Na piosenkę o „żydowskiej hienie” najpierw nie zareagowali policjanci. Teraz asesorka sądowa Maria Dzieżyc uniewinniła organizatorkę zgromadzenia. Za możliwy uznała scenariusz, który prokurator nazywa czysto abstrakcyjnym.

To było niedzielne popołudnie, środek wakacji. Turyści przechadzali się po Starym Rynku w Poznaniu, goście w ogródkach restauracyjnych jedli obiad, pili piwo. Przed ratuszem stały ogrodowy namiot z banerami i radiowóz.

Senną atmosferę przerwała muzyka. Z przenośnego głośnika popłynęło ciężkie metalowe brzmienie – piosenka o „śmierdzącym spisku żydokomuny” i „żydowskiej hienie”. Mimo że radiowóz stał blisko głośnika, policjanci nawet nie wysiedli.

Antysemicka piosenka to „Sanhedryn” neonazistowskiego zespołu Honor. Towarzyszyła zgromadzeniu, które w sierpniu 2024 roku zorganizowała Marzena D., działaczka Narodowego Odrodzenia Polski.

Na namiocie, który rozstawiła, był krzyż celtycki – symbol dominacji białej rasy. Po drugiej stronie – grafika z rysunkiem hulajnogi i homofobicznym hasłem „Polska bez pedałów”. Był też baner z odezwą: „Śmierć wrogom ojczyzny”.

Uwagę zwróciła na to jedna z mieszkanek Poznania, ale policjant zabezpieczający zgromadzenie zbył ją: – Wyrażają swoje poglądy. My tego nie oceniamy.

Ocenił prokurator Michał Strzelecki – gdy nagłośniliśmy antysemicki skandal, oskarżył Marzenę D. o znieważenie i nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym. Skupił się na antysemickiej piosence.

W grudniu 2025 roku sąd w Poznaniu uniewinnił jednak organizatorkę zgromadzenia.

Przeczytaliśmy uzasadnienie, które napisała asesorka sądowa Maria Dzieżyc. Ma 31 lat, orzeka od półtora roku. Wspominamy o tym, bo skąpe życiowe i zawodowe doświadczenie może mieć w tej sprawie znaczenie.

Dzieżyc potwierdziła, że publiczne odtwarzanie piosenki o „żydowskiej hienie” wyczerpuje znamiona przestępstwa, a Marzena D. była organizatorką i przewodniczącą zgromadzenia. Tyle że nie przyznała się do winy, a zdaniem asesorki nie ma dowodów, że to ona „spowodowała odtworzenie spornego utworu”.

„Wręcz przeciwnie – z materiału dowodowego wynika, że muzyka była odtwarzana przez nieustalonego mężczyznę” – pisze Dzieżyc.

Powołuje się na zeznania policjantów, którzy zapamiętali, że muzykę odtwarzał właśnie mężczyzna z głośnikiem. Nie wiadomo, kim był, bo policjanci go nie wylegitymowali.

Marzena D. zgłosiła zgromadzenie w urzędzie miasta. Napisała, że jego elementem będzie nagłośnienie, ale dla asesorki sądowej to żaden dowód, bo mężczyzna z głośnikiem stał kilka metrów dalej.

Dzieżyc pisze: „Nie można wykluczyć, że muzyka była emitowana przez osobę zupełnie niezwiązaną ze zgromadzeniem. Wobec braku wylegitymowania mężczyzny przy głośniku nie można nawet spróbować ustalić, czy sporny głośnik przynależał do zgromadzenia”.

W tej sytuacji – jak tłumaczy asesorka – Marzena D. nie może odpowiadać za odtworzenie antysemickiej piosenki, za zlecenie odtworzenia, ani za pomocnictwo (poprzez udostępnienie głośnika).

Więcej w Gazecie Wyborczej