Monitoring

Hanna Machińska odwołana! Słynna prawniczka nie będzie już zastępczynią RPO

2022/12/07

Hanna Machińska nie będzie już pełnić funkcji zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. We wtorek ogłoszono decyzję o jej odwołaniu ze stanowiska.

W środowe popołudnie TVN24 podało, że dr Hanna Machińska nie będzie już pełniła funkcji zastępcy Rzecznika Praw Obywatelskich. Następnie doniesienia te potwierdziło także Archiwum Osiatyńskiego. Po pewnym czasie doczekaliśmy się również oficjalnego komunikatu Biura RPO.

„Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek podjął decyzję o odwołaniu z dniem 31 grudnia 2022 roku dr Hanny Machińskiej z funkcji zastępcy RPO” – potwierdzono. „Marcin Wiącek podjął jednocześnie decyzję o powołaniu z dniem 1 stycznia 2023 roku dr. hab. Wojciecha Brzozowskiego, prof. UW, na stanowisko zastępcy RPO” – brzmi kolejny punkt oświadczenia.

Słynna prawniczka na stanowisku zastępczyni RPO pracowała jeszcze za czasów dr. hab. Adama Bodnara. Obecnie funkcje RPO sprawuje dr hab. Marcin Wiącek, który został na nią powołany po wypracowaniu parlamentarnego porozumienia między opozycją a rządzącym Prawem i Sprawiedliwością.

Więcej w serwisie natemat.pl

SN: Prof. Sadurski nie pomówił TVP o gebelsowską propagandę

2022/12/07

Kasacja wniesiona przez TVP o zniesławienie przeciwko profesorowi prawa Wojciechowi Sadurskiemu została oddalona jako oczywiście niezasadna. Orzeczenia sądów dwóch instancji uniewinniające profesora za wpis na Twitterze ” o gebelsowskiej propagandzie” w mediach były zasadne – orzekł Sąd Najwyższy. Choćby dlatego, że oskarżony ani razu nie wymienił, że chodzi o TVP.

Zaraz po zamachu na prezydenta Gdańska – Piotra Adamowicza, prof. prawa Wojciech Sadurski (na zdjęciu) napisał na Twitterze: „Po tym, jak zaszczuty przez rządowe media polityk został zamordowany, żaden demokrata, żaden polityk opozycyjny, nie powinien przekroczyć progu Gebelsowskich mediów. Niech się kiszą we własnym sosie: nieudaczników, arywistów i tow. Marka Króla, jak bojkot TV przez artystów po 1981”.

Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów 5 marca 2021 uniewinnił Wojciecha Sadurskiego od stawianego mu zarzutu. Sąd I instancji uznał, że prof. Sadurski wypowiadając swój wartościujący osąd, mający podstawy faktyczne, korzystał z prawa do krytyki i tym samym nie popełnił przestępstwa. Sąd powołał się przy tym na art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka, który stanowi, że „każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Dodał, że korzystanie z tych wolności pociągających za sobą obowiązki i odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom i sankcjom.

Apelację od tego wyroku złożyła TVP, lecz przegrała, gdy 23 września 2021 r. Sąd Okręgowy w Warszawie podzielił argumenty sądu I instancji.

Więcej w serwisie prawo.pl


Pomaganie jest legalne. Prokuratura wycofuje się z zarzutów wobec aktywistki działającej na granicy 

2022/12/07

28 listopada prokuratura rejonowa w Sokółce umorzyła postępowanie ws. Weroniki Klemby, która w marcu usłyszała zarzut organizowania przemytu ludzi. Prokurator dwukrotnie wnioskował o trzymiesięczny areszt, a nawet kierował 20-letnią aktywistkę na badania psychiatryczne.

„Traktujemy tę decyzję jako gorzkie zwycięstwo, po kolejnych orzeczeniach polskich sądów o nielegalności stosowanych przez służby pushbacków, czyli wywózek migrantów i uchodźców na mur z drutu kolczastego. To przykre, smutne i rozczarowujące, że nasi wolontariusze, działając w granicach prawa, muszą zmagać się ze służbami, które swoich praw nadużywają” – napisał w komunikacie Klub Inteligencji Katolickiej.

Od marca nad Weroniką Klembą wisiało widmo nawet ośmiu lat pozbawienia wolności, bo tyle w Polsce wynosi maksymalny wymiar kary za organizowanie nielegalnego przekraczania granicy, czyli przemytu ludzi. A właśnie pod takimi zarzutami Klemba została zatrzymana na Podlasiu 25 marca, podczas niesienia pomocy humanitarnej osobom migrującym oraz uchodźcom przekraczającym polsko-białoruską granicę. Po trwającym niemal osiem miesięcy postępowaniu Klemba nie ukrywa, że wreszcie może odetchnąć z ulgą.

– Nie muszę już mieć z nimi żadnego kontaktu – mówi nam aktywistka. – Nie muszę odpowiadać na wezwania i nie muszę stawiać się tam, gdzie chcą i kiedy chcą. Czuję też większą swobodę, działając teraz na granicy – dodaje Klemba, która mimo szykan i represji nadal niesie pomoc humanitarną na polsko-białoruskiej granicy.

Z ulgą odetchnął także warszawski Klub Inteligencji Katolickiej, który wspierał Weronikę przez cały tok postępowania, od dnia zatrzymania.

– Według nas cała ta sprawa była albo tragiczną pomyłką, świadczącą o niekompetencji prokuratora prowadzącego sprawę Weroniki, albo planowym działaniem mającym zastraszenie jej, ale i innych osób niosących pomoc humanitarną na granicy polsko-białoruskiej – ocenia Jakub Kiersnowski, prezes KIK, i zauważa, że nieprzyjemności dotknęły nie tylko aktywistkę, ale także jej rodzinę.

Więcej na oko.press

Jest wyrok w sprawie Ikei: homofobia a nie wiara była powodem zwolnienia pracownika

2022/12/06

Dziś Sąd Okręgowy w Krakowie podtrzymał wyrok sądu I instancji i potwierdził uniewinnienie kierowniczki Ikei, która zdecydowała o zwolnieniu pracownika za wpisy w firmowym intranecie.

Sprawa miała swój początek w 2019 r. To właśnie wtedy pracownik krakowskiego oddziału meblowego giganta skomentował artykuł „Włączenie LGBT+ jest obowiązkiem każdego z nas”, który zamieszczono w wewnętrznej firmowej sieci. Pracownik wybrał w tym celu dwa cytaty z Biblii:

„Biada temu, przez którego przychodzą zgorszenia, lepiej by mu było uwiązać kamień młyński u szyi i pogrążyć go w głębokościach morskich” oraz „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, a ich krew spadnie na nich”. Dodał także własną opinię twierdząc, że „akceptacja i promowanie homoseksualizmu i innych dewiacji to sianie zgorszenia”. Pracownik w wyniku swojego zachowania stracił pracę.

Sprawą zajęła się prokuratura i skierowała akt oskarżenia przeciwko kierowniczce ds. zarządzania ludźmi i kultury organizacji koncernu zarzucają kobiecie dyskryminację wyznaniową. Sąd I instancji uniewinnił ją. Po odwołaniu złożonym przez prokuraturę dziś Sąd Okręgowy w Krakowie potwierdził wyrok uniewinniający.

W słownym uzasadnieniu wyroku padły bardzo ważne słowa o wolności i jej granicach. „Wolność wyznania, nawet gdyby ją przyjąć jako motywację pokrzywdzonego, a nie tylko wyrażanie własnej opinii, czy wolność słowa, nie mają charakteru absolutnego. Bowiem gdy naruszają inne prawa, mogą być ograniczane”.  Sędzia Sądu Okręgowego podkreślił po raz kolejny, że „wypowiedzenie umowy o pracę nie nastąpiło – w uproszeniu – za wiarę, za cytaty z Pisma Świętego, ale za formę wpisu, która naruszała godność osób LGBT+”.

Prokuratura zażądała pisemnego uzasadnienia wyroku i nie wyklucza skierowania kasacji.

Źródło: queer.pl

RPO interweniuje ws. uchwał anty-LGBT. „Uchylić tam, gdzie jeszcze obowiązują”

2022/12/06

„W świetle zapadłych rozstrzygnięć sądowych uchwały tego rodzaju należy uznać za naruszające godność i dobre imię oraz prawo do życia prywatnego określonej grupy mieszkańców jednostki samorządowej” – pisze w liście do gmin i powiatów RPO Marcin Wiącek.

