Monitoring

„Jaszczur” i „Ludwiczek” z kolejnym aktem oskarżenia. Za nienawiść wobec Żydów

2026/03/04

Prokuratura Rejonowa w Krośnie skierowała do tamtejszego sądu okręgowego akt oskarżenia przeciwko Wojciechowi O. i Marcinowi O. Mężczyźni są podejrzani o publiczne znieważanie ludności żydowskiej oraz nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym.

Jak ustaliła prokuratura, do pierwszego z incydentów miało dojść 9 stycznia 2024 roku w okolicach Leska na Podkarpaciu. Według śledczych, oskarżeni znieważyli ludność narodowości żydowskiej z powodu jej przynależności narodowej oraz nawoływali do nienawiści na tym tle.

Kolejny czyn miał mieć miejsce dwa dni później – 11 stycznia 2024 roku. Wówczas, jak wynika z ustaleń śledztwa, Wojciech O. i Marcin O. przy użyciu środków komunikacji masowej – za pośrednictwem Internetu – mieli publicznie znieważyć ludność żydowską, wypowiadając obraźliwe słowa w nagranym i opublikowanym filmie. Prokuratura zarzuca im również pochwalanie i nawoływanie do użycia przemocy wobec osób pochodzenia żydowskiego.

Akt oskarżenia obejmuje czyny kwalifikowane jako przestępstwa z artykułów 256 par. 1 i 2 Kodeksu karnego, 257, 119 i 126a Kodeksu karnego. Śledczy wskazują, że za tego rodzaju przestępstwa grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

Wojciech O., znany również jako „Jaszczur”, oraz Marcin O., posługujący się pseudonimem Ludwiczek, to liderzy ruchu Rodacy Kamraci. To skrajnie prawicowa i nacjonalistyczna grupa. Jej działalność wielokrotnie była przedmiotem postępowań prowadzonych przez polskie organy ścigania – w związku z publicznymi wypowiedziami oraz aktywnością internetową jej liderów.

Źródło: TVN24
 

Żołnierz przy granicy bił kolbą karabinu Afgańczyka. Może mu grozić do 5 lat więzienia

2026/02/27

Żołnierz przy granicy polsko-białoruskiej, który użył przemocy wobec Afgańczyka, miał bić go kolbą karabinu umyślnie. Tak wynika z informacji Gazety Wyborczej.

W piątek (27 lutego) rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Daniel Brodowski w nawiązaniu do tej sprawy poinformował enigmatycznie:

– Prokurator prowadzący tę sprawę zgromadził już kompletny materiał dowodowy i podjął dalsze decyzje procesowe, ale na razie nimi jeszcze nimi nie chce się podzielić, bo muszą je usłyszeć właściwe osoby.

Ujawnił:

– Z ekspertyzy medycznej jaką otrzymał prokurator wynika, że Afgańczyk doznał obrażeń powyżej dni siedmiu [w wyniku uderzeń dokonywanych kolbą karabinu przez żołnierza – red.], które nie spowodowały ciężkiego uszczerbku na jego zdrowiu.

Z artykułu Kodeksu karnego, jaki dotyczy tej sytuacji, a więc przestępstwa spowodowania umyślnego tzw. średniego uszczerbku na zdrowiu, który powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia na czas dłuższy niż 7 dni, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. 

Na razie jednak wciąż postępowanie prowadzone jest „w sprawie”. Czy żołnierzowi zostanie przedstawiony zarzut przekroczenia uprawnień, okaże się niebawem. 

Chodzi o szeroko przez nas opisywane zdarzenie, do jakiego doszło 10 lipca ubiegłego roku około godziny 21 w rejonie działania Straży Granicznej w podlaskim Michałowie, przy granicy polsko-białoruskiej. Przypomnijmy: Dziewięciu cudzoziemców (Afgańczyków) próbowało przejść przez jedną z rzek na granicy polsko-białoruskiej, gdzie stan wód jest bardzo niski. Po tym zdarzeniu ppłk Andrzej Juźwiak, rzecznik Straży Granicznej, poinformował w rozmowie z „Wyborczą”:

– W interwencji udział brali żołnierze Wojska Polskiego ze Zgrupowania Zadaniowego Podlasie. Interweniujący żołnierz został zabrany do szpitala. Pytania dotyczące jego stanu należy kierować do wojska.

Jak mówił wówczas mjr Błażej Łukaszewski, rzecznik drugiej zmiany Wojskowego Zgromadzenia Zadaniowego Podlasie, żołnierz dostał cios łokciem w oko, był w szpitalu, ale szybko został wypisany.

– Do tej sytuacji doszło z uwagi na agresywne zachowanie migrantów, którzy nielegalnie przekroczyli granicę [mieli rzucać w mundurowych kamieniami – red.] – podkreślał Łukaszewski.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Bezkarny skandal w centrum Poznania. Sąd: A może ten pan przechodził z głośnikiem?

2026/02/26

Na piosenkę o „żydowskiej hienie” najpierw nie zareagowali policjanci. Teraz asesorka sądowa Maria Dzieżyc uniewinniła organizatorkę zgromadzenia. Za możliwy uznała scenariusz, który prokurator nazywa czysto abstrakcyjnym.

To było niedzielne popołudnie, środek wakacji. Turyści przechadzali się po Starym Rynku w Poznaniu, goście w ogródkach restauracyjnych jedli obiad, pili piwo. Przed ratuszem stały ogrodowy namiot z banerami i radiowóz.

Senną atmosferę przerwała muzyka. Z przenośnego głośnika popłynęło ciężkie metalowe brzmienie – piosenka o „śmierdzącym spisku żydokomuny” i „żydowskiej hienie”. Mimo że radiowóz stał blisko głośnika, policjanci nawet nie wysiedli.

Antysemicka piosenka to „Sanhedryn” neonazistowskiego zespołu Honor. Towarzyszyła zgromadzeniu, które w sierpniu 2024 roku zorganizowała Marzena D., działaczka Narodowego Odrodzenia Polski.

Na namiocie, który rozstawiła, był krzyż celtycki – symbol dominacji białej rasy. Po drugiej stronie – grafika z rysunkiem hulajnogi i homofobicznym hasłem „Polska bez pedałów”. Był też baner z odezwą: „Śmierć wrogom ojczyzny”.

Uwagę zwróciła na to jedna z mieszkanek Poznania, ale policjant zabezpieczający zgromadzenie zbył ją: – Wyrażają swoje poglądy. My tego nie oceniamy.

Ocenił prokurator Michał Strzelecki – gdy nagłośniliśmy antysemicki skandal, oskarżył Marzenę D. o znieważenie i nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym. Skupił się na antysemickiej piosence.

W grudniu 2025 roku sąd w Poznaniu uniewinnił jednak organizatorkę zgromadzenia.

Przeczytaliśmy uzasadnienie, które napisała asesorka sądowa Maria Dzieżyc. Ma 31 lat, orzeka od półtora roku. Wspominamy o tym, bo skąpe życiowe i zawodowe doświadczenie może mieć w tej sprawie znaczenie.

Dzieżyc potwierdziła, że publiczne odtwarzanie piosenki o „żydowskiej hienie” wyczerpuje znamiona przestępstwa, a Marzena D. była organizatorką i przewodniczącą zgromadzenia. Tyle że nie przyznała się do winy, a zdaniem asesorki nie ma dowodów, że to ona „spowodowała odtworzenie spornego utworu”.

„Wręcz przeciwnie – z materiału dowodowego wynika, że muzyka była odtwarzana przez nieustalonego mężczyznę” – pisze Dzieżyc.

Powołuje się na zeznania policjantów, którzy zapamiętali, że muzykę odtwarzał właśnie mężczyzna z głośnikiem. Nie wiadomo, kim był, bo policjanci go nie wylegitymowali.

Marzena D. zgłosiła zgromadzenie w urzędzie miasta. Napisała, że jego elementem będzie nagłośnienie, ale dla asesorki sądowej to żaden dowód, bo mężczyzna z głośnikiem stał kilka metrów dalej.

Dzieżyc pisze: „Nie można wykluczyć, że muzyka była emitowana przez osobę zupełnie niezwiązaną ze zgromadzeniem. Wobec braku wylegitymowania mężczyzny przy głośniku nie można nawet spróbować ustalić, czy sporny głośnik przynależał do zgromadzenia”.

W tej sytuacji – jak tłumaczy asesorka – Marzena D. nie może odpowiadać za odtworzenie antysemickiej piosenki, za zlecenie odtworzenia, ani za pomocnictwo (poprzez udostępnienie głośnika).

Więcej w Gazecie Wyborczej

W Legnicy też nie chcą spotkania z Bąkiewiczem. „Nie dla faszyzmu, rasizmu i skrajnego nacjonalizmu”

2026/02/23

W Legnicy narasta sprzeciw wobec zaplanowanego na przyszły tydzień spotkania z Robertem Bąkiewiczem, liderem Ruchu Obrony Granic. Wydarzenie ma się odbyć w sali należącej do radnej PiS Joanny Śliwińskiej-Łokaj, wiceprzewodniczącej Rady Miejskiej.

18 lutego radna Katarzyna Odrowska opublikowała w mediach społecznościowych apel skierowany do Śliwińskiej-Łokaj o odwołanie spotkania. Argumentowała, że Bąkiewicz to „człowiek o poglądach skrajnie prawicowych, umoczony w wiele skandalicznych działań”.

Atak na ciężarną Ukrainkę w Warszawie. „Krzyczał: Jestem Polakiem i wszystko mi wolno!”

2026/02/20

Wszystko rozegrało się przed blokiem w centrum Warszawy, w którym mieszka 27-letnia kobieta. Kierowca samochodu przypominającego taksówkę miał ją obrażać i psiknąć w nią gazem. Policja prowadzi postępowanie w kierunku przestępstwa na tle narodowościowym.

Anastazja ma 27 lat, w Polsce mieszka od 2016 roku. Tutaj skończyła studia, pracuje w branży transportowej i płaci podatki. Teraz jest w piątym miesiącu ciąży. – To, co spotkało mnie 12 lutego, wywołało we mnie traumę. Pierwszy raz odkąd mieszkam w Polsce, ktoś zachował się wobec mnie w ten sposób – mówi „Wyborczej”.
Kobieta mieszka w centrum Warszawy, w okolicach ulicy Grzybowskiej. Tego dnia wracała z zakupów, parkowała auto przy jednokierunkowej, wewnętrznej uliczce pod blokiem. W tym samym czasie wyjeżdżał z niej swoim samochodem jej mąż, który jechał do pracy. – Minęliśmy się w uliczce, zaparkowałam i wyszłam z auta. Zobaczyłam, że mąż i kierowca bmw próbują wyjechać, ale blokuje ich srebrna taksówka Halo Taxi – opowiada Anastazja.

