Otrzymuj najnowsze informacje!
Zapisz sie do Newsletter
Sprawiedliwi wciąż nie są w modzie
29.06.2010
W Polsce ciągle wielu osobom trudno jest się przyznać, że w czasie II wojny światowej ich rodziny ratowały Żydów przed śmiercią z rąk nazistów - mówiono w Krakowie podczas konferencji "Polscy Sprawiedliwi wśród Narodów Świata".
Konferencję - która odbyła się w ramach 20. Festiwalu Kultury Żydowskiej - zorganizował Instytut Studiów Strategicznych i Narodowe Centrum Kultury. Tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata to najwyższe izraelskie odznaczenie nadawane nie-Żydom, ratującym Żydów z Zagłady, które przyznaje Instytut Yad Vashem. Spośród ok. 23 tys. osób z całego świata uhonorowanych w ten sposób najwięcej jest Polaków - 6209. Ale wiele rodzin, w których w czasie okupacji ukrywano Żydów, ciągle nie chce się do tego przyznawać. Zaproszenie do debaty na ten temat przyjęli m.in. prof. Władysław Bartoszewski, ambasador Izraela w Polsce Zvi Rav-Ner, a także historycy z Instytutu Pamięci Narodowej i Państwowego Muzeum na Majdanku.
- Sprawiedliwi żyją obok nas. Wielu z nich po wojnie przez całe lata nie przyznawało się, że w czasie okupacji ratowało Żydów. Bo wtedy przyzwoitość nie była w modzie - mówiła Anna Szymańska-Klich, prezes Fundacji Instytutu Studiów Strategicznych. - Już sam fakt, że trzeba dzisiaj prowadzić programy badawcze na ten temat, świadczy o tym, jak wielka wyrwa w historii na ten temat powstała.
- Musimy ciągle o tym mówić, że w Polsce byli tacy odważni, którzy podczas wojny, pod groźbą kary śmierci, ratowali Żydów. Jak wszyscy będą o tym wiedzieć, to wtedy nie będziemy już musieli organizować takich konferencji. Ale, póki co, trzeba jak najwięcej o tym mówić - zauważył prof. Władysław Bartoszewski,
Ambasador Izraela opowiadał, jak część osób uhonorowanych tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata nie wspominała o tym, że ratowała Żydów nawet swojej najbliższej rodzinie. - W ciągu ostatniego roku uczestniczyłem w Polsce w kilkudziesięciu uroczystościach przyznania tego szlachetnego tytułu. W większości przypadków honorowaliśmy potomków tych, którzy ratowali Żydów, bo ci już nie żyją. Często dzieci czy wnuki były bardzo zaskoczone przyznaniem ich rodzinom takiego tytułu. Zadawałem pytanie, dlaczego w ich rodzinach, wśród sąsiadów czy znajomych tyle lat po wojnie nie opowiadano sobie o ratowaniu Żydów? Słyszałem, że część osób to byli zwykli cisi bohaterowie, którzy zrobili po prostu to, co w czasie wojny było w ich mocy, by ratować życie. Ale też słyszałem opinie, że nie zawsze ludzie chcą słyszeć o ratowaniu Żydów w Polsce - relacjonował Zvi Rav-Ner.
Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi na to pytanie poszukuje m.in. dr Elżbieta Rączy z rzeszowskiego oddziału IPN-u, która bada losy Polaków pomagających Żydom w czasie II wojny światowej w Polsce południowo-wschodniej.
- W pamięci ludzkiej są tragiczne wspomnienia o tym, jak Niemcy pod odkryciu, że ktoś ukrywa Żydów, rozstrzeliwali i Żydów, i Polaków, którzy im pomagali. Krewni tych Polaków chcieliby o tym wszystkim zapomnieć - mówiła dr Elżbieta Rączy. - Takich przypadków jest bardzo wiele. Tylko na Rzeszowszczyźnie poznałam 1650 sytuacji, w których pomagano Żydom. A Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata uznano na tym terenie 392 osoby - dodała.
Jak sobie z tym radzić w Polsce?
- Trzeba przygotować jak najwięcej materiałów historycznych na ten temat - postulował Dariusz Libionka z Państwowego Muzeum na Majdanku. - Do dzisiaj nie powstała przecież nawet książka o najważniejszych członkach Żegoty - zauważył.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