Rzecznik Praw Obywatelskich, Marcin Wiącek podjął interwencję w sprawie wciąż obowiązujących uchwał anty-LGBT. W listach do 24 gmin i 12 powiatów w Polsce apeluje o uchylenie dyskryminujących dokumentów. Powołuje się przy tym na dotychczasowe wyroki sądów.

„Sądy administracyjne nie miały wątpliwości, że uchwały przeciwko ideologii LGBT dyskryminują konkretne osoby i stwarzają wokół nich wrogą, uwłaczającą i zastraszającą atmosferę, co może powodować ryzyko przemocy wobec tych osób” – pisze RPO.

Chodzi o skargi na najbardziej drastyczne przykłady homofobicznych dokumentów, które już w 2019 roku złożył ówczesny RPO, prof. Adam Bodnar. Wszystkie zaskarżone uchwały zostały uznane przez przez wojewódzkie sądy administracyjne za podjęte bez podstawy prawnej i nieważne z powodu rażącego naruszenia prawa.

„W wyrokach podkreślono, że nikt, ze względu na swoją orientację seksualną i tożsamość płciową, nie może być dyskryminowany przez władze publiczne, a podejmując tego rodzaju uchwały jednostki samorządu terytorialnego nawoływały do nieprzestrzegania prawa powszechnie obowiązującego” – podsumowuje Marcin Wiącek.

Więcej w oko.press

Ogórek i Ziemkiewicz winni zniesławienia Elżbiety Podleśnej. Jest wyrok

2022/12/06

Gwiazdy prorządowych mediów muszą zapłacić po 10 tys. złotych grzywny za zniesławienie aktywistki. Doszło do tego w 2019 roku w programie „W Tyle Wizji” TVP Info. Wyrok nie jest prawomocny.

We wtorek 6 grudnia 2022 w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia zapadł wyrok w procesie karnym, który znana aktywistka i psychoterapeutka Elżbieta Podleśna wytoczyła Magdalenie Ogórek i Rafałowi Ziemkiewiczowi.

Sąd uznał Ogórek i Ziemkiewicza winnymi przestępstwa zniesławienia i nakazał zapłacić po 10 tys. złotych grzywny.

Proces z art. 212 kodeksu karnego Podleśna wytoczyła pracownikom TVP za wypowiedzi z lutego 2019 roku. Ziemkiewicz i Ogórek w programie „W Tyle Wizji” podważali kompetencje Podleśnej jako psychoterapeutki. Sugerowali, że terapię wykorzystuje do agitacji politycznej i namawia pacjentów do uczestniczenia w antyrządowych protestach.

„Elżbieta Podleśna jest psychologiem, psychoterapeutą, ma pacjentów, przyjmuje i prowadzi regularną praktykę”, „Mam wrażenie, iż ich przyprowadza na rozmaite eventy (…) zachowują się, jakby mieli pranie mózgu fachowo zrobione”, „Wrażenie takie możemy odnosić i jeżeli jest to wykorzystywanie własnych umiejętności, tutaj de facto quasi-lekarskich, do manipulowania ludzką psychiką, to ja myślę, że (…) czekam cały czas na reakcję Towarzystwa Psychologicznego w takiej sprawie” – mówili w TVP Ogórek i Ziemkiewicz.

– Sąd uznał, że pani Ogórek i pan Ziemkiewicz powinni zdawać sobie sprawę z tego, jakie są dozwolone granice krytyki i czemu taka krytyka powinna służyć. Uznał, że podważanie kompetencji p. Podleśnej i sugerowanie, że używa swoich umiejętności do manipulowania ludźmi, nie służyło interesowi publicznemu – mówi OKO.press mec. Sylwia Gregorczyk-Abram z inicjatywy Wolne Sądy, obrończyni Podleśnej. Oprócz niej aktywistki w sądzie bronili także adwokaci Michał Wawrykiewicz, Radosław Skiba oraz aplikant Michał Terebecki.

– To niewątpliwie zakończenie ważnego etapu, ale najpewniej jeszcze nie koniec – komentuje Elżbieta Podleśna.

Wyrok nie jest prawomocny, skazanym przysługuje apelacja.

Więcej w oko.press

Ważny wyrok sądu: Straż Graniczna naruszyła prawo wydalając z Polski nieletniego Syryjczyka

2022/12/04

WSA w Białymstoku uwzględnił skargę RPO dotyczącą wydalenia w grudniu 2021 roku do Białorusi małoletniego Syryjczyka. Sąd uznał, że SG naruszyła zasady Konwencji Genewskiej, które mimo „ustawy wywózkowej” z października 2021 nadal Polskę obowiązują. To kolejny wyrok podważający praktyki SG.

Tym razem — w wyroku z 27 października 2022 — WSA w Białymstoku uznał, że skarga Rzecznika Praw Obywatelskich była zasadna, chociaż nie we wszystkich punktach. A RPO zaskarżył wydalenie z Polski małoletniego Syryjczyka w grudniu 2021 roku. Sąd uznał, że SG nie zastosowała się do zasady non-refoulement (która zabrania wydalania osoby do innego kraju, jeżeli tam może grozić jej niebezpieczeństwo).

„Przepisy ustawy o cudzoziemcach, które stanowiły podstawę wydania zaskarżonego postanowienia, nie zawierają postanowień, które pozwoliłyby uznać, że wyłączają one obowiązywanie zasady non-refoulement, a tym bardziej, ściśle związanych z tą zasadą, praw podstawowych w postaci prawa każdego do godności, życia i zdrowia, a także zakazu poddawania kogokolwiek torturom, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu”, stwierdza sąd.

Tymczasem: „Aby urzeczywistnić realizację zasady non-refoulement, przede wszystkim należy poinformować zainteresowane strony o przysługujących im uprawnieniach oraz wypytać je o dotyczące ich ewentualne zagrożenia. Tymczasem w sprawie niniejszej ani z Protokołu przekroczenia granicy Rzeczypospolitej Polskiej, ani z Postanowienia o opuszczeniu terytorium Rzeczypospolitej Polskiej nie wynika, aby obaj zatrzymani cudzoziemcy zostali o powyższym uprawnieniu poinformowani, ani też, że w jakikolwiek sposób ich wysłuchano”.

Innymi słowy — SG nie rozpatrzyła właściwie sytuacji osoby, którą natychmiast wydaliła do Białorusi. Powinna była właściwie rozpoznać sytuację, poinformować obywatela Syrii o prawie do złożenia wniosku o ochronę.

Uzasadnienie wyroku można przeczytać tutaj.

Komunikat RPO można znaleźć tutaj.

Źródło: oko.press

Pushbacki na granicy polsko-białoruskiej są rażąco sprzeczne z prawem – kolejny wyrok sądu krajowego 

2022/12/03
Pushbacki na granicy polsko-białoruskiej są rażąco sprzeczne z prawem - kolejny wyrok sądu krajowego

Pushbacki na granicy polsko-białoruskiej są rażąco sprzeczne z prawem – tak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie.

Sprawa dotyczyła Syryjczyka, który został zatrzymany, a następnie wypchnięty na Białoruś przez Straż Graniczną w listopadzie 2021.

W ocenie sądu, postanowienie Komendanta Placówki Straży Granicznej, na podstawie którego dokonano push-backu, jest nieważne. Było wydane z rażącym naruszeniem przepisów prawa (m.in. protokół przekroczenia granicy był niepełny, nie przeprowadzono postępowania wyjaśniającego czy dowodowego, w tym nie przesłuchano mężczyzny).

Sprawa dotyczy obywatela Syrii, który w listopadzie 2021 r. został zatrzymany na odcinku granicznym ochranianym przez funkcjonariuszy Placówki Straży Granicznej w Czeremsze. W dniu zatrzymania Skarżącego został sporządzony protokół przekroczenia granicy, a następnie Komendant Placówki Straży Granicznej wydał postanowienie nakazujące cudzoziemcowi opuszczenie terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i zakazał ponownego wjazdu na terytorium RP i innych państw obszaru Schengen. Postanowienie zostało wykonane w tym samym dniu.