Obaj kierowcy postanowili przepuścić taksówkarza, który nalegał na ustąpienie mu pierwszeństwa, bmw wycofało i zrobiło mu miejsce. Wtedy taksówkarz zauważył, że auto męża Anastazji ma ukraińskie rejestracje. – Otworzył okno i krzyknął: „Wypier… na Ukraine, jeb… Ukraińcu”. Spytałam, kim jest, żeby tak mówić, na co on stwierdził: „jestem Polakiem, więc wszystko mi wolno.”

Taksówkarz cały czas obrażał Anastazję i jej męża. Kobietę zdziwiło, że zachowuje się w ten sposób, wioząc dwoje pasażerów. – Gdy krzyknął, że jestem prostytutką, mój mąż wysiadł z samochodu i szedł w jego stronę. A wtedy on wyjął gaz i kazał się nam odsunąć, ale nawet nie poczekał na naszą reakcję, tylko nas spryskał – opowiada.

Kobieta zaczęła krzyczeć, że jest w ciąży, a kierowca taksówki szybko odjechał. Całe zdarzenie widać na nagraniu wideo. – O mało nie staranował osób, które stały na ulicy – mówi Ukrainka. 

Więcej w Gazecie Wyborczej

Radny nazwał aktywistkę „tęczówką-zboczeniówką”. Jest prawomocny wyrok

2026/02/18

Ryszard Majdzik, radny Prawa i Sprawiedliwości w Skawinie pod Krakowem i komentator prawicowych mediów, został prawomocnie skazany za znieważenie aktywistki Strajku Kobiet, Małgorzaty Boroń. Sprawa dotyczy manifestacji pod Wawelem. Polityk nazwał wtedy działaczkę „tęczówką-zboczeniówką” i kazał jej się „napić wódeczki w klozecie”.

„Jutro mam rozprawę odwoławczą chociaż kasta przestępców w togach wie, że jestem chory. Pamiętajcie oprawcy w niemiecko-ruskich togach, że za uczestnictwo w zbrodni jakich dokonujecie na wymiarze sprawiedliwości odpowiecie karnie i obiecuję wam, jeżeli będę odchodził z tego świata zabiorę was ze sobą!!!” (pisownia oryginalna – red.) – odgrażał się w poniedziałek na Facebooku przewodniczący rady miejskiej w podkrakowskiej Skawinie, Ryszard Majdzik z Prawa i Sprawiedliwości.

Rozprawa, która odbyła się we wtorek przed Sądem Okręgowym w Krakowie, dotyczyła jego słów z 18 listopada 2023 roku. Politycy PiS pojawili się wówczas na Wawelu, aby odwiedzić grób tragicznie zmarłych w katastrofie w Smoleńsku Lecha i Marii Kaczyńskich. I jak co miesiąc natrafili na dwie ścierające się grupy – przeciwników i zwolenników rządów Zjednoczonej Prawicy.

– Majdzik mówił wtedy do mnie: „tęczówka-zboczeniówka”, „napij się wódeczki w klozecie”, padały też obelgi takie jak „małpoludzie” – relacjonowała w rozmowie z tvn24.pl aktywistka Małgorzata Boroń.

Za te słowa w grudniu 2024 roku radny PiS odpowiedział przed Sądem Rejonowym dla Krakowa-Śródmieścia, który uznał, że polityk dopuścił się przestępstwa znieważenia, opisanego w artykule 216 Kodeksu karnego. Radny został nieprawomocnie uznany za winnego.

W dniu ogłoszenia pierwszego wyroku Majdzik z grupą swoich sympatyków zorganizował przed sądem pikietę, w której odgrażał się, że „sądy będą rozliczane”. Oskarżał sędziów, że „służą obcemu kapitałowi, Niemcom i Ruskom”.

Więcej w TVN24

 

Nawoływanie do zabójstwa „bandy Tuska” uszło na sucho. Ale walka z mową nienawiści ma być skuteczniejsza

2026/02/16

Ministerstwo Sprawiedliwości chce skutecznej walki z mową nienawiści. Jak ta walka wyglądała dotychczas? Dobrze pokazuje sprawa napisu „Śmierć zdrajcom Polski i bandzie Tuska”, który ktoś wymalował przy ekspresówce koło Olsztynka.

Niedawno minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział, że na terenie działania każdej prokuratury okręgowej będzie wyznaczona prokuratura rejonowa specjalizująca się w ściganiu przestępstw wynikających z mowy nienawiści. Rozporządzenie w tej sprawie zostało już podpisane.

W praktyce mowa nienawiści dotyczy najczęściej przestępstw z artykułu 257 Kodeksu karnego. Wynika z niego, że karze do 3 lat pozbawienia wolności podlegają osoby, które publicznie znieważają grupę ludności albo konkretnego człowieka z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej albo wyznaniowej. 

Z kolei art. 119 Kodeksu karnego mówi, że „kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

– Musimy mieć świadomość, że mowa nienawiści prowadzi w bardzo złym kierunku – przekonywał Waldemar Żurek.

Sprawdziliśmy jak w praktyce nowe rozporządzenie przekłada się na działania śledczych z Olsztyna. Jak się okazuje, w stolicy Warmińsko-Mazurskiego nawet bez nowych przepisów funkcjonowała komórka wyspecjalizowana w tego typu przestępstwach.

– W przypadku naszej prokuratury okręgowej niewiele się zmieni, bo od lat mamy wskazanych w Prokuraturze Rejonowej Olsztyn Północ dwoje jej prokuratorów, którzy zajmują się takimi sprawami -tłumaczy Daniel Brodowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. – Decyzję taką podjęto, dostrzegając trudności związane z tą tematyką. Wytypowani prokuratorzy przechodzą dodatkowe szkolenia i konsultacje dotyczące problematyki mowy nienawiści.

Prokurator Brodowski podkreśla, że takich spraw na terenie działania prokuratury okręgowej jest jednak stosunkowo niewiele: – Maksymalnie to kilkadziesiąt przypadków rocznie, a w ubiegłym roku było ich kilkanaście.

Czy to oznacza, że zjawisko mowy nienawiści na Warmii i Mazurach nie stanowi większego problemu, a jej przejawy są skutecznie ścigane?

Można mieć wątpliwości. W lutym ubiegłego roku głośno było o umorzeniu sprawy dotyczącej nienawistnego hasła wymalowanego na ekranach dźwiękochłonnych nad trasą S7 Warszawa-Gdańsk na terenie gminy Olsztynek. Nieznany sprawca napisał wówczas wielkimi literami: „Śmierć zdrajcom Polski i bandzie Tuska”.

Zdjęcie tego hasła kolportowała potem w serwisach społecznościowych posłanka PiS z Olsztyna Iwona Arent, która opatrzyła je komentarzem: „Mówi się, że mosty powinny łączyć, a nie dzielić. Ale Tusk i Trzaskowski tak łączą Polaków, że nawet mosty zaczęły krzyczeć”.

Brodowski nie skomentował tego przypadku, bo jak się okazuje sprawa do prokuratury nawet nie dotarła. Policjanci z Olsztynka umorzyli ją we własnym zakresie, bo nie byli w stanie wykryć sprawcy. Na dodatek  działanie autora napisu uznali jedynie za zniszczenie cudzego mienia, czyli czyn z artykułu 288 Kodeksu karnego. 

Natomiast jedyną oficjalną reakcją wobec posłanki Arent na przekazywanie przez nią słów wzywających do śmierci wskazanych na nim osób, był komentarz premiera Donalda Tuska. W wystąpieniu sejmowym zapytał przedstawicieli prawicy: – Nie wiem, jak się z tym czujecie, że wasza posłanka publikuje zdjęcia z napisem „śmierć bandzie Tuska”? Jak słyszę po odgłosach [z sali sejmowej], nadal dobrze się z tym czujecie.

Napis z obiektu drogowego został usunięty, zapłacili za to drogowcy. Koszt wyniósł ponad 3,5 tys. zł.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Skandal z koszulkami MKOl. Sprzedawali pamiątki z igrzysk Hitlera

2026/02/14

Międzynarodowy Komitet Olimpijski znalazł się w ogniu krytyki po tym, jak w jego oficjalnym sklepie internetowym pojawiły się koszulki upamiętniające Igrzyska Olimpijskie w Berlinie z 1936 roku. Wydarzenie to, organizowane przez III Rzeszę, Adolf Hitler wykorzystał jako potężne narzędzie nazistowskiej propagandy.

Produkt, będący częścią „Kolekcji Dziedzictwa” (Heritage Collection), zawierał nadruk oryginalnego plakatu z 1936 roku autorstwa Franza Würbela. Grafika przedstawia atletyczną postać w wieńcu laurowym na tle Bramy Brandenburskiej, z napisem „Niemcy Berlin Igrzyska Olimpijskie 1936”. Obecnie na stronie widnieje informacja, że koszulka jest „niedostępna”.

MKOl tłumaczy, że kolekcja ma na celu upamiętnienie historii sportu. „Każda edycja Igrzysk odzwierciedla wyjątkowy czas i miejsce w historii, kiedy to cały świat zjednoczył się, aby świętować człowieczeństwo” – czytamy w opisie serii.

Hitler i propaganda nienawiści

Eksperci i organizacje zajmujące się pamięcią o Holokauście ostro sprzeciwiają się takiemu podejściu. Przypominają, że igrzyska w Berlinie odbyły się trzy i pół roku po dojściu nazistów do władzy i miały służyć demonstracji rzekomej wyższości rasy aryjskiej.

Christine Schmidt, współdyrektorka Wiener Holocaust Library w Londynie, najstarszego archiwum materiałów o Holokauście, nie kryje oburzenia.

– Naziści wykorzystali Igrzyska Olimpijskie w 1936 roku, aby pokazać światu swój uciskający reżim, dążąc do złagodzenia stosunków międzynarodowych, a jednocześnie uniemożliwiając rywalizację niemal wszystkim sportowcom pochodzenia niemieckiego, aresztując 800 Romów mieszkających w Berlinie i ukrywając przed gośćmi z całego świata oznaki zaciekłej antysemickiej przemocy i propagandy – powiedziała Schmidt w rozmowie z CNN.

– MKOl powinien rozważyć, czy jakąkolwiek ocenę estetyczną tych igrzysk można z łatwością oddzielić od horroru, który nastąpił po nich – podkreśliła.

