Szkoła upierała się przy imieniu z dokumentów, a uczennica chciała, by nazywać ją zgodnie z tożsamością płciową. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie przyznał jej rację.
Sprawa miała swój początek w 2023 roku. To wtedy do Stowarzyszenia Tęczówka, w ramach programu bezpłatnej pomocy prawnej dla osób transpłciowych, zgłosiła się Wiktoria, uczennica jednej z podkarpackich szkół. W dokumentach była mężczyzną, ale czuła się kobietą. Kiedy rozpoczęła tranzycję medyczną, poprosiła, by nauczyciele, w szkole do której chodziła, zwracali się do niej imieniem Wiktoria i żeńskimi zaimkami. Zgłosiła się w tej sprawie do dyrekcji szkoły. Dyrektor i wicedyrektorka odmówili, argumentując, że skoro nie przedstawiła orzeczenia sądu o zmianie płci, nic się nie zmieni.
Prawnicy, do których się zgłosiła Wiktoria, poradzili jej, by jeszcze raz porozmawiała z dyrekcją szkoły.
– Byliśmy wówczas krótko po przygotowaniu podręcznika dla nauczycieli, dotyczącego osób transpłciowych, poradziłem więc Wiktorii ten poradnik. Dzięki temu była dobrze przygotowana do rozmowy – mówi Damian Ruhm, radca prawny z Kancelarii GW Legal, członek zespołu pomocy prawnej Stowarzyszenia Tęczówka
Szkoła jednak nie zmieniła stanowiska i trwała przy swoim, także po dwóch pismach przedprocesowych, które wystosowała kancelaria reprezentująca Wiktorię.
Uczennica, dla której był to duży problem, prosiła poszczególnych nauczycieli, by zwracali się do niej żeńskim imieniem. To przyniosło tylko częściowy skutek, bo tylko niektórzy jej prośbę uszanowali. Pozostali zwracali się do niej albo męskim imieniem metrykalnym, albo bezosobowo. Albo wcale.
Wiktoria czuła się wykluczona ze społeczności szkolnej. Przestała jeździć na wycieczki szkolne, chodzić na lekcje. Pojawiły się problemy ze zdrowiem psychicznym. Wpadła w depresję, miała lęki. W końcu zmieniła szkołę, musiała powtarzać klasę.
Ostatecznie wspólnie ze wspierającymi ją prawnikami, skierowała sprawę do sądu o ochronę dóbr osobistych: godności, zdrowia i prawa do prywatności.
Sprawa została skierowana do Sądu Okręgowego. Jednym z dowodów przedstawionych w sądzie była notatka ze spotkania dyrekcji z uczennicą. Wiktoria została w niej przedstawiona jako osoba roszczeniowa, agresywna i niegrzeczna. Część tego spotkania Wiktoria nagrała. Nagranie pokazywało zgoła coś przeciwnego, mimo to sąd je odrzucił.
Wyrok był niekorzystny dla uczennicy. Prawnicy w imieniu Wiktorii złożyli odwołanie do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, a ten początkowo nakłaniał strony do ugody, na co nie zgodziła się szkoła. Ostatecznie uznał dowód, jakim było nagranie z rozmowy uczennicy ze szkołą i przyznał jej rację.
Sędzia stwierdził, że nie ma żadnych przepisów, które by zobowiązywały nauczycieli do zwracania się do uczniów wyłącznie oficjalnymi danymi metrykalnymi. Nie ma więc przeszkód, by zwracali się innym imieniem, czy choćby zdrobnieniem imienia, nawet jeśli prosi o to niepełnoletni uczeń. Nie trzeba do tego żadnych dokumentów, w tym prawomocnego wyroku ustalającego płeć. Co więcej – dla Wiktorii funkcjonowanie w szkole zgodnie z jej tożsamością płciową miało fundamentalne znaczenie, a nikomu innemu nie robiło krzywdy.
Więcej w Gazecie Wyborczej
STOWARZYSZENIE
OTWARTA RZECZPOSPOLITA
Biuro czynne dla interesantów:
poniedziałek-piątek: 10.00 - 14.00
Chcesz być na bieżąco?