Skarżący obywatel Syrii reprezentowany przez prawnika z HFPC wniósł o stwierdzenie nieważności postanowienia o nakazie opuszczenia terytorium RP, jednak Komendant Główny Straży Granicznej nie podzielił argumentacji pełnomocnika Skarżącego. Cudzoziemiec zaskarżył postanowienie KGSG do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Więcej na stronie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Sikorski napisał o Ordo Iuris „fundamentalistyczna sekta”. Jest wyrok sądu

2022/11/30

Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo Instytutu Ordo Iuris w sprawie przeciwko Radosławowi Sikorskiemu.

Sprawa dotyczyła wpisu, jaki Radosław Sikorski opublikował na Facebooku. „Ku pamięci, fundamentalistyczna sekta Ordo Iuris wspiera gminy ustanawiające „Strefy Wolne od LGBT”, z linkiem do artykułu na stronie Instytutu: „Ordo Iuris staje w obronie gmin zaatakowanych przez Adama Bodnara za sprzeciw wobec ideologii LGBT.”

W ocenie prawników z Ordo Iuris, mecenasów Pawła Szafrańca i Macieja Kryczki zarzut wspierania „stref wolnych od LGBT”, był nieprawdziwy, tym bardziej, że strefy takie nie istnieją.

Z kolei pełnomocnik Sikorskiego mec. Zuzanna Miąsko z Kancelarii Dubois i Wspólnicy wskazywała, że wpis Sikorskiego stanowił komentarz do bardzo ważnej społecznie sprawy tj. uchwalania przez gminy Samorządowej Karty Praw Rodzin, a Ordo Iuris aktywnie zachęcało do jej uchwalania.

Instytut domagał się przeprosin i 30 tys. zł zadośćuczynienia. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo, powołując się na zasady poszanowania wolności wypowiedzi.

Ordo Iuris zapowiada złożenie apelacji w tej sprawie.

Źródło: Rzeczpospolita

Zaprosili ją na film o wykluczeniu, ale nie mogła go zobaczyć. „Symboliczne schody”

2022/11/30

Do nieprzyjemnej i niezręcznej sytuacji doszło podczas premiery filmu „Śubuk”, a właściwie jeszcze przed pokazem. „Film o wykluczeniu systemowym. (…) Niestety nie udało mi się go obejrzeć na uroczystej premierze w Kinotece, bo? System nadal wyklucza…” – zaznaczyła Bogumiła Siedlecka-Goślicka, poruszająca się na wózku blogerka, działająca w sieci pod pseudonimem Anioł na resorach.

Film „Śubuk”, jak informują twórcy, to „historia matki autystycznego chłopca, której walka z biurokracją oraz ludzką bezdusznością doprowadziła do istotnych zmian w polskim systemie edukacji”.

Bogumiła Siedlecka-Goślicka, która pojawiła się na premierze w Kinotece, natrafiła w kinie na architektoniczne bariery nie do pokonania dla osoby poruszającej się na wózku. We wpisie na Facebooku przyznała, że „rozkleiła się z bezsilności”.

„Miałam dziś napisać post o filmie „Śubuk”, który 2 grudnia wchodzi do kin. Film o wykluczeniu systemowym i nieprawdopodobnej walce matki Kubusia, czyli Śubuka. Niestety nie udało mi się obejrzeć filmu na uroczystej premierze w Kinotece, bo? System nadal wyklucza… symboliczne schody, które napotyka każda osoba z niepełnosprawnością” – podsumowała całą sytuację kobieta.

Jednak dodała, że nie zamierza się poddać i do kina pójdzie, bo chce zobaczyć film. Do tego samego zachęca i innych.

Więcej w serwisie natemat.pl

Koniec z posłem mniejszości niemieckiej w Sejmie? Jest projekt zmian

2022/11/30

Posłowie Solidarnej Polski chcą zmian w Kodeksie Wyborczym, a konkretnie uchylenia przepisu, który zwalnia komitety wyborcze utworzone przez mniejszości narodowe z pięcioprocentowego progu wyborczego. Według autorów projektu utrzymanie takiego przywileju uderza w równość wyborów. A jego zniesienie uderzy praktycznie w mniejszość niemiecką w Polsce.

– Celem przyświecającym wnioskodawcom projektu jest uchylenie istniejących w kodeksie wyborczym do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej niesłusznych ich zdaniem przywilejów przysługujących niektórym grupom obywateli – czytamy w uzasadnieniu. Chodzi o uchylenie art. 197 Kodeksu wyborczego, według którego Komitety wyborcze utworzone przez wyborców zrzeszonych w zarejestrowanych organizacjach mniejszości narodowych są zwolnione z progu wyborczego, jeżeli złożą – najpóźniej na pięć dni przed wyborami – oświadczenie o tym, że chcą z takiego zwolnienia skorzystać.

– Wspomniany wymóg narusza zasadę równości obywateli wobec prawa wyrażoną w art. 32 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz art. 96 ust. 2 stanowiący, że wybory do Sejmu są równe. Jak stanowi art. 3 Konstytucji, Rzeczpospolita Polska jest państwem jednolitym i dlatego różnicowanie sytuacji prawnej podmiotów na podstawie kryterium narodowości nie znajduje uzasadnienia aksjologicznego w podstawach prawnych państwa – wskazują wnioskodawcy.

Powołują się też na to, że w większości państw europejskich mniejszości takich uprawnień nie mają – „w krajach europejskich przywileje takie (w formie pewnej mutacji systemu kurialnego) funkcjonują np. w trzech państwach bałkańskich: Rumunii, Chorwacji i Słowenii, a więc w krajach, w których poziom konfliktów etnicznych jest lub może być bardzo wysoki.”

– W praktyce przywilej zawarty w uchylanym art. 197 kodeksu wyborczego działa na korzyść nie mniejszości jako takich, ale jednej mniejszości – mniejszości niemieckiej, gdyż pozostałe ze względu na geografię ludnościową i polityczną nie są w stanie z przywileju tego skorzystać. W tym kontekście należy podnieść, że uprzywilejowaniu przez polskie prawo wyborcze mniejszości niemieckiej nie odpowiada, żaden porównywalny przywilej wobec Polaków będących obywatelami Republiki Federalnej Niemiec. Co więcej Polacy – obywatele Niemiec nie mają przyznanego statusu mniejszości narodowej, a państwo niemieckie prowadzi wobec nich politykę asymilacyjną – uzasadniają projektodawcy.

Więcej na prawo.pl


Katar 2022. Tęczowa flaga wreszcie na mundialu. Piłkarze nie dali rady, dał radę kibic

2022/11/29

Była 50. minuta wygranego przez Portugalię 2:0 meczu z Urugwajem, gdy na stadionie w Katarze pojawiła się tęczowa flaga. Co się stanie z kibicem, który wbiegł z nią na boisko?

Wbiegnięcie na boisko, tzw. pitch invasion, na piłkarskich murawach się zdarza – czasem stoi za nim chęć zrobienia draki, czasem o wiele ważniejsze sprawy. Tym razem mieliśmy do czynienia z tym drugim przypadkiem: gdy trwała chwilowa przerwa w grze, podczas której opatrywano portugalskiego piłkarza, na boisko wbiegł człowiek w koszulce z napisem „Save Ukraine” i z tęczową flagą, symbolem wsparcia dla społeczności LGBT.

Na mundialu FIFA do spółki z władzami Kataru robią wszystko, by ten symbol na mistrzostwach organizowanych w kraju, gdzie homoseksualizm jest karany, był nieobecny. Światowa federacja zabroniła kapitanom siedmiu drużyn występu w opaskach z tęczą i napisem „One love”, na stadion nie wolno wnieść niczego tęczowego – koszulki, butów czy paska do zegarka. Gdy ktoś, kibic czy dziennikarz, podejmuje taką próbę, jest zawracany na bramce, a przedmiot konfiskowany.

Więcej w Wyborczej

Rasizm w szkole na Kaszubach? Dzieci o innym kolorze skóry miały usłyszeć: „Polska dla Polaków” i „Fuj, muszę się umyć, bo cię dotknęłam”

2022/11/29

Noaah i Saara uczą się w podstawówce w Borzestowie, małej wsi na Kaszubach. Wyróżniają się w szkole, bo nie są biali, jak pozostałe dzieci. Od rówieśników mają wysłuchiwać: „Brązowa kupa” albo „Wyjeżdżaj stąd, ty demonie”.