Głos zabrał również Scott Saunders, dyrektor generalny Międzynarodowego Marszu Żywych. – Kiedy świat zastanawia się nad tą najnowszą kontrowersją, nie sposób nie przypomnieć, że zbliżamy się do 90. rocznicy Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku – wydarzenia, które reżim nazistowski wykorzystał do zalegalizowania swojej działalności na arenie międzynarodowej, gdy prześladowania Żydów były już w toku – ocenił Saunders.

– Kiedy antysemityzm powraca w życiu publicznym, czy to na stadionach, ulicach, czy w internecie, milczenie nie jest neutralnością. To współudział – dodał.

Więcej w Wirtualnej Polsce

Stop mowie nienawiści. Żurek: będzie podręcznik i obowiązkowe szkolenia

2026/02/13

W ciągu ostatnich 20 lat liczba przestępstw motywowanych nienawiścią wzrosła o ponad pięć tysięcy procent (!) – i to w czasach, gdy przestępczość w kraju spada. „A jednak sąd podejmuje tylko średnio trzy sprawy rocznie więcej w tym zakresie” – mówi minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Jest więc wina, nie ma kary. Ma się to zmienić.

Specjalny podręcznik dla prokuratorów i policji z zakresu mowy nienawiści wydany pod auspicjami Ministerstwa Sprawiedliwości jeszcze w tym roku; regularne i kompleksowe szkolenia specjalistyczne prokuratorów wyznaczonych do pracy ze sprawami dotyczącymi przemocy motywowanej uprzedzeniami i nienawiścią; specjalne zajęcia w Krajowej Radzie Sądownictwa i Prokuratury oraz odgórnie wyznaczona prokuratura (po jednej w każdym okręgu) przejmująca te sprawy – tak wygląda pomysł Waldemara Żurka na walkę z mową nienawiści.

Ministerstwo Sprawiedliwości podało szczegóły dotyczące ścigania przez prokuratury sprawców mowy nienawiści. O projekcie rozporządzenia – wydanego 4 lutego, a zapowiedzianego publicznie dzisiaj, 12 lutego – pisał na łamach OKO.press Mariusz Jałoszewski.

„49 prokuratur rejonowych i 1 okręgowa. To one będą specjalizować się w ściganiu mowy nienawiści. Dla Żurka walka z narastającym hejtem, w tym wobec Ukraińców, jest jednym z priorytetów” – pisał nasz dziennikarz. Wiadomo, że sprawy z zakresu mowy nienawiści będą, najpewniej od marca, rozpatrywane i analizowane przez wyznaczonych prokuratorów-specjalistów. Resort wyznaczył po jednej prokuraturze w każdym okregu, a w okręgu warszawskim – aż cztery.

Dodatkowo minister Żurek wskazał Prokuraturę Okręgową w Warszawie jako tę, która ma przejąć najtrudniejsze i najbardziej skomplikowane sprawy.

W Polsce łącznie ma zostać wyznaczonych stu prokuratorów, którzy po regularnych szkoleniach, będą wyspecjalizowani w zakresie rozstrzygania o przestępstwach motywowanych uprzedzeniami i nienawiścią. Szkolenia te będą oparte na analizie konkretnych aktów i spraw. „Moim celem jest doprowadzenie do zmian systemowych” – zapowiedział minister.

W 2005 roku licza postępowań dotyczących przestępstw motywowanych uprzedzeniami wynosiła 41. W 2025 roku – aż 2158.

„To gigantyczny wzrost, zaskakujący tym bardziej, iż w Polsce realnie przestępczość jako taka spada” – ogłosił minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Ogłosił, że z uwagi na spadającą przestępczość zakłady karne w Polsce są zamykane.

A jednocześnie, jak wskazał Żurek, w Polsce realnie spada liczna przestępstw kierowanych do sądu. W 2025 roku było to zaledwie 18 takich spraw. Dwadzieścia lat wcześniej do sądu trafiało ich 15.

Walka z hejtem nie jest fenomenem; jak pisał u nas Mariusz Jałoszewski, podobne wyspecjalizowane jednostki są powołane w innych krajach: w Wielkiej Brytanii, Niderlandach, Belgii, Danii, Irlandii, Szwecji, Finlandii, Słowacji, Grecji, na Węgrzech i na Cyprze, w Hiszpanii, Francji i Gruzji.

Nieoficjalni mówi się, że jednym z trzech stołecznych prokuratorów, którzy ma zająć się ściganiem hejtu może być prokurator Maciej Młynarczyk. Obecnie pracuje on na delegacji w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga. To jeden z najlepszych w Polsce prokuratorów specjalizujących się śledztwach dotyczących mowy nienawiści, który, jeszcze za kadencji Adama Bodnara, został ekspertem zespołu doradców Prokuratora Generalnego ds. przeciwdziałania mowie nienawiści i przestępstwom motywowanym uprzedzeniami.

Więcej w oko.press

 

Transpłciowa uczennica wywalczyła w sądzie prawo używania imienia. „Jestem Wiktoria”

2026/02/12

Szkoła upierała się przy imieniu z dokumentów, a uczennica chciała, by nazywać ją zgodnie z tożsamością płciową. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie przyznał jej rację.

Sprawa miała swój początek w 2023 roku. To wtedy do Stowarzyszenia Tęczówka, w ramach programu bezpłatnej pomocy prawnej dla osób transpłciowych, zgłosiła się Wiktoria, uczennica jednej z podkarpackich szkół. W dokumentach była mężczyzną, ale czuła się kobietą. Kiedy rozpoczęła tranzycję medyczną, poprosiła, by nauczyciele, w szkole do której chodziła, zwracali się do niej imieniem Wiktoria i żeńskimi zaimkami. Zgłosiła się w tej sprawie do dyrekcji szkoły. Dyrektor i wicedyrektorka odmówili, argumentując, że skoro nie przedstawiła orzeczenia sądu o zmianie płci, nic się nie zmieni.

Prawnicy, do których się zgłosiła Wiktoria, poradzili jej, by jeszcze raz porozmawiała z dyrekcją szkoły. 

– Byliśmy wówczas krótko po przygotowaniu podręcznika dla nauczycieli, dotyczącego osób transpłciowych, poradziłem więc Wiktorii ten poradnik. Dzięki temu była dobrze przygotowana do rozmowy – mówi Damian Ruhm, radca prawny z Kancelarii GW Legal, członek zespołu pomocy prawnej Stowarzyszenia Tęczówka 

Szkoła jednak nie zmieniła stanowiska i trwała przy swoim, także po dwóch pismach przedprocesowych, które wystosowała kancelaria reprezentująca Wiktorię. 

Uczennica, dla której był to duży problem, prosiła poszczególnych nauczycieli, by zwracali się do niej żeńskim imieniem. To przyniosło tylko częściowy skutek, bo tylko niektórzy jej prośbę uszanowali. Pozostali zwracali się do niej albo męskim imieniem metrykalnym, albo bezosobowo. Albo wcale.

Wiktoria czuła się wykluczona ze społeczności szkolnej. Przestała jeździć na wycieczki szkolne, chodzić na lekcje. Pojawiły się problemy ze zdrowiem psychicznym. Wpadła w depresję, miała lęki. W końcu zmieniła szkołę, musiała powtarzać klasę.

Ostatecznie wspólnie ze wspierającymi ją prawnikami, skierowała sprawę do sądu o ochronę dóbr osobistych: godności, zdrowia i prawa do prywatności. 

Sprawa została skierowana do Sądu Okręgowego. Jednym z dowodów przedstawionych w sądzie była notatka ze spotkania dyrekcji z uczennicą. Wiktoria została w niej przedstawiona jako osoba roszczeniowa, agresywna i niegrzeczna. Część tego spotkania Wiktoria nagrała. Nagranie pokazywało zgoła coś przeciwnego, mimo to sąd je odrzucił.

Wyrok był niekorzystny dla uczennicy. Prawnicy w imieniu Wiktorii złożyli odwołanie do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, a ten początkowo nakłaniał strony do ugody, na co nie zgodziła się szkoła. Ostatecznie uznał dowód, jakim było nagranie z rozmowy uczennicy ze szkołą i przyznał jej rację.

Sędzia stwierdził, że nie ma żadnych przepisów, które by zobowiązywały nauczycieli do zwracania się do uczniów wyłącznie oficjalnymi danymi metrykalnymi. Nie ma więc przeszkód, by zwracali się innym imieniem, czy choćby zdrobnieniem imienia, nawet jeśli prosi o to niepełnoletni uczeń. Nie trzeba do tego żadnych dokumentów, w tym prawomocnego wyroku ustalającego płeć. Co więcej – dla Wiktorii funkcjonowanie w szkole zgodnie z jej tożsamością płciową miało fundamentalne znaczenie, a nikomu innemu nie robiło krzywdy. 

Więcej w Gazecie Wyborczej

Wzrost antysemityzmu: Oto kraje UE zgłaszające najwięcej wrogości

2026/02/11

Wrogość w przestrzeni publicznej, antysemickie graffiti i antysemityzm w Internecie to najczęściej wymieniane formy antagonizmu.

Według nowych danych Eurobarometru, ponad połowa Europejczyków uważa antysemityzm za problem w swoim kraju.

Obywatele Francji, Włoch i Szwecji są najbardziej skłonni uznać antysemityzm za istotny problem, podczas gdy obywatele Estonii, Finlandii i Łotwy są najmniej skłonni.

We wszystkich krajach kobiety, mieszkańcy miast, osoby należące do mniejszości i osoby z wyższym wykształceniem częściej postrzegają antysemityzm jako problem.

Posiadanie żydowskich przyjaciół lub znajomych również wiąże się z wyższym uznaniem antysemityzmu (67%) w porównaniu do osób bez takich powiązań (52%).

Wojna wydaje się być czynnikiem napędzającym: prawie siedmiu na dziesięciu Europejczyków uważa, że konflikty na Bliskim Wschodzie wpływają na postrzeganie Żydów w ich kraju.

„Mowa nienawiści, zwłaszcza antysemityzm i negowanie Holokaustu, osiągnęły poziom niespotykany od czasów II wojny światowej” – powiedział dyrektor generalny UNESCO Khaled El-Enany w niedawnym raporcie na temat antysemityzmu w szkołach.

Ponadto prawie połowa Europejczyków uważa, że antysemityzm wzrósł w ich kraju w ciągu ostatnich pięciu lat, zwłaszcza w Holandii, Szwecji i Danii.

I odwrotnie, tylko 9% respondentów uważa, że antysemityzm zmniejszył się, głównie na Malcie, w Rumunii i Polsce.

Więcej w serwisie EuroNews

„Won do siebie, k…wo!”. Napadli na Ukrainki w Pruszkowie, ujęła ich policja

2026/02/10

Policjanci z Pruszkowa zatrzymali cztery osoby, które jak wynika ze wstępnych ustaleń, mają związek z pobiciem dwóch Ukrainek. „Won do siebie, k…wo!” – krzyczeli do kobiet sprawcy napaści.

