Dyskryminują, szerzą nienawiść i rzucają groźby. Argument o wolności zgromadzeń jest niczym czapka niewidka dla narodowców, którzy codziennie przez szczekaczki protestują przeciwko Ukraińcom w Krakowie. Sprawdzamy, czy takie demonstracje da się rozwiązać.
Krzyki: „Tu jest Polska, nie Bandera!” i groźby wykrzykiwane przez megafon w stronę kontrmanifestantów. Piosenka z tekstem „Won do siebie, bo tam wasze miejsce” puszczana na cały regulator. Skrajnie prawicowe zgromadzenia, które okupują centrum Krakowa, powołują się na prawo do wolności.
Policja przyznaje, że wobec protestujących wszczęto już kilkanaście postępowań. Zdecydowane stanowisko w sprawie antyukraińskich manifestacji przesłał „Wyborczej” również prezydent Krakowa. Jednak na Małym Rynku nic się nie zmienia, a awantury są codziennie.
Od kilku miesięcy codziennie na Małym Rynku w Krakowie spotykają się manifestacje pro- i antyukraińskie. Stoją naprzeciwko siebie, patrzą sobie w oczy i krzyczą.
Kilkuosobowa, zazwyczaj mniejsza grupa proukraińska ustawia się pod ścianami kamienic z żółto-niebieską flagą z płaczącym dzieckiem.
Nacjonaliści stoją na środku placu, z wielkim banerem z napisem „Marsz Pamięci Wołyń 1943” i flagami z podobnymi hasłami. Z megafonów i głośników co chwilę padają nienawistne hasła: „Won do siebie, bo tam wasze miejsce!”, „25 lat w Polsce, a nie potrafi dobrze mówić! Bo tak nas szanują, Polaków”, a wreszcie: „Masz pecha, bo mieszkasz na tym samym osiedlu co ja”.
Porządku podczas demonstracji pilnuje policja. – Proszę mi wierzyć, my też mamy dość. Trudno się tak pracuje, a my to musimy obstawiać. Dobrze, że się pani tym interesuje, bo tu jest taki bajzel, że głowa mała. A na to, co się tutaj dzieje, wyraża zgodę Urząd Miasta — mówił „Wyborczej” policjant, który pilnował bezpieczeństwa na Małym Rynku. Jak tłumaczył, nie może interweniować nawet wtedy, gdy padają groźby, ponieważ nie dochodzi do przemocy fizycznej.
– Dzieją się tam rzeczy, które budzą duże wątpliwości, ale nie rolą policjantów jest je oceniać — komentuje mł. asp. Rafał Wawrzuta z biura prasowego krakowskiej policji.
Z kolei krakowski magistrat wyjaśnia, że jest zobowiązany do zapewnienia bezpieczeństwa legalnie zgłoszonym zgromadzeniom. – Jeśli podczas zgromadzenia głoszone są hasła, poglądy, które w czyjejś ocenie stanowią naruszenie ustaw karnych, należy zgłosić je policji lub do prokuratury — twierdzi Emilia Król z biura prasowego Urzędu Miasta Krakowa.
Więcej w Wyborczej
STOWARZYSZENIE
OTWARTA RZECZPOSPOLITA
Biuro czynne dla interesantów:
poniedziałek-piątek: 10.00 - 14.00
Chcesz być na bieżąco?