Do Szkoły Podstawowej im. Franciszka Tredera w Borzestowie uczęszcza rodzeństwo – siedmioletni Noaah i dziewięcioletnia Saara. Dzieci mają brytyjsko-polskie obywatelstwo, a ich tata ma ciemny kolor skóry. Noaah i Saara wyróżniają się w szkole, bo nie są biali, jak pozostałe dzieci. Angielski jest ich pierwszym językiem, więc – choć mówią także po polsku – rozmawiają ze sobą po angielsku. Jak nam opowiada pani Halina, mama Noaaha i Saary, nie wszystkim to się podoba, więc zdarza się, że nauczyciele napominają rodzeństwo, by mówili po polsku, bo ich rozmowy w języku angielskim „mogą przeszkadzać innym uczniom”.

Noaah i Saara mają być prześladowani w szkole przez rówieśników oraz starsze dzieci ze względu na kolor skóry i pochodzenie. Mają od nich słyszeć: „Brązowa kupa”, „Polska dla Polaków”, „Wyjeżdżaj stąd, ty demonie”, „Fuj, muszę się umyć, bo cię dotknęłam” albo „Twój ojciec jest murzynem, a twoja matka czarna”. 

Ze strony uczniów i uczennic mają też padać groźby: „Przyleję ci tak, że będzie ci się krew z buzi lała”. 

Pani Halina napisała w tej sprawie skargę do wójta gminy. Skarży się na postawę dyrektorki. Poprosiła o interwencję w sprawie „rażących zaniedbań dotyczących bezpieczeństwa i zdrowia dzieci”.

Więcej w Wyborczej

Zaczął się proces Piotra Maślaka. Wpis dziennikarza o „naszywkach SS” zniesławił Straż Graniczną?

2022/11/28

Żaden z 200 pograniczników, których prokuratura uznała za pokrzywdzonych, nie stawił się w sądzie w pierwszym dniu procesu wytoczonego dziennikarzowi TOK FM Piotrowi Maślakowi.

Sąd utajnił rozprawę. Według nieoficjalnych informacji „Wyborczej” Maślak na razie nie składał wyjaśnień. Prokuratura na następny termin (20 lutego) zgłosiła świadków, którzy występują w akcie oskarżenia jako ci najbardziej urażeni słowami dziennikarza.

Chodzi o wpis, który 28 sierpnia 2021 r. Maślak zamieścił na swoim Twitterze: „Nie potrafię tego nazwać inaczej, strażnicy graniczni, którzy zabraniają dostarczyć wody i dopuścić lekarzy do uchodźców, mogą sobie przyczepić naszywki SS. Tamci też wykonywali rozkazy. A jak Wam każą strzelać do uchodźców, też wykonacie rozkaz?”.

Było to w szczycie kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Uchodźcy kierowani do Polski przez reżim Łukaszenki próbowali przejść granicę. SG ich nie puszczała, a tych, którym się udało przejść, „przepychała” z powrotem na Białoruś. Pogranicznicy nie dopuszczali do uchodźców organizacji pomocowych ani lekarzy.

Rząd i prorządowe media uznały wpis Maślaka za znieważający funkcjonariuszy, którzy bronią polskiej granicy. Na dziennikarza wylała się fala hejtu, do redakcji TOK FM wysyłano żądania wyrzucenia go z pracy. Doniesienie do prokuratury złożył Mariusz Kamiński, szef MSWiA oraz poseł i wiceprezes partii rządzącej. Od razu przyłączyło się do niego dziesięcioro funkcjonariuszy SG, później – kolejnych 190. Dziennikarz ma zarzuty ze słynnego art. 212 kk (pomówienie osoby lub instytucji) oraz z art. 226 kk – „znieważenie funkcjonariusza publicznego w związku z pełnieniem przez niego funkcji”. Za oba przestępstwa grozi kara grzywny lub więzienia do jednego roku.

Więcej w Wyborczej

Cięli żyletkami, bili laskami. Minęło 85 lat od wprowadzenia getta ławkowego na polskich uczelniach

2022/11/28

Bili ich w salach wykładowych i na korytarzach. Cięli żyletkami, bili laskami. Szarpali, wyrzucali przez okna, zrzucali ze schodów. W latach 30. nacjonalistyczna fala przemocy „prawdziwych” Polaków zamieniła życie żydowskich studentów i studentek w piekło.

W październiku 2022 roku minęło 85 lat od momentu, gdy rektorzy uczelni warszawskich z poparciem senatów akademickich wprowadzili wymierzone w młodzież żydowską „zarządzenie o porządku zajmowania miejsc”, czyli getto ławkowe. Polegało ono na etnoreligijnej segregacji w salach wykładowych. W zależności od ośrodka uniwersyteckiego studentom i studentkom Żydom wyznaczano konkretne miejsca, które wolno im było zajmować podczas zajęć.

Rok akademicki 1937/1938 był zatem pierwszym, któremu towarzyszył oficjalny i odgórny antysemityzm na uczelniach wyższych międzywojennej Polski.

Grunt pod dyskryminujące przepisy przygotowała długoletnia kampania organizacji skrajnie prawicowych, takich jak Młodzież Wszechpolska, Obóz Wielkiej Polski czy Obóz Narodowo-Radykalny.

W dniach 22-23 listopada 2022 roku na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się międzynarodowa konferencja naukowa „Getto ławkowe. Struktury wykluczenia na uczelniach międzywojennej Polski w kontekście środkowoeuropejskim”.

O haniebnym okresie w historii polskiej Akademii opowiada w rozmowie z OKO.press jedna z uczestniczek konferencji, prof. Natalia Aleksiun, historyczka z University of Florida.

233 uwagi. Druzgocący raport ONZ o Polsce

2022/11/28

233 rekomendacje dotyczące przestrzegania praw człowieka w Polsce wydał specjalny organ przy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Z raportu wynika, że Polska powinna m.in. „zapewnić skuteczny dostęp do bezpiecznej i legalnej aborcji” czy „zdekryminalizować aborcję we wszystkich przypadkach”.

Raport przeanalizowana „Rzeczpospolita”. Ocena dotycząca praw człowieka jest przeprowadzana we wszystkich 193 państwach ONZ. Polska takie kontrole przechodziła w 2008, 2012 i 2017 roku. Jedną z rekomendacji jest „zrewidowanie ram prawnych, aby umożliwić parom tej samej płci zawieranie związków cywilnych i korzystanie z równego traktowania” – czytamy w raporcie grupy roboczej powszechnego przeglądu okresowego Rady Praw Człowieka ONZ, który po raz czwarty przeanalizował przestrzeganie praw człowieka w Polsce.

Jak wynika z finalnej wersji projektu, z prawami człowieka w Polsce nie jest najlepiej, ponieważ organ ONZ zarekomendował wprowadzenie aż 233 poprawek. Są to głównie zastrzeżenia dotyczące „ratyfikacji aktów prawa międzynarodowego, w przypadku których Polska jeszcze tego nie zrobiła, jak i konwencji w sprawie ochrony wszystkich osób przed wymuszonym zaginięciem czy konwencji o ochronie praw wszystkich pracowników migrujących oraz członków ich rodzin” – pisze „Rzeczpospolita”.

Więcej na wp.pl

Zerwał ukraińskie flagi, teraz będzie zamiatał ulice. Jednak da się w Polsce ukarać fanów litery „Z”

2022/11/24

Na półtora roku prac społecznych skazany został 41-latek z Pucka, który zerwał ukraińskie flagi. Mężczyzna brylował też w mediach społecznościowych wychwalając rosyjską inwazję i siejąc nienawiść wobec Ukraińców. To rzadki przypadek, gdy karząca ręka sprawiedliwości dosięga w Polsce miłośnika Putina. Zdecydowanie zbyt rzadki.

