Michał Olszewski: Muzeum KL Auschwitz Birkenau ani jego dyrektor z zasady nie angażują się w komentowanie bieżących wydarzeń i wypowiedzi. Dla Jana Pietrzaka i Marka Króla zrobiliście wyjątek. Ukazały się krótkie i mocne komentarze, jeden z nich ze zdjęciem byłej więźniarki Zofii Posmysz i zbliżeniem jej ręki z numerem obozowym.

Piotr Cywiński: Rzeczywiście, staram się bardzo mocno oddzielać politykę od miejsca pamięci i zawsze proszę o to polityków, którzy odwiedzają muzeum. Ale pamięć zobowiązuje i jeśli zajmuję zdecydowane stanowisko w sprawie masakry ludu Rohinja w Birmie czy Ujgurów prześladowanych w Chinach, to trudno, żebym milczał, słysząc Pietrzaka i Króla. Ich wypowiedzi stoją na antypodach wszystkiego, co robimy w Muzeum. Zresztą, oni się odwołali bezpośrednio do historii obozowej, mówiąc o obozach, barakach, tatuowaniu. Nie wkraczam w politykę, tylko w zderzeniu z perwersyjną próbą odwrócenia pamięci o ofiarach pokazuję, jak ta historia wyglądała naprawdę.

Jak to możliwe, że w kraju, w którym stąpamy po ruinach krematoriów, ta perwersyjna próba jest w ogóle możliwa?

Po pierwsze: w Polsce nastała generalna nerwowość. Za nami wybory parlamentarne, a przed nami równie ważna batalia samorządowa. Jak widać, nie wszyscy to ciśnienie wytrzymują.

Po drugie: zepsucie języka politycznego i społecznego postępuje. Nie wyobrażam sobie, by trzydzieści lat temu takie słowa mogły się pojawić w przestrzeni publicznej bez konsekwencji dla ich autorów.

A po trzecie, zdumiewa mnie kompletna nieznajomość historii. Jan Pietrzak mówi o barakach, które stoją w Treblince. Tam nie ma żadnych baraków i w ogóle żadnych budynków, bo SS wszystko zlikwidowało w 1943 roku. To zaś oznacza, że Pietrzak w Treblince zapewne nigdy nie był i wypowiada się na tematy, o których nie ma pojęcia.

Najpoważniejszą jednak przyczyną jest kompletna moralna degrengolada części klasy politycznej i komentatorów. Innego wytłumaczenia nie znajduję.

Cała rozmowa z Piotrem Cywińskim w Gazecie Wyborczej