Do pobicia doszło w nocy z soboty na niedzielę przy ulicy Ołówkowej w Pruszkowie. Napad miał ksenofobiczne tło. Napastnicy, którzy według świadka wydarzeń cytowanego przez portal TVN Warszawa nosili kominiarki, mieli kije bejsbolowe oraz gaz pieprzowy, krzyczeli: „Won do siebie, k…wo! Ojczyzny bronić!”. 

Policja zatrzymała trzech mężczyzn w wieku 23, 35 i 50 lat oraz 45-letnią kobietę, wszyscy są Polakami. Są przesłuchiwani i zatrzymani do czasu przedstawienia zarzutu. Pokrzywdzone kobiety są narodowości ukraińskiej. Po napaści udzielono im pomocy medycznej. Szczęśliwie, odniesione obrażenia nie zagrażają ich życiu.

Policjanci nadal ustalają dokładny przebieg całego zdarzenia. Sprawdzają także, czy uczestniczyły w nim jeszcze jakieś inne osoby. Funkcjonariusze współpracują w tej sprawie z Prokuraturą Rejonową w Pruszkowie.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Dyrektor warszawskiej szkoły w partii Brauna. Czy antysemityzm przestaje przeszkadzać mainstreamowi?

2026/02/09

Członkiem zarządu warszawskich struktur partii Grzegorza Brauna jest dyrektor prywatnej szkoły. Co nauczyciel robi w partii, której politycy wygłaszają antysemickie tyrady, a nawet negują istnienie komór gazowych?

Niepubliczna Szkoła Podstawowa KOSMOS mieści się w bloku przy al. KEN na Ursynowie. Jest placówką integracyjną, specjalizuje się w kształceniu dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. „Oferujemy kompleksowe realizowanie zaleceń zawartych w orzeczeniu o potrzebie kształcenia specjalnego” – informuje szkoła. Podkreśla, że jest bezpłatna – finansowana z dotacji przekazywanych przez stołeczny ratusz.

Dyrektorem szkoły jest Krzysztof Olędzki. To dość barwna postać: 20 lat temu był samozwańczym rzecznikiem praw ucznia i apelował do polityków, by znieśli obowiązek chodzenia do szkoły! Obecnie zaś jest członkiem zarządu okręgu warszawskiego Konfederacji Korony Polskiej, partii Grzegorza Brauna. Co nauczyciel robi w partii polityka słynącego z antysemickich wypowiedzi?

„Braun to patostreamer polskiej polityki. To jest człowiek, który powinien być obłożony infamią i nie mieć wstępu na żadne salony i do żadnych telewizji, nie być nigdzie zapraszany. On teraz korzysta na tym, że jest ekstremistą. To jest patologiczny antysemita. To jest patologiczny ksenofob” – tak mówił w maju 2025 r. Szymon Hołownia, ówczesny marszałek Sejmu.

To było już po tym, jak Braun zgasił gaśnicą menorę chanukową w Sejmie i po tym, jak podczas debaty prezydenckiej nazwał znaczek żonkila w klapie Rafała Trzaskowskiego – symbol pamięci o powstaniu w getcie warszawskim – „znakiem hańby, znakiem podległości”. A jeszcze przed tym, jak w Sejmie połamał tablice wystawy o życiu osób LGBT, a na antenie radia wygłosił bzdurę, że „Auschwitz z komorami gazowymi to niestety fake”.

Ale wbrew słowom Hołowni nie ma żadnej infamii. Partia Brauna idzie w górę w sondażach, oscyluje obecnie wokół poparcia na poziomie 10 proc. W zorganizowanym przez Brauna niedawnym kongresie KINGS w podwarszawskim Łochowie obok osób znanych z antysemickich wypowiedzi jak Stanisław Michalkiewicz czy Wojciech Olszański z organizacji Bracia Kamraci wzięły udział także osoby z polityczno-społecznego mainstreamu: Jan Pospieszalski, Paweł Lisicki czy Monika Jaruzelska.

– Jak pan godzi etos pedagoga z tym, że pana partyjni koledzy głoszą antysemickie poglądy, które w szkole należałoby surowo potępiać? Czy w pana szkole dzieci są uczone, że żonkil, znak pamięci o powstaniu w getcie warszawskim jest znakiem hańby? – zapytałem Krzysztofa Olędzkiego.

– Ja pana nie znam – odparł na to Olędzki, chociaż na początku rozmowy się przedstawiłem. – Proszę przysłać pytania mailem, odpowiem – obiecał.

Nie odpowiedział, mimo że ponawiałem pytania.

W 2023 r. Olędzki startował w wyborach do Sejmu z warszawskiej listy Konfederacji. Oględnie mówiąc, nie odniósł sukcesu: zebrał 128 głosów. Braun był wówczas politykiem Konfederacji. Został z niej usunięty po ataku gaśnicą. A Olędzki poszedł za nim. 

– Prawo oświatowe nie przewiduje zakazu łączenia członkostwa w partii politycznej z pełnieniem funkcji dyrektora niepublicznej szkoły – informuje Andrzej Kulmatycki, rzecznik mazowieckiego kuratorium oświaty. Zaznacza, że zakazana jest tylko agitacja wyborcza na terenie szkół wobec uczniów.

W 2016 r. Krzysztof Olędzki był wicedyrektorem prywatnego przedszkola Owieczka Asia przy ul. Nowoursynowskiej na Kabatach. W styczniu 2016 r. z tej placówki wyszedł samodzielnie niespełna trzyletni Mikołaj. Był bez butów i kurtki. Zbliżał się już do ruchliwego skrzyżowania ul. Rosoła i Wąwozowej, gdy dostrzegła go jedna z mieszkanek. Odprowadziła go do przedszkola. Aż do tego momentu nikt nie zorientował się, że Mikołaj wyszedł na zewnątrz. Kobieta powiadomiła policję. Gdy przyjechali mundurowi, Krzysztof Olędzki oskarżył ją o porwanie chłopca.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Patostreamerka z Kamienia Pomorskiego zatrzymana. Policja apeluje do pokrzywdzonych!

2026/02/08

Patostreamerka z Kamienia Pomorskiego, która w ostatnich dniach szokowała opinię publiczną skrajnymi, dehumanizującymi treściami w mediach społecznościowych, została zatrzymana przez Policję. Sprawa dotyczy transmisji internetowych, w których kobieta kpiła z chorych dzieci, w tym małych pacjentów oddziałów onkologicznych, publikując materiały wywołujące powszechne oburzenie.

Nagrania – rozpowszechniane publicznie w sieci – zawierały treści uznane za skandaliczne i całkowicie niedopuszczalne, naruszające dobra osobiste innych osób oraz godzące w elementarne normy współżycia społecznego. Jak udało nam się ustalić, kobieta została zatrzymana.

Stanowisko Rzecznika KPP w Kamieniu Pomorskim

Zachowanie kobiety prezentowane w materiałach jest skandaliczne i całkowicie niedopuszczalne. Tego rodzaju treści mogą naruszać prawo i dobra osobiste innych osób. Apelujemy do osób, których prawa mogły zostać naruszone, aby zgłaszały się do najbliższej jednostki Policji i składały zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa jako pokrzywdzeni.

Jednocześnie apelujemy do odbiorców tego typu transmisji internetowych o rozważne i odpowiedzialne podejście do konsumowania takich treści. Oglądanie i udostępnianie patostreamów sprzyja ich dalszemu rozpowszechnianiu, wzmacniając zjawiska patologiczne w Internecie.

Mając na uwadze obowiązujące przepisy Kodeksu karnego, należy wskazać, że w przypadku niektórych przestępstw warunkiem wszczęcia postępowania jest złożenie wniosku o ściganie. Samo zgłoszenie zdarzenia może okazać się niewystarczające. W związku z powyższym konieczne jest ujawnienie się osób pokrzywdzonych lub ich przedstawicieli ustawowych.

Źródło: kamienskie.info

50 prokuratur zajmie się mową nienawiści – minister podpisał rozporządzenie

2026/02/06

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował, że podpisał rozporządzenia, zgodnie z którym, na terenie działania każdej prokuratury okręgowej będzie prokuratura rejonowa specjalizująca się w ściganiu przestępstw wynikających z mowy nienawiści. Projekt trafił do opiniowania w grudniu 2025 r., przepisy początkowo miały obowiązywać już od 1 stycznia 2026 r., teraz mają wejść dzień po ogłoszeniu. W pierwszej wersji wyznaczono 13 prokuratur, w ostatecznej… 50.

Przypomnijmy, że jako podstawę regulacji podano art. 35 par. 3 ustawy z dnia 28 stycznia 2016 r. – Prawo o prokuraturze, zgodnie z którym minister sprawiedliwości może określić, w drodze rozporządzenia, właściwość powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury w sprawach o poszczególne rodzaje przestępstw niezależnie od miejsca ich popełnienia oraz w sprawach cywilnych, administracyjnych, w sprawach o wykroczenia, a także w innych postępowaniach prowadzonych na podstawie ustaw niezależnie od ogólnej właściwości powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury, mając na względzie skuteczne zwalczanie przestępczości i zapewnienie sprawności postępowań.

– Wzrost przestępczości w zakresie przestępstw motywowanych uprzedzeniami oraz specyfika prowadzonych w sprawach o te przestępstwa postępowań karnych, nierzadko wymagających od prokuratorów poszerzania swojej wiedzy i to nie tylko prawniczej – z jednej strony, a z drugiej dostrzegalny niski poziom części z tych postępowań, determinują potrzebę wprowadzenia w tym zakresie do struktur prokuratury sui generis specjalizacji – uzasadniono.

MS w uzasadnieniu wskazało na problem nieporadności organów ścigania „w odniesieniu do tych przestępstw, często o silnym oddźwięku społecznym i medialnym, które godzą w wizerunek prokuratury i wywołują poczucie bezkarności”. – Jest to szczególnie niebezpieczne w dobie wszechobecnego internetu i rozwoju narzędzi AI, które wykorzystywane są przez sprawców hate crime, w tym do dezinformacji, manipulowania nastrojami społecznymi, obniżania poziomu wrażliwości na przemoc. To zaś stwarza ogromne zagrożenie dla stabilności społecznej i bezpieczeństwa państwa – dodało.