Sprawę wyroku, jaki zapadł we wtorek 22 listopada, opisuje portal Zawsze Pomorze. Śledził on od początku proces 41-letniego Mariusz L. z Pucka, na Twitterze działającego pod aliasem Variety Jones. To tam od początku rosyjskiej inwazji na naszych sąsiadów dzielił się swoimi spostrzeżeniami na ten temat: „j***ć Ukrainę”, „Ukraino zdychaj”, „fuck Ukraina”. Zdecydowanie ukazywał się tu jako stronnik tego, co robi Putin, na swoim profilu publikował także grafiki z ruskim odpowiednikiem swastyki, czyli literą Z.

Mariusz L. wpadł do maszynki wymiaru sprawiedliwości jednak z innego powodu. W kwietniu 2022 roku, po tym gdy – jak twierdzi – pokłócił się z partnerką, postanowił wyżyć się na… ukraińskich flagach zawieszonych na Rondzie Solidarności w Pucku. Niczym kot, leniwiec, szympans czy inny naczelny wdrapał się zręcznie na maszt i zerwał żółto-niebieskie proporce. Na tym jednak nie poprzestał, bo jedną z flag postanowił jeszcze podeptać. Trudno powiedzieć w jaki sposób ten gest miał dokuczyć jego partnerce, w każdym razie 41-latek miał pecha, bo wszystko nagrał monitoring i policji nie było trudno go złapać.

Więcej na bezprawnik.pl

B. ksiądz Jacek M. twierdzi, że „komunistyczny parch” o Mazowieckim to krytyka, nie antysemityzm. Sprawdziliśmy całe jego przemówienie

2022/11/23

Byłemu księdzu Jacekowi M. zarzucono, że podczas manifestacji we Wrocławiu znieważył Tadeusza Mazowieckiego słowami „ten komunistyczny parch”. Ale powinien też odpowiedzieć za inne słowa nawołujące do nienawiści czy znieważenie Żydów.

Proces w sprawie słów z demonstracji z 13 grudnia 2018 zaczął się w poniedziałek, 21 listopada, we Wrocławiu. Oskarżenie wniesiono w listopadzie 2019, ale sądy w dwóch instancjach zastanawiały się, czy jest możliwe, by nacjonalista Jacek M. znieważył osobę nieżyjącą – czyli byłego premiera, działacza demokratycznej opozycji Tadeusza Mazowieckiego. Sprawę nawet umorzono, uznając „oczywisty brak podstaw do oskarżenia”.

Prokuratura odwołała się od tej decyzji i sąd drugiej instancji uchylił ją, nakazując, by proces przeprowadzono.  

Oskarżony były ksiądz na poniedziałkowej rozprawie przekonywał, że w jego wrocławskim przemówieniu nie było nienawiści, tylko krytyka tego, co Tadeusz Mazowiecki robił i mówił w przestrzeni publicznej, i że krytykował go jako polityka. Przekonywał też, że w jego wypowiedzi nie było antysemityzmu, bo Mazowiecki to „Polak, katolik”.

Słowa „parch” Jacek M. sobie nie przypomina, ale w żadnym wypadku nie miało ono mieć antysemickiej wymowy.  

Ale, jak sprawdziła „Wyborcza”, podczas swojego przemówienia Jacek M. mówił o premierze Mazowieckim znacznie bardziej obraźliwe słowa niż te, które zarzuca mu prokuratura. I nie było w nich krytyki, tylko nienawiść. I to – wbrew dzisiejszym tłumaczeniom – z rasistowskim podtekstem.

Jacek M. podczas przemówienia użył np. takich słów: „nigdy nie krył się ze swoimi żydobolszewickimi, komunistycznymi inklinacjami” – to o Tadeuszu Mazowieckim.

Dodał, że „szczególnie gardzi” jego osobą. Nazywał go zdrajcą, nie tylko zresztą jego, również Lecha Wałęsę.  

Wreszcie – już bez związku z osobami Tadeusza Mazowieckiego czy Lecha Wałęsy – Jacek M. używał takich sformułowań jak: „ludobójczy komunizm w znacznej większości kreowany przez górali z Syjonu, przez tych starozakonnych” czy „SB i NKWD to były aparaty, które nie były zasilane przez ludzi bez rodowodu (…), to starozakonni budowali bezpiekę”. Przekonując przy tym, że to historyczna prawda, a nie mowa nienawiści.

I jeszcze zdania: „My patrioci, nacjonaliści, narodowi radykałowie damy Polsce skuteczną chemioterapię na tego żydokomunistycznego raka”.  Odnosiło się to się do tych, których Jacek M. określa jako „wrogów Ojczyzny”, a którym życzy śmierci.  

Więcej w Wyborczej

 

Janusz Waluś wychodzi warunkowo na wolność

2022/11/22

Polski imigrant w Republice Południowej Afryki, działacz neonazistowskiego Afrykanerskiego Ruchu Oporu i morderca antysegregacjonisty Chrisa Haniego wychodzi warunkowo na wolność – zdecydował sąd konstytucyjny RPA.

Minister sprawiedliwości RPA Ronald Lamola wcześniej nie zgodził się na warunkowe zwolnienie z więzienia Walusia. Decyzję sąd konstytucyjny uchylił jednogłośnie, a prezes izby – sędzia Raymond Zondo – określił ją jako „irracjonalną”.

10 kwietnia 1993 r. Waluś zastrzelił lidera Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej i aktywnego działacza przeciw apartheidowi Chrisa Haniego. Za zabójstwo został przez sąd w RPA skazany na dożywocie.

W 2016 r. sąd w Pretorii zdecydował, że Waluś może zostać zwolniony warunkowo z więzienia. Resort sprawiedliwości złożył apelację od tej decyzji, do której przychylił się w 2017 r. sąd kolejnej instancji. Janusz Waluś odwołał się wtedy do sądu konstytucyjnego – najwyższej instancji w RPA.

Waluś w 2017 r. zrzekł się polskiego obywatelstwa.

Więcej w Wyborczej

Oświadczenie Polskiego PEN Clubu

2022/11/22

Grupa skrajnych polskich nacjonalistów doprowadziła do zerwania spotkania z ukraińską pisarską Oksaną Zabużko, laureatką nagrody im. Stanisława Vincenza. Do zdarzenia doszło w Krakowie 21 listopada 2022.

Od kilku lat obserwujemy w Polsce przypadki ograniczania wolności słowa – jednego z podstawowych praw człowieka. Cenzura ideologiczna dotknęła mediów publicznych, poddanych dzisiaj jednopartyjnej kontroli. Formą nacisku i sposobem odbierania głosu tym, którzy nie godzą się na fałszowanie przeszłości i manipulowanie pamięcią, były i są procesy cywilne wytaczane naukowcom dążącym w najlepszej wierze do ustalania prawdy historycznej wbrew narracji narzucanej przez władze.

Coraz częściej jesteśmy świadkami aktów bezpośredniej przemocy w miejscach publicznych – ataków skierowanych przeciwko pisarzom i artystom. Agresywne, skrajnie prawicowe bojówki, które w krakowskim Międzynarodowym Centrum Kultury doprowadziły do zerwania spotkania z Oksaną Zabużko, przypominają najgorszą tradycję faszystowskiej ONR-Falangi okresu międzywojennego. Polski PEN Club potępia ten brutalny atak, który jest niedopuszczalnym aktem naruszenia wolności wypowiedzi i wolności zgromadzeń.

To także kolejny alarmujący przykład eskalacji przemocy, niebezpiecznego, odbywającego się przy milczącej aprobacie rządzących przesuwania granic tego, co dopuszczalne i możliwe. To wreszcie kolejny cios w Polskę otwartą, zdolną do dialogu oraz w jej przyjaciół i sprzymierzeńców, społeczeństwo ukraińskie walczące dzisiaj w wojnie z rosyjskim najeźdźcą o prawa podstawowe – nie tylko o prawo do wolności, ale przede wszystkim o prawo do istnienia.

KPH zwyciężyło w sądzie z TVP. Jest wyrok ws. „Inwazji”

2022/11/21

Emisja przeprosin w głównym wydaniu Wiadomości i 10,000 zł na cele społeczne – to kara, jaką musi ponieść TVP za emisję homofobicznego pseudo reportażu „Inwazja”. Sprawa trafiła do sądu z inicjatywy KPH, które dzisiaj ogłosiło zwycięstwo.  Wyrokiem ws. szczującej na społeczność LGBT+ „Inwazji” sąd wysłał jasny komunikat całej Polsce: w publicznych mediach nie ma miejsca na homo- i transfobię. To nie tylko zwycięstwo KPH – to zwycięstwo całej społeczności LGBT+ – komentuje dyrektor KPH Slava Melnyk.   

