Przemysław Szubartowicz: Po pana występie w programie „Najważniejsze pytania” w Polsat News, który współprowadzę z Karoliną Olejak, został pan skrytykowany zwłaszcza przez prawicę. Głównie chodziło o porównanie ONR i Narodowych Sił Zbrojnych do UPA. Jak pan odpowiada na tę krytykę?
Dariusz Stola: – Można nie zgadzać się z moimi opiniami i je krytykować, na tym polega cywilizowana dyskusja, choć dostałem także kilka obraźliwych listów, które zignoruję. Wydaje mi się, że te krytyczne głosy – zakładając ich dobrą wolę – wynikały z nieporozumienia. Dotyczyły czegoś, czego nie powiedziałem – nie porównałem NSZ i UPA w ogóle, ale pod względem kluczowych cech ich ideologii. I opinię tę podtrzymuję: między ideologią ONR i NSZ z jednej strony, a UPA i OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) z drugiej strony były podobieństwa, którym nie można zaprzeczyć. Podobieństwa, które wskazałem, są dwa, a dotyczą stosunku do demokracji i stosunku do mniejszości narodowych. Oczywistym błędem byłoby twierdzić, że NSZ i UPA to to samo: mimo podobieństwa ideologii NSZ nie ma na sumieniu masowych zbrodni, których UPA dokonała na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.
Na terenach wschodnich II Rzeczypospolitej, gdzie działała OUN, a później UPA, mieszkali ludzie różnej narodowości i wyznania: Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Czesi, Niemcy i inni. Ta różnorodność była charakterystyczną cechą ziem dawnej rzeczpospolitej polsko-litewskiej i w ogóle tej części Europy. Pojawienie się tutaj pod koniec XIX wieku idei nowoczesnego nacjonalizmu, polskiego, ukraińskiego czy żydowskiego, a następnie jej radykalizacja sprawiła, że powstały, a potem nabrały znaczenia organizacje głoszące hasła bezpardonowej walki z innymi grupami etnicznymi. W naturalnej, trwającej stulecia różnorodności nacjonaliści z ONR i OUN widzieli tylko problem, wymagający radykalnych, a nawet brutalnych działań, bo głosili zarazem pochwałę przemocy. Pojednanie między narodami uznawali za szkodliwą mrzonkę. Nieprzypadkowo jedną z ofiar terroru OUN w latach 30. był Tadeusz Hołówko – bliski współpracownik Piłsudskiego i rzecznik zbliżenia polsko-ukraińskiego.
Nikt chyba nie zaprzecza, że przywódcy UPA mieli wrogi stosunek do mniejszości, zwłaszcza do Polaków i Żydów. Polaków utożsamiali z polską dominacją w czasach II RP, a wcześniej z dominacją polskiej szlachty, uznawali Polskę i Polaków za wrogów. Mieli też wrogi stosunek do demokracji, uważali ją za system przegniły i zakłamany, służący interesom wpływowych grup. Dlaczego nie można porównać tego do stosunku, który do demokracji i do mniejszości mieli radykalni nacjonaliści z ONR i NSZ? Podobieństwo ideowe wydaje mi się oczywiste.
Sądzę, że przywódcy czy działacze organizacji, które odrzucały demokrację i były wrogami mniejszości narodowych – czyli odrzucały zasadę równości obywateli bez względu na pochodzenie etniczne czy wyznanie – nie nadają się na bohaterów, to znaczy wzory osobowe kraju demokratycznego. Ani dla dzisiejszej Ukrainy, ani dla Polski. Byli bowiem wrogami fundamentów, na których nasze państwa są dziś zbudowane: na zasadzie równości obywateli i zasadzie demokratycznego wyłaniania i kontroli władz. Nawet jeśli niektórzy z nich byli naprawdę dzielni, wyróżnili się w walce z prawdziwymi wrogami lub zginęli z ich ręki, to nie powinni służyć za wzór dla następnych pokoleń. Należy szanować ich mężne czyny, ale mamy pod dostatkiem bohaterów, którzy nie nawoływali do zniszczenia demokracji i nie szczuli na ludzi innego pochodzenia lub wyznania. Nie musimy wynosić na pomniki takich, którzy głosili ideologie prowadzące do wojny lub prześladowań, albo mają na sumieniu życie cywilów. Taką samą radę chciałbym dać Ukraińcom.
Krytycy mówią, że NSZ walczył z okupantami, a UPA mordowała ludzi.
– Nie powiedziałem, że działania NSZ były takie same jak działania UPA. Mówiłem wyraźnie o podobieństwie w dwóch fundamentalnych kwestiach: stosunku do demokracji i do mniejszości. To były dwie organizacje nacjonalistycznej prawicy, należące do wielkiej rodziny europejskiego integralnego nacjonalizmu tej epoki – od włoskich faszystów po Żelazną Gwardię rumuńską. W prawie każdym kraju europejskim istniały organizacje o podobnej ideologii, można się spierać, które były faszystowskie, a które nie, ale nie o tym dziś rozmawiamy. Dla jasności dodam, że mówię o tej części NSZ, która odmówiła scalenia z AK. Ta część NSZ nie uznawała podległości wobec rządu polskiego w Londynie i zasad ustrojowych, które ten rząd deklarował – a zasady te były demokratyczne i równościowe. A jeśli nie podlegała rządowi, to nie była też wojskiem polskim – takim wojskiem była Armia Krajowa.
Do zdania, że NSZ walczył z okupantem, dodam jeszcze, że NSZ walczył też z polskimi organizacjami lewicowymi, a to znaczy, że toczył walki bratobójcze, i to nie tylko z komunistyczną Armią Ludową. Ma też na sumieniu zbrodnie na cywilach, na Żydach. Co więcej, najbardziej znana formacja NSZ – Brygada Świętokrzyska – raczej współpracowała z Niemcami niż z nimi walczyła, uważając, że większym zagrożeniem są Sowieci. Obawa przed Sowietami była skądinąd uzasadniona, ale pójście w imię tego na współpracę z Niemcami oznaczało przekroczenie czerwonej linii, której żadna inna polska organizacja nie przekroczyła. Apologeci Brygady mogą wymyślać niestworzone historie i zaprzeczać kolaboracji, ale kontakty dowódców Brygady z Niemcami są udokumentowane i opisane przez historyków, a marsz Brygady na zachód wraz z Wehrmachtem doprawdy trudno uznać za formę walki. Równie trudno jest maskować antysemityzm w NSZ, oczywistą kontynuację antyżydowskich haseł ON, i to nawet wtedy, gdy Niemcy systematycznie mordowali polskich Żydów. Propaganda szczująca na Żydów, oskarżająca ich grupowo o zdradę na rzecz Sowietów – a łatwo sprawdzić, co pisano w podziemnych wydawnictwach tej części prawicy – ponosi jakąś część odpowiedzialności za przypadki zabójstw na Żydach ukrywających się po lasach czy wydanych w ręce niemieckie.
Cała rozmowa w serwisie interia.pl
STOWARZYSZENIE
OTWARTA RZECZPOSPOLITA
Biuro czynne dla interesantów:
poniedziałek-piątek: 10.00 - 14.00
Chcesz być na bieżąco?