Choć niechęć do cudzoziemców jest w Polsce pełna irracjonalnej hipokryzji, to i tak jest zaraźliwa. Liczba zgłoszonych przestępstw z nienawiści w samej Warszawie wzrosła w ciągu roku niemal o 100 proc.

Policjanci nie mają złudzeń: w ostatnim czasie coraz częściej mają do czynienia z przestępstwami z artykułów o stosowanie przemocy lub gróźb wobec osób z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej czy wyznaniowej oraz napaści z powodu ksenofobii, rasizmu lub nietolerancji religijnej. Widać to w policyjnych statystykach. – W mojej ocenie jesteśmy dopiero na początku tego zjawiska – smutno podsumowuje Andrzej Mroczek, ekspert do spraw bezpieczeństwa Uniwersytetu SWPS.

Z danych przesłanych przez wydział komunikacji Komendy Stołecznej Policji wyłania się alarmujący obraz. W poprzednich latach liczba przestępstw z nienawiści utrzymywała się na podobnym poziomie. W 2023 roku na terenie Warszawy policjanci zajmowali się 128 takimi przestępstwami, z czego w 96 przypadkach stwierdzili, że do załamania prawa faktycznie doszło. W 2024 roku przyjęli 126 zgłoszeń o popełnieniu przestępstwa z nienawiści, a więc niemal tyle samo. Uzasadnionych było 90 zawiadomień w tej sprawie. 

Ale choć liczba przestępstw na niektórych wrażenia nie zrobi, to tegoroczna tendencja musi niepokoić. Bo tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku 2025 policjanci dostali już 104 zgłoszenia o przestępstwach z nienawiści. W 78 przypadkach zgłoszenie się potwierdziło.

To wzrost o 84,4 proc. wobec tego samego okresu roku ubiegłego!

Ale tak naprawdę – jak słyszymy – skala zjawiska jest jeszcze większa. Liczba rzeczywistych przestępstw wobec jednej tylko i najliczniejszej mniejszości narodowej, czyli Ukraińców, jest o wiele większa, niż te, które zostały oficjalnie zgłoszone. Prawdziwa liczba jest ciężka do określenia, bo poszkodowani – wyzywani czy obrażani – rzadko zgłaszają te sprawy organom ścigania. Decydują się na to najczęściej dopiero wtedy, gdy na wyzwiskach się nie kończy. A za słowami idą pięści.  

Laura Kwoczała-Alsubaih, aktywistka na rzecz praw człowieka, ocenia, że niechęć do cudzoziemców jest w Polsce pełna irracjonalnej hipokryzji.

– Wobec osób z Bliskiego Wschodu niechęć argumentuje się ich obcą kulturą i trudną asymilacją [w europejskich warunkach]. Wobec Ukraińców ten argument znika, ale efekt wrogości pozostaje ten sam. To niebezpieczna inżynieria społeczna – przekonuje. 

Na dodatek agresja nie ma żadnego związku z tym, czy ktoś przebywa w Polsce legalnie, czy jednak nie. Kwoczała-Alsubaih jest Polką, ale muzułmanką, nosi na głowie chustę i też jest ofiarą hejtu. – Nikt w Polsce nie pyta o kartę pobytu. Wystarczy, że ktoś odbiega od kulturowego schematu i to staje się zapalnikiem do ataku.  

Ocenia, że ta antyimigrancka postawa, to już niebezpieczny trend, który dotyka osoby z coraz szerszego kręgu społeczeństwa. – Obserwuję to od momentu kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Operowanie figurą obcego, przybysza z innego kraju jest bardzo zintensyfikowane. To skuteczne narzędzie, które bazuje na lękach i uprzedzeniach – podkreśla. 

Więcej w Wyborczej