Cmentarz żydowski w Szczuczynie latami służył za pastwisko. Dzięki Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego ustawiono tam kamienne słupki z gwiazdą Dawida i napisem informującym o historii tego miejsca.

Uroczystość związana z oznakowaniem szczuczyńskiej nekropolii żydowskiej odbyły się 10 lipca po obchodach w Jedwabnem 84. rocznicy mordu Żydów, którego dokonali ich polscy sąsiedzi.

Podlaski Szczuczyn od Jedwabnego oddalony jest o nieco ponad 30 kilometrów. Od 2024 r. nekropolia o powierzchni prawie 3,5 hektara jest własnością Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego.

Krzysztof Bielawski, doktorant z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego, badacz cmentarzy żydowskich z FODŻ mówi: – Przejęliśmy cmentarz, który w wyniku potężnych zniszczeń, wywiezienia niemal wszystkich macew i rozebrania muru, wygląda dziś jak łąka. To jednak wciąż miejsce, w którym spoczywają tysiące Żydów.

Kilkanaście fragmentów macew wystających spod ziemi na szczuczyńskim cmentarzu-pastwisku jesienią 2016 roku wraz z ks. Wojciechem Lemańskim ułożył w jednym miejscu Mirosław Tryczyk – filozof, badacz żydowskiej zakłady, autor głośnej książki „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów”.

We wrześniu 2017 roku na cmentarzu Tryczyk wydobył kilka kolejnych fragmentów macew. Wtedy właśnie natrafił na krowy pasące się przy poprzednio złożonych macewach.

– To kuriozalna sytuacja, która praktycznie nie zmienia się od ponad roku. Na cmentarzu, miejscu zbrodni z 1941 roku, wypasane są krowy na pastwisku otoczonym elektrycznym pastuchem.

Nie jest zachowana godność tego miejsca, nie jest okazywany szacunek wobec śmierci – taki podstawowy, wspólny wszystkim kulturom. – komentował Tryczyk w rozmowie z „Wyborczą”. I dalej: – Mimo składanych deklaracji władze Szczuczyna nie partycypują w upamiętnieniu tego miejsca, przywróceniu mu godności, pamięci o tej tragedii, która powinna być zachowana.

Osiem lat temu w odniesieniu do tego cmentarza, który służył za pastwisko, a krowy pozostawiały tu swoje odchody, ówczesny burmistrz Szczuczyna Artur Kuczyński utrzymywał: – Kiedy stwierdziliśmy, że wypasane są tam krowy, to zareagowaliśmy. Przypomniałem rolnikowi, że wypasa swoje bydło na cmentarzu i przez pewien czas był spokój.

Przy okazji rozmowy o pamięci dotyczącej szczuczyńskich Żydów, burmistrz zapewniał:

– Staramy się to miejsce zachować w jak najlepszej kondycji. Jeśli któryś z rolników znowu próbuje coś tam wypasać, to oczywiście zareagujemy, żeby mu tego zakazać.

I dalej: – Jednak generalnie to, co się tam dzieje, zależy do grajewskiego starostwa, bo tym terenem zarządza w imieniu skarbu państwa. My tylko, jako samorząd gminny, staramy się, żeby to miejsce nie uległo dewastacji. Wykaszamy trawę wokół pomniczka, który tam stoi, choć nie oddaje prawdy historycznej.

W tamtym czasie starosta grajewski Zygmunt Kruszyński twierdził, że od nas dowiedział się o wypasie krów na szczuczyńskim żydowskim cmentarzu i zadeklarował: – Na pewno podejmiemy odpowiednie kroki. Ustalę po rozmowie z burmistrzem Szczuczyna, czyje są to krowy. Jestem starostą dopiero półtora roku i nie miałem sygnałów, żeby coś takiego się działo na tym cmentarzu. Zresztą ja tam nigdy jeszcze nie byłem. Na razie nie bardzo wiem, co mogę zrobić w tej sprawie, muszę się rozejrzeć.

Po dwóch godzinach jednak okazało się, że zrobić nic nie może, co próbował nam wyjaśnić sekretarz starostwa w Grajewie Mariusz Wojciechowski:

– Pod koniec lat 90. Związek Wyznaniowy Żydowski w Warszawie badał, jakie działki stanowią jego własność, i występował też o wywłaszczenie tych gruntów po to, żeby nimi zarządzać i się opiekować. W wypadku działki w Szczuczynie nie było takiego wniosku. Działka ma nieuregulowany stan prawny, czyli nie ma właściciela, bo się nie znalazł. Będziemy sprawdzać, na ile może na tym terenie zaingerować konserwator zabytków, bo część terenu znajduje się w jego rejestrze, ale nie dotyczy to całej działki. Właściciel działki powinien się ujawnić i realizować tam swoje uprawnienia.

Więcej w Wyborczej