10 października 2019 roku, czyli chwilę przed ciszą wyborczą, pomiędzy Wiadomościami, a meczem polskiej reprezentacji w piłce nożnej, TVP wyemitowała szczujący na społeczność LGBT+ pseudo reportaż „Inwazja”. Było to 30 minut manipulacji, przekłamań i nietrafionych interpretacji dot. osób LGBT+ i marszów równości. W materiale wykorzystano m.in. nagrania z siedziby KPH dostarczone TVP przez kobietę, która podszywała się pod wolontariuszkę organizacji. Tuż po emisji KPH złożyło wezwanie przedsądowe, a następnie pozew przeciwko  TVP do Sądu Okręgowego w Warszawie. W czerwcu 2020 roku sąd wydał postanowienie o zabezpieczeniu zakazując TVP dystrybucji „Inwazji”. W lutym sprawa wróciła do Sądu Okręgowego w Warszawie w wyniku złożenia przez KPH pozwu o naruszenie dóbr osobistych. Na liście żądań znalazła się kwota 10,000 zł na cele społeczne oraz emisja przeprosin w głównym wydaniu wiadomości. Równolegle z TVP sądziła się grupa 7 aktywistek i aktywistów, w których sprawie sąd zasądził 48,500 zł z tytułu zadośćuczynienia oraz na cele społeczne, a także przeprosiny w głównym wydaniu Wiadomość. TVP złożyło od wyroku apelację.

Więcej na stronie Kampanii Przeciw Homofobii

Człowiek Lasu, który ratował grupę uchodźców z niemowlakiem, dostał wyrok nakazowy za wejście do „patostrefy”

2022/11/20

Mimo wyroku Sądu Najwyższego uznającego wprowadzenie zamkniętej przygranicznej strefy za niekonstytucyjne, Straż Graniczna idzie w zaparte, ścigając aktywistów i aktywistki niosących pomoc na polsko-białoruskim pograniczu. Zdarza się, że sądy te wnioski bezrefleksyjnie przyklepują. Teraz Mariusz Kurnyta, znany jako Człowiek Lasu, został ukarany za przekroczenie granicy strefy, kiedy spieszył na ratunek uchodźcom zagubionym na bagnach.

Wniosek o ukaranie Mariusza skierował do VII Zamiejscowego Wydziału Karnego w Hajnówce (Sądu Rejonowego w Bielsku Podlaskim) komendant placówki SG w Narewce. Obwinia go o wykroczenie – o to, że razem z kilkoma innymi osobami 21 marca 2022 roku przebywał na obszarze objętym czasowym zakazem przebywania.

10 listopada 2022 roku sędzia Katarzyna Skindzier-Ostapa z Sądu Rejonowego w Białymstoku wydała wyrok nakazowy, przychylając się do wniosku SG i każąc zapłacić każdemu z obwinionych po 200 zł. W piątek (18 listopada) Mariusz Kurnyta odpis wyroku otrzymał i zaczął głośno się śmiać. Rozbawił go 9-miesięczny termin prowadzonego po cichu postępowania, zażartował więc w mediach społecznościowych, że „przyklepali mu ojcostwo”.

Uważa, że polskie służby i wymiar sprawiedliwości kompromitują się takimi działaniami: – To nadużywanie prawa. Kara za bycie Polakiem, przebywanie w Polsce, na terenie, gdzie nie ma wojny i działań zbrojnych. Sąd Najwyższy orzekł, że strefa została wprowadzona nielegalnie, więc uważam, że każdy mandat w strefie i każdy taki wyrok jest nielegalny! – dowodzi Mariusz Kurnyta, a reprezentujący go prawnik z organizacji pozarządowej już zajmuje się sprawą, przygotowując wniesienie sprzeciwu od wyroku nakazowego.

Więcej w Wyborczej

Wojewoda z PiS zarzucał ratuszowi „promowanie ideologii gender”. Przegrał w sądzie

2022/11/16

Ratusz chciał stworzyć w Warszawie sieć miejsc wolnych od dyskryminacji. Blokował to wojewoda Konstanty Radziwiłł, zarzucając „promocję ideologii gender”. Powołał się przy tym na opinię Ordo Iuris. Wojewoda właśnie przegrał w tej sprawie w sądzie administracyjnym.

– Równość i prawa człowieka wygrały. Warszawa jest miastem wspaniałych ludzi o różnorodnych potrzebach, napotykających różne bariery w dostępie do usług. Dla nas wszystkie mieszkanki i mieszkańcy Warszawy są równi, dlatego staramy się te bariery likwidować. Cieszę się, że sąd, mając na jednej szali działania miasta na rzecz równego traktowania i poszanowania praw człowieka, a na drugiej absurdalne zarzuty wojewody mazowieckiego, wydał tak sprawiedliwy i oczekiwany społecznie wyrok – przekazała mediom we wtorek (15 listopada) pełnomocniczka prezydenta Warszawy ds. równego traktowania Karolina Zdrodowska.

Chodzi o zarządzenie prezydenta Rafała Trzaskowskiego z grudnia zeszłego roku. Dotyczyło ono ogłoszenia konkursu ofert na prowadzenie sieci współpracy Równe Miejsce dla miejsc usługowych wolnych od dyskryminacji. Celem było, jak wyjaśnia urząd miasta, przeciwdziałanie dyskryminacji w podmiotach świadczących różne usługi i zapewnienie równego dostępu do dóbr i usług.

„Sieć miała skupiać usługodawców, którzy deklarują dostęp do usług wszystkim i likwidują bariery, które go uniemożliwiają lub utrudniają” – czytamy w informacji prasowej ratusza.

Wojewoda Konstanty Radziwiłł (Prawo i Sprawiedliwość) uchylił zarządzenie prezydenta miasta. Co mu się nie podobało? Zarzucił, że konkurs nie dotyczy osób z niepełnosprawnością. Tymczasem ratusz tłumaczył, że istotą tego pomysłu było to, że działanie nie jest skierowane tylko do osób z niepełnosprawnościami, ale też innych, które mogą być narażone na dyskryminację.

Wojewoda, uchylając zarządzenie, powołał się na opinię Ordo Iuris. Twierdził, że przygotowane przez ratusz dokumenty doprowadzą do dyskryminacji i mobbingu pracownic i pracowników miejsc, które dobrowolnie przystąpiły do sieci. Wojewoda zarzucał, że działania antydyskryminacyjne będą ingerować w życie prywatne obywateli.

Inny zarzut dotyczył „promocji ideologii gender, modelu rodziny i określania definicji małżeństwa”. „Jest on bezpodstawny, ponieważ konkurs dotyczy upowszechniania i ochrony wolności i praw człowieka oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji – nie ma w nim mowy o modelu rodziny i określaniu definicji małżeństwa” – przekazał ratusz.

– Nie ma ideologii w wymiarach takich cech jak płeć, religia lub bezwyznaniowość albo niepełnosprawność. Nie ma również ideologii LGBT. Dziwię się też, jak podnoszenie poziomu wiedzy na temat dyskryminacji i przeciwdziałanie nierównemu traktowaniu w dostępie do dóbr lub usług miałoby stanowić „nielegalną promocję ideologii gender” – poinformowała Karolina Zdrodowska.

Rozprawa przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym odbywała się w poniedziałek (14 listopada). Sąd podzielił argumenty ratusza i uchylił decyzję wojewody. Miasto zapowiada, że wróci do konkursu po uprawomocnieniu się wyroku.

Źródło: wyborcza.pl

Na Marszu Niepodległości podpalono symbol osób transpłciowych i porównano LGBT+ do pedofili

2022/11/14

Tegoroczny Marsz Niepodległości przeszedł przez ulice Warszawy. Na trasie wśród uczestników pojawili się m.in. politycy Zjednoczonej Prawicy i Konfederacji — Antoni Macierewicz, Zbigniew Ziobro, Janusz Kowalski, Krzysztof Bosak czy Grzegorz Braun. Jak praktycznie co roku, podczas Marszu doszło do kilku incydentów, także związanych z mową nienawiści wobec grup mniejszościowych. Spalono m.in. flagę osób transpłciowych, śpiewając przy tym „pedofile, lesby, geje, cała Polska z was się śmieje”.

