Do niepokojących zdarzeń we wsi Górki koło Opola (gmina Prószków) dochodzi od dłuższego czasu. W cichej dotąd miejscowości grupa kilkunastu nastolatków zaczęła terroryzować mieszkańców, a w szczególności rodziny i pracowników pochodzących z Ukrainy.
Jak mówi sołtyska wsi Justyna Szmechta, sprawcy ataków to nie tylko pociechy mieszkańców samych Górek. To także młodzież z okolicznych miejscowości.
– Wszyscy się znamy, swoich mieszkańców jestem w stanie rozpoznać nawet po głosie. Ale to jest skrzyknięta grupa z kilku wiosek – z Winowa, Złotnik, Chrząszczyc. Chodzą do jednej szkoły, spotykają się i umawiają na takie akcje – mówi sołtyska.
Justyna Szmechta podkreśla, że sama ma (już pełnoletnie) dzieci. Dobrze więc zna problemy, z jakimi rodzice borykają się w czasie ich dorastania.
– Zawsze staram się ich bronić, mówię, że mają prawo do swojej młodości. No, ale takich wybryków to już dawno nie było. Granica została przekroczona – zaznacza.
Kilka dni temu na profilu, który prowadzi, zamieściła nagranie z monitoringu. Widać na nim zaparkowany pod domem samochód, przed którym wybucha petarda, najprawdopodobniej hukowa. W rolnictwie czy sadownictwie są one stosowane do odstraszania dzikich zwierząt. Co ważne, mogą je kupować i używać tylko osoby pełnoletnie – sprzedaż niepełnoletnim jest przestępstwem.
„Biję na ALARM, czy naprawdę musi dojść do tragedii? Pozwalamy Wam dzieciaki na bardzo dużo, ale wszystko ma swoje granice!” – napisała sołtyska.
W rozmowie z „Wyborczą” mówi: – Ja tu staram się stać w obronie tych ludzi, którzy u nas mieszkają, a są z różnych rejonów świata, bo nas Polaków też jest wszędzie dużo. Uważam, że nie zawsze zachowujemy się idealnie, ale powinniśmy jednak promować dobre postawy, a nie złe. Tylko czy te moje wpisy mają wpływ na rodziców, bo to od nich w dużej mierze zależy, co te dzieci robią – zastanawia się Justyna Szmechta.
– W mojej rodzinie, szczególnie babcia zawsze wpajała mi szacunek dla innych osób, bez względu na to, czy są grube, chude, chore, czy innej narodowości. Sama pochodziła z Wołynia. Była świadkiem Rzezi wołyńskiej, podczas której zaszlachtowano mojego pradziadka. Potem, jeszcze w czasie wojny trafiła na roboty przymusowe do hitlerowskich Niemiec. Nigdy jednak nie miała w sobie nienawiści do drugiego człowieka, zawsze mówiła, że musimy budować mosty między ludźmi, a nie robić podziały. I ja z takim przesłaniem idę przez życie – zaznacza Justyna Szmechta.
Jak mówi sołtyska, agresja słowna młodych w Górkach i ich ataki na tle narodowościowym nasiliły się podczas ostatniego lokalnego festynu. Grupa chłopców w wieku od 12 do 14 lat przyszła pod dom zajmowany przez ukraińskich pracowników.
– Zastraszali panów z Ukrainy, że im auta wypalą, że im dom spalą, krzycząc, że mają się stąd wynosić – relacjonuje w rozmowie z „Wyborczą” sołtyska Górek.
Jak dodaje, interweniowała na miejscu osobiście: – Musiałam chłopaków postraszyć policją, wtedy się rozeszli. Ale ci panowie byli w strachu, po prostu bali się spać. Przyjdzie do głowy dzieciakowi rzucić coś przez okno i co wtedy?
Ofiarami nagonki padają nie tylko pracownicy budowlani, ale też rodziny z małymi dziećmi mieszkające w wiosce od lat.
