„Ale nie musimy czekać na ustawodawcę; do tego, żeby po mieście nie krążył tramwaj z antysemickimi, ani też obscenicznymi napisami niepotrzebne są dodatkowe przepisy. Dużo może zdziałać wrażliwość i elementarne poczucie dobrego smaku. Sami coś róbmy, nie odsyłajmy do „kolegi.
Zmiana przepisów nie pomoże, jeśli nie zmieni się nasza wrażliwość” – podkreśla Paula Sawicka, prezes Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita w rozmowie z Dorotą WodeckąDorota Wodecka: Na co liczyli państwo, pisząc list do prezydenta Wrocławia w sprawie eskalacji ksenofobicznych i rasistowskich zachowań w mieście?

 Paula Sawicka: Zawsze liczymy na współdziałanie, na to, że nasz list spotka się z dobrą wolą adresata. Liczymy, że uświadomi mu, że obojętność na zło nienawiści także jest złem, bo jest rozumiana jako przyzwolenie.

Nagłaśnianie takich wydarzeń już nie wystarcza. I nie jest to niestety wrocławska specyfika. Rasistowskie i ksenofobiczne wydarzenia rozlewają się po Polsce przy nikłym społecznym sprzeciwie, a często jego braku. Jakby nam te wykrzykiwane hasła nienawiści, swastyki i inne obelżywe symbole smarowane na murach i nagrobkach wcale nie przeszkadzały albo jakbyśmy się już pogodzili z naszą bezradnością. ” Jeśli ktoś będzie chciał złamać prawo – zrobi to, pomimo podejmowanych przez nas i przez Państwa Stowarzyszenie wysiłków” – pisze do nas urzędnik.

Fakt, pobrzmiewa w tym bezradność.

– Tak nie musi być i chcemy to zmienić. Dlatego zwracamy się o poparcie do osób zaufania publicznego, do autorytetów. Dlatego, świadomi dokonań prezydenta Wrocławia i w uznaniu dla nich, zwróciliśmy się do Rafała Dutkiewicza – uważamy, że jako nasz sprzymierzeniec w lot to pojmie. Dlatego list, jaki dostaliśmy w odpowiedzi, zdziwił nas i rozczarował – zresztą nie po raz pierwszy.

Dlatego że nie był od prezydenta?

– Dlatego że nie było w nim śladu ludzkiej wrażliwości. I ani słowa odpowiedzi na nasze wezwanie. To był list biurokraty, który do perfekcji opanował sztukę uchylania się od rozmowy, ignorowania natrętnego petenta. Co złego to nie my. Złe są przepisy, a odpowiedzialność ponoszą inni. We Wrocławiu wszystko jest w porządku, proszę się nie wtrącać.

Podkreślę – nie chodzi o to, kto napisał czy podpisał ten list. Prezydent miasta po to ma urzędników. Być może w innych sprawach są kompetentni. Ale tej kompletnie nie rozumieją.

Ale autor listu wylicza państwu, w ilu programach sprzyjających krzewieniu postaw tolerancji bierze udział miasto i miejskie instytucje.

– Takie programy są oczywiście ważne, sami je realizujemy, i z pewnością przyniosą efekt w przyszłości. Nie w tej sprawie napisaliśmy do prezydenta Dutkiewicza. Dziś potrzebujemy krzewienia wrażliwości, że nienawiść krzywdzi, i zdecydowanej na to niezgody. To nie jest sprawa złych czy dobrych przepisów. To sprawa wrażliwości, empatii, której brak i której przykładów potrzebujemy od autorytetów.

Takiej wrażliwości powinien prezydent wymagać od swoich urzędników. Wówczas gdy zbezczeszczony zostanie cmentarz żydowski, urzędnik prezydenta nie powoła się na ustawę, żeby „poinformować uprzejmie, że obowiązek utrzymania czystości i porządku we Wrocławiu, w tym usuwania napisów i naprawiania szkód, nałożony jest na zarządzających właścicieli nieruchomości”, a z miejskiej zajezdni nie wyjedzie tramwaj oplakatowany nienawistnymi hasłami.

Czytałam państwa korespondencję z urzędnikami z Wrocławia. Wyprane z treści. Pełne przepisów, na przestrzeganie których się powołują.

– Powtórzę: cenimy i szanujemy działalność prezydenta Wrocławia. Nie prosimy, by jako urzędnik „robił więcej”, np. zarządzał chwytaniem bandziorów, którzy napadają lub lżą czarnych. Prosimy, by jako prezydent, obdarzony zaufaniem przez wyborców, pokazał, że tych pokrzywdzonych szanuje. By wyraźnie potępiał wszelkie rasistowskie i ksenofobiczne ataki i napaści za każdym razem, kiedy to się zdarzy. I żeby nie nazywał ich chuligańskimi wybrykami, lecz złem nienawiści, na które nie ma zgody.

Prezydent wypowiedział się wczoraj. Co jeszcze mógłby zrobić? Spotkać z kubańskim muzykiem, którego obraziły czyny jednych mieszkańców Wrocławia, a zbulwersowała obojętność innych? Sfotografować się z nim, tak jak z piłkarzami Śląska Wrocław?

– Tak. Takich gestów potrzebujemy i we Wrocławiu, i w całej Polsce. Niestety, przyzwyczailiśmy się już do napisów na murach, rasistowskich napaści w tramwajach i na stadionach, do handlu nazistowskimi drukami i gadżetami na ulicach. Staliśmy się społeczeństwem, które nie reaguje na zło. Zmiana przepisów nie pomoże, jeśli nie zmieni się nasza wrażliwość.

Prezydent sugeruje, że potrzebna jest zmiana prawa, bez której „każdy samorząd, będzie tak jak Wrocław zmuszony do rejestracji kolejnego zgromadzenia ludzi, którzy głosząc obrzydliwe hasła, równocześnie – ludziom myślącym tak jak my – śmieją się w twarz”.

– Przepisy nie są takie złe, choć zawsze można je ulepszać. Otwarta Rzeczpospolita proponuje np., żeby za nawoływanie do nienawiści uznawać nie tylko trzymanie banera z nienawistnym hasłem, ale również maszerowanie pod nim. Dziś teoretycznie odpowiada „organizator”, a nawet ten, kto „osobiście” wołał: „Żydzi do gazu”, a ten/ci, którzy szli z nim w jednym szeregu – już nie.

Ale nie musimy czekać na ustawodawcę; do tego, żeby po mieście nie krążył tramwaj z antysemickimi, ani też obscenicznymi napisami niepotrzebne są dodatkowe przepisy. Dużo może zdziałać wrażliwość i elementarne poczucie dobrego smaku. Sami coś róbmy, nie odsyłajmy do „kolegi”.”

źródło: internetowe wydanie gazety wyborczej
(http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,12509384,_Stalismy_sie_spoleczenstwem__ktore_nie_reaguje_na.html)