Podkreśla również, że sprawcy – nawet z wzajemnie skonfliktowanych i skrajnie odległych ideowo środowisk – na bieżąco publikują i przekazują sobie informacje na temat postępowań w sprawach o przestępstwa motywowane nienawiścią, w których uczestniczą. – Zapewnia to szybką wymianę swoistego know-how co do prezentowanych w tych postępowaniach postaw i stanowisk. Każdy zatem błąd prokuratury w jednym postępowaniu może skutkować porażką także w innym. Po drugiej stronie – tj. w prokuraturze – nie istnieje system wymiany informacji ani na temat środowisk skrajnych i ich członków, ani co do metodyki prowadzenia postępowań w sprawach o poszczególne typy przestępstw motywowanych uprzedzeniami. W tym kontekście niezbędny stał się powrót do przywrócenia w strukturze prokuratury sprawdzonego już modelu specjalizacji, który co do przestępstw motywowanych uprzedzeniami w zalążkowej formie funkcjonował w prokuraturze w okresie, gdy prokuratorem generalnym był Andrzej Seremet – zaznaczono.

Ministerstwo podkreśliło również, że „łatwiej, szybciej i taniej wyszkolić około 100 wyznaczonych prokuratorów niż ponad 4000 prokuratorów i asesorów ze wszystkich prokuratur rejonowych”.

Więcej w serwisie prawo.pl

Kogo nie lubią Polacy? Rośnie niechęć do Żydów i Ukraińców

2026/02/06

Centrum Badania Opinii Społecznej zapytało o stosunek Polaków do 21 narodów i grup etnicznych.

Z badania wynika, że na pierwszym miejscu w rankingu najbardziej lubianych narodów, podobnie jak w ubiegłym roku, są Włosi. Sympatię do nich deklaruje prawie sześciu na dziesięciu Polaków (58 proc.), a niechęć – 7 proc. „Niewiele mniej Polaków ma pozytywne nastawienie do Czechów (55 proc.)” – zwrócili uwagę autorzy raportu CBOS.

Co drugi ankietowany darzy sympatią Słowaków (52 proc.), a blisko połowa – Anglików (49 proc.) oraz Amerykanów (47 proc.). Sympatię wobec Chorwatów deklaruje 45 proc. badanych. Niemal tyle samo (44 proc.) osób deklaruje, że lubi Szwedów, Francuzów i Holendrów, 43 proc. – Litwinów, 41 proc. – Węgrów.

Na dalszych pozycjach najbardziej lubianych narodów uplasowali się Bułgarzy i Niemcy (po 35 proc.). CBOS zwrócił jednak uwagę, że „niechęć do Niemców deklarowana jest dwukrotnie częściej niż do Bułgarów (32 proc. wobec 16 proc.)”.

Z sondażu wynika też, że 33 proc. Polaków ma pozytywne nastawienie do Wietnamczyków, a 30 proc. – do Chińczyków.

Kolejne miejsca zajmują narody i grupy etniczne, wobec których deklaracje niechęci są częstsze niż deklaracje sympatii. Są to: Ukraińcy (43 proc. wobec 29 proc.), Palestyńczycy (30 proc. wobec 24 proc.), Żydzi (40 proc. wobec 22 proc.), Białorusini (46 proc. wobec 19 proc.) oraz Romowie (46 proc. wobec 18 proc.).

„Niezmiennie od czasu wybuchu wojny w Ukrainie z największą niechęcią podchodzimy do Rosjan – deklaruje ją aż 74 proc. badanych, zaś sympatię zaledwie 7 proc.” – zauważył CBOS.

Więcej w serwisie wp.pl

Braun robi kongres z gwiazdami skrajnej prawicy. Na dodatek nieźle na nim zarobi

2026/01/30

Korona do ostatniej chwili ukrywała, gdzie zorganizuje swój kongres, bo bała się protestów. Braun chce m.in. rozmawiać o gospodarce, a w Koronie oglądają się na przedsiębiorców i rolników.

KINGS – Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych – tak nazywa się wydarzenie, które w sobotę organizuje lider Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun.

Dla jego partii to najważniejsze wydarzenie zimy. Politycy Konfederacji Korony Polskiej tłumaczą, że to nie ma być zwykła konferencja, tylko kongres, który „wyznaczy kierunek, pokaże, jak może wyglądać państwo zarządzane odpowiedzialnie, suwerennie i efektywnie”.

Od kilku tygodni Korona zapraszała na kongres kolejnych panelistów. Lista gości jest już zamknięta.

W panelu „Wolność słowa – swoboda badań, publikacji i debaty publicznej” dyskutować będą m.in. związani z prawicą Jan Pospieszalski, Paweł Lisicki, Marcin Rola i Monika Jaruzelska.

O demografii porozmawiają adwokatka z Ordo Iuris Magdalena Majkowska i prawicowy działacz Sebastian Pitoń, który w czasie pandemii protestował przeciwko obostrzeniom, zamykaniu biznesów i przekonywał, że „żadnej pandemii nie ma”. Oprócz nich będzie też Mariusz Dzierżawski, prezes antyaborcyjnej fundacji „Pro – Prawo do życia”, z którego inicjatywy na polskie ulice wyjechały propagujące nienawistne wobec społeczności LGBT+ hasła homofobusy.

Jacek Wilk, były poseł Konfederacji, obecnie w Koronie, o sądach i „bezpieczeństwie prawnym” porozmawia z sędzią Piotrem Schabem, rzecznikiem dyscyplinarnym, który za rządów PiS inicjował postępowania i ścigał sędziów broniących niezależności sądów. W zeszłym roku ze stanowiska odwołał go ówczesny minister sprawiedliwości Adam Bodnar, ale w zapowiedzi kongresu Schab przedstawiany jest jako nadal pełniący swoją funkcję. Poglądy na temat sądownictwa wymieni z Łukaszem Bernacińskim z Ordo Iuris i prawicowym publicystą Stanisławem Michalkiewiczem.

Udział w dyskusji o rolnictwie, leśnictwie i przetwórstwie ma wziąć prof. Grażyna Cichosz, technolożka żywności, która ostatnio zasłynęła antynaukowymi tezami wygłaszanymi na kanale Bogdana Rymanowskiego. Cichosz mówiła tam m.in., że nie ma dowodów na „miażdżycotwórcze właściwości tłuszczów zwierzęcych”, a te roślinne „nie mają ze zdrowiem nic wspólnego”. Mówiła też, że „nie tyjemy od kalorii, a od insuliny” i że „tłuste jedzenie jest zdrowym jedzeniem”. Po tym programie środowisko naukowe zaprotestowało.

O „suwerenności i bezpieczeństwie geostrategicznym” ma z kolei dyskutować dr Leszek Sykulski, politolog, który twierdzi, że USA zamierzają nakłonić Polskę do zaangażowania się w wojnę z Rosją. Sprzeciwia się pomaganiu Ukrainie, na spotkaniach wygłasza antyukraińskie i antyamerykańskie tezy. Już po ujawnieniu zbrodni w Buczy przeprowadził na swoim kanale YouTube wywiad z ambasadorem Rosji w Polsce Siergiejem Andriejewem. 

Więcej w Gazecie Wyborczej

Wulgarne hasła, zniszczony cmentarz i okrzyki o „sodomskich związkach”. Nienawiść ma się dobrze

2026/01/30

Wciągu ostatnich kilku dni w Katowicach doszło do kilku nienawistnych incydentów. – Nie sądziłem, że spadnie na mnie taki hejt – mówi radny Adam Lejman-Gąska, który zareagował na jeden z nich.

Adam Lejman-Gąska, radny Koalicji Obywatelskiej w Katowicach kilka dni temu dostał zgłoszenie od mieszkańca w sprawie wulgarnych napisów na budynku w Kostuchnie. Na murze można było przeczytać: „Tu pie***** się zydów, komunistów, lewaków, lgbt, islam, masonerie, bandere, pis, po i warszawe”.

– Zgłosiłem wandalizm służbom. Zawsze podkreślam, że Katowice to miasto nowoczesne, otwarte i przyjazne wszystkim, którzy chcą tu mieszkać i pracować. Niestety, duże miasta mają też swoje ciemniejsze strony, które czasem dają o sobie znać – opowiada Lejman-Gąska. 

 
 
 
 

Antysemicki incydent na lotnisku w Balicach. „Wracajcie do Izraela!”

2026/01/28

„To jest moje państwo! Dlaczego przyjeżdżacie do Polski!?” – krzyczy do grupy podróżujących Żydów agresywny mężczyzna. Nagranie z lotniska w Balicach obiegło internet. Sprawę wyjaśnia policja.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek 26 stycznia. Na nagraniu opublikowanym w serwisach społecznościowych widać, że agresywny pasażer krzyczy w języku angielskim do grupy Żydów, żeby byli cicho i by wracali do Izraela, a Polska jest jego krajem. Wymachuje rękami, popycha ciałem jednego z mężczyzn. – Dlaczego przyjeżdżacie do Polski!? – denerwuje się, nie panując nad sobą.

Nagranie się kończy, ale wiadomo, że na miejscu interweniowały ochrona lotniska i straż graniczna. Po zajściu mężczyzna odleciał samolotem.

Policja nie ma komisariatu na lotnisku i o sprawie dowiedziała się dopiero z mediów.

– Komenda Powiatowa Policji w Krakowie prowadzi czynności sprawdzające. Takie czynności są prowadzone przed wszczęciem postępowania. Mają one na celu ustalenie, czy doszło do wykroczenia, czy doszło do przestępstwa. Jeżeli tak, to zostanie wszczęte postępowanie – przekazała we wtorek 27 stycznia podinsp. Katarzyna Cisło, rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. 

Na nagraniu widać, że agresywny mężczyzna ma na szyi identyfikator.

Izraelski portal Ynet napisał, że „grupa ultraortodoksyjnych Izraelczyków czekających na lot do Izraela na lotnisku w Krakowie w Polsce została zaatakowana przez mężczyznę noszącego coś, co wyglądało na identyfikator pracownika lotniska”. Wskazał, że wśród podróżnych był rabin Simcha Krakowski, szef organizacji charytatywnej Beit Hatavshil. – Modliliśmy się i byliśmy już blisko zakończenia modlitwy. Staliśmy z boku i nikomu nie przeszkadzaliśmy – opowiadał portalowi jeden z uczestników zajścia. 

Krakowskie lotnisko zaprzeczyło informacjom, że agresywny mężczyzna był pracownikiem lotniska. „Osoba, która dopuściła się tego aktu agresji, nie jest pracownikiem lotniska, funkcjonariuszem służb państwowych, ani przedstawicielem jakiegokolwiek przewoźnika lotniczego” – czytamy w oświadczeniu. 

„Była to osoba prywatna, będąca pasażerem innego lotu” – podał port lotniczy.

Więcej w Gazecie Wyborczej.

