Polsce, miejscu, gdzie pod okupacją hitlerowską Żydzi byli obligatoryjnie znaczeni Gwiazdą Dawida, jeszcze zanim zamknięto ich w getcie. Gwiazda Dawida jest zatem piętnem nazistowskim, którym znaczono ludzi, ofiary Zagłady.

Jest także Gwiazda Dawida na fladze Izraela i jest obok Menory symbolem religijnym. Kiedy Gwiazda Dawida trafia na szubienicę i jako rysunek jest nam podtykana pod nos masowo, w każdym miejscu i każdym zaułku naszego kraju, nikt nie protestuje. Tygodniami i miesiącami Gwiazdy Dawida wiszą w Polsce na szubienicach. To szczególnie bolesne, gdy dowiadujemy się o ostatnim wzmożeniu religijnym wskutek jakiegoś incydentu w szkole z udziałem innego symbolu religijnego jako rekwizytu.

Rzecz jasna, każde takie zdarzenie winno być starannie wyjaśnione i w razie potrzeby napiętnowane. Jednak w przypadku Gwiazdy Dawida tak się nie dzieje, ponieważ widocznie opinia publiczna uznaje, że to rzecz zwyczajna. Wszystko, co powszechnie widoczne, powszednieje i wyznacza standardy normalności.

Jednak napis „Zabij Żyda” jest czymś zgoła więcej. Owszem, to jeden z setek tysięcy podobnych napisów, jakkolwiek zawarta w nim treść jest szokująca w swojej dosłowności. W nawoływaniu do eksterminacji, do zbrodni i pogromu. Przechodnie odczytują ów komunikat w milczeniu i kroczą przed siebie. Napis jest czterosylabowym nawoływaniem, które zapada w pamięć i znika w jej czeluściach. Hipnotyzuje wywołując potencjalną gotowość. Pod byle pretekstem.

Jaki to może być pretekst? Dawniej to było oskarżenie o zbezczeszczenie hostii albo o mord rytualny lub o komunizm, o spisek żydowski. Teraz nie wiadomo, tym bardziej, że realnych obiektów brak. No, nie do końca, bo Polacy wiedzą, że nie tyle brak, co się ukrywają, starannie maskują, więc wystarczy wskazać palcem i obwieścić.

Upiorne murale towarzyszą naszej codzienności. Są nie tyle ignorowane, co raczej traktowane z pobłażaniem i przyzwoleniem. Nie tworzą już chaosu w naszej publicznej przestrzeni, bo są tolerowane, a nawet akceptowane. Czy zaśmiecają nasze umysły? Zapewne, choć ludzie to na ogół bagatelizują. Mają swoje własne zmartwienia. Ostatecznie mogą odetchnąć z ulgą, bo przecież to nie o nich chodzi. Oni nie są tymi, których zabicia domaga się autor.

Czy jednak na pewno nie o nich chodzi? Przecież w wezwaniu „Zabij Żyda” można dostrzec dwoje ludzi naprzeciw siebie: obiekt do zabicia, ale także wzywanego. Nie masz wyjścia. Jeśli nie postawisz się w tej roli, postawią cię naprzeciwko.