Szanowny Panie Redaktorze, śmiał się Pan na „Pokłosiu” (Dominik Zdort: O tym jak śmiałem się na „Pokłosiu”, Plus Minus, 17-18.11.2012), ja płakałem. Może dlatego, że mniejsze mam poczucie humoru, może dlatego, że rozpoznałem w filmie Pasikowskiego wiele znanych mi, dramatycznych historii, o których ciągle nie mogę myśleć spokojnie. Nie tylko ja nie mogę. Może Pan się zdziwi, ale w Polsce jest wielu młodych ludzi, którzy poruszeni bolesną, polską historią, czując się odpowiedzialni za to, co w Polsce dobre i złe (ten motyw osobistej odpowiedzialności kierował nas kiedyś do sprzeciwiania się złu) sami z własnej woli robią to, co Pan szyderczo nazwał „namiętnym kolekcjonowaniem żydowskich nagrobków”. Dokumentują żydowskie pamiątki , młody fotograf Łukasz Baksik pokazuje na wystawie „Macewy codziennego użytku” (m.in.w Centrm Sztuki Współczesnej ) ich wszechstronne współczesne użycie, znajdował je na utwardzonych drogach, chodnikach, jako żarna, koła szlifierskie, w ubikacjach, na ambonie strzelniczej, w oborze, a nawet w warszawskim parku w zdobnej pergoli. Podobnie jak młody rolnik, grany przez Stuhra, nie uważa , że tam jest ich miejsce, i że można koło tego przechodzić spokojnie. Ci młodzi ludzie, amatorzy, uczą się hebrajskiego lub idysz, by chociaż trochę zrozumieć treść napisów. To takie dziwne, że ktoś z taką pasją i wrażliwością moralną ( a zaręczam Panu, że są tacy) uczy się hebrajskiego? I, czy to jest powód do śmiechu? Druga historia z filmu, dwaj młodzi ludzie wstrząśnięci ukrywaną od czasów wojny historią zagłady Żydów z ich własnej wioski, odnajdują w wykopanym dole czaszki pomordowanych, Panu wydaje się to śmieszne, bo przypomina scenę z Hamleta. Ale przecież skojarzenie jest prostsze, dokładnie taką samą scenę widzieliśmy w dokumentalnym (!) filmie Pawła Łozińskiego, gdy kopiący w poszukiwaniu swojego zamordowanego przez mieszkańców wsi ojca, Henryk Grynberg napotyka w dole butelkę po mleku, którą ojciec nosił ze sobą. Ten zgrzyt łopaty o szkło ciągle nas przenika. Twierdzi Pan, że Pasikowski „nakręcił film, który każdemu mieszkańcowi Polski musi wydać się groteskowo nieprawdziwy”. Mieszkam w Polsce, pochodzę z chłopskiej rodziny, znam dobrze wieś, nic mi się w tym filmie nie wydaje groteskowe. Można dyskutować, czy zakończenie filmu sceną ukrzyżowania było potrzebne, myślę, że dla reżysera było to symboliczne podsumowanie, przedstawienie chrześcijaństwa mieszkańców. Proszę pomyśleć, czy ten film nie ujawnia czasem nie tylko strachu mieszkańców wsi i ich głęboko tajonej winy, ale także podobnych naszych postaw współczesnych, niechęci do zmierzenia się z tym co było złe w naszej historii, braku naszej elementarnej wrażliwości, która nakazuje być z mordowanymi i prześladowanymi.

Proszę pomyśleć czy ataki na Macieja Stuhra nie przypominają Panu ataków mieszkańców wsi na ich sąsiada, rolnika, który zburzył zmowę milczenia.

Henryk Wujec

O „Pokłosiu” pisała Paula Sawicka ze Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita
http://www.otwarta.org/index.php/paula-sawicka-o-filmie-poklosie/#more-6282