Potrzebujemy narzędzi i rozwiązań systemowych, by działać skutecznej. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji – potrzebujemy Was! – zaapelowała w mediach społecznościowych Joanna Talewicz, prezeska fundacji W Stronę Dialogu.

Chodzi o problem z uchodźcami pochodzenia romskiego, koczującymi na dworcu w Przemyślu. Sytuację w ostatnich tygodniach opisywaliśmy kilkakrotnie. Po raz pierwszy w marcu, kiedy został zamknięty ośrodek dla uchodźców w Widnej Górze na Podkarpaciu. Wówczas 350 osób zostało zostawionych bez dachu nad głową. Część zdecydowała się wrócić na Ukrainę, dla pozostałych organizacje pomocowe w pośpiechu szukały miejsc w innych ośrodkach w Polsce.

Kolejny raz problem braku miejsc w ośrodkach w Polsce dla dużej grupy uchodźców romskich pojawił się w połowie maja. Wówczas na dworcu w Przemyślu koczowało 87 osób, głównie matki z dziećmi. Wśród nich była kobieta w ciąży, ale też mężczyzna z nowotworem.

W tym tygodniu problem znowu się powtórzył. W Przemyślu była duża grupa, ponad 60 uchodźców. Organizacje znalazły dla niej miejsce w ośrodku na Mazowszu. Romowie pojechali tam w nocy w poniedziałku na wtorek, po czym zostali odesłani z powrotem na Podkarpacie, gdzie dojechały kolejne osoby. W sumie problem dotyczył 75 osób, których nie był w stanie przyjąć żaden ośrodek w kraju.

Ostatecznie dla 16 osób udało się znaleźć miejsce w ośrodku w Jarosławiu, 16 zostało na dworcu, a pozostali zdecydowali się wrócić do Ukrainy.

Po tej sytuacji Joanna Talewicz, której fundacja W Stronę Dialogu ma dwóch pracowników w Przemyślu, zmagających się na co dzień z problemami uchodźców i doskonale znającymi problem, zaapelowała w mediach społecznościowych do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o rozwiązania systemowe, które pozwoliłyby organizacjom społecznym działać skutecznej w takich sytuacjach.

Opisała sytuację, z którą ona i jej pracownicy ostatnio się zmagali: „Ostatnie dni to kolejny kryzys na dworcu w Przemyślu. Od 13 czerwca na dworcu przebywali Romowie z Ukrainy. Po kilku dniach ich liczba wyniosła 75 osób. Sytuację udało się częściowo opanować, część osób jest w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania, a część wróciła do Ukrainy. Nie jest to jednak odpowiedź na kryzysową sytuację. Na dworcu pozostało 16 osób i raczej prawdopodobne jest, że ludzie dalej będą przyjeżdżać”.

Więcej w Wyborczej