Jak chronić prawdę o Holokauście w erze sztucznej inteligencji

2026/01/27

Dzięki postępom w rozwoju sztucznej inteligencji coraz łatwiej jest generować obraz, głos czy krótkie narracje, które wydają się autentyczne, choć nie mają żadnego poparcia w dowodach historycznych. W internecie pojawiają się materiały, które rzekomo pokazują życie w obozach czy odtwarzają głos ocalałych.

Michaela Küchler – sekretarz generalna Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA).

27 stycznia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

Polska zajmuje szczególne miejsce w pamięci o Holokauście. Niewiele innych krajów nosi tak widoczne i rozległe ślady nazistowskich zbrodni jak Polska. Auschwitz-Birkenau, Treblinka, Sobibór i Bełżec to miejsca osadzone w krajobrazie okupowanej przez Niemców Polski, miejsca prześladowań i mordów na przemysłową skalę, których istnienie do dziś zderza świat z rzeczywistością tego, co się wydarzyło. 

Pamięć o Holokauście w Polsce funkcjonuje również w szerszym kontekście pamięci o niemieckiej okupacji w Europie Środkowej i Wschodniej – okresie naznaczonym brutalnymi represjami i masowymi mordami na polskiej ludności cywilnej, prześladowaniami i eksterminacją Sintów i Romów, niszczeniem życia społecznego, intelektualnego i kulturalnego na ogromną skalę. W tej szerszej perspektywie historycznej Holokaust pozostaje główną zbrodnią nazistowskiego reżimu – systematyczną próbą unicestwienia europejskich Żydów. Upamiętnianie tych prawd wymaga precyzji, ostrożności oraz kontekstu – wartości, które w dzisiejszym świecie coraz częściej są wystawiane na próbę, a jednocześnie stanowią samo sedno działalności Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA) w 35 krajach członkowskich. 

Przez dziesięciolecia świadectwa ocalałych i fizyczne miejsca pamięci były kotwicami tej historycznej prawdy. Relacje z pierwszej ręki były wyrazem przeżytych doświadczeń, zaś zachowane obozy, miejsca zagłady i pomniki poprzez samą swoją materialną obecność nie pozwalały zaprzeczyć rzeczywistości. Z kolei w przypadku osób, które takich miejsc nie mogły odwiedzić, przekazywanie pamięci opierało się na starannie skontekstualizowanej edukacji opartej na dowodach. 

Litwa wdraża plan walki z nienawiścią. 157 działań przeciw antysemityzmowi i ksenofobii

2026/01/27

W ubiegłą środę (21 stycznia) Gabinet Ministrów zatwierdził Plan działań na rzecz walki z antysemityzmem, ksenofobią i wszelkimi formami podżegania do waśni oraz wspierania życia żydowskiego. Jest to szeroko zakrojony dokument wchodzący w skład programu 20. Rządu.

W dokumencie tym zaplanowano 157 konkretnych działań mających na celu wzmocnienie walki z przejawami nienawiści narodowej, rasowej, religijnej i innych form podżegania do waśni, przyczyniając się do wspierania spójności różnych kultur i społeczności na Litwie oraz rozwijania oświaty i świadomości kulturowej na temat różnych grup społecznych żyjących w kraju.

– Nienawiść do różnic narodowościowych, rasowych, religijnych czy innych, dyskryminacja i obraźliwe stereotypy nie tylko szkodzą społecznościom, ale także osłabiają nas jako państwo, które od dawna charakteryzuje się różnorodnością. Do tej pory podejmowano oddzielne działania instytucjonalne i pozarządowe w celu zwalczania negatywnych zjawisk, ale brakowało koordynacji działań i wspólnego kierunku. Litwa również należała do mniejszości krajów UE, które nie mają takiego planu – naprawiamy ten błąd – twierdzi premier Inga Ruginienė.

W przygotowaniu dokumentu uczestniczyły instytucje naukowe, pamięci i kultury, przedstawiciele wspólnot narodowych i samorządów, organizacje praw człowieka, inne zainteresowane instytucje i organizacje pozarządowe.

W 2021 r. Komisja Europejska zatwierdziła Unijną strategię walki z antysemityzmem i wspierania życia żydowskiego w Unii Europejskiej (2021-2030) i zaleciła wszystkim krajom członkowskim zatwierdzenie podobnych narodowych strategii. Litwa do niedawno była jednym z nielicznych krajów Wspólnoty, która takiego planu nie posiadała.

Więcej w portalu lrt.lt

 

„To więzienie dzieci”. Zmiana prawa po cichu: nieletni mogą przebywać w ośrodkach zamkniętych dla migrantów

2026/01/20

Nowe prawo pozwala pozbawiać wolności dzieci ubiegające się w Polsce o ochronę międzynarodową. Wcześniej mogły przebywać w ośrodkach opiekuńczych lub w rodzinach zastępczych. Przepisy wprowadzono bez konsultacji z Rzecznikiem Praw Dziecka i organizacjami pozarządowymi.

Grupa Granica (koalicja organizacji pozarządowych zajmująca się m.in. pomocą humanitarną) alarmuje:

„Dzieci poszukujące w Polsce bezpieczeństwa są celem systemowych represji. Dzieci w najtrudniejszej sytuacji, czyli bez opieki swoich rodziców lub innych dorosłych. Zmieniono prawo – w ciszy i bez konsultacji – wprost uderzając w najsłabszych. Nasz sprzeciw budzą: konsekwencje dla migrujących dzieci, styl, w jakim te przepisy zostały zmienione”.

Chodzi o obowiązujący od 1 stycznia przepis – po zmianie ustawy o cudzoziemcach – na mocy którego wyłączono małoletnich bez opieki z katalogu osób, których nie umieszcza się w strzeżonych ośrodkach ani nie stosuje się wobec nich aresztu dla cudzoziemców. W strzeżonym ośrodku może być umieszczony obecnie małoletni cudzoziemiec, który ukończył 15 lat, przebywający na terytorium RP bez opieki, względem którego złożono wniosek w sprawie udzielenia ochrony międzynarodowej. Grupa Granica i Rzeczniczka Praw Dziecka wydały stanowiska w sprawie tych zmian, oba są druzgocące. 

Działający i działające w GG wskazują, że nowe przepisy umożliwiające umieszczanie w zamkniętych ośrodkach dla cudzoziemców dzieci bez opieki od 15 roku życia, które złożyły wniosek o ochronę międzynarodową, oznacza pozbawienie wolności na czas trwania postępowania azylowego. W najlepszym przypadku procedura ta trwa 6 miesięcy. W przypadku odwołania – nawet do 24 miesięcy („dwa lata zamknięcia dla dziecka”).

Przypominają: „Do tej pory dzieci bez opieki trafiały do placówek opiekuńczo-wychowawczych lub rodzin zastępczych. Rozwiązanie to dawało im szansę na bezpieczeństwo, edukację i integrację. Umieszczanie dzieci w ośrodkach zamkniętych i odbieranie im wolności jest niezgodne z Konwencją o prawach dziecka i Europejską Konwencją Praw Człowieka. Międzynarodowe standardy są jednoznaczne: pozbawianie dzieci wolności jest niedopuszczalne”.

Socjolożka, współpracująca m.in. z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, komentuje: – Ta zmiana nie jest jedynie korektą techniczną w prawie migracyjnym. Jest kolejnym etapem budowy infrastruktury państwowej przemocy, która stopniowo przesuwa całe grupy społeczne ze sfery ochrony do sfery podejrzenia, kontroli i karania. Tym razem obiektem tej transformacji stają się dzieci.

Więcej w Gazecie Wyborczej

Kościół i Żydzi znów ramię w ramię. Kardynał i Rabin o wspólnej przyszłości

2026/01/18

W sercu historycznego Płocka, gdzie od XIII wieku splatały się losy Polaków i Żydów, wybrzmiało dziś mocne wezwanie do jedności i pamięci. XXIX Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce to nie tylko wspominanie bolesnej przeszłości, ale przede wszystkim spotkanie z „judaizmem żywym”, który wciąż kształtuje tożsamość chrześcijan. Wspólna modlitwa kardynała Grzegorza Rysia i naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha stała się żywym dowodem na to, że dialog jest możliwy nawet w obliczu najtrudniejszej historii.

Płock, dumne, książęce miasto, stało się w tym roku gospodarzem centralnych obchodów tego szczególnego dnia. Wybór miejsca nie był przypadkowy – obecność społeczności żydowskiej jest tu udokumentowana już w pierwszej połowie XIII wieku. Pierwsza część uroczystości odbyła się w murach Muzeum Żydów Mazowieckich, które mieści się w zrewitalizowanym budynku dawnej Małej Synagogi. Prezydent Płocka, Andrzej Nowakowski, podkreślił, że dzisiejsi mieszkańcy są „strażnikami tej historii”, a dawna synagoga stała się przestrzenią realnego spotkania religii i kultur.

Kardynał Grzegorz Ryś, przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem KEP, w swoim wystąpieniu zwrócił uwagę na dramatyczną wyrwę, jaką w lokalnej społeczności zostawił Holokaust. Przypomniał, że utrata 10 tysięcy sąsiadów w sposób nieodwracalny zmienia tkankę miasta. Metropolita krakowski zaznaczył jednak, że Dzień Judaizmu ma przede wszystkim wymiar religijny i duchowy. „Chcemy się nawzajem posłuchać, bo dla każdej ze stron ten drugi punkt widzenia jest ważny” – mówił kardynał, wskazując, że posoborowe dokumenty Kościoła kładą nacisk na ukazywanie więzi chrześcijaństwa z aktualnym, żywym judaizmem, a nie tylko tym biblijnym.

Więcej w serwisie deon.pl

Znieważył troje 14-latków, bo rozmawiali po ukraińsku. Wyrok

2026/01/17

Na siedem miesięcy bezwzględnego więzienia skazał sąd 41-letniego Mariusza W. Mężczyzna w centrum Tarnowa znieważył ze względu na narodowość troje 14-latków, którzy rozmawiali po ukraińsku. Kilka lat temu mężczyzna został już skazany za podobne przestępstwa.

Nieprawomocny wyrok przeciwko 41-letniemu Mariuszowi W. zapadł przed Sądem Okręgowym w Tarnowie w środę. Jak poinformował rzecznik tarnowskiej prokuratury okręgowej, prokurator Mieczysław Sienicki, mężczyzna został oskarżony o „popełnienie przestępstwa mowy nienawiści”.

Mariusz W. jest osobą wielokrotnie karaną. Tym razem trafił przed sąd za zdarzenie, które miało miejsce 11 maja 2025 roku w Tarnowie, gdzie – jak przekazał Sienicki – mężczyzna znieważył z powodu przynależności narodowej troje 14-letnich obywateli Ukrainy: Eleanorę S., Danyla S. i Yaroslawa P.