– To bardzo pracowici, spokojni ludzie. Znoszą nasze hałasy, festyny, żyją skromnie i nikomu nie wchodzą w drogę. A dzieciaki krzyczą „won do siebie” – mówi sołtyska. – Oni się boją. Nie wiedzieli, co mają robić. Uznali, że nie dadzą się sprowokować. Zachowali więcej klasy niż te dzieciaki.
Słowne utarczki szybko przerodziły się w niebezpieczne zachowania chuligańskie. Młodzież zaczęła rzucać petardami na teren prywatnych posesji oraz na drogi.
Nagranie z monitoringu, które sołtyska zamieściła w sieci, dotyczyło posesji należącej do polskiej rodziny, w sąsiedztwie której mieszka nauczyciel z lokalnej szkoły. Jedna z mieszkanek wsi pisze: „Wybuch był bardzo głośny i niepokojący, już od dawna chłopcy szaleją na osiedlu i wydaje im się, że są bezkarni, ale każdy przed domem ma kamerę i widać twarze, kaski, słychać rozmowy – potwierdzam, że ich zachowanie wymaga zarówno poniesienia konsekwencji, jak i uświadomienia zła, które czynią”.
– Prawdopodobnie to była próba zemsty na nauczycielu, tylko dzieciaki trafiły nie w to podwórko, co trzeba. Mamy więcej sygnałów, ale nie wszystko jest nagrane. Petardy rzucają pod auta, zaraz dojdzie do tragedii, ktoś straci zdrowie albo spali się samochód – ostrzega Justyna Szmechta.
Jak dodaje, to nie pierwszy raz, kiedy ta sama grupa dzieciaków daje się we znaki lokalnej społeczności. Kilka miesięcy temu w podobny sposób zniszczono nowo wybudowane toalety przy miejscowym kościele. Koszt naprawy musieli pokryć parafianie.
– Obecny wzrost nastrojów ksenofobicznych wśród dzieci i młodzieży wynika w dużej mierze z ich powszechnego dostępu do mediów społecznościowych, takich jak TikTok czy Instagram, gdzie algorytmy promują treści kontrowersyjne i nienawistne. Problem ten potęguje postawa klasy politycznej, wykorzystującej uprzedzenia do zbierania kapitału politycznego, a także brak wystarczającej kontroli rodzicielskiej nad tym, jak młodzież spędza czas i jakich treści słucha w domu – komentuje Damian Wutke, prezes Stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”.
Wskazuje też na brak systemowych działań w szkolnictwie: – Jest recepta, o której organizacje pozarządowe mówią od 30 lat. W Polsce nie było i dalej nie ma edukacji antydyskryminacyjnej. Edukacja to rzecz najważniejsza: edukowanie najmłodszych o tym, że różnorodność jest wartością i że każdemu należy się szacunek – uważa prezes stowarzyszenia.
Jego zdaniem obok edukacji, kluczowa pozostaje też postawa wobec bieżących aktów dyskryminacji: – Przeciwdziałanie ksenofobii wymaga nie tylko działań systemowych, ale przede wszystkim indywidualnej odwagi cywilnej i aktywnej, sprzeciwiającej się postawy w codziennym życiu. Przykładem godnym najwyższego uznania jest postawa pani sołtys, która nie wahała się stanąć w obronie atakowanych Ukraińców, mimo że sprzeciwienie się agresji w mniejszych społecznościach wiąże się z ryzykiem powrotnej fali hejtu. Milczenie i brak reakcji na krzywdę są w rzeczywistości cichym przyzwoleniem na zło. Przywołam słowa Marka Edelmana: „Jak odwracasz głowę, kiedy widzisz zło, stajesz się za nie współodpowiedzialny”. Dlatego potrzeba stanowczej reakcji na wszelkie przejawy dyskryminacji w domu, pracy czy szkole.
Więcej w Gazecie Wyborczej
STOWARZYSZENIE
OTWARTA RZECZPOSPOLITA
Biuro czynne dla interesantów:
poniedziałek-piątek: 10.00 - 14.00
Chcesz być na bieżąco?