Publikujemy tekst Przemysława Wiszniewskiego – członka Zarządu Otwartej Rzeczpospolitej. Tekst ukazał się pierwotnie w Gazecie Wyborczej.

Europoseł Grzegorz Braun nadaje ton. Jeszcze nie współrządzi, ale już kreuje naszą zbiorową wyobraźnię i systematycznie staje się architektem naszych dusz. Jest nadzwyczaj aktywny i skuteczny w swoich działaniach i ma liczne grono popleczników. Może dodam, że został wybrany do europarlamentu przez niemałą rzeszę wyborców, którym się jego hece antysemickie podobają. Braun przestał być marginesem. Przeszedł do mainstreamu polskiej polityki.

W Radiu Wnet podważył prawdę historyczną o istnieniu komór gazowych w Obozie Zagłady Auschwitz-Birkenau. Mimo że to radio jest wyraziście i skrajnie prawicowe, przytomny dziennikarz wyraził oburzenie i przerwał wywiad. Negacjonizm bowiem, bo tak się nazywa zaprzeczanie zbrodni Holocaustu, jest przestępstwem ściganym zarówno w Polsce, jak i w całym cywilizowanym świecie. Wolność słowa została tu stanowczo nadużyta.

Następnie Braun pojechał na uroczystości rocznicowe Mordu w Jedwabnem (to była cała fala pogromowa w licznych miejscach, a to konkretne jest zaledwie symbolem tej fali), by zakłócić obchody. I uczynił to nader skutecznie wraz z liczną gromadą osób, które twierdzą, że zbrodni dokonali Niemcy. Tymczasem na podstawie skrupulatnych badań naukowych wiemy, że to byli Polacy. W całej okolicy Polacy zamordowali swoich żydowskich sąsiadów, paląc ich żywcem w stodołach lub w inny okropny sposób znęcając się i pozbawiając życia.

To że niemieccy okupanci im w tym towarzyszyli, i inspirowali, nie umniejsza winy Polaków. Inspirowali, ale do niczego nie musieli przymuszać. Wykorzystali jedynie morderczy, żydożerczy instynkt miejscowej ludności.

Tuż obok miejsca kaźni nacjonaliści usytuowali siedem głazów, na których pomieścili kłamliwe informacje o Żydach, np. że kolaborowali z Niemcami i w gettach mieli się całkiem dobrze. Ohyda tej propagandy kłóci się z powagą miejsca i powinna zniknąć z publicznej przestrzeni natychmiast.

Na wyczyny Brauna zareagował zarówno Kongres Żydów Amerykańskich, jak i Instytut Yad Vashem w Jerozolimie, oraz szereg innych instytucji i polityków, także polskich. Premier Tusk zwrócił uwagę na to, że Braun niszczy polską reputację na świecie, który wyrobi sobie opinię o Polakach na podstawie tych właśnie skandalicznych wydarzeń. Skoro nie da się odwołać do sumienia, to chociaż do ambicji.

Braun jest potencjalnym kandydatem do współrządzenia w Polsce, ponieważ PiS w razie wygranych wyborów w 2027 roku sposobi się do powołania rządu w koalicji z Konfederacją, z której Braun się wywodzi (czy też wręcz zasila jej szeregi – trudno orzec, bo tam wciąż następują rozmaite roszady). O ile PiS nie jest otwarcie faszystowskim ugrupowaniem, lecz tylko pobłaża i niekiedy przyklaskuje pewnym agresywnym i nienawistnym działaniom, o tyle Konfederacja jest już oficjalnie faszystowska, ponieważ pełnymi garściami czerpie z tradycji endeckiej, czyli dmowszczyzny, i innych przedwojennych ugrupowań skrajnie nacjonalistycznych, antysemickich i chwalących Hitlera.

W całym kraju maszerują nacjonaliści (Łódź, Sopot, itd.) pod antyimigranckimi i antyuchodźczymi hasłami. W Zamościu doszło do rasistowskich incydentów w związku z pojawieniem się senegalskich ciemnoskórych artystów na Festiwalu Eurofolk. Patrole obywatelskie, kierowane przez Roberta Bąkiewicza są już nie tylko na pograniczu, ale też w głębi kraju. Chwali je prezes Kaczyński, namawiając, żeby nie bronili naszych granic gołymi rękoma. Twierdzi, że bronią naszego bezpieczeństwa i naszych polskich kobiet.

Tak brunatnieje nasze państwo. Władze państwowe, złożone z liberałów, a więc piewców wolności, nie kwapią się z decyzjami, które mogłyby odbić się niekorzystnie na ich wizerunku wyznawców wartości wolnościowych. Raczej ograniczają się do tzw. miękkich działań, typu udzielanie słownych reprymend, etc. Demokraci stawiają na zdrowy rozsądek i zasadę wstrzymywania się od siłowych rozwiązań z użyciem organów ścigania. To rzecz jasna piękne i chwalebne, ale czy skuteczne? Chyba nie bardzo.

Znacznie ciekawsze jednak jest przyjrzenie się społecznym postawom na te ewidentne przejawy brutalizacji życia społecznego. Zgodnie z krzywą Gaussa można obserwować postawy skrajne, zarówno zdecydowanie potępiające drogę, po której toczy się polityka, jak i ją akceptujące. Najliczniejszą grupę stanowią jednak ci, którzy przyjęli postawę biernych obserwatorów, którzy nie chcą się angażować po którejkolwiek stronie i czekają na rozwój wypadków. Zapewne jednak opowiedzą się po tej stronie, która zwycięży, żeby mieć święty spokój i nie narażać się na kłopoty.

W ten sposób Polska zmienia się na naszych oczach z państwa demokracji liberalnej w państwo faszystowskie.

Rządy Tuska mogą okazać się rychło krótką przerwą między kolejnymi odsłonami władzy autorytarnej Kaczyńskiego, Nawrockiego, Bosaka i Brauna, która nie będzie mieć żadnych problemów i przeszkód przed przeistoczeniem się w państwo totalitarne, terroryzujące społeczeństwo, zwłaszcza opozycję.

Tu najlepszym probierzem przewidywanych zmian jest postawa hierarchów Kościoła katolickiego, gdyż oni najszybciej wietrzą koniunkturę i już obserwujemy, jak po okresie wycofania znów zaczynają się uaktywniać politycznie. Kościół zawsze chce być blisko władzy, która obiecuje mu rozmaite profity.

I na koniec ustępujący prezydent Duda nawołuje do wieszania sędziów. Przecież jednak listę wieszanych politycy i tłum mogą kreatywnie rozszerzyć o kolejne grupy zawodowe, czy etniczne, a także o konkretne nazwiska.