Rozmowy o pokoju w Ukrainie pokazały światu nie tylko dyplomatyczne zabiegi, układanie nowego ładu międzynarodowego, ale ponownie uświadomiły nam, jak straszliwych zbrodni dopuściła się Rosja wobec Ukraińców.

Dla wszystkich światłych ludzi zakończenie tej wojny jest najważniejszym pragnieniem, bo każda godzina jej trwania przynosi nowe cierpienia i nowe ofiary. Zakończenie wojny nie może jednak stanowić niesprawiedliwości wobec państwa — ofiary i jego obywateli. Od początku napaści na Ukrainę byliśmy niezwykle solidarni z Ukraińcami. Zadziwiliśmy świat naszą ofiarnością. Dla nas ten obraz wojny był jednoznaczny. Rosja — agresor dokonała zbrodniczej napaści na niezależne państwo — Ukrainę.

Taka była ocena organizacji międzynarodowych, taka była ocena Polski i wreszcie tak właśnie oceniali tę sytuację Polacy. Obrazy, które wynieśliśmy z polsko-ukraińskiej granicy, tysiące uchodźców, przerażone twarze matek, dzieci, starych ludzi, pokazywały bezmiar rozpaczy. Nikt nie mógł być obojętny.

To my, każdy z nas, jak tylko mógł, starał się pomóc. Powstawały miejsca kwaterujące uchodźców, przynosiliśmy jedzenie, ubrania, pomagaliśmy samorządom i instytucjom państwowym. Organizacje pozarządowe, w pierwszych okresie, były lepiej przygotowane od instytucji publicznych do tego typu działań.

Ale także instytucje samorządowe, instytucje państwa tworzyły przestrzeń prawną, finansową, udzielając wszechstronnej pomocy obywatelom Ukrainy. To właśnie wtedy Polacy zdali egzamin z solidarności. Byliśmy świadkami scen rozdzierających serca kiedy matki, żony i dzieci dowiadywały się o śmierci najbliższych.

Przeszkadza nam ich rozmowa w języku ukraińskim, którą słyszymy w miejscach publicznych. Obawiamy się dłuższych kolejek do lekarzy, postrzegając to jako zwiększoną presję ze strony społeczności ukraińskiej na służbę zdrowia. Nie dostrzegamy wprawdzie lekarzy i pielęgniarek ukraińskich w polskich szpitalach. Budzą się lęki i upiory. I oto czytamy w „Wyborczej” wstrząsający list ukraińskiej uchodźczyni, dziennikarki Zoriany Varenii.

Opowiada ona o atakach, których doznała w centrum Warszawy, o atakach w autobusie. Polskę, mówi, uważałam za swój drugi dom i zadaje pytanie: dlaczego nienawiść i agresja mają dziś taką siłę? Nie jest jedyne świadectwo.

Coraz częściej Ukraińcy wskazują na zagrożenia w miejscach publicznych, na ogromnie negatywną zmianę, która dokonała się w Polsce w postrzeganiu uchodźców. I właśnie pytanie Zoriany Varenii dotyczące nienawiści i agresji w polskim społeczeństwie ma kluczowe znaczenie.

Więcej w Wyborczej