Wystarczyło kilka dni, aby plotka o rzekomej relokacji tysięcy uchodźców z Bliskiego Wschodu wywołała miejscowy kryzys. Akcja sprawiała wrażenie dobrze zaplanowanej. Pod petycją podpisały się tysiące osób, a radni zażądali wyjaśnień do burmistrza.

Pierwsze sygnały zaczęły pojawiać się na początku tygodnia. Początkowo nieśmiało – w rozmowach mieszkańców, na lokalnych grupach w portalach społecznościowych, w wiadomościach przesyłanych sobie nawzajem przez komunikatory. Informacja była krótka: od przyszłego miesiąca do Rabki-Zdroju i pobliskich Ponic mają zostać relokowani uchodźcy z Bliskiego Wschodu. 

W piątek ciekawość mieszkańców miasta i pobliskich wsi zaczęła przeradzać się w niedowierzanie. W plotce zaczęły się pojawiać konkretne daty i liczby: „czwartego czerwca do uzdrowiskowej miejscowości zjadą imigranci z Niemiec”. Najpierw mówiono o kilku autokarach. Potem o kilkuset osobach. W końcu o tysiącach. Schronienie mieli znaleźć w kilku pensjonatach na terenie Rabki. Których? To wciąż pozostawało tajemnicą.  

Informacja dotarła do radnych. Ci zwrócili się na piśmie do władz miasta z wyjaśnieniami i prośbą o potwierdzenie „niepokojących doniesień”. Jednocześnie przekonywali, że rabczanie już raz „otworzyli serca” dla potrzebujących – w 2022 roku, gdy część Ukraińców uciekających z kraju ogarniętego wojną, zadomowiła się właśnie w Rabce. I że nie chcą, aby otwartości i dobroci miejscowych wystawiać na próbę po raz kolejny.

Minęła kolejna doba, atmosfera zgęstniała. W sobotę strach i poruszenie wśród mieszkańców były już wyraźnie odczuwalne. Pocztą pantoflową – w domach, na ulicach, przed szkołami – rozchodziły się kolejne „informacje”: tylko w samej Rabce miało zamieszkać około dwóch tysięcy uchodźców. W Ponicach jeden z właścicieli obiektu noclegowego, wynajmowanego wcześniej pracownikom budowlanym, miał – według relacji sąsiadów – otrzymać od przedstawicieli rządu lukratywną propozycję zakwaterowania cudzoziemców. Mężczyzna podobno przystał na przyjęcie kilkuset osób w zamian za pieniądze.

O sprawie dowiadujemy się od pana Jarosława, mieszkańca Rdzawki. Gdy pytamy go, skąd posiadł tę wiedzę, odpowiada przewrotnie: – Ty nic nie wiesz, bo ci nikt nie powie. Rządzący z władzami gminy i przedsiębiorcami dogadali się za naszymi plecami. Miało być cicho, żeby nikt do ostatniej chwili o tym nie wiedział – mówi mi mężczyzna. 

Więcej w Wyborczej