Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w trybie pilnym rozpozna zażalenie w sprawie 7-letniego Alesia, którego sąd rejonowy nakazał wydać biologicznemu ojcu mieszkającemu na Białorusi. Jak ustaliła „Wyborcza”, w obronie chłopca objętego ochroną międzynarodową działania podjął Rzecznik Praw Dziecka.
Zostało zaledwie pięć dni do terminu, w którym Aleś, siedmioletni uchodźca polityczny z Białorusi, ma zostać odebrany swojej rodzinie zastępczej w Warszawie i wydany biologicznemu ojcu na stałe mieszkającemu w Mińsku.
Po naszej pierwszej publikacji o sprawie Alesia i oburzeniu opinii publicznej oraz sprzeciwem białoruskich opozycjonistów, nastąpił zwrot akcji. Sąd Okręgowy Warszawa-Praga oficjalnie uznał zażalenie na tę decyzję za sprawę absolutnie pilną. Co więcej, jak dowiedziała się nieoficjalnie „Gazeta Wyborcza”, w poniedziałek, 22 czerwca, zdecydowane działania podjął Rzecznik Praw Dziecka, który rozpoczął drobiazgową analizę sytuacji prawnej chłopca. Machina ruszyła, ale czas jest tylko do soboty.
Przypomnijmy: 23 marca 2026 roku Sąd Rejonowy Warszawa-Praga Północ wydał postanowienie w ramach zabezpieczenia, nakazujące zwolnienie Alesia z dotychczasowej pieczy zastępczej i przekazanie go ojcu dokładnie 27 czerwca – tuż po zakończeniu roku szkolnego.
Sąd pierwszej instancji oparł się w sposób literalny i formalistyczny na dwustronnej umowie między Polską a Białorusią z 1994 roku, która zobowiązuje nasz kraj do stosowania białoruskiego prawa ojczystego małoletnich. Uznano, że dobro dziecka realizuje się w pierwszej kolejności poprzez wychowanie przez rodzonego rodzica, a sam fakt funkcjonowania określonego autorytarnego systemu politycznego na Białorusi nie może pozbawiać ojca tych praw. Polityczny kontekst sprawy sąd zbył zaledwie jednym akapitem.
Tymczasem sytuacja prawna Alesia i jego starszego brata Jauhena jest diametralnie inna.Chłopcy są braćmi przyrodnimi, przekazania mu syna domaga się tylko biologiczny ojciec Alesia. Tymczasem obaj chłopcy są oficjalnie objęci w Polsce ochroną międzynarodową. Szef Urzędu ds. Cudzoziemców jednoznacznie stwierdził, że powrót na Białoruś naraża ich na realne niebezpieczeństwo. Powstał porażający klincz: z jednej strony polskie organy państwowe gwarantują dzieciom azyl przed dyktaturą, z drugiej – polski sąd nakazuje rozbić rodzinę zastępczą i otworzyć drogę do wywiezienia 7-latka prosto do Mińska.
W przesłanym do „Wyborczej” stanowisku rzecznik prasowy Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, sędzia Mariusz Jabłoński, potwierdza powagę sytuacji. „Sprawa rozpoznania zażalenia na zabezpieczenie została oceniona jako pilna i przedstawiona do decyzji sędziego referenta. Termin posiedzenia nie został jeszcze wyznaczony, ale zakładamy rozpoznanie zażalenia przed 27 czerwca 2026 r.” – przekazał nam sędzia Jabłoński.
Rzecznik odniósł się również bezpośrednio do zarzutu o ignorowanie sprzeczności prawnej między ochroną międzynarodową a nakazem wydania dziecka. „Kwestie te należą do sądu rozpoznającego zażalenie. Wskazuję natomiast, że orzeczenie sądu rejonowego w przedmiocie zabezpieczenia nie zawiera nakazania odesłania dziecka do Białorusi, a dotyczy zwolnienia z pieczy zastępczej pod opiekę ojca” – tłumaczy rzecznik.
Prawnicy reprezentujący rodzinę zastępczą nie kryją jednak sceptycyzmu: skoro ojciec mieszka w Mińsku, odebranie dziecka w Warszawie oznacza jego natychmiastowy wyjazd za wschodnią granicę.
Dla Hanny Kanavalevej, emerytowanej sprzedawczyni z Białorusi, która od maja 2023 roku prowadzi dla Alesia i Jauhena rodzinę zastępczą w mieszkaniu na warszawskim Mokotowie, te proceduralne niuanse oznaczają strach. Sama jest uchodźczynią polityczną. Jej córka Antonina (działająca w sztabie opozycjonistki Swiatłany Cichanouskiej) oraz zięć zostali skazani i osadzeni w białoruskiej kolonii karnej. Hanna uciekła z ich biologicznymi dziećmi przez Ukrainę do Warszawy w obawie, że reżimowe służby odbiorą jej wnuki w ramach systemowych represji wobec opozycji.
Wiadomość o decyzji sądu zdemolowała psychikę 7-latka. Ekspertka, prof. Agnieszka Maryniak, psycholożka kliniczna z Uniwersytetu Warszawskiego, stwierdziła w oficjalnej opinii, że dziecko zareagowało na tę wiadomość silnym lękiem i protestem, a wyjazd na Białoruś oznacza dla niego trwałą utratę bliskich. Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie wprost zaalarmowało, że nagłe przerwanie więzi z „babcią” Hanną i bratem Jauhenem stanowi potężne ryzyko dla rozwoju emocjonalnego i społecznego dziecka, a biologiczny ojciec jest obecnie dla chłopca osobą praktycznie nieznaną.
Co więcej, w zażaleniu złożonym przez adwokatkę Aleksandrę Jasińską oraz w obszernej dokumentacji przekazanej przez Fundację Partyzanka, broniącą praw uchodźców, znajdują się drastyczne dowody na to, jak reżim Łukaszenki instrumentalnie wykorzystuje dzieci do walki z oponentami politycznymi. Narzędziem tym jest m.in. dekret o nadawaniu statusu „rodziny społecznie niebezpiecznej”. Od 2020 roku dotyka on masowo rodziny zaangażowane w opozycję, a od początku 2025 roku status ten można otrzymać za tak błahe przewinienia administracyjne związane z „ekstremizmem”, jak polubienie postu niezależnego dziennikarza czy udostępnienie linku.
Więcej w Gazecie Wyborczej
STOWARZYSZENIE
OTWARTA RZECZPOSPOLITA
Biuro czynne dla interesantów:
poniedziałek-piątek: 10.00 - 14.00
Chcesz być na bieżąco?