Warto w tym kontekście wspomnieć, że w ostatnich miesiącach lider Zjednoczonej Prawicy Jarosław Kaczyński kilka razy w swoich wystąpieniach uderzał w osoby transpłciowe.

„Mój szef w pracy, czy moja koleżanka, czy mój kolega powinni się do mnie zwracać już tym razem w formie żeńskiej. No można mieć takie poglądy. Dziwne co prawda, ja bym to badał, no ale…” — mówił Kaczyński podczas wystąpienia we Włocławku.

Sam Marsz Niepodległości organizowany jest przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, skupiające osoby należące m.in. do Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego. Ten ostatni został przez sąd pierwszej instancji określony jako „nawiązujący do jawnie faszystowskiej organizacji przedwojennej”. Później stwierdzenie to podzielił Sąd Najwyższy.

Więcej na noizz.pl

Antysemicka nagonka podczas wiecu Braci Kamratów w Krakowie. „Czy będziemy tej zimy palić w piecu Żydami?”

2022/11/14

Organizacje żydowskie są oburzone wiecem Braci Kamratów w Krakowie. Chcą złożyć doniesienia do prokuratury i zarzucają bezczynność magistratowi, który nie rozwiązał zgromadzenia.

– Analizujemy treści, które pojawiły się na wiecu, pod kątem tego, czy spełniają przesłanki przestępstw z art. 256 i 257 Kodeksu karnego – mówi „Wyborczej” Piotr Kwapisiewicz, prezes zarządu Stowarzyszenia Żydowskiego „Czulent”. W art. 256 mowa o „propagowaniu faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego”, a art. 257 w całości brzmi: „Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3″.

Skrajny narodowiec Rafał Mossakowski zaczął swe przemówienie od słów: – Spotykamy się po raz kolejny 11 listopada. Jest to tzw. Święto Niepodległości, chociaż Polska nie jest krajem niepodległym. W zeszłym roku zrzuciliśmy to jarzmo okupacji żydowskiej, paląc kopię Statutu kaliskiego w Kaliszu. Pamiętajmy, że ta okupacja trwa nadal, że nasz symboliczny akt niczego specjalnie nie zmienił, ale świadomość tej sprawy wzrosła bardzo mocno. Żeby przypomnieć Polakom o tym problemie, proponuję krzyknąć: precz z żydowską okupacją!

I tłum odpowiedział mu kilkakrotnie tym samym okrzykiem. Wcześniej na wspomnienia o wydarzeniach z zeszłego roku ludzie pod sceną reagowali słowem: „Dziękujemy!” i brawami.

Przypomnijmy: 11 listopada 2021 r. w Kaliszu kamraci, śpiewając hymn narodowy, spalili kopię Statutu kaliskiego. Statut kaliski to dokument ustanowiony w 1264 r. przez księcia wielkopolskiego Bolesława Pobożnego, który zrównał prawa Żydów i Polaków. Dla Wojciecha Olszańskiego, który teraz siedzi w więzieniu, a wtedy przewodził zgromadzeniu, statut „wprowadził hipnozę, że Żydzi w Polsce są panami, a my ich niewolnikami”. Piotr Rybak mówił o powrocie do 1968 r. i „pogonieniu” „polskojęzycznej hołoty” do Izraela, a tłum krzyczał: „Tu jest Polska, a nie Polin!”. Rok później w Krakowie krzyczał identycznie. Dodawał jeszcze: „Za Izrael żadnych wojen!”.

Więcej w Wyborczej

Jacek Międlar zatrzymany przez wrocławską policję przed antyukraińskim marszem narodowców 11 listopada

2022/11/11

Nacjonalista, były ksiądz Jacek Międlar zatrzymany został przez policję na wrocławskim Jagodnie w piątek 11 listopada przed południem. Policja zdradza na razie tylko, że akcja związana była z informacjami o zagrożeniu dla „życia lub zdrowia ludzi, a także mienia”.

Jacek Międlar, jak co roku, przewodzić miał manifestacji organizowanej przez narodowców 11 listopada w Święto Niepodległości we Wrocławiu. Samochód, którym jechał, został zatrzymany na wrocławskim Jagodnie. Były ksiądz został zakuty w kajdanki i wsadzony do radiowozu.  

Rzecznik dolnośląskiej policji Łukasz Dutkowiak informuje, że działania policjantów miały związek z „bieżącymi ustaleniami i informacjami o zagrożeniach”. Jakich? Z czym związanych? – Z dzisiejszymi wydarzeniami – dodaje Dutkowiak i powołuje się na art. 15 ust 1 pkt 3 Ustawy o policji.

A mówi on, że organy ścigania mają prawo do „zatrzymywania osób stwarzających w sposób oczywisty bezpośrednie zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego, a także dla mienia”. Żadnych więcej informacji rzecznik podać nie chciał. Dodał tylko, że z zatrzymanym są wykonywane czynności. Po ich zakończeniu policja będzie mogła podać więcej informacji. 

W tym roku hasłem organizowanego przez narodowców Marszu Polaków jest „Polak w Polsce gospodarzem”. Manifestacja ma się zacząć o godz. 16 pod wrocławskim Dworcem Głównym od prezentacji wspomnień świadków ludobójstwa na Wołyniu. Potem uczestnicy mają przejść na plac Katedralny na Ostrowie Tumskim.  

W poprzednich latach – podczas nacjonalistycznej manifestacji 11 listopada – nieraz dochodziło do łamania prawa, a przedstawiciel urzędu miasta rozwiązywał zgromadzenie. Czy w związku z informacjami o zagrożeniach i zatrzymaniem Międlara policja będzie chciała nie dopuścić do organizacji marszu?  

Łukasz Dutkowiak nie odpowiedział na to pytanie. Przypomniał tylko, że marsz jest oficjalnie zgłoszony, Jacek Międlar nie jest jego organizatorem. Pod informacją o demonstracji, przekazaną magistratowi, podpisana jest inna osoba. Na miejscu – dodaje rzecznik – będzie też przedstawiciel urzędu miasta.  

Więcej na wyborcza.pl

Zwyzywał ukraińskiego sprzedawcę w Żabce we Wrocławiu. Stanął przed sądem

2022/11/10

Ukraiński sprzedawca ze sklepu „Żabka” w centrum Wrocławia został wulgarnie zwyzywany i uderzony przez klienta, który nie chciał zapłacić za piwo. Sprawą zajmuje się wrocławski sąd okręgowy.

Proces oskarżonego Bartłomieja B. miał się zacząć w czwartek 10 listopada. Jednak sąd odroczył odczytanie aktu oskarżenia o miesiąc. W tym czasie mężczyzna ma być przebadany przez biegłych, którzy będą musieli ocenić, czy w dniu zdarzenia był poczytalny, czyli wiedział, co robi i potrafił kierować własnym zachowaniem.

Incydent wydarzył się 6 grudnia ubiegłego roku w Żabce na pl. Teatralnym we Wrocławiu. Zdaniem oskarżenia Bartłomiej B. wszedł do sklepu po piwo, ale nie miał pieniędzy. Mimo to poprosił o butelkę piwa. Sprzedawca odmówił.

Wtedy mężczyzna zabrał z półki towar i – nie płacąc – zaczął wychodzić. Sprzedawca zabrał mu butelkę. Wtedy Bartłomiej B. dwa razy uderzył go w ramię. Potem zaczął go wyzywać i grozić mu. „Ty ukraińska k…” – usłyszał sprzedawca. Wyr.. cię, spotkam cię po pracy” – mówić miał do pokrzywdzonego.

Już w śledztwie – podczas przesłuchania – mężczyzna przyznał się do postawionego mu zarzutu. Swoje zachowanie tłumaczył tym, że – gdy wchodził do Żabki – był mocno pijany. Prokuratura zarzuca mu „stosowanie przemocy i groźby bezprawnej” oraz znieważenie, z powodu przynależności narodowej. Za to przestępstwo grozić może do pięciu lat więzienia.

