Ministerstwo Sprawiedliwości chce skutecznej walki z mową nienawiści. Jak ta walka wyglądała dotychczas? Dobrze pokazuje sprawa napisu „Śmierć zdrajcom Polski i bandzie Tuska”, który ktoś wymalował przy ekspresówce koło Olsztynka.

Niedawno minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział, że na terenie działania każdej prokuratury okręgowej będzie wyznaczona prokuratura rejonowa specjalizująca się w ściganiu przestępstw wynikających z mowy nienawiści. Rozporządzenie w tej sprawie zostało już podpisane.

W praktyce mowa nienawiści dotyczy najczęściej przestępstw z artykułu 257 Kodeksu karnego. Wynika z niego, że karze do 3 lat pozbawienia wolności podlegają osoby, które publicznie znieważają grupę ludności albo konkretnego człowieka z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej albo wyznaniowej. 

Z kolei art. 119 Kodeksu karnego mówi, że „kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

– Musimy mieć świadomość, że mowa nienawiści prowadzi w bardzo złym kierunku – przekonywał Waldemar Żurek.

Sprawdziliśmy jak w praktyce nowe rozporządzenie przekłada się na działania śledczych z Olsztyna. Jak się okazuje, w stolicy Warmińsko-Mazurskiego nawet bez nowych przepisów funkcjonowała komórka wyspecjalizowana w tego typu przestępstwach.

– W przypadku naszej prokuratury okręgowej niewiele się zmieni, bo od lat mamy wskazanych w Prokuraturze Rejonowej Olsztyn Północ dwoje jej prokuratorów, którzy zajmują się takimi sprawami -tłumaczy Daniel Brodowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. – Decyzję taką podjęto, dostrzegając trudności związane z tą tematyką. Wytypowani prokuratorzy przechodzą dodatkowe szkolenia i konsultacje dotyczące problematyki mowy nienawiści.

Prokurator Brodowski podkreśla, że takich spraw na terenie działania prokuratury okręgowej jest jednak stosunkowo niewiele: – Maksymalnie to kilkadziesiąt przypadków rocznie, a w ubiegłym roku było ich kilkanaście.

Czy to oznacza, że zjawisko mowy nienawiści na Warmii i Mazurach nie stanowi większego problemu, a jej przejawy są skutecznie ścigane?

Można mieć wątpliwości. W lutym ubiegłego roku głośno było o umorzeniu sprawy dotyczącej nienawistnego hasła wymalowanego na ekranach dźwiękochłonnych nad trasą S7 Warszawa-Gdańsk na terenie gminy Olsztynek. Nieznany sprawca napisał wówczas wielkimi literami: „Śmierć zdrajcom Polski i bandzie Tuska”.

Zdjęcie tego hasła kolportowała potem w serwisach społecznościowych posłanka PiS z Olsztyna Iwona Arent, która opatrzyła je komentarzem: „Mówi się, że mosty powinny łączyć, a nie dzielić. Ale Tusk i Trzaskowski tak łączą Polaków, że nawet mosty zaczęły krzyczeć”.

Brodowski nie skomentował tego przypadku, bo jak się okazuje sprawa do prokuratury nawet nie dotarła. Policjanci z Olsztynka umorzyli ją we własnym zakresie, bo nie byli w stanie wykryć sprawcy. Na dodatek  działanie autora napisu uznali jedynie za zniszczenie cudzego mienia, czyli czyn z artykułu 288 Kodeksu karnego. 

Natomiast jedyną oficjalną reakcją wobec posłanki Arent na przekazywanie przez nią słów wzywających do śmierci wskazanych na nim osób, był komentarz premiera Donalda Tuska. W wystąpieniu sejmowym zapytał przedstawicieli prawicy: – Nie wiem, jak się z tym czujecie, że wasza posłanka publikuje zdjęcia z napisem „śmierć bandzie Tuska”? Jak słyszę po odgłosach [z sali sejmowej], nadal dobrze się z tym czujecie.

Napis z obiektu drogowego został usunięty, zapłacili za to drogowcy. Koszt wyniósł ponad 3,5 tys. zł.

Więcej w Gazecie Wyborczej