Otrzymuj najnowsze informacje!
Zapisz sie do Newsletter
Czescy neonaziści nielegalni
19.02.2010
Sąd najwyższy zdelegalizował Partię Robotniczą, najaktywniejsze i najbardziej wpływowe ugrupowanie skrajnie prawicowe w Czechach. To pierwszy taki przypadek od 1989 roku i duży sukces rządu Jana Fischera - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
Odczytując wyrok sędzia Vojtiech Szimiczek mówił, że Partia Robotnicza jest ksenofobiczna, szowinistyczna, populistyczna i rasistowska. "Jest zagrożeniem demokracji w Republice Czeskiej, ponieważ ugrupowanie to chce zniszczyć obecny system polityczny i zastąpić narodowo-socjalistycznym autorytaryzmem" - stwierdza sąd w werdykcie.
Innym uzasadnieniem wyroku jest to, że działacze partii podczas swych publicznych wystąpień negatywnie wyrażali się m.in. o Romach, Wietnamczykach czy gejach, obarczając te mniejszości odpowiedzialnością za wszelkie kłopoty tego świata. Według sądu członkowie Partii Robotniczej są kontynuatorami ideologii III Rzeszy i tworzą środowisko czeskiego neonazizmu.
Scena polityczna przyjęła werdykt z uznaniem. - To dobra wiadomość dla obywateli - oświadczył szef MSW Martin Pecina. - Sąd pokazał, że nie będzie tolerował partii zagrażającej demokracji, tak samo jak i rząd nie toleruje takiego ugrupowania - dodał minister, który w imieniu rządu przygotował wniosek przeciw Partii Robotniczej.
Dwa lata temu w tej samej sprawie poprzedni gabinet Mirka Topolanka poniósł porażkę, bo jak twierdzą eksperci, do wniosku o delegalizację neonazistów dołączył zbyt słaby materiał dowodowy.
- Nad nowym wnioskiem pracowaliśmy z policją, specjalistami od prawa administracyjnego i kancelariami adwokackimi - mówi premier Jan Fischer kierujący przejściowym gabinetem fachowców. Rząd zatrudnił także jednego z najbardziej znanych adwokatów Tomasza Sokola.
Kilkudziesięciu neonazistów, którzy przyszli wczoraj do sądu wraz ze swym liderem Tomaszem Vandasem, było wyraźnie zszokowanych. Ale zaraz ogłosili, że zmienią nazwę partii i wystartują w majowych wyborach parlamentarnych. Zresztą byli przygotowani na negatywny dla nich scenariusz, ponieważ istnieje "uśpiona partia", która nazywa się Robotnicza Partia Sprawiedliwości Społecznej. Na jej czele stoi matka Vandasa.
Choć poparcie dla Partii Robotniczej nie przekracza 2 proc., to jest ona bardzo znana za sprawą swych wystąpień antyromskich. Dochodziło do nich przede wszystkim w Czechach północnych, a polegały one na blokowaniu osiedli cygańskich, choć zdarzało się też, że dochodziło do przepychanek.
W 2008 r. Partia Robotnicza powołała oddziały paramilitarne, których komendantem jest Tomasz Vandas. Wydaje gazetę, a od roku działa jej telewizja internetowa.
Komentatorzy i politolodzy nad Wełtawą są zgodni, że wczorajszy wyrok nie oznacza końca neonazistów w Czechach. - Partia Robotnicza została zakazana, ale wkrótce będzie nowa - komentuje Viliam Buchert z gazety "MF DNES". - Nie znaczy to jednak, że czescy ekstremiści są w tej samej sytuacji co poprzednio. Odwrotnie - państwu udało się osłabić ich pozycję. Zdaniem Bucherta najważniejsze jest to, że neonaziści mają znikome poparcie. - Czesi nie lubią ekstremistów i tego typu grupy pozostaną na marginesie - mówi publicysta.
W Czechach większą popularnością niż neonaziści cieszą się skrajni populiści, a ich najbardziej znaną osobistością jest była eurodeputowana Jana Bobosikova, która bez pardonu atakuje UE, traktat lizboński i Niemców. Jeśli w zeszłorocznych wyborach do europarlamentu neonaziści zdobyli tylko 1-proc. poparcie, to Bobosikova dostała 4,5 proc. głosów i była bliska pokonania 5-proc. progu wyborczego. 46-letnia Bobosikova jest narodową populistką nowego typu, ponieważ równie dobrze komunikuje się z nacjonalistami zarówno z lewej, jak i z prawej strony. W wyborach prezydenckich 2008 r. była kandydatką komunistów.
Źródło: Gazeta Wyborcza