Do zdarzenia doszło w centrum Tarnowa. „Powodem agresji spożywającego alkohol i znajdującego się w stanie nietrzeźwości Mariusza W. było to, że usłyszał, iż nastolatkowie rozmawiają po ukraińsku” – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.

Prokurator Sienicki przekazał, że 41-latek „skierował pod ich adresem wyzwiska i określenia uznane powszechnie za obelżywe, a następnie z powodu przynależności narodowej pokrzywdzonej zastosował przemoc wobec Eleonory S., naruszając jej nietykalność cielesną”.

Prokuratura uznała, że czyn ten miał charakter chuligański, a Mariusz W. działał w warunkach recydywy. Kilka lat temu mężczyzna został skazany za podobne przestępstwa.

Więcej w TVN24

Kto zaprosił Dragona? Przestępca wśród gości specjalnych prezydenta Nawrockiego

2026/01/14

Spotkanie Karola Nawrockiego z kibicami podczas pielgrzymki na Jasną Górę organizowała Kancelaria Prezydenta. Według Służby Ochrony Państwa to KPRP ustalała listę uczestników, na której znalazł się przestępca o pseudonimie „Dragon”.

– Informację o tym, że będzie takie spotkanie [podczas Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców na Jasną Górę], dostaliśmy 9 stycznia, czyli dzień przed wydarzeniem. Nie otrzymaliśmy żadnej listy gości. To Kancelaria Prezydenta w ostatniej chwili typowała osoby, które tam będą. My zabezpieczaliśmy wydarzenie tylko pirotechnicznie – mówi „Wyborczej” płk Bogusław Piórkowski, rzecznik Służby Ochrony Państwa. Dodaje, że „grono uczestników tego spotkania było zamknięte”.

To oznacza, że Tomasz P. ps. „Dragon”, przestępca i lider kiboli Jagiellonii Białystok, został oficjalnie dopuszczony do rozmowy z prezydentem Nawrockim. A Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wiedziała, kogo zaprasza.

Jak to wyglądało, można zobaczyć na filmie z pielgrzymki, który potem zniknął z internetowej strony prezydenta. Karol Nawrocki powitał grupę okrzykiem: „Czołem kibice!”. Potem podszedł do Tomasza P., serdecznie się z nim wyściskał i zamienił kilka słów. Nie wiadomo, czy rozmawiali jeszcze potem, bo film w tym momencie się urywa.

Problem w tym, że jak ujawniła wp.pl, Tomasz P. jest jednym z najgroźniejszych i najbardziej znanych uczestników środowisk kibolskich. Jak pisała wp.pl oraz „Wyborcza Białystok”, Tomasz P. „to człowiek wiele razy skazywany za ciężkie przestępstwa. A dziś czeka na wyrok sądu drugiej instancji w procesie, w którym nieprawomocnie został skazany na sześć lat więzienia przez Sąd Okręgowy w Białymstoku za propagowanie nazizmu, kierowanie gangiem i pobicia”.

Więcej w Gazecie Wyborczej

 

Tęsknię za czasami, kiedy nikt nie widział, co naprawdę znaczy wyzywanie się od Żydów

2026/01/12

Nigdy nie czułem się Żydem tak bardzo, jak po Ataku 7 Października, który fundamentalnie zmienił moje postrzeganie problemu antysemityzmu w Polsce.

Kilka miesięcy po Ataku 7 Października 2023 napisałem na swoich mediach społecznościowych, że tęsknię za czasami, kiedy konflikt między Izraelczykami a Palestyńczykami zdawał się nie obchodzić nikogo. To oczywiście duże uproszczenie, ale jest we mnie też nostalgia za czasem, gdy o syjonizmie czy okupacji Zachodniego Brzegu można było rozmawiać stosunkowo spokojnie i z dużo większą cierpliwością po obu stronach.

Wtedy to ja zazwyczaj podnosiłem przy moich znajomych temat konfliktu na Bliskim Wschodzie czy kultury żydowskiej; czułem, że osoby, którymi się otaczałem w szkole i w świecie aktywistycznym, miały w sobie dużo pokory i ciekawości. Antysemityzm nam, młodym Polkom i Polakom żydowskiego pochodzenia, wydawał się w dużej mierze pozostałością przeszłości omawianą na lekcjach historii i literatury. Co prawda Żyd w słowniku moich kolegów ze szkoły był obelgą, ale jednak obelgą dość specyficzną, bo niekonkretną i jakby egzotyczną. Nikt nie wiedział, co tak naprawdę znaczy wyzywanie się od Żydów, bo nikt z przezywających się nigdy Żyda nie spotkał, ani nie do końca potrafił go sobie wyobrazić.

Antysemityzm w polityce i w życiu społecznym był obecny, ale podobnie jak w szkole, miał renomę uprzedzenia raczej przestarzałego i dziwnego.

O antysemityzmie w ogóle trudno rozmawiać w kontekście ostatnich dwóch lat i zupełnej dewastacji Gazy. Izrael, odpowiadając na terrorystyczny Atak 7 Października, rozpętał w Gazie wojnę totalną, która pochłonęła życia ok. 70 000 Palestyńczyków, w tym najprawdopodobniej większości cywili i zrównała z ziemią lokalną infrastrukturę medyczną, edukacyjną i kulturalną. Izrael odciął Gazę od mediów, a także dostaw żywności i energii. Tym samym, wespół z Hamasem, doprowadził do niewyobrażalnej tragedii niewinnych cywili, której pełną skalę poznamy dopiero w następnych latach i dekadach.

Cały tekst Kacpra Maxa Lubiewskiego w oko.press

 

Ksiądz z Podkarpacia stanie przed sądem. Za hejt na dr Jagielską

2026/01/07

Kuria Metropolitarna w Przemyślu, do ktorej należy ksiądz Grzegorz wydała oświadczenie. Nienawistne i hejterskie maile, które ksiądz wysyłał do doktor Gizeli Jagielskiej oraz szpitala w Oleśnicy nazywa jego „prywatną sprawą”. Ale postępowanie policji i prokuratury, która duchownego zatrzymała, uznaje już za „walkę z Kościołem katolickim”.

Prokuratura zakończyła postępowanie w sprawie nienawistnych wiadomości mailowych, jakie otrzymywała dr Gizela Jagielska oraz szpital w Oleśnicy, w którym pracowała lekarka – informuje wrocławska „Gazeta Wyborcza”. Do sądu trafiły akty oskarżenia wobec trzech osób. Jedną z nich jest ksiądz Grzegorz, duchowny z Podkarpacia.

Jak podaje Marcin Rybak, cała trójka miała wysyłać do lekarki oraz szpitala, w którym pracowała maile z groźbami pobicia, uszkodzenia ciała, a nawet zabójstwa dr Jagielskiej. Jak twierdzi prokuratura, która sprawę bada z art. 212 kodeksu karnego, zniesławienie dotyczyło nie tylko lekarki w sposób bezpośredni, ale całego personelu szpitala, pod adresem którego również wysyłano obelgi. Zarzucano m.in., że „uśmierca się tam ludzi”.

Jak dowiedziała się w prokuraturze „Wyborcza”, oskarżeni nie kwestionują, że pisali maile. Nie przyznają się natomiast do stawianych im zarzutów przestępstw. Twierdzą, że maile były jedynie wyrazem protestu przeciwko aborcji.

Innego zdania jest przemyska kuria. W oświadczeniu opublikowanym na stronie Archidiecezji, a podpisanym przez rzecznika kurii, księdza Bartosza Rajnowskiego, działania policji i prokuratury kuria uznała za … atak na kościół katolicki.

Archidiecezja z Przemyśla potwierdza, że ksiądz Grzegorz pisał maile do szpitala i dr Jagielskiej. Twierdzi jednak, że była to prywatna korespondencja i prywatne opinie – dlatego też nie zamierza ich komentować.

Kuria twierdzi, że zatrzymanie ksiądza w jego rodzinnym domu, zakucie w kajdanki, przeszukanie plebanii i umieszcze w areszcie w Krośnie, a następnego dnia przewiezienie do Oleśnicy na czynności procesowe było aktem „nieusprawiedliwionej represji, nie uzasadnionej przemocy i poniżenia, a tym samym walki z Kościołem Katolickim”.

„Celem tych działań było jedynie wywołanie medialnego linczu na księdzu. W naszej ocenie działania te były nieusprawiedliwionym nadużyciem władzy przez organy ścigania” – czytamy w oświadczeniu. „Wyżej opisane zdarzenie jest wyjątkowo bolesne dla naszej wspólnoty i odbieramy je jako atak na Kościół katolicki. Mamy nadzieję, że w przypadku coraz częściej mających miejsce regularnych ataków na kapłanów w postaci wyzwisk, zniesławień, gróźb karalnych, pobić i innych czynów przestępczych, organy ścigania będą zawsze z taką samą determinacją podejmowały czynności jak w przypadku wyżej wskazanym” – dodaje kuria wskazując, że księdz i jego rodzinę „obejmie modlitwą”, tak jak i dzieci będące „ofiarami aborcji”.

Ksiądz Grzegorz, razem z dwie pozostałymi osobami odpowiedzialnymi za internetowy hejt, stanie teraz przed sądem.

Więcej w oko.press
 
 

Muzeum POLIN. Między historią Żydów, antysemityzmem a cierpieniem Palestyńczyków

2026/01/05

7 października 2023 roku wpłynął na działalność POLIN znacznie silniej niż inne globalne kryzysy. Nie mamy bezpośrednich związków z państwem Izrael, ale jest dla nas niezwykle istotnym miejscem.

Kaja Puto: Mieszkańcy warszawskiego Muranowa, szczególnie ci starsi, obawiali się powstania Muzeum Żydów Polskich POLIN. W 2013 roku w spokojnej, raczej emeryckiej dzielnicy mieszkaniowej pojawił się budynek muzeum, a wraz z nim – zagraniczne wycieczki, smrodzące autokary, kolejki w sklepach.

Ewa Chomicka: Początki nie były łatwe, bo POLIN to potężny gmach, który „zawłaszczył” mieszkańcom sporą część zielonego, centralnego dla dzielnicy skweru, przez lata służącego im jako miejsce do spacerów z psem czy opalania. Budowa rozpoczęła się w 2009 roku – to nie były czasy konsultacji społecznych, nikt nie pytał mieszkańców o zgodę czy chęć. Co gorsza, budynek otoczony był przez kilka lat budowy wysokim płotem.

Druga sprawa to tematyka poruszana przez muzeum. Choć obejmujemy tysiąc lat historii Żydów polskich, na początku byliśmy postrzegani przez warszawiaków przede wszystkim jako muzeum Holokaustu. Miejsce opowiadające o trudnej, mrocznej historii, niekojarzone z wypoczynkiem – w opozycji do pierwotnej funkcji skweru.