Proces Bartłomieja B. nie zaczął się. Sąd zdecydował przyznać oskarżonemu obrońcę z urzędu. Postanowił też skierować go na badania, które mają odpowiedzieć na pytania o jego poczytalności w momencie przestępstwa. Jeśli Bartłomiej B. będzie mógł odpowiadać przed sądem, proces zacznie się 15 grudnia.

Źródło: wyborcza.pl

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Skarga do trybunału praw człowieka po tym, jak migrantka straciła ciążę

2022/11/10

Stowarzyszenie Interwencji Prawnej skierowało do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka kolejną skargę na nielegalne pushbacki dokonywane przez polskie służby na granicy polsko-białoruskiej. Chodzi o sprawę 28-letniej obywatelki Algierii, która razem z mężem próbowała dostać się do Polski. Oboje zostali kilka razy wypchnięci do Białorusi, a kobieta straciła ciążę.

Jak informuje Stowarzyszenie Interwencji Prawnej, skarga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczy małżeństwa pochodzącego z Algierii, które próbowało dostać się do Polski, aby w naszym kraju złożyć wniosek o ochronę międzynarodową.

Jak relacjonuje SIP, małżeństwo to, przekraczając granicę, pomimo deklarowania chęci ubiegania się o azyl w Polsce i informowania o braku możliwości uzyskania odpowiedniej ochrony w Białorusi kilkukrotnie było zatrzymywane przez polską straż graniczną i wywożone z powrotem. W konsekwencji przeprowadzonych pushbacków przez wiele dni zmuszone było przebywać w lesie w nieludzkich warunkach, bez schronienia, lekarstw, jedzenia i wody pitnej.

Przed pushbackiem, który jest skarżony przez SIP, 28-letnia obywatelka Algierii straciła ciążę.

– Będąc w pierwszym trymestrze, była osobą szczególnie wrażliwą, której tym bardziej powinno się udzielić odpowiedniej pomocy medycznej i psychologicznej. Tymczasem zawrócono ją na teren kraju, w którym nie mogła otrzymać bezpiecznego schronienia. Straż graniczna, wywożąc do Białorusi naszych klientów, nie doręczyła im żadnego postanowienia, od którego mogliby złożyć zażalenie. Nie wyjaśniono im, że przysługują im jakiekolwiek prawa, a także nie przekazywano im informacji w języku dla nich zrozumiałym – podnoszą w skardze adwokat Małgorzata Jaźwińska i prawniczka Magdalena Fuchs.

Więcej w Wyborczej

Robert Bąkiewicz uruchamia telewizję. Doradza mu publicysta wyrzucony z rządowego radia

2022/11/09

Telewizja Media Narodowe nie ma jeszcze koncesji, ale 11 listopada ruszy z emisją w sieciach kablowych. Za rozwój i dystrybucję kanału odpowiada poznaniak Piotr Barełkowski.

Prawicowy publicysta Piotr Barełkowski do marca 2022 roku prowadził audycje w rządowym Radiu Poznań. Wyleciał, gdy jedną z nich opisaliśmy w „Wyborczej”. Słuchacze mogli się z niej dowiedzieć, że Władimir Putin broni europejskich wartości, a dramat w Mariupolu był ukraińską ustawką.

Skandaliczne słowa wypowiedział goszczący w audycji poseł Konfederacji Janusz Korwin-Mikke. Barełkowski nie zareagował jednak na te kłamstwa. Pięć godzin po naszym artykule prezes radia wyrzucił Barełkowskiego za „niedochowanie dziennikarskiego profesjonalizmu”.

Barełkowski odnalazł się teraz w telewizji Media Narodowe założonej przez Roberta Bąkiewicza, organizatora warszawskiego Marszu Niepodległości. Narodowcy do tej pory mieli swój kanał tylko w internecie, ale teraz wchodzą do telewizji kablowych. Nie mają jeszcze koncesji, ale 11 listopada, w dniu marszu, rozpoczną emisję w kilkunastu sieciach, a głównym wydarzeniem będzie transmisja marszu. Oficjalnie ma być to emisja techniczna.

Portal Wirtualne Media podał we wtorek, 8 listopada, że Barełkowski został doradcą zarządu nowej stacji. Będzie odpowiadał za jej rozwój i dystrybucję.

Barełkowski ma telewizyjne doświadczenie – zakładał w Poznaniu TV Biznes, którą potem przejął Polsat. Prowadził też programy w Telewizji Republika oraz w kanale wPolsce.pl braci Karnowskich.

Obciąża go nie tylko antyukraińska audycja w rządowym Radiu Poznań – opisywaliśmy także jego zaangażowanie w obronę skompromitowanego misjonarza Dariusza Godawy. Z kolei w lutym 2022 roku Barełkowski porównał Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy do zbiórek pomocowych organizowanych w hitlerowskich Niemczech.

Więcej w Wyborczej

Bart Staszewski pozywa TVP za kampanię nienawiści i oczernianie

2022/11/09

Bart Staszewski, autor kampanii “Strefy wolne od LGBT” pokazującej konsekwencje homofobicznych uchwał samorządowych, złożył pozew przeciwko TVP w związku z naruszeniem dóbr osobistych. Był bohaterem co najmniej 134 nienawistnych i szkalujących materiałów TVP.

Staszewski zarzuca TVP kłamstwa, manipulacje i brak bezstronności. Domaga się przeprosin, zadośćuczynienia i emisji filmu w jego reżyserii o równości małżeńskiej. Przypomina, że Telewizja Polska SA wielokrotnie publikowała materiały o nim, przedstawiając go w jednoznacznie niekorzystnym świetle.

Urodzony w 1990 roku Bart Staszewski jest współzałożycielem stowarzyszenia Marsz Równości w Lublinie oraz Miłość Nie Wyklucza, a także twórcą filmu dokumentalnego Artykuł osiemnasty (2017; chodzi o art. 18 Konstytucji RP o ochronie małżeństwa, interpretowany przez prawicę jako wyłączność dla związków hetero — red.). Konsekwentnie walczy z wykluczaniem społeczności LGBT. To jego po Marszu Równości 2018 w Częstochowie ówczesny minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński chciał ścigać za Orła na tęczowej fladze.

Staszewski jest jednak przede wszystkim znany jako autor projektu „Strefy”, czyli „znaku drogowego”. W ramach akcji artystyczno-społecznej stawiał i fotografował znaki z napisem „Strefa wolna od LGBT” w miejscowościach, gdzie samorządy przyjęły uchwały dyskryminacyjne wobec współobywateli LGBT. Akcja miała ogromny oddźwięk społeczny. Kiedy zdjęcia ze znakiem „strefy” pojawiły się na początku 2020 r. na Facebooku, do Staszewskiego zaczęły się zgłaszać osoby nieheteronormatywne z tych właśnie miejscowości.

Staszewski: “Dzięki marszowi i akcji z tablicami spotkałem Kazimierza, 58-letniego geja z małej miejscowości, który całe życie się ukrywał, ale od niedawna zaczął żyć otwarcie i teraz nawet pisze protesty do gminy. I 18-letniego chłopaka, który od razu powiedział, że nie będzie się ukrywał. I dziewczynę, która – kiedy jej miasto zrobiło się „strefą” – zaczęła organizować spotkania dla innych osób LGBT, żeby nie czuli się sami. To oni robią pracę u podstaw. Dodają innym odwagi i chcą robić więcej – budzi się w nich aktywizm. Jak sobie pomyślę, co sam miałem w głowie, kiedy miałem 18 lat… To niesłychana zmiana. Tak się tworzy społeczeństwo obywatelskie” (wypowiedź z czerwca 2020 dla Biura RPO. Źródło: “Z URZĘDU. Nieurzędowy raport ze skarg, rozmów, spotkań z Rzecznikiem Praw Obywatelskich VII Kadencji 2015–2020 Adamem Bodnarem”, s. 87)

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zaskarżył homofobiczne uchwały do sądów administracyjnych. Stało się to już w 2019 r. – więc już przed akcją Staszewskiego było wiadomo, że uchwały samorządowe rodzą poważne wątpliwości. Wojewódzkie sądy, a następnie Naczelny Sąd Administracyjny przyznały RPO rację i unieważniły je. Wskazały, że rezolucje „przeciwko ideologii LGBT” miały charakter dyskryminujący. Godziły w godność osób LGBT, a samorządy, które je przyjęły, przekroczyły uprawnienia.

Więcej w oko.press