Współczesna debata publiczna w Polsce coraz częściej rezygnuje z pluralizmu na rzecz brutalnej polaryzacji, w której przeciwnik polityczny lub przedstawiciel mniejszości przestaje być partnerem w dyskusji, a staje się egzystencjalnym wrogiem. Zjawisko to, napędzane przez prawicową propagandę głównego nurtu oraz radykalne ugrupowania, ewoluowało od agresywnej retoryki medialnej do realnego zagrożenia fizycznego.
Analiza tragicznych wydarzeń z przeszłości, takich jak zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza czy samobójstwo syna posłanki Magdaleny Filiks, pozwala dostrzec przerażający mechanizm: odgórnie sterowana nagonka medialna nieuchronnie prowadzi do tragedii w świecie rzeczywistym. Obecnie analogiczne mechanizmy są coraz mocniej kierowane przeciwko społeczności ukraińskiej, co stwarza bezpośrednie ryzyko wybuchu przemocy o charakterze pogromowym.
Tragedia Pawła Adamowicza z 2019 roku stanowi podręcznikowy przykład tego, jak systematyczny lincz medialny potrafi zradykalizować jednostkę i pchnąć ją do ostateczności. Przez wiele miesięcy przed zamachem media publiczne oraz politycy prawicy przedstawiali prezydenta Gdańska jako postać antypolską, skorumpowaną i działającą na szkodę ojczyzny. Taka intensywność przekazu stworzyła wokół niego atmosferę społecznego wykluczenia i moralnego przyzwolenia na agresję. Choć bezpośrednim sprawcą morderstwa był człowiek zdemoralizowany, to grunt pod jego czyn został przygotowany przez propagandę, która zdemontowała kulturowe tabu chroniące ludzkie życie.
Podobny mechanizm niszczenia człowieka, tym razem dotykający najdelikatniejszej sfery rodzinnej, doprowadził do śmierci nastoletniego syna posłanki Magdaleny Filiks. W tym przypadku propaganda partyjno-państwowa, w pogoni za politycznym zyskiem i chęcią uderzenia w opozycję, posłużyła się cyniczną manipulacją danymi wrażliwymi. Publiczne ujawnienie informacji pozwalających na identyfikację ofiary pedofilii wywołało falę wtórnej cyfrowej przemocy.
Tragedia ta pokazała, że dla osiągnięcia celów politycznych prawicowy aparat propagandowy jest w stanie przekroczyć każdą barierę etyczną, nie zważając na koszty humanitarne. W obu tych przypadkach mechanizm był tożsamy: wyselekcjonować cel, odczłowieczyć go w oczach opinii publicznej, a następnie obserwować, jak zmanipulowane społeczeństwo lub zradykalizowana jednostka dokonuje linczu.
Dziś to samo narzędzie szczucia i pogardy zostaje przekierowane na nowy cel – mniejszość ukraińską mieszkającą w Polsce. Środowiska skrajnej prawicy, na czele z Konfederacją oraz radykalnym skrzydłem Prawa i Sprawiedliwości, coraz wyraźniej czynią z ukrainofobii i podszytego lękiem nacjonalizmu fundament swojej strategii politycznej. W obliczu nadchodzących kampanii wyborczych, budowanie poczucia zagrożenia, rzekomego uprzywilejowania uchodźców czy manipulowanie trudną historią staje się cynicznym sposobem na mobilizację twardego, radykalnego elektoratu.
Przekaz ten w sposób intencjonalny lub wynikający z politycznego oportunizmu idealnie współgra z celami wojny hybrydowej prowadzonej przez Federację Rosyjską. Kremlowskie ośrodki dezinformacyjne nie muszą dziś tworzyć nowych struktur od zera – z sukcesem moderują i infekują polską przestrzeń informacyjną, podsuwając gotowe narracje, które polska prawica bezrefleksyjnie adaptuje na potrzeby walki o głosy. Moskiewska matryca propagandowa opiera się na precyzyjnych wektorach wpływu: podsycaniu lęków ekonomicznych (hasła o „ukrainizacji Polski” czy „zabieraniu miejsc pracy”), kreowaniu poczucia niesprawiedliwości społecznej poprzez wyolbrzymianie rzekomych przywilejów socjalnych dla uchodźców oraz cynicznym instrumentalizowaniu traumatycznych kart wspólnej historii, zwłaszcza zbrodni wołyńskiej.
Rosyjskie farmy trolli i ukryte kanały operacyjne działają jak rezonator – wyłapują skrajne wypowiedzi polskich polityków prawicy, sztucznie zwiększają ich zasięgi w mediach społecznościowych i radykalizują język debaty. W ten sposób lokalny oportunizm wyborczy staje się darmowym i niezwykle skutecznym narzędziem w rękach Kremla, którego nadrzędnym celem geopolitycznym jest rozbicie strategicznego sojuszu Warszawy i Kijowa oraz doprowadzenie do wewnętrznej destabilizacji Polski.
Skutki tej operacji propagandowej są już widoczne na polskich ulicach. Słowa padające w przestrzeni publicznej zaczynają materializować się w postaci pobić, wyzwisk i agresji fizycznej wobec pracowników czy studentów z Ukrainy. Tworzy się niebezpieczna atmosfera pogromowa, w której przeciętny zwolennik prawicy czuje się moralnie zwolniony z przestrzegania norm współżycia społecznego, uznając, że „bierze sprawy we własne ręce” w obronie rzekomo zagrożonego narodu.
W odpowiedzi na te zjawiska premier Donald Tusk jednoznacznie zadeklarował, że państwo nie pozwoli na to, by bandyci dyktowali warunki na polskich ulicach, zapowiadając bezwzględną walkę ze sprawcami przestępstw z nienawiści. Choć reakcja aparatu ścigania i twarde egzekwowanie prawa są absolutnie konieczne, należy otwarcie wskazać, że działania te stanowią jedynie walkę z objawami, a nie z samą przyczyną choroby.
Ściganie pojedynczych napastników na ulicach jest syzyfową pracą, jeśli w tym samym czasie potężne algorytmy mediów społecznościowych, prawicowe portale oraz politycy bezkarnie infekują umysły milionów Polaków toksyczną ksenofobią. Walka z objawami bez odcięcia źródła propagandy nie uzdrowi tkanki społecznej.
Chorobą toczącą polską demokrację jest zorganizowany system nienawiści, zainstalowany i pielęgnowany przez siły prawicowe. Ma on jednoznaczne cechy pełzającego faszyzmu, w którym kryterium przynależności narodowej lub partyjnej decyduje o godności i bezpieczeństwie człowieka.
Świadoma część polskiego społeczeństwa nie może w tej sytuacji pozostać jedynie biernym obserwatorem. Milczenie wobec przejawów nietolerancji i zgoda na ksenofobiczną retorykę w debacie publicznej są formą współudziału. Aby zapobiec dalszej eskalacji i kolejnym tragediom, konieczny jest aktywny, obywatelski opór, codzienne przeciwstawianie się manipulacjom oraz kategoryczne żądanie od klasy politycznej i mediów odpowiedzialności za słowo.
Bez zdecydowanego sprzeciwu wobec nienawistnej propagandy, polskie ulice mogą stać się areną wydarzeń, z których jako społeczeństwo już się nie podniesiemy.
Przemysław Wiszniewski – Członek Zarządu Otwartej Rzeczpospolitej – Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii
STOWARZYSZENIE
OTWARTA RZECZPOSPOLITA
Biuro czynne dla interesantów:
poniedziałek-piątek: 10.00 - 14.00
Chcesz być na bieżąco?