Mieszkałam na Muranowie przez kilka lat i chyba jestem w stanie zrozumieć, o co chodzi. Pagórek skrywający szczątki Mordechaja Anielewicza, przywódcy powstania w warszawskim getcie, był dla mnie jak ogródek – przychodziłam tam poczytać książkę, zapalić papierosa. Ale na widok izraelskiej wycieczki zrywałam się na nogi w obawie, że moja obecność może kogoś urazić.

Jakub Woźniak: Nikt nie lubi mieszkać na cmentarzu. Żydowska Dzielnica Północna, która funkcjonowała tu przed wojną, zniknęła z powierzchni Ziemi. A powojenny Muranów był praktycznie pozbawiony śladów przeszłości. Naszych sąsiadów niepokoiło to, że muzeum będzie przypominać tę tragiczną i wypartą historię. Dlatego od samego początku staraliśmy się ich z nią oswajać. Pokazywać, że POLIN to nie tylko pamięć o morzu gruzów i getcie, że to dużo dłuższa i wielowymiarowa historia, która mieści bliższe nam i naszej misji hasło: „muzeum życia”.

EC: To zresztą kontynuacja architektonicznej idei Bohdana Lacherta, który zaprojektował Muranów jako „dzielnicę życia”. To osiedle – jedno z pierwszych wybudowanych po wojnie – miało być zielone, jasne, komfortowe. Miało być miejscem społecznym i wspólnotowym, a jednocześnie pomnikiem trudnej historii pogrzebanej w podziemiach.

Jak więc oswajaliście mieszkańcom POLIN?

EC: Zaczęliśmy to robić jeszcze przed budową muzeum. W 2006 roku na skwerze Willy’ego Brandta stanął „ohel”, co po hebrajsku oznacza namiot. Miejsce to zapowiadało muzeum, ale też zachęcało mieszkańców do opowiadania tzw. mikronarracji, czyli osobistych historii związanych z historią tego miejsca, które zaprezentowaliśmy później w formie wystawy plenerowej. Powstające muzeum budziło obawy, ale również zainteresowanie.

Gdy budynek otworzył się w 2013 roku dla publiczności, nie było jeszcze stałej wystawy.

EC: Ta powstała dopiero w 2014 roku. Ale jeszcze przed jej otwarciem do skrzynek pocztowych naszych sąsiadów i sąsiadek trafiły zaproszenia na dni otwarte muzeum. W holu głównym podczas otwarcia budynku powstał „las idei” – instalacja z drewnianych patyczków, które wspierały ścianę krzywoliniową w holu głównym, architektoniczny znak rozpoznawczy instytucji – i na których można było zawiesić życzenia czy oczekiwania względem muzeum i wspólnej przyszłości. Na stałą wystawę zaprosiliśmy sąsiadów i sąsiadki jeszcze przed jej oficjalnym otwarciem. Chcieliśmy, żeby byli pierwszymi gośćmi muzeum, żeby czuli, że są dla nas ważni, nie mniej niż goście z zagranicy.

Zachęcaliśmy szczególnie starsze osoby, by dzieliły się z nami swoimi wspomnieniami z wojennych i powojennych czasów. Organizowaliśmy spektakle i wykłady performatywne z udziałem osób sąsiedzkich, na których dziewięćdziesięciolatka ze swoją opowieścią i historią mogła spotkać się z muranowskim nastolatkiem. Niektórzy przychodzili , bo interesowała ich historia Muranowa, inni trafiali do nas przypadkiem. Podejście to – zainteresowanie lokalnymi opowieściami, pamięcią naszych sąsiadów – towarzyszyło nam przez kolejne lata funkcjonowania muzeum. Budowa tych relacji trwała lata, bo nie można powiedzieć, że mieszkańcy Muranowa przełamali lęk przed wejściem do POLIN, jak tylko zostały zdjęte płoty ogradzające miejsce budowy.

Płotów już nie ma, ale na wejściu widzów wita kontrola bezpieczeństwa, przypominająca tę na lotnisku. To nie jest w polskich muzeach standardem i wywołuje poczucie wyobcowania.

EC: Osobiście miałam w związku z tym wiele dylematów – z pewnością nie ułatwiało to budowania relacji, a wręcz stawiało dodatkową barierę. Ale w ostatniej dekadzie w muzeach żydowskich na całym świecie miało miejsce wiele incydentów – do najgłośniejszych należał zamach terrorystyczny w Brukseli. Zrozumiałam, że jest to konieczne. Staramy się ogrywać te bramki w aktywistyczno-artystyczny sposób – zagrały one na przykład w spektaklu o wolności, jaki zrobiłyśmy z Teatrem 21.

JW: Bazowaliśmy na doświadczeniach podobnych, nowoczesnych instytucji na całym świecie. Smutna historia ostatniej dekady nie sprawia oczywiście, że przejście przez bramki stało się przyjemniejsze dla publiczności. Ale z drugiej strony, coraz więcej ludzi rozumie, że żyjemy w niestabilnym, pełnym napięć świecie, i że wymaga to stosowania niekiedy uciążliwych środków bezpieczeństwa. Staramy się przy tym robić wszystko, żeby proces przechodzenia przez bramki był możliwie przyjazny i profesjonalny.

Cała rozmowa w Krytyce Politycznej

Prawa człowieka 2025. Oto 5 najważniejszych zmian

2025/12/28

Rok 2025 zapisał się w raportach organizacji międzynarodowych jako kolejny czas odwrotu od demokracji i praw człowieka – od USA po Turcję i Węgry ograniczano wolności obywatelskie, ścigano protestujących, wzmacniano represyjne narzędzia państwa. Jednocześnie na świecie pojawiło się kilka przełomowych decyzji, które pokazują, że mimo ponurego tła możliwy jest realny postęp.

Jak pisze serwis DW.com, w 2025 roku w wielu krajach – m.in. w USA, Turcji, na Węgrzech i w Kazachstanie – doszło do ograniczenia praw obywatelskich, w tym praw osób LGBT+, wolności zgromadzeń czy prawa do informacji.

Organizacje broniące praw człowieka zwracają uwagę, że w strefach konfliktów – od Sudanu po Ukrainę – standardy ochrony ludności cywilnej są coraz częściej łamane, a „czerwone linie” prawa humanitarnego praktycznie przestają obowiązywać.

Tajlandia i Liechtenstein: małżeństwa dla wszystkich

Tajlandia stała się w 2025 r. pierwszym państwem Azji Południowo‑Wschodniej, które zalegalizowało małżeństwa jednopłciowe, a pierwsze śluby w oparciu o nowe przepisy zawierano tam już 23 stycznia.

Podobny krok wykonało księstwo Liechtensteinu, które na początku roku wprowadziło równość małżeńską, dołączając do ok. 40 państw na świecie, gdzie pary jednopłciowe mają pełne prawo do zawierania małżeństw.

2. Włochy: odpowiedź na falę przemocy wobec kobiet

W 2023 r., według danych włoskiego urzędu statystycznego, 106 kobiet zostało zamordowanych, głównie przez partnerów, byłych partnerów lub członków rodziny, co wywołało presję społeczną na zdecydowane działania państwa.

W 2025 r. rząd Włoch zwiększył finansowanie schronisk i ośrodków wsparcia, uruchomił wyspecjalizowaną linię pomocową oraz zaostrzył instrumenty przeciwdziałania przemocy ze względu na płeć, co eksperci oceniają jako istotne wzmocnienie ochrony ofiar. Kraj zaostrzył też kary za przestępstwa motywowane płcią.

Więcej w Gazecie Prawnej

W 2023 r., według danych włoskiego urzędu statystycznego, 106 kobiet zostało zamordowanych, głównie przez partnerów, byłych partnerów lub członków rodziny, co wywołało presję społeczną na zdecydowane działania państwa.

Dwie osoby odpowiedzą za szerzenie nienawiści po tragedii w Jeleniej Górze

2025/12/25

Policja ustaliła tożsamość dwóch osób, które po tragedii w Jeleniej Górze, w sieci rozpowszechniały nieprawdziwe informacje, jakoby podejrzana nastolatka była Ukrainką, nawołując do nienawiści na tle etnicznym. Trwają w tej sprawie czynności.

15 grudnia, około godz. 15.00, w Jeleniej Górze, w pobliżu ulicy Wyspiańskiego, przy strumyku, ujawniono zwłoki 11-letnijej dziewczynki. Na jej ciele widoczne były obrażenia, zadane ostrym narzędziem. Prokurator Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze, wspólnie z funkcjonariuszami Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze, dokonał oględzin miejsca zabójstwa. Zabezpieczono ślady i dowody. Zabezpieczono także nóż, którym najprawdopodobniej zadano pokrzywdzonej obrażenia.

Ustalono osobę nieletnią, która może mieć związek z tym zdarzeniem. To 12-letnia dziewczynka, uczennica tej samej szkoły, do której uczęszczała pokrzywdzona. Sąd Rejonowy Wydział Rodzinny i Nieletnich, który z uwagi na wiek sprawczyni, będzie dalej prowadził to postępowanie, wydał już zgodę na jej zatrzymanie. Materiały z wykonanych czynności procesowych, przekazane zostały do dyspozycji Sądu, który zadecyduje o dalszym losie zatrzymanej. Sąd rodzinny wydał tymczasowe zarządzenie wobec dziewczyny w związku z zabójstwem, nie została jednak przekazana jego treść. 12-latka przebywa obecnie w szpitalu na obserwacji.

Po tym tragicznym zdarzeniu sieć bardzo szybko zalały nieprawdzie informacje, że sprawczynią ataku nożem jest obywatelka Ukrainy. Jak przekazała we wtorek szef MSWiA, Marcin Kierwiński, dolnośląscy funkcjonariusze, wspierani przez policjantów z Kielc i Krakowa, ustalili tożsamość dwóch osób, które w Internecie publikowały treści nawołujące do nienawiści na tle etnicznym i rasowym.

– Policja ustaliła tożsamość dwóch osób, które po tragedii w Jeleniej Górze rozpowszechniały dezinformację, sugerując, że podejrzana była Ukrainką i wzywały do nienawiści – powiedział Kierwiński. – Przeszukano lokal oraz zabezpieczono telefon, z którego wysyłano wpisy.

Zgodnie z art. 256 Kodeksu karnego grozi za to kara do trzech lat więzienia.

Rzecznik prasowy MSWiA, Karolina Gałecka, podkreśliła, że działania sprawców były „obrzydliwe” i nie mogą pozostać bez konsekwencji.

Więcej w serwisie lublin112.pl